zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 18 listopada 2017

relacja: Peter Gabriel, Poznań Stadion Lecha 30.05.2003

1.07.2003  autor: Robert Grablewski
wystąpili: Peter Gabriel
miejsce, data: Poznań, Stadion Lecha, 30.05.2003

To z pewnością był jeden z najbardziej wyczekiwanych wieczorów przez niejednego wielbiciela muzyki w Polsce. Od chwili, kiedy pojawiły się pierwsze, nieśmiałe jeszcze, zapowiedzi tego koncertu wiedziałem, że muszę tam być... No i w końcu nadszedł TEN dzień. Choć miejsce mojego zamieszkania jest znacznie oddalone od miasta Poznań, podróż upłynęła mi we wspaniałej atmosferze, w dużej mierze dzięki towarzystwu innych "zainfekowanych" miłością do muzyki Petera.

Nie będę opisywał tego co zdarzyło się przed godziną 20 (a zdarzyło się wiele), bo przecież nie o to chodzi. Ważne jest wszystko, co widziałem i słyszałem po godzinie 21 - bo o tej właśnie porze dotarły do tysięcy fanów zebranych na stadionie Lecha pierwsze dźwięki "Here Comes The Flood". Zanim bohater wieczoru pojawił się na scenie czuć było w powietrzu coś dziwnego. Oczekiwanie, które niejednokrotnie trwało przecież wiele lat, chęć zobaczenia i usłyszenia Petera Gabriela na żywo, zdawało się być widoczne w powietrzu... Co więcej, atmosferę tego co ma się zdarzyć podkreślały płynące leniwie z głośników dźwięki albumu "Long Walk Home", a piękna, słoneczna pogoda utrwalała poczucie ogromnej wyjątkowości tego dnia.

Około godziny 20 mieliśmy okazję wysłuchać występu grupy Goya. Nie będę ukrywał, że oglądałem go ze znikomym zainteresowaniem, w związku z tym wspomnę o tym jedynie z obowiązku. Po ok. 20 minutach ich pobytu na scenie znów przyszło nam czekać, jeszcze 40 minut. I w końcu jest!

Na początek sam, z fortepianem. Worek z emocjami został rozdarty co uwidoczniło się ogromną owacją - przecież nie mogło być inaczej. "Here Comes The Flood" - nagranie otwierające prawie każdy koncert na tej trasie - wyśmienicie wprowadza w to, co dzieje się później. Oszczędna aranżacja - fortepian i ON, ten głos, nareszcie śpiewający dla nas. Przepiękne powitanie (inną sprawą jest, że w ogóle nie brakowało mi gitary Frippa, która tak pięknie podkreślała nastrój tego utworu na "Exposure"). W chwilę później na scenie pojawiła się reszta muzyków. I to w jak doborowym składzie! Rachel Z obsługująca instrumenty klawiszowe, Melanie Gabriel, która wspomagała tatę przy mikrofonie, Richard Evans, grający głównie na gitarach (ale nie tylko), Ged Lynch - współpracujący z Peterem od płyty "OVO", grający na perkusji, David Rhodes - jeden z najważniejszych ludzi w zespole Petera już od wielu lat, no i Tony Levin - "imperator gitary basowej", muzyk, który przeze mnie był oczekiwany co najmniej tak samo jak Gabriel.

