zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 29 stycznia 2020

relacja: Black Diamonds Tour 2004: Asgaard, Hermh, Luna Ad Noctum i Pogrom 1147, Szczecin "Słowianin" 9.11.2004

24.11.2004  autor: BadBlood
wystąpili: Hermh; Luna Ad Noctum; Asgaard; Pogrom 1147
miejsce, data: Szczecin, Słowianin, 9.11.2004

"Black Diamonds Tour 2004", której patronował nasz serwis, to pierwsza chyba profesjonalnie zorganizowana trasa, w której brały udział tylko i wyłącznie polskie kapele blackmetalowe. Pierwsza w każdym razie, której - ze swym niemałym przecież stażem koncertowym - byłem naocznym świadkiem. Śpieszę z gratulowaniem Pagan Records i zespołom w tym objazdowym cyrku uczestniczącym pomysłu i odwagi, z formą zaprezentowaną 9 listopada w szczecińskim "Słowianinie" obawiam się jednak o ich zasadność. Gdyby nie świetny występ powracającego na scenę Hermh, który był strzałem w przysłowiowe trzy szóstki, wieczór uznałbym za stracony.

Koncert rozpoczął lokalny gość trasy, Pogrom 1147, o którym robi się w Szczecinie coraz głośniej, co nie znaczy akurat, że w nad wyraz pozytywnym kontekście. Muzyka tej ekipy okazała się wcale przyzwoitym black metalem, wzorowanym na dokonaniach Immortal, a ze sceny powiało zimą, nienawiścią i płynem do kąpieli o zapachu leśnym. Co ciekawe, przy przepisowo dla gatunku rozwijanych piekielnych prędkościach zespół najlepiej wypadał w... zwolnieniach, w których wreszcie słychać było jakąś myśl przewodnią, rzężący riff zamiast bzyczenia, a używany przez grupę automat perkusyjny nie wpadał w rejestry przyprawiające o ból w uszach. Odrobinę zbyt długo to wszystko trwało (być może Pogrom 1147 wykorzystał czas przeznaczony dla drugiego gościa szczecińskiego przystanku "Black Diamonds Tour" - Tenebrosus, który z nieznanych mi przyczyn nie zagrał), zespół na kolana nikogo nie rzucił, ale i chyba nikogo do siebie nie zniechęcił. Będzie miał jeszcze z chłopaków Lucyper pociechę.

Nie wiem, czy muzycy wałbrzyskiego Luna Ad Noctum byli przemęczeni życiem w trasie, pijani czy też po prostu tak nieudolni. To jednak, co nastąpiło w trakcie ich setu, można ze spokojnym sumieniem określić mianem muzycznej katastrofy. Amatorszczyzna doprawdy kompletna - leżało brzmienie, umiejętności (zetknięcie perkusisty z metronomem byłoby pewnie dla tego pierwszego ciężkim przeżyciem), a gwóźdź do trumny wbiła konferansjerka wokalisty... to po prostu trzeba usłyszeć, by uwierzyć! Dawno, a może i nigdy, nie widziałem równie żenującego koncertu i nawet poprawnie wykonany cover "Into the Pentagram" Samaela nie zmienia mojej o nim opinii...

Magnesem, który przyciągnął mnie do Słowianina był przede wszystkim występ powracającego na scenę po sześciu latach milczenia białostockiego Hermh. Warto było czekać. Bart i jego ekipa, złożona z muzyków Abused Majesty, utwierdzili mnie w przekonaniu, że dla beznadziejnego występu Luna Ad Noctum nie ma żadnego wytłumaczenia. Bo jednak black metal można zagrać z głową, w takich samych warunkach i z tym samym akustykiem zabrzmieć zarazem potężnie i selektywnie, a wydobywając z siebie typowy dla tej muzyki wrzask - nie fałszować koszmarnie. Osobiście wielkim fanem preferowanych od zawsze przez Hermh patetyczno-wampiryczno-symfonicznych klimatów nie jestem, trudno było się jednak oprzeć mocy, która spłynęła ze sceny i ust odzianego w sutannę Barta. Świetny set, na który złożyły się zarówno utwory stare, jak i pochodzące z promowanego właśnie minialbumu "Before the Eden - Awaiting the Fire" nowe kawałki "Hunger" i "Red Blood Running", poparty został doskonałym warsztatem i zachowaniem scenicznym (w obu aspektach słowa uznania dla basisty Hala), a szaleństwo sięgnęło zenitu przy coverze "Deathcrush" Mayhem. Trudno może mówić o szaleństwie, gdy po sporej sali plącze się 30, góra 40 ludzi, ale pod sceną zrobiło się naprawdę gorąco. A ja sam żałowałem tylko, że nie zabrzmiała świetnie wykonana na nowym krążku "Valhalla" Bathory. Może następnym razem? Oby. Zdecydowanie polecam nie tylko fanom wczesnych płyt Katatonii czy Christ Agony, ale po prostu wszystkim tym, którzy lubią posłuchać dobrej muzyki na żywo.

Podniosły nastrój opadł wraz z wyjściem na scenę ostatniej tego wieczora kapeli - Asgaard. Występ z serii tych, o których się nie pamięta, bo i nie ma po co. Czarcia mikstura black i heavy metalu okazała się daniem niezbyt smacznym, a jedynym elementem całości, który przyciągał na dłużej uwagę, był w bardzo specyficzny sposób poruszający się po scenie, okropnie zmanierowany i robiący wiele "boków" wokalista. Do końca, szczerze powiedziawszy, nie dotrwałem.

Szkoda mimo wszystko, że na koncert przybyło tak niewielu ludzi. Ponoć planowana jest już powoli druga edycja "Black Diamonds Tour" i chyba nie od rzeczy by było, gdyby cieszyła się ona większym zainteresowaniem. Wiele tu jednak zależy od organizatorów. Warto by na pewno zadbać o nieco lepszą niż tym razem promocję i przede wszystkim - dobór zespołów. Hermh niech tu będzie wyznacznikiem pewnego poziomu, do którego trzeba przynajmniej starać się równać.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy słuchasz podkastów?