zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 29 lutego 2020

relacja: "Black Thrash Over Europe Tour 2011", Katowice "Mega Club" 12.09.2011

15.09.2011  autor: Mag.
wystąpili: Aura Noir; Witchmaster; Bloodthirst; Voidhanger
miejsce, data: Katowice, Mega Club, 12.09.2011

Konia z rzędem temu, kto nie bał się o ten koncert! A było o co - poniedziałkowy termin nie zachęcał do radosnego brykania w rytmach black-thrash metalu, obecność Aury Noir wcale nie gwarantowała dobrej frekwencji, z kolei zawirowania z pierwotnym organizatorem wydarzenia w Polsce kazały być czujnym, czy w ogóle się ono odbędzie. Ba, spotkałem się nawet z opinią, że powodzenie tego gigu będzie wyznacznikiem tego, w jakich kolorach będzie malować się koncertowa przyszłość na Górnym Śląsku. I choć słuszne okazały się tylko dwie pierwsze wątpliwości, bez zmian, z zaplanowanym składem, do katowickiego "Mega Clubu" zawitała trasa "Black Thrash Over Europe 2011"...

Aura Noir, Katowice 12.09.2011, fot. Verghityax
Aura Noir, Katowice 12.09.2011, fot. Verghityax

...a zaszczyt jej otwarcia przypadł śląskiemu Exhalation. Ja za to nie miałem możliwości ich obejrzenia, spóźniłem się, wszedłem do klubu, kiedy zespół schodził ze sceny i tym samym szybko przejdę do kolejnego akapitu relacji. Jeszcze wtrącę tylko, że Exhalation często supportuje koncerty na Śląsku, co daje szanse zobaczenia ich na żywo i co jednocześnie było pewnie przyczyną pustki przed sceną.

Miejsce Exhalation zajął szybko skład Voidhanger, ciekawego projektu autorstwa Zyklona, Warcrimera i Priesta, znanych przedstawicieli rodzimego podziemia, przywodzących na myśl takie nazwy, jak choćby Infernal War czy Massemord. I już od pierwszego kawałka dało się wyczuć tę "szkołę" grania. Było mocno, ekstremalnie, choć nie bez problemów technicznych, które Warcrimer przypisał temu, że to przeklęty zespół i pewnie zdarzać będą się one zawsze. Było zdecydowanie bardziej black niż thrash i na pewno muzycy zdobyli sobie kilku kupców nadchodzącej płyty, która pojawić ma się pod koniec września, a nie jak pierwotnie zakładano - w czerwcu.

Voidhanger, Katowice 12.09.2011, fot. Verghityax
Voidhanger, Katowice 12.09.2011, fot. Verghityax

Teraz mamy okazję przekonać się, jaki potencjał ma Poznań i przedstawiciele tamtejszej sceny. Tego wieczora reprezentował ją Bloodthirst, na którego już od jakiegoś czasu ostrzyłem sobie zęby. Przypadło im grać o dość niewdzięcznej porze - metalheads zgromadzeni w klubie zaspokoili "pierwszy głód" występem Voidhanger i teraz jakby odpuścili. Przed sceną nieco się przerzedziło i niech żałują ci, którzy się do tego przyczynili. Z głośników popłynęły bowiem szaleńcze dźwięki "Ofiary" z najnowszego mini albumu grupy, a chwilę później "Excommunion" z pierwszego oficjalnego krążka Bloodthirst. Zapewniono nam bardzo przekrojowy set - przyszedł czas na miażdżący "Towards Hellfire" z drugiego długograja kapeli, następnie tytułowy "Let Him Die" oraz "Wine for the Insane". Teraz czas na sprawdzenie materiału z tego roku, a wszystko za sprawą "Przeklnij życie" z EP-ki o równie złowieszczym tytule "Żądza krwi". Po tym, muzycy zaprezentowali medley złożony z kilku kawałków pamiętających jeszcze czasy demówek i kompilacji Bloodthirst. Na koniec jeszcze "Rage of the Dogs" i absolutny sztandar zespołu - "Hateful Antichristian Thrash", który zdaje się doskonale oddawać naturę kapeli - kapeli solidnej, dobrej koncertowo, złej z natury, która pomimo głośnych garów zlewających się z resztą i zbyt cichego wokalu potrafiła pozostawić po sobie bardzo dobre wrażenie. Potraktowałem to jako zapowiedź dobrego rozwoju sprawy - na scenie ma bowiem pojawić się Witchmaster.

