zine: Skavenblight 'zine #0
|
|
|
Nie tak dawno, a może i dawno, niezbyt przychylnie wyrażałem się o 'zinie
"Evil Intestine", a oto mam przed sobą jego następcę - Skavenblight,
oznaczony przewrotnie numerem 0.
Tym razem Skavenblight jest ładnie wydany i wydrukowany, jednak jego
zawartość nie zmieniła się zbytnio. Wciąż do czynienia mamy z hordami
wojowników, dla których największym marzeniem jest nuklearna wojna na miecze,
wyprawy człogami na Izrael, a celem życia nieskończona walka. Przekreślone
pacyfy, zło sączy się z wywiadów, aż czuć silną rękę Rasy Walczącej. Ciekawe
tylko o co, hehe. Sądzę, że cała walka tych domorosłych wojowników,
w dotychczasowym ich życiu była bitwą o stopnie w szkole, czy o zdanie
matury. Na tej ostatniej chyba jednak wielu poległo.
Dowiedzieć się również można, że w dzisiejszych czasach black metalowcy
są tak niezwykle płodni, że każdy z nich ma swój "side-project", w którym
prezentuje tak zwany "dark ambient", co koniec końców okazuje się być
gównianą kupą hałasu imitującą MZ.412 lub klawiszowymi smętami, przy tworzeniu
których tfurca czuje się polskim Mortiisem.
Ale nawet, jeśli sam Zyklon, autor Skavenblight, jest dla mnie postacią
myślącą, to nie mogę do końca pojąć, dlaczego decyduje się robić wywiady
z idiotami. Rozumiem, że może to być rozrywkowe, ale rozrywkę też wypadałoby
dawkować ostrożniej, bo można stracić wiarę we wszystko, czytając tak
ekstremalnie głupie wynurzenia młodzieży black metal, która chrześcijan
chciałaby kąpać w wannach z napalmem, a swą muzykę widzeliby chętnie pod
postacią wilka.
autor: Łukasz Jaszak
tutaj od 99.07.12
|