zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 16 kwietnia 2024

relacja: Acid Drinkers, Hunter, None, Los Pierdols (20-lecie Acid Drinkers), Wrocław "Wytwórnia Filmów Fabularnych" 5.12.2009

9.12.2009  autor: Paweł Domino
wystąpili: Acid Drinkers; Hunter; None; Los Pierdols
miejsce, data: Wrocław, Wytwórnia Filmów Fabularnych, 5.12.2009

Kiedy słuchałem ostatnich dokonań Kwasożłopów, czułem wyraźnie, że to już nie moje klimaty, ale kiedy zawitali do Wrocławia ze swoją jubileuszową trasą, nie mogłem sobie odmówić i postanowiłem się choćby ze starego sentymentu wybrać na koncert, by zobaczyć zespół, który wzbudzał kiedyś we mnie tak wiele entuzjazmu. Jak dziś pamiętam ich szalony występ na "Metalmanii" w 1991 roku, pierwszej na którą pojechałem, kiedy z młyna wyszedłem ledwie żywy, bo panował tam wręcz masakryczny gorąc.

Acid Drinkers, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki
Acid Drinkers, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki

Przed gwiazdą wieczoru wystąpili rozgrzewacze, z których część miałem ochotę sobie odpuścić. Dotyczyło to szczególnie zespołu Los Pierdols, o którego ewentualnej dotychczasowej karierze nie wiem nic i w tym stanie błogosławionej ignorancji pragnę pozostać. Fragmenty muzyczne (tak trzeba to określić) ich występu nie porażały może szczególną oryginalnością, lokując się w wielkim obszarze gdzieś pomiędzy Sepulturą i Neurosis, ale rzemiosło było nawet na akceptowalnym poziomie. Inna sprawa, że choć bębniarzy - perkusistów było aż czterech, to wcale się to nie przekładało na moc uderzenia. Pozostaje jeszcze do omówienia część kabaretowa i tu było zdecydowanie gorzej. Wizerunek zamaskowanych osobników, z tego część we wzorzystych koszulach z hawajskimi wieńcami na szyi, był jeszcze całkiem zabawny, ale już część "żartów" przygotowanych przez zespół zupełnie mnie nie bawiła. Zwłaszcza pierdy jako uzdrawiające (lub zaszczepiające) dźwięki to humor na poziomie Big Cyca, a i to chyba obrażam tych ostatnich. Socjotechniczne zagrywki typu "komu nie podobał się nasz występ jest lalusiem" może działają na nastolatków dopiero budujących swoją klatę, ale ani mnie to nie rozbawiło, ani nie nastawiło życzliwie do zespołu. Jedynym zabawnym momentem ich występu był pantomimiczny "cover" Acid Drinkers. Acz publiczności chyba podobało się znacznie bardziej niż mi, czego efektem spory ruch podczas ich koncertu.

None, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki
None, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki

Nieco lepiej wypadł moim zdaniem występ None. Wprawdzie prezentowanym przez nich "nowym" hardcorem zdążyłem się już przejeść ponad dekadę temu, kiedy to był lansowany przez różne rzekomo metalowe wytwórnie aż do obrzydzenia. Świadectwem tego był pamiętny "Rock na Wyspie" (Słodowej we Wrocławiu), gdzie obok Type O'Negative oraz Morbid Angel wystąpiła też nowojorska czołówka tej sceny. Acz brzmienie None było chwilami wyraźniej zmetalizowane i intensywnością jednak bardziej pasowało do zespołów pokroju Blindead czy Rootwater. Przy "This Is War!" rozpędzili się tak bardzo, że trudno było mi się opędzić od skojarzeń z podobnie zatytułowanym utworem Vader. Oczywiście nie mogło zabraknąć wspominków o zmarłym rok temu jednym z założycieli zespołu - Olassie. Pojawiła się też zapowiedź wydanej właśnie płyty akustycznej nagranej "ku czci". A całość zamknęło słynne przemówienie Churchila, po którym mógł pojawić się tylko cover "Aces High", bo jakiekolwiek inne zestawienie byłoby niemal profanacją heavymetalowej klasyki. I o ile gitarzyści dawali radę, to wokalista jednak daleki było od klasy Dickinsona.

