zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 6 sierpnia 2020

relacja: Mystic Festival '99, Kraków "Hala Wisły" 9.10.1999

18.10.1999  autor: Bart/2
wystąpili: Emperor; Amorphis; Limbonic Art; Peccatum; God Dethroned; Necromancer; Sceptic
miejsce, data: Kraków, Hala Wisły, 9.10.1999

"O Boże!", krzyknęła sprzedawczyni i skryła się za swoim kramem, na widok swoich klientów. Nie ma się co dziwić - takiego spędu Kraków już dawno nie widział. Z najodleglejszych krańców Polski, nawet z najbardziej zadresionych dzielnic, wychynęły czarno odziane postacie, by o godzinie 13 stawić się przed halą "T.S. Wisła". Wszechobecna czerń ubrań mogła oznaczać tylko jedno - nadszedł dzień święta - dzień w którym odbędzie się pierwsza edycja Mystic Festival!

Krakowska hala Wisły jest obiektem sportowym, w którym jednak często odbywają się różne koncerty. W porównaniu z tymi koncertami Mystic festival wypadł zdecydowanie pozytywnie. Po pierwsze: nagłośnienie. Do ideału było daleko (firma Mystic powinna się zastanowić nad zorganizowaniem przyszłorocznej edycji w studiu Kraków TV "Łęg"), ale było zdecydowanie lepiej niż przewiduje "standard" tej sali. Paradoksalnie najlepiej wszystko było słychać za kulisami (no, ale tu wstęp mieli tylko nieliczni) i na schodach przed halą. Pewnie dlatego część osób wybrało właśnie te schody na swoją siedzibę - nawet za cenę utraty wrażeń wizualnych. Po drugie: wejście na koncert. Pomimo dużej ilości osób poszło sprawnie. Fakt, że podczas występu supportu część ludzi stała jeszcze na zewnątrz, ale w chwili rozpoczęcia właściwego koncertu, na zewnątrz stała już tylko niewielka grupka spóźnialskich. Pamiętam imprezy, gdzie w połowie czasu trwania, na zewnątrz wciąż stała większość publiczności... Po trzecie: ochrona. Chłopaki nie zachowywali się prowokująco, nie zabierali cudzych napojów, które potem by pili lub sprzedawali, nie bili kogo popadnie i w ogóle sprawiali dość pozytywne wrażenie. Co mi się nie podobało: płatne toalety. To można porównać do płatnych toalet w pubie - im więcej pijesz (płacisz) tym więcej lejesz (znów płacisz). Bilety były w takiej cenie, że odpłatność za toalety można było chyba sobie podarować. Poza tym taka drobnostka - jakoś tak się złożyło, że nie wziąłem ze sobą żadnej kasy... Gdyby nie to, że akredytacja prasowa upoważniała mnie do wejścia za kulisy (a tam nie trzeba było płacić za toaletę ;) ), to chyba bym musiał latać przed halę....

Pora zająć się tym, co było najważniejsze - muzyką. Po godzinie przeznaczonej na wpuszczenie publiczności, jako support rozpoczął grę polski zespół death-metalowy Sceptic. Większość ich występu spędziłem czekając przy wejściu na moją drugą połowę i praktycznie zobaczyłem tylko dwa ostatnie kawałki (oczywiście czekając słyszałem wszystkie). Szczerze mówiąc, nie wsłuchałem się zbytnio w muzykę, ale podobało mi się (trzeba będzie kupić jakiś album i posłuchać spokojnie). Co ciekawe, to właśnie dzięki Sceptic, a konkretniej wokaliście - Marcinowi Urnasiowi - będącym także znanym sportowcem (a także dzięki AWS i pochodnym, protestującym przeciwko tej imprezie), o koncercie napisały normalne gazety. Mam smutne wrażenie, że dla niektórych muzyka metalowa nie ma nic wspólnego z kulturą, więc nie warto o takim wydarzeniu pisać... Wróćmy jednak do koncertu. Jako drugi na scenie zaprezentował się Necromancer. Zespół prawie nieznany (sądząc z rozmów ze znajomymi, nie tylko mi), pewnie dlatego chłopaki starali się wypaść jak najlepiej i trzeba przyznać, że wyszło całkiem nieźle. Następni na deskach pojawili się God Dethorned. Pod sceną zrobiło się gęściej i duszniej, a zespół dał z siebie wszystko. Oczekując na występ następnej grupy, ocierając pot z czoła, już wiedziałem, że nie będę żałował pieniędzy wydanych na bilet :)

Czas na Peccatum. Chyba każdy słyszał o tej kapeli, w końcu to sam Ihsahn i jego żona Ihriel tworzą tę muzykę, a wszystkie ziny wylewają sam miód na papier, opisując ich debiutancki album. Przed koncertem Peccatum obiecywało niezwykły show - teatr a nie koncert. Niestety spełnienie obietnic nieco nie wyszło. Oświetlenie jakoś nie specjalnie współgrało z występem (może to dlatego, że wciąż było za jasno?), do tego playback... Owszem Ihsahn i Ihriel dali z siebie wszystko (trzeba przyznać, że widać było jakąś celowość tych ruchów na scenie) i mogliby dostać najwyższą ocenę, no ale...

