zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 15 kwietnia 2024

relacja: TSA, Acid Drinkers, Lipali, Mouga, Wrocław "Eter" 17.12.2010

30.12.2010  autor: Paweł Domino
wystąpili: TSA; Acid Drinkers; Lipali; Mouga
miejsce, data: Wrocław, Eter, 17.12.2010

Ten koncert był prawdziwym spotkaniem czterech generacji polskiego rocka i już choćby z tego względu warto było go zobaczyć, tym bardziej, że każda z występujących formacji miała do zaoferowania trochę inną odmianę radosnego hałasu. A i sam klub "Eter" ze względu na swoją ciekawą architekturę dobrze wypełnia swoje zadanie jednoczesnego pomieszczenia sporej, kilkusetosobowej widowni przy jednoczesnym zapewnieniu jej dobrych warunków tak wizualnych, jak i akustycznych.

Acid Drinkers, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki
Acid Drinkers, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki

Zadanie otwarcia imprezy przypadło pochodzącemu z Tarnowskich Gór zespołowi Mouga, którego debiut "The God & Devil's Schnapps" ukazał się ponad rok temu pod skrzydłami rozrastającego się w różnych kierunkach Mystica. Dla zespołu nie była to pierwsza okazja, by pokazać się w tak doborowym towarzystwie, ale widać było wyraźnie, że do występu przyłożyli się bardzo starannie. Pomijając już energetyczność muzyki, o czym za chwilę, bardzo starali się stworzyć dobre wrażenie, kreując dostępnymi sobie środkami całkiem sympatyczny show. Gitarzyści zamieniali się miejscami, wokalista starał się być komunikatywny, basista szalał, przyjmował pozy - czyli na scenie działo się sporo. Wprawdzie miałem jeszcze wrażenie pewnej sztuczności tego show, ale to zapewne wychodzi jeszcze niejaki brak obycia i swobody scenicznej. Uwaga ta nie dotyczyła perkusisty, którego radość z grania aż rozpierała - do tego stopnia, że po drugim utworze samorzutnie chyba wypuścił się na solo i wypadło ono bardzo naturalnie. W trakcie półgodzinnego występu doliczyłem się sześciu utworów, ani chybi promujących krążek, na którym mamy do czynienia z solidnym, energetycznym metalcore'owym miksem brzmieniowym, bliższym jednak tego drugiego członu. Muzycznie ich chyba nie polubię, bo mi z takimi brzmieniami nie po drodze, ale zdecydowanie broniło się to, nie było w ich graniu nic fałszywego. A w dodatku zdążyli się dorobić najwyraźniej całkiem sporej grupy fanów, bo reakcje pod sceną bywały całkiem gorące.

Mouga, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki
Mouga, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki

Różnicę pomiędzy doświadczeniem a entuzjazmem można było zaobserwować po pojawieniu się na scenie Lipali, czyli formacji tworzonej przez Tomka "Lipę" Lipnickiego, znanego oczywiście z Illusion, oraz jego kumpli, mających za sobą granie w Tuff Enuff i IMTM. Radość z grania, widoczna na obliczu ekipy, nie opuszczała muzyków przez większą część około godzinnego koncertu, w trakcie którego wykonali m.in. "Barykady", "Upadam" oraz "Życie cudem". Radosne, core'owo - sepulturzaste granie rozkręciło publiczność i nawet mocno włączony tego dnia nawiew, na który skarżył się także kilkanaście dni wcześniej Piotr Rogucki, wokalista Comy, posłużył do stworzenia klimatu koncertu. Kiedy kilka próśb o jego wyłączenie pozostało bez odzewu, publiczność zaczęła skandować "jebać nawiew", co wyraźnie rozbawiło cały zespół podczas wykonywania utworu "TKM". Nawiew ów został zresztą później wyłączony, co sprawiło, że podczas występu kolejnego wykonawcy zrobiło się bardzo gorąco. Można było też zaobserwować, jak Lipa powstrzymuje od interwencji ochroniarzy, którzy mieli zamiar usunąć ze sceny fana. Zarówno sam gest Lipy, jak i sensowna reakcja ochroniarzy zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Lipali, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki
Lipali, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki

Biorąc pod uwagę zagęszczenie tłumu podczas setu Acid Drinkers, zjawisko potu skraplającego się na ścianach było nieuniknione. Mimo ponad 20-letniego stażu, który podkreślił ubiegłoroczny jubileusz grupy, zespół w dalszym ciągu potrafi narzucić, czy też przekazać publiczności swoją energię. Mimo że stałem niemal pod tylną ścianą parteru, wielokroć musiałem odpierać napór rozszalałego tłumu, a zarazem z trudem opierałem pokusie, by do niego nie dołączyć. W dodatku kameralny, przynajmniej w porównaniu z jubileuszowym występem w "WFF", koncert sprawił, że więcej było w zespole werwy i nawet konferansjerka Titusa nie ograniczała się do nieco zużytego jak dla mnie "Pasuje?", bo szalał jak za starych, dobrych czasów. W dodatku nie zabrakło też gości oraz stałych punktów programu. Do tych ostatnich należy oczywiście oczekiwana zamiana miejsc między Tytusem i Ślimakiem, w trakcie której tymczasowy wokalista wykonał jeden z utworów z drugiej części "Fishdicka" - "Et si tu n'existais pas", pochodzący z repertuaru Joe Dassina. Wybór tego utworu nie dziwi, wszak do dziś każdy thrasher i przez sen potrafi zanucić "Les Champs-Elysees". Nie dziwił też zupełnie wykonany wraz z Anią Brachaczek "Love Shack" z repertuaru ikony metalu jaskiniowego The B52's, mający, o ile dobrze pamiętam, stanowić prezent urodzinowy dla któregoś z członków ekipy.

