zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 3 grudnia 2021

relacja: Kat & Roman Kostrzewski, Dragon's Eye, Warszawa "Progresja" 24.02.2007

25.02.2007  autor: Do diabła
wystąpili: Kat & Roman Kostrzewski; Dragon's Eye
miejsce, data: Warszawa, Progresja, 24.02.2007

Wybrałem się na ten koncert właściwie z ciekawości, zbyt wiele sobie nie obiecując. Przez całe to zamieszanie związane z Katem (czy też Katami), byłem raczej sceptycznie nastawiony do kolejnego wcielenia naszej rodzimej legendy. Tym nie mniej dla samego choćby porównania poczynań Kostrzewskiego ze znanymi mi już dokonaniami Kata Piotra Luczyka postanowiłem odwiedzić stołeczną Progresję.

Dotarłem na miejsce już w trakcie koncertu Dragon's Eye i większość ich występu spędziłem w kolejce do szatni, gdzie obsługa starała się jak mogła uporać z problemem braku wieszaków. Tak, tak - takiego tłumu w Progresji dawno nie widziałem, jeśli w ogóle kiedykolwiek widziałem. Zaskakujące, zważywszy na to, że nikt chyba do końca nie wiedział czego się spodziewać, a zarazem krzepiące, że ludzie jednak wciąż potrafią entuzjastycznie podejść do takiej imprezy, w co wielokrotnie zdarzało mi się wątpić na prawie pustych, podczas często znakomitych koncertów, salach.

Krótka przerwa, nie wystarczająca nawet na dopchanie się do baru i ze sceny zaczęły płynąć dźwięki "Płaszcza skrytobójcy". Długi instrumentalny wstęp umożliwił licznej publice wtłoczenie się do sali. Krótka chwila niepewności - jak wypadnie wokalnie Kostrzewski? Po poprzedniej styczności z jego śpiewaniem na koncercie Alkatraz kilka lat temu byłem nastawiony sceptycznie, z drugiej strony na "Somewhere in Poland" prezentował znakomitą formę. Tym razem nie poczułem się zawiedziony, choć może proporcje między śpiewem i krzykiem możnaby przechylić nieco bardziej na korzyść tego pierwszego.

Dość szybko dałem się przekonać do tego wcielenia Kata. Reszta publiczności najwyraźniej też i salę wypełniły okrzyki "Nie ma Kata bez Romana!". Trudno się z tym nie zgodzić, ale też czy sam Roman wystarczy tak naprawdę przekonamy się po nowych utworach. Na tym koncercie pojawiły się dwa spośród nich. Pierwszy szok - teksty po angielsku. Czy zaraz fani upomną Kostrzewskiego gromkim "Nie ma Kata po angielsku!"? Ale już po pierwszej nowości lider rozwiewa wątpliwości: "Te utwory oczywiście będą po polsku". I całe szczęście. Nie oszukujmy się, fenomen tego zespołu w znacznej mierze leży w niepowtarzalnych tekstach Kostrzewskiego, w jego barwnym słownictwie, językowej niefrasobliwości. Tego się nie da oddać w obcej mowie. Walorów muzycznych nowych kompozycji nie będę chwilowo oceniać, nagłośnienie nie było na to wystarczająco dobre. Jedno co mogę powiedzieć to to, że na pewno jakiejś drastycznej stylistycznej wolty nie należy się spodziewać.

Wspomniałem o nagłośnieniu. Było nieźle, ale mogłoby być lepiej. Dobrze wypadały wolniejsze utwory, zarówno ballady jak i ciężkie, ale niezbyt szybkie kawałki takie jak "Wierzę" czy "Śpisz jak kamień". Przy szybkich tempach i gęstej fakturze wszystko mieszało się jednak w ścianie dźwięku, dlatego utwory takie jak, znakomite skądinąd "W bezkształtnej bryle uwięziony" czy "Masz mnie wampirze" okazały się dla mnie najsłabszymi momentami wieczoru.

Program był bardzo przekrojowy i nie dyskryminował żadnej płyty. Swoją drogą, fenomenem wśród metalowców jest to, że publiczność równie entuzjastycznie reaguje na utwory z "666" jak i na te z "Szyderczego zwierciadła". Dość długi koncert (dwie godziny wraz z bisami), upłynął mi bardzo szybko. Z dwóch Katów ten zdecydowanie przekonuje mnie bardziej, choć prawdziwym momentem próby okaże się nowa płyta, która ma ukazać się jeszcze w tym roku. Wtedy zobaczymy, czy Kat Kostrzewskiego jest Katem na miarę naszych czasów, czy tylko wzruszającym skansenem.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Jak długa powinna być broda metalowca?