Zanim zdołaliśmy ochłonąć, na scenie pojawili się już Limbonic Art. Grupa, która zdecydowanie najlepiej wypadła ze wszystkich występujących na festiwalu. Grali najdłużej, porwali tyle samo publiczności, co gwiazda koncertu i mieli najlepsze oświetlenie. Oczywiście nie obyło się bez drobnych problemów technicznych (podobno w ich przypadku to już tradycja...), ale to przecież nie ich wina.

W czasie kiedy rozgrzana publiczność przygotowywała się na występ następnego zespołu, atmosfera została nieco ochłodzona... Nagash trafił do szpitala, więc Kovenant nie zagra... W zamian za to, rozrzucono nam kilkanaście kaset... Lacrimosy... oraz bardzo długo kazano czekać na następnego wykonawcę tego wieczoru czyli Amorphis. (Czy to był aż taki problem, żeby wyszli wcześniej na scenę? (czekano na zmrok - przyp.red.)). Występu tej grupy się bardzo się obawiałem: po prostu Amorphis nie pasował do reszty zespołów, a do tego ich nowa płyta jakaś taka... no, nie ważne. Liczy się to, że wypadli bardzo dobrze! Grali dużo starych kawałków (no bez przesady, poza "Tales from the thousand lakes" się nie cofnęli), co publiczności się podobało. Do tego brzmienie, wyraźnie nastrojone pod pozostałe grupy, wyszło naprawdę ciężko :) Szkoda, że z osób będących na sali, tylko jakaś połowa znała i lubiła tę grupę.

Reszta oczekiwała już na gwiazdę wieczoru czyli Emperor. Eh, od razu widać, że większość osób na Mystic przyjechała tylko dla nich, śpiący do tej pory po kątach się budzą, siedzący do tej pory na ławkach wstają i dołączają do tych parkiecie, nawet Ci siedzący na schodach odważyli się przejść do wewnątrz hali, by zobaczyć ten występ. I zaczęło się :) Ogólnie schemat był taki: raz coś nowego, raz coś starego. W sumie to niezły pomysł, bo przy kawałkach z nowej płyty mogłem złapać oddech, by za chwilę szaleć przy starych. A było ich całkiem sporo: "Thus Spake The Nightspirit", "I Am The Black Wizards" (heh, ludzie się na mnie dziwnie patrzyli, kiedy po zapowiedzi tego kawałka cieszyłem się jak dziecko, które dostaje lizaka :)), "With Strength I Burn", "The Loss And Curse Of Reverence", "Wrath Of The Tyrant" oraz "Inno A Satana". Piękne, po prostu piękne :) Gdyby jeszcze gitary nie brzmiały tak jak na "IX Equilibrium", a tak jak na "Anthems..." i gdyby nie grali tak krótko (przecież to właśnie dla nich ta sala była tak wypełniona!!)... eh i tak było nieźle...

Koncert się zakończył, serce wciąż waliło w rytm perkusji, przed oczami wciąż błyskały światła, a my powoli wychodziliśmy z hali. Obiecanych skinów, demonstracji AWS/Ligi Republikańskiej i innych "atrakcji" nie było, powitał nas za to zimny deszcz - dopiero po chwili przypomniałem sobie, że warto by było coś na siebie włożyć (a teraz się dziwię, że jestem chory ;)). W nocy i przez następne kilka dni wciąż czułem się, jakbym dopiero co wyszedł z koncertu... Warto było, kto się nie załapał niech żałuje, bo ma czego! Ci którzy byli: do zobaczenia za rok! Firma Mystic: dziękuję i tak trzymać!

P.S. Ah. Anty-nobel dla tej ekipy z Warszawy, która zaraz po przyjeździe uznała za stosowne narąbać komuś w makijażu... :( Co tu się dziwić, że ludzie potem nie lubią stolicy...

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy słuchając rocka i metalu jesteś w stanie odróżnić partie poszczególnych instrumentów?