zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 21 marca 2019

relacja: Camel, Warszawa 2.06.2018

17.06.2018  autor: Meloman
wystąpili: Camel
miejsce, data: Warszawa, Progresja Music Zone, 2.06.2018

Przed klubem jestem swoim zwyczajem około godzinę przed planowanym rozpoczęciem. Jeszcze nie wpuszczają i utworzyła się na zewnątrz ogromna kolejka. Od kilku dni mamy w kraju upalne temperatury. Wejście do środka przebiegło jednak bardzo szybko i sprawnie. Na sali duszno i gorąco. Trudno się oczekuje w takich warunkach, ale to mój wybór i jakoś muszę wytrzymać. Tegoroczne tournee Camel nazwano "Moonmadness Tour", a to ze względu na zapowiedź prezentacji całej płyty "Moonmadness", którą formacja wydała w 1976 roku. W 2015 roku, podczas poprzedniej wizyty w Polsce, ekipa przedstawiła aż pięć nagrań z tego albumu i zostały one bardzo dobrze przyjęte, stąd zapewne kontynuacja owego muzycznego wątku.

Camel, Warszawa 2.06.2018, fot. Meloman
Camel, Warszawa 2.06.2018, fot. Meloman

Rozpoczęło się z piętnastominutowym poślizgiem o 20:15. Najpierw z taśmy usłyszeliśmy pierwszy instrumentalny krótki utwór "Aristillus". W tym czasie artyści instalowali się na scenie. Tak naprawdę początek stanowił kawałek "Song Within A Song", który poszedł już na żywo. Camel w składzie: Andy Latimer - gitara, flety, wokal, Colin Bass - gitara basowa, wokal, Denis Clement - perkusja i jak się później okazało as w rękawie, czyli Peter Jones na klawiszach - o nim wspomnę jeszcze później. Cała płyta "Moonmadness" zabrzmiała magicznie. Latimer czarował grą na fletach i gitarze oraz śpiewał. Jednak najbardziej w tej części występu poruszyła mnie wersja "Air Born" z cudnym wokalem Petera Jonesa. Numer ten nabrał jakby nowej treści i innego wymiaru. Jeszcze nie napisałem, że lider tym razem siedział na krzesełku, sam wspomniał o tym, iż zdarzyło się to mu po raz pierwszy od pięćdziesięciu lat.

Camel, Warszawa 2.06.2018, fot. Meloman
Camel, Warszawa 2.06.2018, fot. Meloman

O godzinie 20:55 zakończyła się część pierwsza widowiska. Po dwudziestominutowej przerwie muzycy powrócili na estradę nagraniem "Unevensong". Prawdę mówiąc to był najmniej ciekawy moment, bo i numer raczej przeciętny. No ale uparli się i grają go od jakiegoś czasu na żywo. Cóż, ich prawo, niech będzie. Dalej poszły już same klasyczne i wyśmienite pozycje. Najpierw "Hymn To Her" (na wokalu Jones). Dobrze wypadło, ale trochę inaczej, bo zawsze kojarzyłem ten tytuł ze śpiewem duetu Latimer - Bass. Potem dwa doskonałe kawałki: "Rose Of Sharon" z "Dust And Dreams" oraz instrumentalny "Coming Of Age" z "Harbour Of Tears", który zabrzmiał drapieżnie rockowo w końcowych partiach gitary. Numer "Rajaz" też miał swoją gwiazdę i był nim ponownie klawiszowiec, który zagrał odlotową solówkę na saksofonie w miejsce partii gitarowej. Instrumentalny "Ice" to fantastyczny popis Latimera na gitarze z legendarną już mimiką twarzy lidera. Dalej ekipa powróciła do krążka "Dust And Dreams" w postaci połączonych ze sobą "Mother Road" i "Hopelles Anger". Ostatnią piosenką podstawowego setu była "Long Goodbyes" z głównym wokalem - a jakże - Petera Jonesa w duecie z Bassem i charakterystyczną partią solową Latimera.

Camel, Warszawa 2.06.2018, fot. Meloman
Camel, Warszawa 2.06.2018, fot. Meloman

Na bis, co można było przewidzieć, musieli zagrać "Lady Fantasy", tak jak na wszystkich dotychczasowych czterech trasach w Polsce (1997, 2000, 2015 i 2018). Koniec imprezy o 22:50. W stosunku do innych koncertów tegorocznego tournee nie usłyszeliśmy "Mystic Dreams" oraz "Never Let Go", ale nic to - i tak było kapitalnie.

Camel, Warszawa 2.06.2018, fot. Meloman
Camel, Warszawa 2.06.2018, fot. Meloman

W podsumowaniu tego upalnego i dusznego wieczoru w "Progresji" chciałbym trochę zboczyć z tematu, ale nie do końca. Znajomi czasami pytają mnie: po co oglądać po raz czwarty ten sam zespół na estradzie? Odpowiem tak, że każdy występ jest inny, szczególnie w większym odstępie czasu. Usłyszałem inny zestaw utworów, ujrzałem po raz pierwszy Latimera siedzącego na scenie, lecz w świetnej formie. Jednak nade wszystko dane mi było zobaczyć muzyka, o którym do tej pory nie miałem pojęcia, czyli Petera Jonesa - niewidomego klawiszowca o pięknym głosie. Poza tym udało mi się pomimo ciężkich warunków klimatyczno - lokalowych wytrwać do końca, nie padłem zemdlony jak niestety pewna pani obok mnie. Warto było poświęcić prawie cały weekend (półtora dnia i nocleg w Warszawie) tej letniej wiosny dla Wielbłąda. Poniżej lista utworów:

Część pierwsza - "Moonmadness" w całości:
Aristillus
Song Within A Song
Chord Change
Spirit Of The Water
Another Night
Air Born
Lunar Sea

Część druga:
Unevensong
Hymn To Her
Rose Of Sharon
Coming Of Age
Rajaz
Ice
Mother Road
Hopeless Anger
Long Goodbyes

Bis:
Lady Fantasy

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Camel, Warszawa 2.06.2018
Boomhauer
Boomhauer (wyślij pw), 2018-06-21 14:15:34 | odpowiedz | zgłoś
Szkoda, że tak mało grają ze "Stationary Traveller". Rozumiem, że Andy być może odbiera ten album jako zbyt przystępny i mało progresywny. Jeśli chodzi o muzyczny kunszt, to progresja pełna gębą oczywiście, ale forma zwarta i przebojowa. A przecież w Polsce to chyba najpopularniejsza płyta Camel. Też pewnie ze względu na ten zimnowojenny enerdowski klimat. Co by jednak nie zagrali ze swojego repertuaru, to nie zmienia faktu, że Andy to geniusz.
re: Camel, Warszawa 2.06.2018
jarema37 (wyślij pw), 2018-06-19 18:59:26 | odpowiedz | zgłoś
Uwielbiam Camela. Byłem na trzech wcześniejszych koncertach w Polsce.
Tym razem świadomie odpuściłem i ta relacja (chociaz pozytywna) mnie w tym utwierdziła.

Materiały dotyczące zespołu

- Camel

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Jak często bywasz w muzeach?