Hunter, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki
Hunter, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki

Bardzo spodobał mi się dramatyczny i rozrywkowy zarazem występ Hunter, którego nie miałem jeszcze okazji oglądać na żywo. Zespół został powitany wybuchem entuzjazmu, a skrzypcowe intro wprowadziło we właściwy klimat. Skrzypce grające z rockowym rozmachem wyraźnie kojarzyły mi się z jednej strony z grupą Apocalyptica, a z drugiej - ze względu na duży ładunek dramatyzmu - z zespołem Ankh. Łatwo było to zaobserwować już podczas utworu "Śmierci Śmiech", a jeszcze mocniej, kiedy podczas "Labiryntu Fauna", chyba dla podkreślenia tajemniczości, zapowiedzianego jako "El Labirynto del Fauno". Publiczność nie dała się zwieść i razem z Pawłem Grzegorczykiem śpiewała refreny. A kiedy mistrz ceremonii uznał obecnych za "Wyznawców" to chyba nikt z tak określonych nie miał wątpliwości, co do następnego utworu. A choć wszystkie kompozycje tworzyły całkiem miłe rockowe wibracje, to mi i tak najbardziej do gustu przypadł kawałek z debiutanckiego "Requiem" - "Freedom" (w luźnym tłumaczeniu wokalisty "Wolna chata", żartowniś jeden), thrashowa ballada, mi osobiście lekko kojarząca się z "Czarnym Albumem" Wiadomo-Kogo. Ale fantastyczne wykonanie "Greed" z lekko orientalnymi gitarami też robiło wrażenie, były piękne klimatyczne przerywniki, potężnie łojące bębny i hipnotyczny wręcz riff. Było oczywiście skrzypcowe solo Michała Jelonka oraz kolejne utwory z ostatniej płyty Hunter "HellWood", czyli "Dur Lex Sed Lex" i "Zbawienie". Końcówka seta wydawała się być bardzo progresywna, dużo się działo, aż czasem dziw, jak klimatyczne mogą być utwory, które w końcu nie mają rozmiaru suit mistrzów progresji. Biorąc pod uwagę rozgrzanie publiczności, bis był nieunikniony, ale przed nim nastąpiło jeszcze przedstawienie zespołu i całej ekipy (za to ostatnie u mnie duży plus). Zdecydowanie udany występ, jak będziecie przejeżdżać następnym razem, to też przyjdę was zobaczyć.

Acid Drinkers, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki
Acid Drinkers, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki

Wprawdzie po występie Hunter rozległy się wokół mnie głosy fanów zespołu, że to była gwiazda wieczoru, ale ryk, jaki powitał pojawienie się na scenie jubilatów z Acid Drinkers, określił wyraźnie dla kogo przyszła tutaj lwia część publiczności. Rozumiem, w końcu sam należałem do tej właśnie części. I choć z rozpoznawaniem nowszej części dorobku zespołu pojawiały się u mnie niejakie problemy, to wyraźnie widać było, że zespół przyjął, jak na jubileusz przystało, zasadę odwróconej chronologii, stopniowo cofając się w przeszłość, pokazując to, co było w niej najlepsze. Skutkiem czego już po drugim w zestawie utworze, zagranym z imponującą wręcz precyzją i furią, publiczność zaintonowała zespołowi urodzinowe "100 lat". Po czym pojawiło się nabierające wręcz symbolicznego wymiaru "We Died Before We Start to Live", dedykowane Nieobecnemu. Tytus trzymał kontakt z widownią, choć ciągłe pytanie, czy pasuje, to chyba jednak trochę mało, jak na jego możliwości. Potem nastąpiło "Home Submarine", w którym na tle potężnych, bujających riffów Popcorn pokazał także swoje solowe możliwości, nie po raz ostatni zresztą tego wieczora. Nie mogło zabraknąć także, wciąż aktualnego, jak zapowiedział Tytus "24 Radical Questions", rozpędzonego jak porządna lokomotywa, czy równie motorycznego "Solid Rock", w którym główny ciężar obowiązków wokalnych spoczął na nowej twarzy zespołu, gitarzyście Jankielu, który jak się okazuje - ryknąć potrafi i pewnie jeszcze nie raz go w tej roli usłyszymy.