Bloodthirst, Katowice 12.09.2011, fot. Verghityax
Bloodthirst, Katowice 12.09.2011, fot. Verghityax

I po kilkunastu minutach tak się właśnie stało. Co na pierwszy rzut oka można było zauważyć? Ano największy tego wieczora moshpit, dość sporą mobilizację wśród widzów - zdaje się, że nikt nie okupował już palarni ani baru, trupie czaszki - jeśli "prawdziwe", to całkiem starannie wypreparowane przez pana grabarza. Ale dość o odczuciach wizualnych, przyszliśmy tutaj słuchać i czuć krew płynącą z uszu. Na początek dostaliśmy więc składającą się z trzech utworów wiązankę z otwierającą ją tytułową "Trucizną" i zamykającym "Two-Point Suicide" z tego samego krążka. Jest dobrze. I trochę rozentuzjazmowany w związku z pierwszym kontaktem na żywo z tym zespołem, mogę powiedzieć, że nawet bardzo dobrze. Następnie przejechano po nas odpowiednio piątym i szóstym numerem z krążka "Violence & Blasphemy", czyli "Infernal Storm" oraz "Satanic Metal Attack". Teraz na dłużej pozostaliśmy przy dziecku Witchmaster z 2002 roku, przy krążku "Masochistic Devil Worship". Nie mogło być inaczej - utwory z tej najbardziej wpływowej płyty grupy musiały stanowić sporą część setlisty. Tym samym dostaliśmy po mordzie z niewymiernym udziałem "Necroslaughter", "Blood Bondage Flagellation", "Fuck Off And Die", kawałka tytułowego oraz "Obediance". Po wysłuchaniu skandowania spod sceny zespół nie czekał długo i spod palców muzyków wypływać zaczęły dźwięki ostatniego, jak się okazało, numeru tego wieczora. Nastąpiła tutaj chyba jedyna zmiana w setliście w porównaniu z pierwszym koncertem w ramach "Black Thrash Over Europe Tour 2011" w Polsce. W miejsce odegranego w Warszawie "Witchmaster" mogliśmy wysłuchać "The Eyes of Darkness Are Mirror of Cave", po czym tylko czekać na ekipę Aura Noir. Polacy zrobili już co swoje, gwiazda z Norwegii była supportowana godnie, choć, prawdę mówiąc, może tych gwiazd było 12 września w "Mega Clubie" nieco więcej.

Witchmaster, Katowice 12.09.2011, fot. Verghityax
Witchmaster, Katowice 12.09.2011, fot. Verghityax

Przyszło nam trochę na nich czekać, a półgodzinny poślizg umilił nam choćby bardzo pozytywny akcent ze strony Apollyona, który to stroił bas w rytm polskiego hitu "Bo jo cię kochom!". Rzucił się w oczy także Aggressor, poruszający się ze sporym trudem o kulach. To chyba bardzo rzadki - mnie towarzyszący po raz pierwszy - obrazek niepełnosprawnego muzyka na scenie. I o ile to niefortunne (a może i zaplanowane - pojawiły się teorie próby samobójczej Aggressora, który miał rzucić się z dachu) wydarzenie z 2005 roku ograniczyło swobodę poruszania się Carla-Michaela Eide'a, to na zdolności muzyczne bynajmniej nie wpłynęło. Ten, niewiele uwagi poświęcając wokalowi, dbał przez cały koncert o to, by jego riffy brzmiały tak, jak przystało na zespół tworzący definicję gatunku - thrashowe riffy rodem z Bay Area po chwili przechodziły w black w przeróżnych kombinacjach i z różnymi przeszkadzajkami.