W końcu zaczęło się... Najpierw cichutkie i nagle nerwowe, agresywne dźwięki "Darkness" obwieściły, że czeka nas muzyczna uczta, którą nieprędko da się powtórzyć. Nagłośnienie rewelacyjne! Słowa uznania dla dźwiękowców, którzy podczas występu Goi nie przykładali się namiętnie do swojej pracy. Już przy "Red Rain" emocje sięgały zenitu, choć to przecież dopiero trzeci utwór. Peter mógł być zaskoczony tym, że cały stadion zaczął śpiewać razem z nim od samego początku. Niestety nie miałem okazji być na płycie boiska, co być może wpłynęło zubażająco na wrażenia wzrokowe, ale momentami cudownie było popatrzeć z góry na las rąk, falujący niczym łany zboża poruszane wiatrem. "Secret World" zespół wykonał dużo "mocniej" niż wersja, którą znam z "Us". I w tym momencie zrozumiałem, co miał na myśli pewien człowiek opisujący berliński koncert mówiąc, że Peter na scenie "śpiewa, tańczy i robi wiele innych rzeczy". Okazało się, że taki skład to nie tylko zawodowstwo jeśli chodzi o akompaniament. To także dbałość o wizerunek całości. Mimo tak powszechnie podkreślanej różnicy koncertu poznańskiego w stosunku do innych (chodzi o niemożliwość zaprezentowania całego show z powodów, nazwijmy to, technicznych) nie odczułem w jakiś drastyczny sposób, aby występ był nudny. Przeciwnie - fonia i wizja stanowiły przepiękny spektakl. W pamięci utkwiły mi szczególnie elementy choreografii, skrupulatnie realizowanej głównie przez gitarzystów (no i oczywiście Gabriela). Z kolei spośród wszystkich "tańczących" najokazalej prezentował się Tony Levin. Zawsze wydawało mi się, że to najweselszy człowiek w każdym składzie, w jakim przyjdzie mu grać. I poznański koncert zdawał się to potwierdzać. Jego tak charakterystyczny wygląd w połączeniu ze specyficznym sposobem poruszania się, ubiorem i grą na basie (i nie tylko) zmuszają mnie do przyznania mu statusu największego showmana w zespole Petera Gabriela. Następnie pojawiły się "Sky Blue" i "Downside Up". W tym drugim przypadku Gabriel był wspomagany przez córkę - Melanie. Niestety, nie dorównała ona wokalizie Elizabeth Fraser, ale myślę, że nie można z tego czynić wielkiego zarzutu. "The Barry Williams Show" znów przypomniał, ile znaczą dla całego zespołu dźwięki wydobywające się spod palców Levina. Mało który basista gra w tak charakterystyczny sposób, wykorzystując do granic możliwości walory artykulacyjne gitary basowej (tudzież elektrycznego kontrabasu). Choć w opowieści o Barrym Williamsie, tak jak na całej płycie "Up", roi się od karkołomnych harmonii wokalnych, to na żywo wykonane były wzorowo. Dalej przyszedł czas na "More Than This" a potem jeden z najpiękniejszych momentów wieczoru - "Mercy Street". Wykonanie tej kompozycji muzycy rozłożyli na dwa etapy. Pierwszy, kiedy stanęli na środku sceny i zaśpiewali a capella i drugi, kiedy to także w wielkim wyciszeniu - siedząc - wspomagali się instrumentami. Cudowny moment na objęcie tego co dzieje się wokół, kontemplację wyjątkowej chwili, celebrowanie tego muzycznego święta. "Digging In The Dirt" z pewnością należy do najbardziej znanych kompozycji Gabriela. I to dało się odczuć. Utwór zagrany został z ogromną energią, szczególnie w refrenach, kiedy to znów cały stadion śpiewał (i znów ten cudowny widok tysięcy rąk, które powtarzały każdy gest za mistrzem ceremonii). Tutaj w szczególny sposób swoje mistrzostwo z jakim posługuje się gitarą ujawnił David Rhodes. Wściekłe, niemalże dysonansowe zagrywki (i to "syntetyczne" brzmienie) były dodatkowo wyeksponowane przez dosadne ingerencje obsługi miksera. Naprawdę było głośno.

Przez cały dzień zastanawiałem się jak zaprezentuje się oprawa wizualna koncertu. Nie ukrywam, że szczególnie interesowało mnie, czy Peter skorzysta na poznańskim koncercie ze słynnej już kuli, w której zamknięty występował podczas wcześniejszych odsłon trasy. No i skorzystał. "Growing Up" to podróż w górę i w dół, w lewo, w prawo i dookoła. Wszystkie ruchy nie przeszkodziły mu jednak w doskonałym robieniu tego, co liczyło się najbardziej - w śpiewaniu. I znów przepięknie wypadły chórki, i znów Tony Levin rozbawił mnie rytmicznym podskakiwaniem wraz z kulą dwukrotnie od niego wyższą.

Potem usłyszeliśmy jeszcze "Animal Nation" (połączony z przedstawieniem towarzyszących Gabrielowi muzyków), "Solsbury Hill". "Sledgehammer" jak można było się domyślić ponownie doprowadził do wrzenia na stadionie. "Signal To Noise" (i wspaniała oprawa świetlna) zakończył set podstawowy.

To jeszcze nie koniec - każdy to wiedział. Jako pierwszy bis "In Your Eyes". Na pożegnanie oczekiwałem "Father, Son" - tak kończyła się większość koncertów trasy "Growing Up" - ale nic z tego. W zamian poznańska publiczność otrzymała "Biko" - zagrany na żywo po raz pierwszy od 9 lat (!!!)...

Lepszego zakończenia chyba nikt się nie spodziewał. "Oh Biko, Biko, because Biko/Oh Biko, Biko, because Biko/Yihla Moja, Yihla Moja/The man is dead/The man is dead And the eyes of the world are watching now/Watching now" - te słowa odśpiewał chyba każdy, dla kogo nie był to jedynie kolejny koncert do odfajkowania na liście zaliczonych koncertów kolejnej zachodniej gwiazdy. Każdy, kto do Poznania przyjechał dla NIEGO. Polskie "Do zobaczenia" z ust Petera być może było tylko wyrazem pewnej kurtuazji z jego strony, ale ja wierzę, że jeszcze dane nam będzie się zobaczyć. Nawet gdyby moja osoba po raz drugi roztopiona była w wielotysięcznej masie innych osób.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Co robisz, kiedy gwiazda wieczoru gra beznadziejnie źle?