zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 14 grudnia 2018

relacja: Metal Hammer Festival 2007 (Tool, Dir En Grey, Coma i inni), Katowice "Spodek" 12.08.2007

15.08.2007  autor: Alojzy
wystąpili: Tool; Dir En Grey; Coma; Delight; Fair To Midland
miejsce, data: Katowice, Spodek, 12.08.2007

Pierwotnie na Metal Hammer Festival 2007 miało pojawić się siedmiu wykonawców, od dawna wiadomo było, że nie zagra zespół Bury Your Dead, a kilka dni przed datą imprezy swój występ odwołał Chris Cornell (Soundgarden, Audioslave), usprawiedliwiając się kłopotami z głosem (nie pierwszymi zresztą w jego karierze). W ramach zadośćuczynienia, pozostali wykonawcy mieli wydłużyć programy swoich występów.

Jako pierwsi na scenie pojawili się Amerykanie z Fair to Midland, nagrywający dla Serjical Strike, wytwórni założonej przez basistę S.O.A.D. Serja Tankiana. Teksańczycy zaprezentowali dobrego, melodyjnego, aczkolwiek mało oryginalnego rocka, wzbogaconego dźwiękami klawiszy i okraszonego przyzwoitym wokalem. Zagrali bardzo sprawnie i z dużą werwą, co zostało docenione przez jeszcze niezbyt liczną o tej porze widownię.

Po krótkiej krzątaninie technicznych i dźwiękowców na scenę wyszedł zespół Delight, reklamowany jako pierwsza polska grupa nagrywająca dla Roadrunnera. Mimo tak znakomitej rekomendacji oraz wysiłków Pauliny Maślanki, która starała się zachęcić cały "Spodek" do wspólnej zabawy, zgromadzona pod sceną publiczność nie dała się ponieść muzyce zespołu, prezentującego dość ostre, ale i bardzo melodyjne granie ze sporą dawką elektroniki. Oprócz materiału z najnowszej płyty, nagranej dla amerykańskiego potentata, muzycy uraczyli nas swoją autorską, całkiem udaną wersją jednego z przebojów Georga Michaela (tytułu nie pomnę, musiałbym się zwrócić do kolegów z "Bravo"). Delight nie zdołało zawojować katowickiej publiczności (na hasło "pokażcie ręce" zamiast lasu rąk przed sceną wykwitł rachityczny zagajnik...), choć trzeba im oddać, że zaprezentowali się bardzo przyzwoicie.

Znów włączono światła i na scenę wylegli członkowie obsługi. Tymczasem na płycie tłum powoli gęstniał, a w coraz bardziej wilgotnym powietrzu dało się wyczuć rosnące podniecenie. Kiedy nad estradą zawisł plakat przedstawiający okładkę ich ostatniej płyty, cały "Spodek" był już gotowy na przyjęcie drugiego co do ważności (tak!) uczestnika tegorocznego Metal Hammer Festival. Piątka z Comy, bo o nich oczywiście mowa, potwierdziła swoją klasę. Instrumentaliści zaprezentowali światową jakość wykonawczą, a wokalista tradycyjnie nie miał problemów ze znalezieniem wspólnego języka z widownią.

Chłopaki zaserwowali nam mieszankę utworów z obydwu wydanych do tej pory płyt (przy okazji Piotr Rogucki zapowiedział powstanie trzeciej), nie zabrakło takich szlagierów, jak "Spadam", "Czas Globalnej Niepogody" czy "Tonacja". Podczas "Skaczemy" cała płyta "Spodka" przypominała wzburzoną taflę wody. Rogucki jak zwykle flirtował z publicznością (choć tym razem był nieco mniej aktywny niż zwykle), usłyszeliśmy efektowne solo na basie i nieco mniej efektowne na perkusji, a cały występ zakończyła piosenka o niejakim Zbyszku, postaci radosnej.

Jako następni mieli wystąpić Japończycy z Dir En Grey. Przyznam, że nigdy wcześniej o nich nie słyszałem i trochę dziwiło mnie, że to właśnie oni dostąpili zaszczytu występu przed Gwiazdą Wieczoru. Miałem też wątpliwości, czy zdołają utrzymać publikę w stanie pobudzenia wywołanego przez ich poprzedników. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy zebrana przed sceną grupa zaczęła skandować nazwę zespołu. Kiedy w końcu na scenę wkroczyło pięciu dobrze zbudowanych i starannie ufryzowanych chłopców o orientalnej urodzie, powitały ich świdrujące piski rozentuzjazmowanych fanek zespołu, które w ten sposób reagowały na niemal każdy ruch ich pupilów. Hardcore'owcy z kraju sumo zaprezentowali modne ostatnimi czasy połączenie metalowego łojenia z przesłodzonymi melodiami, połączenie dla mnie zupełnie niestrawne. Dlatego też postanowiłem przeczekać ich występ na korytarzu "Spodka", w którego hali panował już trudny do zniesienia zaduch. Sądząc jednak z odgłosów, zebrane tego wieczora w "Spodku" nastolatki były zachwycone.

