zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 26 września 2020

relacja: Metallica, Machine Head, Chorzów "Stadion Śląski" 28.05.2008

30.05.2008  autor: Krzysiek "kksk"
wystąpili: Metallica; Machine Head; Mnemic
miejsce, data: Chorzów, Stadion Śląski, 28.05.2008

Dwa poprzednie koncerty Metalliki utwierdziły mnie w przekonaniu, że na żywo i studyjnie to dwa całkiem różne zespoły. Pomimo słabszych (innych?) ostatnich kilku płyt, był to bowiem nadal bardzo dobry zespół koncertowy. Dlatego też, pomimo braku jakiegokolwiek sentymentu do ostatnich studyjnych dokonań, postanowiłem wybrać się do Chorzowa i obejrzeć chłopaków w akcji.

Na miejscu byłem krótko po godzinie 14, znalazłem się wśród pierwszych osób, które tego dnia zawitały na murawę Stadionu Śląskiego. Jak się okazało, miało to swoje plusy - pod samą sceną wydzielony został specjalny mini-sektor (podobno dla około 1500 osób), do którego wstęp mieli tylko ci, którym udało się zdobyć specjalne opaski, przydzielane wedle zasady "kto pierwszy, ten lepszy". Dobre miejsce widokowe miałem więc zapewnione, a że pogoda dopisała i do występu pierwszego supportu zostały prawie 3 godziny, to mogłem się spokojnie rozejrzeć po okolicy.

Poza koroną stadionu kupić można było okolicznościowe koszulki, posilić się i ugasić pragnienie. Niestety tradycji musiało stać się zadość i ceny napojów nie należały do najniższych - prawie dwukrotnie przewyższały te obowiązujące chociażby na stacjach benzynowych. Nie dziwił brak alkoholu. A że stanowisk było niewiele, to z upływem czasu kolejki stawały się coraz dłuższe - czasami trzeba było w nich stać nawet i kilkadziesiąt minut. Niestety przez to przegapiłem koncert pierwszego supportu, którym był duńsko-francuski Mnemic.

Drugim "rozgrzewacz" to amerykański Machine Head. Miałem okazję widzieć ich już kilka razy na żywo i zawsze wypadali rewelacyjnie. Pamiętałem jednak o losach innych zespołów, które wcześniej widziałem w roli supportu Metalliki i dlatego też przypuszczałem, że nie będzie łatwo. Niestety nie myliłem się. Amerykanie weszli na scenę, przywitali się i zaczęli od "Clenching The Fists of Dissent". W uszy od razu uderzyło naprawdę fatalne nagłośnienie - w natłoku basów ciężko było cokolwiek rozróżnić. Szybkie działania akustyków spowodowały, że poprawę dało się odczuć już przy drugim numerze - rewelacyjnym "Imperium" - kiedy to przeszedłem z boku sceny na jej środek. Było lepiej, ale i tak do ideału wiele brakowało. Co pozostało jednak niezmienne w porównaniu do wcześniejszych koncertów Machine Head, to niesamowita charyzma lidera Roba Flynna. Dwoił się i troił, cały czas zagadywał i chwalił publikę, która naprawdę całkiem nieźle przywitała zespół. Widoczna była frajda i radość z grania - charakterystyczny "bananowy" uśmiech ani na chwilę nie opuszczał twarzy Flynna. Dało się również odczuć sceniczny entuzjazm i energię - i to pomimo nienajlepszych przecież warunków. W sumie usłyszeć można było 8 numerów, z obowiązkowym kultowym "Davidian" na zakończenie. Godzinny występ, chociaż na pewno nie był najlepszy w karierze Machine Head, moim zdaniem uznać można było za udany.