Acid Drinkers, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki
Acid Drinkers, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki

Gości było tego wieczoru wielu, chyba nikogo nie zaskoczyło pojawienie się Litzy, który wspomógł zespół grając wspólnie z nimi "Slow and Stoned", a plemienne bębny czy maniakalne riffy mogły się podobać każdemu ze zgromadzonych. Nie mogło zabraknąć (znów) któregoś z coverów z płyty "Fishdick" i tu pojawił się pewniak, którego nie znać wręcz nie wypada, czyli floydowski "Another Brick in the Wall". Jego tekst śpiewała chyba cała widownia, włącznie z niżej podpisanym. Ale ja lubiłem swoją szkołę, choć i tam byli, na szczęście w mniejszości, nauczyciele pasujący do tekstu. Nie mogło zabraknąć też przesiadki Tytusa za bębny, a Ślimaka za mikrofon i temu ostatniemu trzeba przyznać, że ma chłopina talent aktorski. I tu docieramy do utworów, na myśl o których aż kręci się w oku łza wzruszenia, bo zestaw z pierwszych płyt zespołu poczynając od "Pizza Driver", przez "Masterhood of Hearts Devouring", "Yahoo", aż po hity z debiutu, skruszyć mógł największego twardziela. Muzycznie robiło się coraz weselej, skoczniej i bardziej swojsko, co podczas "Masterhood..." zaowocowało wspólnymi śpiewami z publicznością. Tytus też miał napad sentymentalizmu i wspominał pierwsze koncerty we Wrocławiu, ponad 20 lat temu, później pytając też Litzę "pamiętasz tamten wrzesień?". Inna sprawa, że w "I Am the Mystic" na głównym wokalu jednak wolałbym Tytusa niż Jankiela, ten ostatni był nastawiony zbyt serio. Ale "Barmy Army" zabrzmiało już jak należy.

Po tym przeglądzie przyszedł czas na gości i na trzy utwory, w tym tytułowy z "Acidofilli", zameldował się Perła. Potem na trzy kolejne kompozycje, w tym fenomenalnie zagrany (jakżeby inaczej?) "Poplin' Twist" na scenie pojawił się ponownie Litza. Schodząc ze sceny pochwalił jeszcze Jankiela, rozwiewając chyba tym samym snute przez niektórych domysły o jego możliwym powrocie do zespołu. Nie brakowało też luźnych żartów o tym, że Tytus nie je miodu tylko żuje pszczoły, a Popcorn właśnie zagrał pierwszy trzeźwy koncert w swym życiu.

Acid Drinkers, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki
Acid Drinkers, Wrocław 5.12.2009, fot. Krzysztof Zatycki

I choć po trzech bisach obecni czuli jeszcze niedosyt, usłyszeli jeszcze puszczone z taśmy "Always Look on the Bright Side of Life", po czym o północy imprezę można było uznać za zamkniętą. I choć fanem Acid Drinkers już pewnie nie będę, to cieszę się, że miałem możliwość uczestniczyć w tym wydarzeniu. Tym bardziej, że przebiegało ono nad podziw spokojnie, nad czym czuwała także z podziwu godnym profesjonalizmem ekipa ochroniarzy. Jak sobie przypomnę firmę "ochroniarską" na koncercie Acid Drinkers w kinie w Strzegomiu lat temu 19, to różnica jest równie radykalna, jak pomiędzy tym lokalem a "Wytwórnią".

Zobacz zdjęcia z koncertu: Acid Drinkers, Hunter, None.

Komentarze
Dodaj komentarz »
Mysle ze mial racje
Kaska_L (gość, IP: 89.171.244.*), 2009-12-10 11:54:48 | odpowiedz | zgłoś
A ja mysle ze ma sporo racji... NIestety ale nie zawsze robienie z siebie barana na scenie jak LP jest dobrym podejsiem do sprawy:).
''''
Miśko (gość, IP: 83.15.211.*), 2009-12-10 10:43:44 | odpowiedz | zgłoś
Jak dla mnie relacja słaba. Kolega ją napisał chyba tylko po to, żeby pochwalić się jak dawno i na jakich koncertach był za młodu. żenuła:)

Bez obrazy, nie mam zamiaru atakować, wyrażam swoje zdanie.
re: ''''
lhp (gość, IP: 188.147.34.*), 2009-12-13 12:26:52 | odpowiedz | zgłoś
Ale czemu tak nieśmiało? Ciekawa to moda z tym zastrzeganiem się, że nikogo nie chcemy obrazić itepe. Skoro twierdzisz, że recencja jest do kitu, to go atakujesz, prawda? Więc dlaczego dodajesz ozdobniki, które wytrącają z ręki ewentualne kontrargumenty? Zawsze możesz powiedzieć, że przecież nikogo nie chciałeś urazić i o co w ogóle chodzi... Nie zgadzam się z tym co napisałeś, relacja jest poprawna, wiadomo, kto jak zagrał, czyta się dobrze. A że gość był na koncertach 19 lat temu? No cóż, Ty nie byłeś...

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Co sądzisz o coverowaniu rockowych lub metalowych utworów przez wykonawców popowych?