Przyszła wreszcie kolej na gwóźdź programu, czyli na występ żywej legendy rocka progresywnego, zespołu Tool. Amerykanie kazali długo na siebie czekać, co bardziej niecierpliwi próbowali ich zmobilizować gwizdami i pokrzykiwaniami. Jednak kiedy zgasły światła i muzycy Toola wyszli w końcu na scenę, publiczność wpadła w ekstazę, trwającą do samego końca koncertu. Zgromadzeni mieli okazję wysłuchać utworów reprezentujących wszystkie dotychczasowe wydawnictwa zespołu (z wyjątkiem debiutanckiej "Opiate"). Zaczęli od "Jambi" z najnowszej płyty, później usłyszeliśmy m.in. "Stinkfist", "Schism", "Flood", "Lateralus" i, na zakończenie, "Vicarious". Wyświetlane na czterech ekranach obrazy doskonale współgrały z muzyką, tworząc magiczny spektakl (na mnie największe wrażenie zrobiły płomienie podczas, bodajże, "Schism" oraz woda podczas "Flood"), a kiedy w ruch poszły lasery, publiczność po prostu oniemiała. Przerwy między utworami wypełniały syntetyczne dźwięki, które wokalista i gitarzysta wydobywali z ustawionych przy ich stanowiskach konsolet. Maynard, chociaż tradycyjnie już cofnięty w okolice perkusji, był doskonale widoczny na tle jednego z ekranów, dzięki czemu można było śledzić każdy jego ruch czy pozę. Niestety, ledwie publika zdążyła porządnie się rozgrzać, kiedy zapłonęły reflektory, muzycy ładnie się ukłonili, rzucili w tłum kilka przedmiotów i znikli za kulisami. Wbrew zapowiedziom organizatora nie wydłużyli swojego występu i zamiast obiecanych 105 minut zagrali niecałe półtorej godziny, pozostawiając uczucie ogromnego niedosytu. Cóż, Tool jest zespołem podążającym własną ścieżką i bardzo trudno jest ich do czegokolwiek zmusić. I (ch)wała im za to.

Na koniec muszę wspomnieć o rzeczy, która miała decydujący wpływ na odbiór całego festiwalu, mianowicie o nagłośnieniu, które było niestety tragiczne. Bas wywracał trzewia, gitara ogłuszała, nieco lepiej brzmiały perkusja i klawisze. Przez tę niekształtną masę dźwiękową rozpaczliwie próbowali przedrzeć się wokaliści, z miernym skutkiem. Tego wieczora w "Spodku" nie było warunków do delektowania się muzyką, ale przecież nie po to chodzi się na koncerty...

Komentarze
Dodaj komentarz »
.
Yoki (gość, IP: 195.116.35.*), 2008-04-25 19:03:40 | odpowiedz | zgłoś
dobrze zbudowani? czy to ironia..?

DEG tam wymiatał..
występ Dir en Grey
Toshiko (gość, IP: 83.14.215.*), 2008-02-28 14:18:55 | odpowiedz | zgłoś
Ja również słucham Dega (od dwóch lat) i jest to mój ulubiony zespół. Niestety nie mogłam byc na MHF i bardzo żałuję. Oglądałam filmiki z występu Dega i zauważyłam, że nie tylko parę nastolatek ale większośc ludzi którzy tam byli dobrze bawiło sie podczas gdy byli oni na scenie. I zgadzam się z Miyabi, że przydało by się przesłuchac parę piosenek i poczytac trochę o tym zespole skoro wiedział Pan, że ma on wystąpic a nic wcześniej o nim nie słyszał. I ogólnie podobała mi się relacja z festiwalu nie licząc części o Dir en Grey, gdyż nie można dobrze przekazac relacji nie widząc czegoś.
O DEGu
Miyabi (gość, IP: 213.134.160.*), 2008-01-17 06:14:55 | odpowiedz | zgłoś
żeby było wszystko jasne - tak, jestem fanką DEGa.
Relacja w miarę przyzwoita, choć mam praę zastrzeżeń:
1)dziwi, mnie fakt, że Pan, jako dziennikarz, nie zapoznał się, jak wynika z artykułu, z twórczością Dir en Grey. Chyba to nic trudnego przesłuchać choć jedną, a obowiązkowo najnowszą płytę zespołu, by mieć mniej więcej jako takie pojęcie o grupie i ich muzyce.
2) Nie na miejscu wydaje mi się komentowanie występu tegoż zespołu, skoro podobno przeczekał pan ich występ na korytarzu =_=
3) Może się mylę, ale dwadzieścia lat i powyżej, to już nie są nastolatki, a tyle fani DEGa również mieli lat - to samo się tyczy płci - jeżeli widział Pan tylko "piszczące nastolatki", to znaczy, że nie widział Pan publiczności bawiącej się podczas występu
4) Tak odnośnie ich wyglądu: który z nich jest niby dobrze zbudowany? O_o Wokalista może owszem, ale reszta?
Niestety zespół stał się egzotyczną ciekawostką dla mediów i zamiast zostać dostrzeżony przez pryzmat ich muzyki, oceniono go jako band parę półek pod Tokio Hotel z powodu piszczących fanek i wyglądu muzyków.
Podsumowując, zauważył Pan zadziwiającą ilość szczegółów, pomimo czekania na korytarzu. Na przyszłość życzę równie dobrego wzroku i więcej dziennikarskiej ikry. Pozdrawiam

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy w Twoim domu wiszą na ścianach plakaty związane z muzyką?