Po kilkudziesięciominutowej przerwie zabrzmiało charakterystyczne intro "Ecstasy of Gold" i na scenie pojawili się panowie z Metalliki. Zaczęli od "Creeping Death". Przed występem zastanawiał mały rozmiar telebimów - okazało się jednak, że niepotrzebnie. Główny telebim znajdował się bowiem za plecami muzyków z tyłu sceny - wcześniej wyłączony był praktycznie niewidoczny. Od razu też, w przeciwieństwie do supportów, w uszy uderzyło idealne, niemalże studyjne brzmienie. Setlista wcześniejszych amerykańskich koncertów grupy zapowiadała, że kosztem nowszych numerów usłyszymy tym razem większą liczbę "staroci". I tak rzeczywiście było - zagrali "For Whom The Bell Tolls", "Ride The Lightning", "Harvester of Sorrow", "...And Justice For All", "Disposable Heroes", "Welcome Home (Sanitarium)" czy "Whiplash". Nie mogło oczywiście zabraknąć też takich hiciorów, jak "The Unforgiven", "Master of Puppets", "Sad But True" czy odśpiewane przez niemalże 60 000 gardeł "Nothing Else Matters". Z nowszych numerów usłyszeliśmy jedynie słabiutki "Devil's Dance", nie wiedzieć dlaczego dedykowany zespołom metalowym, w tym supportom - Mnemic i Machine Head. Po "Enter Sandman" zespół zszedł ze sceny. Oczywiście nie obyło się bez bisu - na deser poszły perfekcyjnie zagrane "Last Caress", "So What" i "Seek And Destroy".

Koncert Metalliki okazał się być jednym wielkim dwugodzinnym przedstawieniem audio-wizualnym. Złożyło się na nie telebimy (na których prezentowane były ujęcia i naprawdę niesamowite zbliżenia z wielu kamer), światła, efekty pirotechniczne (najliczniejsze przy "One"), doskonałe nagłośnienie i oczywiście sama muzyka. I o ile tutaj zespół udowodnił, że nie ma sobie równych, o tyle z resztą było różnie. Jak na zespół metalowy, grający przecież tak energetyczną muzykę, było zbyt statycznie. Nie pomogły zmiany pozycji i wejścia na podwyższoną drugą scenę Hetfielda, nie pomogły też "zwariowane tańce" najbardziej żywego Trujillo. Dało się łatwo zauważyć (również zresztą na telebimowych zbliżeniach) ze Metallika się po prostu... postarzała. Jest siła, jest i energia, ale trochę brakuje tej radości i spontaniczności, którą zaprezentował chociażby Machine Head.

Trochę obawiam się zapowiadanej na wrzesień nowej płyty Metalliki, której niestety ani fragmentu nie usłyszeliśmy w Chorzowie. Jaka ona będzie? Wedle samych muzyków na żywo będziemy mieli okazję się o tym przekonać już w przyszłym roku...

