zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 21 kwietnia 2021

relacja: Apocalyptica, Warszawa "Proxima" 4.12.2000 godz. 18:00

7.12.2000  autor: Cannibal
wystąpili: Apocalyptica
miejsce, data: Warszawa, Proxima, 4.12.2000

Od dłuższego czasu obiecywałem sobie, że pójdę na koncert Apocalyptiki, o ile tylko zagrają w Warszawie i o ile nie będą grali w "Sali Kongresowej". I stało się - o koncercie dowiedziałem się dużo wcześniej, lecz brak kasy zmusił mnie do odłożenia zakupu biletu. W momencie, gdy udało mi się uzbierać odpowiednią sumę (54 zł), zostały już tylko na koncert "dodatkowy". Trochę obawiałem się "odwalenia" koncertu, ale stwierdziłem, że musze iść.

O 17:30 byłem już przed Proximą i rozglądałem się za znajomymi, zdziwiło mnie trochę, że tu i ówdzie kręcili się tatusiowie z dziećmi, no cóż, taki rodzaj muzyki. Po wejściu obowiązkowa kolejka do szatni, jeszcze tylko wizyta w barze i można było się bawić. Jak na Proximę widoczność zespołu była dosyć dobra, gdyż muzycy stali na wysokich podestach, tak że siedzieli prawie pod sufitem. Zaczęło się od puszczenia dużej ilości dymu, widoczność sceny spadła prawie do zera.

Apocalyptica powitała zgromadzonych, po czym zabrała się do wymiatania. Początek był ostry, później trochę spokojniej, by zakończyć znowu w ostrym stylu. Nie pamiętam kolejności utworów, ale zabrzmiały: "For Whom The Bell Tolls", "One", "Nothing Else Matters", "Enter Sandman", "Master Of Puppets", "The Unforgiven", "Creeping Death", "Struggle", "Romance", "Fight Fire With Fire", "Path", "Hall Of The Mountain King", "Pray", "Refuse/Resist", "Harmageddon", "M.B.". Technicy sprawnie obsługiwali maszynę do dymu i prowadzili doskonała grę świateł, nagłośnienie było również bardzo dobre, co było bardzo odczuwalne zarówno przy niskich jak i wysokich tonach. Zespół w moich oczach wypadł dość dobrze, chociaż miałem pewne zastrzeżenia co do ubioru ;-). Weszli w standardowych płaszczach, Perttu Kivilaakso (grał najbardziej od lewej) miał umalowane usta i oczu, a połowę koncertu ubrany był w latexową obcisłą bluzeczkę i spodnie, drugą występował w bluzie wyglądającej jak sieć rybacka. Reszta zespołu wyglądała w miarę normalnie, aczkolwiek nie kojarzyłem ich do tej pory z takim wyglądem.

Zachowanie muzyków nie bydziło zastrzeżeń, poza tym że Max Lilja (najpierw upewnił się, że obecni nie znają jego ojczystego języka) bredził coś po swojemu do publiczności, co wywoływało śmiech u innych członków zespołu... Cha, cha, cha, bardzo śmieszne.

Zabawa była świetna, blisko sceny działo się jak zwykle dużo, inni stali troszkę dalej i przysłuchiwali się muzyce. Osobiście udało mi się kilkanaście razy przelecieć po ludziach (sorry dla tych na dole!) i spotkać z ochroniarzami, którzy niemiłosiernie szarpali i wykręcali ręce (dzięki dla tych, którzy wyrzucali w powietrze), było po prostu super.

Nagle koniec.... Eee?? Patrzę na zegarek - 1:30... Tylko :(, byłem zawiedziony, zapalono światła, włączono muzykę z "Matrixa"... i do widzenia. Po przebiciu się do szatni, usłyszałem grzecznie "wypierdalać" i wyszedłem, a tam na dole pod podestem tłumy, przynajmniej dwa razy większe niż cała publiczność na pierwszym koncercie.

Trochę żałowałem, że nie dostałem biletu na drugi koncert, ale cóż, w sumie lepiej było się bawić w mniejszym ścisku w tak małym klubie. Nie wiem, jak wyglądał drugi występ Finów, ale sądzę że przynajmniej bisy były. Szkoda że grali tak krótko, już lepiej było by zrobić jeden koncert w większym klubie. Pozostaje tylko czekać na następną zabawę przy ciężkich dźwiękach wiolonczel.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy słuchasz radia?