Aura Noir, Katowice 12.09.2011, fot. Verghityax
Aura Noir, Katowice 12.09.2011, fot. Verghityax

Na początek muzycy Aura Noir nie mogli wybrać lepszego "otwieracza" - był to niezwykle melodyjny, rytmiczny "Hades Rise", a tuż po nim "Snake" z EP-ki z roku 2005. Kilka słów powitania, ale widać, że panowie wolą przemawiać za pomocą instrumentów. Dostaliśmy więc tego dowód w postaci "Released Damnation", "Gaping Grave Awaits" oraz "Black Deluge Night". Z tej trójki zdecydowanie największe wrażenie zrobił ostatni, zapowiadając wiązankę kawałków z "The Merciless". Trudno było oprzeć się wrażeniu, że to utwory z tego krążka brzmią mistrzowsko, nieco przyćmiewając pozostałe longplaye Czarnej Aury. Na dowód tego zagrano nam "Hell's Fire" i, tak dla porównania, "Iron Night / Torment Storm", po to, by za chwilę powrócić do klasyka w postaci "Black Metal Jaw". Krótkie i nieco niezgrabne krzyki nazwy zespołu spod sceny, pytanie "are you tired?" i powrót do gry. Tym razem materiał z pierwszego longplaya - "Black Thrash Attack", "Eternally Your Shadow" oraz "Destructor". Teraz wyraźnie ożywiający zebranych w klubie, "wyproszony" przez fanów hymn kapeli - "Condor" i zamykający gig "South American Death". Do tego wszystkiego zwraca uwagę fakt, że Aura Noir była nagłośniona bardzo, bardzo dobrze. Biorąc pod uwagę to, że w przypadku wcześniejszych kapel wcale nie było tak różowo, można tutaj oczekiwać własnego nagłośnieniowca Norwegów, a to z kolei okazało się doskonałym posunięciem - nikt nie zepsuł ich występu, niemal kompletnego występu.

Na początku wspomniałem o poniedziałku, obawach, frekwencji - i faktycznie, wszystko to zgrało się w fakt, że w klubie było tylko może 150 - 200 osób. Oczywiście nie mogło i nie wpłynęło to na poziom widowiska i humory zebranych. Za humory tych, którzy jakiś czas temu musieli wziąć do ręki pióro, podpisać co trzeba, a później wklepać parę cyferek w pole "kwota przelewu" - nie odpowiadam.

Komentarze
Dodaj komentarz »
.
gość (gość, IP: 188.147.73.*), 2011-09-19 23:52:39 | odpowiedz | zgłoś
"Do tego wszystkiego zwraca uwagę fakt, że Aura Noir była nagłośniona bardzo, bardzo dobrze. Biorąc pod uwagę to, że w przypadku wcześniejszych kapel wcale nie było tak różowo, można tutaj oczekiwać własnego nagłośnieniowca Norwegów"
Aura nie miała swojego nagłośnieniowca bo z tego co widziałem to cały koncert realizował ten sam człowiek.
re: .
mag91 (wyślij pw), 2011-09-20 07:25:08 | odpowiedz | zgłoś
Nie napisałem jednoznacznie, że był tam realizator Aury. Nie miałem możliwości śledzić wszystkiego w trakcie gigu ;)
re: .
mr.X (wyślij pw), 2011-09-20 18:12:57 | odpowiedz | zgłoś
A pewny jestes? :P
re: .
mag91 (wyślij pw), 2011-09-20 18:45:24 | odpowiedz | zgłoś
Pytanie do gościa, I guess :)
re: .
gość (gość, IP: 178.181.24.*), 2011-09-21 09:19:55 | odpowiedz | zgłoś
Na bank.
Różnica w brzmieniu polega na chęci współpracy zespołu z realizatorem a nie nagrzewaniu ile fabryka dała, szczególnie w trudnych warunkach akustycznych.
?
qwerty_misieq (gość, IP: 83.30.67.*), 2011-09-16 00:17:42 | odpowiedz | zgłoś
z tego co wiem to było około 250 osób, a organizatorzy byli zadowoleni i to bardzo z frekwencji

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Co sądzisz o pomyśle utworzenia klasy o profilu disco polo?