Komentarze
Dodaj komentarz »
fraydey...
Hubidoc (gość, IP: 79.189.134.*), 2008-05-31 17:03:38 | odpowiedz | zgłoś
Machine Head to zespół który zmęczył mnie strasznie na tym koncercie.Może i energia,może i żywioł ale kompozytorsko sa przecietni.Oklepane riffy,darcie ryja ,melodii jak na lekarstwo.Nie porównywał bym z Metalliką -to zupełnie inna liga...
Nagłośnienie
BrawoYeti (gość, IP: 83.4.119.*), 2008-05-31 13:04:56 | odpowiedz | zgłoś
Ja byłem na płycie i musze przyznać że supporty miały za dużo basu - wyższe tony nie przebijały sie przez dół.Metallica miała najlepsze nagłośnienie ale było kilka rażących pomyłek ze strony artystów.
Na szczęście publika dopisała, ogólne wrażenie mam takie że koncert był świetny.
komentarz do komentarza
deusk (gość, IP: 89.77.41.*), 2008-05-31 11:36:33 | odpowiedz | zgłoś
Co ty gadasz dźwięk był zajebisty !!!!
Mnemic idealnie słychać na machinehead też tyle,że głośniej a o Metallice już nie wspomnę.
Pierdzielisz głupoty albo cały koncert słuchałeś z toytoy'a
Nagłośnienie
fraydey (gość, IP: 84.10.100.*), 2008-05-30 21:28:21 | odpowiedz | zgłoś
To była totalna porażka, wiedziałem, że nie dadzą rozwinąć skrzydeł supportom, ale to co im zrobiono to kpina. Siedziałem an sektorze i po prostu nie dało się tego słychać, gdyby nie obeznanie z twórczością Machinów ciężko byłoby cokolwiek wychwycić. Nawt na Metallice była lipa - organizatorzy niby tłumaczyli się wiatrem... moim zdaniem jednakże jakiś ciecie siedziały za konsoletą. Szkoda bo Machin Head miał zmiażdżyć Metallicę (ich ostatni krążek bije uwczesne dokonania Metallici o głowę).
re: Nagłośnienie
tosemja (gość, IP: 194.153.95.*), 2008-06-03 10:13:08 | odpowiedz | zgłoś
Trudno skomentować supporty, bo pierwszego nie widziałem, a Machine Head nie znam, więc zawsze w takich momentach trudno o jednoznaczną ocenę. Na pewno dzwięk był fatalny.
Co do Metaliki, to setlista była naprawdę dobra, szczególnie uciszył mnie And Justice for All, bo uważam płytą o tym tytule za najlepsze ich artystyczne ( nie w sensie komercyjnym) osiągnięcie. Wywaliłbym tylko Unfor i Nothing, bo naprawdę mam ich dość. Moim zdaniem byli w formie i pokazali klasę , poza One, które już też mi się unudziło, a poza tym koncówkę poprostu spartolili. Ktoś narzekał na to, że Hammet nie wchodził w rytm, ale mi się wydaje, że mógł być to problem odległości i opóźnienia dzwięku wobec wzroku ( jeśli byłeś na koronie stadionu).
Co do dzwięku to była katastrofa.Ja najpierw siedziałem na koronie w 34 i mogłem swobodnie rozmawiac tak cicho grali, a dodatkowo dzwięk "pływał". Potem zszedłem na płytę, na środek na samym końcu i było znacznie lepiej co do głośności ( choć dalej nie wystarczająco), ale problem " pływania" nie ustąpił całkowicie i był denermujący do końca. To mój 3 ich koncert i zgadzam się z kolegą piszącym wcześniej, że w W-wie w 99 było najlepiej z nagłośnieniem. 4 lata temu był okrótny pogłos, a teraz "pływanie". Nie wiem na ile mógł na to wpłynąć wiatr, ale "złej baletnicy..". Rok temu byłem na Genesis, lało októrni, wiało może mniej, ale dzwięk wszędzie był idealny i głośny. Więc moim zdaniem znów technicy zawiedli, co takiemu zespołowi nie przystoi. Nie wiem dlaczego ludzie wypisują więc, że dzwięk był super. Może przy scenie, ale to jest koncert stadionowy i widzieć możesz różnie w zalezności od miejsca, ale słyszec wszędzie powinno być tak samo.
Na koniec o braku "ruchu" na scenie.Metallica nigdy ( no może poza bardzo wczesnym okresem) nie robiła "fikołków". Grali raczej statycznie ( poza Newstedem), a cały show opierał się świetnej muzce, doskonałemu kontaktowi Hetfilda z publicznością.
Podsumowując: od strony zespołu kocert dobry ( ewentualne podknięcia tylko wzmacniały efekt, że to koncert,a nie "technologia"), Hetfild fantastyczny kontakt z publicznością, b. dobra setlista, tylko koszmar nagłośnienia.
2
Starsze »

Materiały dotyczące zespołów

Zobacz inną relację

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy zdarzyło Ci się wyrzucić płyty lub kasety z muzyką?