NIECH ONI GRAJA WIECZNIE! Dziwne co nie? Ale to czuje sluchajc My Dying Bride, a emocje towarzyszace muzyce sa dla mnie najwazniejsze. Nie znam ich dlugo, ale to byla "milosc od pierwszego wejrzenia". Moja przygode z MDB rozpoczalem od "As the Flower Withers" - plyta wywarla na mnie ogromne wrazenie, nauczyla nowego podejscia do muzyki, kazala sie zrozumiec i pokochac. Mialem inne wyjscie, skoro mna zawladnela? Dlugo szukalem plyty smutnej, trudnej i okazala sie nia "The Angel and the Dark River". Wielowatkowosc utworow, mistyczne teksty, jakze mroczny klimat, "niecodzienny" wokal, w porownaniu z innymi plytami. Na poczatku nawet mi sie podobala, natomiast teraz jest gwozdziem dobijajacym trumne. Oczywiscie na poczatku zwrocilem uwage na pierwszy melodyjny utwor "The Cry Of Mankind" i to dzieki niemu zaglebilem sie dalej. Tyle w tej plycie goryczy, smutku, obaw, watpliwosc, ze trafia bezposrednio do mojej ciemnej, zamknietej, nikomu nieznanej sfery. Pierwszy raz powalila mnie okolo 2 w nocy, nie moglem spac i cos wlaczylem... ona dobila mnie jeszcze bardziej. O to mi chodzilo. Chyba nikt nie moze zarzucic "The Angel...", ze jest plyta banalna, a jezeli tak twierdzi, to jej nie rozumie. Teraz rozkoszuje sie "Like gods of the sun". Muzycznie mozna ja porownac do poprzedniczki, choc jest moze troszeczke ostrzejsza i bardziej melodyjna. Dominuja w niej twarde, toporne, a zarazem porywajace riffy gitarowe. Natomiast to, co sie dzieje w czesci lirycznej... jest nie do opisania i wyjasnienia. Ja to interpretuje po swojemu, a wiec dziwnie, stad tez nie chce analizowac tekstow, gdyz malo kto mysli i czuje tak jak ja. Wybralem z tworczosci My Dying Bride plyty, ktore najbardziej do mnie przemawiaja, chyba je zrozumialem, choc moze ciagle sie myle. Czy ktos mysli podobnie jak ja? autor: kwas tutaj od wiosny 1997 lub dłużej
|