zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 1 czerwca 2020

relacja: Tiamat, Jelonek, Olsztyn "Amfiteatr" 9.08.2010

31.08.2010  autor: Meloman
wystąpili: Tiamat; Jelonek
miejsce, data: Olsztyn, Amfiteatr, 9.08.2010

Koncerty na wolnym powietrzu mają jednego śmiertelnego wroga. Jest nim deszcz. Tego dnia też pogoda nie była zbyt pewna - parno, duszno i pochmurnie. Na godzinę przed planowanym występem wszedłem do amfiteatru wśród pomruków burzy. Ale co tam, w razie czego w moim koncertowym plecaku, wśród różnych rzeczy potrzebnych i potrzebniejszych, peleryna też była. I dopóki wichura nie urwie mi głowy lub grad wielkości piłek golfowych nie ogłuszy, miałem zamiar ten występ obejrzeć.

Tiamat, Olsztyn 9.08.2010, fot. Meloman
Tiamat, Olsztyn 9.08.2010, fot. Meloman

Niestety, gdy rozpoczął grać Jelonek, jako support przed głównym wykonawcą, zaczęło padać i nie przestawało. Na widowni prawie komplet. Tylko skrajne boczne dwa sektory nie były zapełnione. Lider kapeli Michał Jelonek powitał mieszkańców Olsztyna i okolicznych grodów i rozpoczął wyczytywać jakby listę obecności. Wyglądało to w ten sposób: "Lidzbark Warmiński - jest?" "Jest!" - odpowiedziała wiara. "Szczytno - jest?" "Jest!" - gromko zaryczeli zainteresowani. Lecz więcej nazw miast już nie padło. Za to nie uszło mu uwadze, że "coś niebiesko dziś w amfiteatrze" (to z powodu pelerynek). Ja się niestety nieświadomie wyłamałem, bo mój płaszczyk przeciwdeszczowy był zielony. Występ Jelonka trwał czterdzieści pięć minut i wyróżniał się dynamiką oraz swobodą wykonawców. Mówiąc krótko, grali jak z nut. Jednym z pierwszych kawałków był "B.East", gdzie partie skrzypiec zawsze kojarzą mnie się z King Crimson. Jeden utwór zaprezentowali na żywo dopiero po raz drugi (premiera odbyła się na "Przystanku Woodstock"), ale tytułu nie usłyszałem, bo nie było zapowiedzi. Oprócz tego zabrzmiały między innymi: "BaRock" ,"A Funeral of a Provincial Vampire", "Vivaldi", a także fragment uwertury do opery "Wilhelm Tell" na zakończenie.

Ekipa Tiamat, która niebawem miała się pokazać na deskach na jedynym w tym roku koncercie w Polsce, a do tego w Olsztynie - to zespół uważany za jednego z prekursorów gotyckiego rocka i gotyckiego metalu. Chociaż rozpoczynali jako death metalowcy w 1988 roku pod nazwą Treblinka, bardzo słusznie zmienioną na Tiamat (sumeryjskie bóstwo). W swoim dorobku mają do tej pory dwanaście oficjalnych płyt (w tym jedna koncertowa, a także dwie składanki). W brzmieniu zespołu początkowo słychać było kilka odmian metalu i elementy rocka. Od pewnego czasu wyłagodzili brzmienie i prezentują rock gotycki, a także progresywny, chociaż nie stronią też od ciężkiego grania. Tak więc, trudno wstawić ich w jakieś sztywne, klasyfikacyjne ramy. Najsłynniejszy album, jaki nagrali, to bardzo wysoko ceniony "Wildhoney" z 1994 roku. Liderem od początku jest wokalista i gitarzysta Johan Edlund.

Kiedy zaczęli grać kwadrans po dwudziestej pierwszej, deszcz rozpadał się na dobre. Mniej więcej pół godziny lało, padał nawet przez chwilę niewielki grad. Spadająca ściana wody w świetle reflektorów bijących w stronę sceny wyglądała nawet malowniczo. Swój występ w pięcioosobowym składzie (oprócz lidera - sekcja rytmiczna, klawisze i gitara) artyści rozpoczęli od bardzo melodyjnego, spokojnego rocka za sprawą "Vote for Love" (a deszcz leje). Jakoś to dziwnie, a jednocześnie niezwykle wyglądało. Bo oto kilkaset osób (może nawet tysiąc) siedzi (niektórzy też stali) w strugach ulewnego deszczu, nikt nie ucieka z "placu boju". Muzycy odgrywają program, jakby nic się nie działo. Przecież wszyscy normalni zjadacze chleba w taką pogodę przebywają w domu (a na pewno pod dachem), a tu pokaźna grupa "ludności" ma to wszystko w nosie. Ale dla nich liczy się muzyka i zdają sobie sprawę z jej potęgi oraz uniwersalnych, niewymiernych i niematerialnych wartości.

Tiamat, Olsztyn 9.08.2010, fot. Meloman
Tiamat, Olsztyn 9.08.2010, fot. Meloman

Tiamat gra dalej, wszak dopiero co rozpoczął. Wykonawcy przebywali pod zadaszeniem, które schroniło także sporą grupkę publiczności, znajdującej się pod estradą. Propozycja "Cain" pokazała nam oblicze gotyckie grupy. Na szczęście ulewa trwała tylko mniej więcej do końca czwartego kawałka. Po również lekko gotyckim "Divided" z nakręcającymi rytm gitarami w refrenie można było odetchnąć, bo deszcz się uspokoił. Edlund zapowiedział właśnie numer z płyty "Wildhoney" i zrobiło się mrocznie i dynamicznie, ale w spokojnym tempie w "Whatever That Hurts". Zabrzmiała też zgrabna, prawie akustyczna ballada "Do You Dream of Me". Po niej "Brighter Than the Sun", czyli coś w stylu Sisters of Mercy. Repertuar koncertu okazał się typowo przekrojowy. Prawie każdy album, oprócz dwóch pierwszych, reprezentowany był przez co najmniej jedno nagranie. Nie była to więc promocja ich ostatniej płyty, "Amanethes", wydanej w 2008 roku, z której zaprezentowali tylko jedną piosenkę w stylu zdecydowanie gotyckim. Kiedy skończyli rockowo biegnące "Cold Seed", minęła dopiero pięćdziesiąta minuta występu i, gdy zaczęli schodzić ze sceny, pomyślałem, że to jakiś żart. Tak krótko? Niestety zniknęli za kulisami i bardzo długo kazali sobie bić brawa zanim wyszli ponownie.

Bis był jeden, za to długi i magiczny. Najpierw "Wings of Heaven" - wolny, melodyjny, przeplatany metalowymi riffami i akustycznymi dźwiękami gitary. Później jeden z największych przebojów Tiamat z mocnym instrumentalnie i wokalnie, monumentalnym refrenem "The Sleeping Beauty" (ktoś z widzów cały czas głośno się tego domagał). Ostatnim utworem, który mnie po prostu urzekł, było nagranie "Gaia" z niesamowitą gilmourowską solówką gitary w finale, znacznie wydłużoną w stosunku do wersji studyjnej. Rewelacja. I właśnie za to wyśmienite solo wspaniałomyślnie wybaczam gitarzyście (Johan Niemann), że przez znaczną część występu (także w tym utworze) popijał sobie piwko z puszki. Niech mu będzie na zdrowie (tylko czy na pewno?).

Bardzo dobry koncert, mnóstwo melodyjnego grania rockowego z lekką przewagą gotyku i z elementami chwytliwych riffów. Podkreślić należy także świetną formę wokalisty. Trochę krótko, ale oni właśnie tak występują, wszystkiego około siedemdziesiąt minut. Niech potwierdzeniem tego, że to było zajmujące muzyczne widowisko, będzie fakt, że dopiero gdy wszystko się skończyło, poczułem, że... mam wodę w butach (opadową - rzecz jasna).

Setlista Tiamat: (tytuł utworu, album, rok wydania)

1. Vote for Love (Judas Christ, 2002)
2. Children of the Underworld (Brighter Than the Sun-Singiel, 1999)
3. Cain (Prey, 2003)
4. Divided (Prey, 2003)
5. Whatever That Hurts (Wildhoney, 1994)
6. Do You Dream of Me (Wildhoney, 1994)
7. Brighter Than the Sun (Skeleton, Skeletron, 1999)
8. Until the Hellhounds Sleep Again (Amanethes, 2008)
9. Phantasma the Luxe (A Deeper Kind of Slumber, 1997)
10. Cold Seed (A Deeper Kind of Slumber, 1997)

Bis:

11. Wings of Heaven (Prey, 2003)
12. The Sleeping Beauty (Clouds, 1992)
13. Gaia (Wildhoney, 1994)

Komentarze
Dodaj komentarz »
:)
Chom1K (wyślij pw), 2010-08-31 22:04:57 | odpowiedz | zgłoś
Byłem tam wraz ze swoja drugą połówka. Koncert super, czekamy na kolejny :) Pozdrawiamy stojącego przed nami Pana w niebieskiej pelerynce, który skutecznie zasłaniał widok ;)

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy potrafisz rozpoznać dźwięk flażoletów?