Acid Drinkers, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki
Acid Drinkers, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki

Utworów z właśnie promowanej drugiej części "Fishdicka" było całkiem sporo i zdecydowanie zdominowały one występ Kwachożłopów. Były "Ring of Fire" Johnnyego Casha, "Hit The Road Jack" Raya Charlesa, "Bad Reputation" Thin Lizzy, "Hot Stuff" Donny Summer i "New York" Franka Sinatry. Zwłaszcza utwory Thin Lizzy i Donny Summer Tytus zabawnie zapowiadał. Z przeglądu pozostałych wykonywanych utworów wynika, że najmocniejszą pozycją w dorobku zespołu pozostaje wciąż "Infernal Connection", z którego zagrali aż 4 utwory, i ostatni album studyjny "Verses of Steel" z dwoma utworami w zestawie, w tym "In a Black Sail Wrapped" i klasyczny już "Swallow the Needle". Poza nimi pojawiły się tylko pojedyncze kompozycje z pozostałych płyt, czyli "Rattlesnake Blues" z "High Proof...", "Rubber Hammer..." z "Broken Head" i nieodzowny "Pizza Driver", najstarszy z tego dnia granych utworów własnych. Cóż, cieszę się, że byłem na zeszłorocznym koncercie jubileuszowym, bo utworów mi najbliższych, czyli z pierwszych krążków, tym razem nie odnotowałem. W którymś momencie zespół zniknął ze sceny, choć dla wszystkich było jasne, że to tylko przerywnik przed bisami, które otworzył (a może napoczął?) właśnie "Pizza Driver". A na koniec nie zabrakło optymistycznego "Always Look...", który nawet tym domagającym się jeszcze jednego bisu dał do zrozumienia, że ten występ dobiegł końca.

Acid Drinkers, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki
Acid Drinkers, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki

W tym momencie część widowni udała się na z góry upatrzone pozycje, co poskutkowało nieco mniejszym tłokiem pod sceną. Na deskach zaczęło się przemeblowanie i ustawienie sprzętu dla weteranów z TSA, którzy po latach różnych niesnasek i równoległej działalności postanowili wreszcie wrócić do klasycznego składu. Najbardziej bojowo wyglądał Andrzej Nowak, który stanowił wręcz podręcznikowy przykład starego metalowca. Qrczę, może trzeba by napisać - metalowca starszego pokolenia? Ale te jego pozy i solówki to była wręcz kwintesencja tego stylu. Kontrast pomiędzy jego zachowaniem, a trochę moralizującym Markiem Piekarczykiem ujawnił się zwłaszcza podczas granej pod koniec "Kocicy", kiedy zadzierzyste solo Andrzeja zestawiło się z pogadanką Marka na temat dzieciaków i tego, że to one są najważniejsze. Nie negując samej istoty tematu, wydawało mi się to trochę zbyt pretensjonalne. Ale że Marek frontmanem jest przednim, dobitnie świadczyły śpiewy z widownią w tym samym utworze, nie pierwsze zresztą tego dnia, bo i wcześniej choćby w przypadku "Aliena" i "Bez podtekstów".

TSA, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki
TSA, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki

O tym, jak ważny jest początkowy etap działalności TSA dla historii polskiego rocka wie chyba każdy i tego wieczoru mógł się o tym dobitnie przekonać, choćby podczas zagranych na bis "3 zapałek", gdzie Andrzej popisał się kolejnym fantastycznym solem. Sam zaś bis mocno kontrastował z dynamicznym jak zawsze zamykającym podstawowy zestaw "TSA Rock". Ale wcześniej były też utwory z wiadomego singla i mimo ze minęło już niemal 30 lat od ich nagrania, to "Zwierzenia kontestatora" i "951" w dalszym ciągu robią niezmiennie mocne wrażenie. Podobnie jak również singlowy "Na co cię stać", któremu przypadło otwierać ten występ. "51" był zagrany ze szczególną dedykacją dla zmarłego dzień wcześniej Tomasza Dziubińskiego, szefa Metal Mind. I choć daleki jestem od zapomnienia jak niejednoznaczną postacią był Dziuba, to jego wkład w historię heavy metalu w Polsce sprawia, że ten dzień oznaczał koniec pewnego jej etapu. Utwory z singla dzielił tylko utwór tytułowy z najnowszej płyty "Proceder", która sprawia, że powrót zespołu nie jest na szczęście tylko marzeniem kilku dziadków o lepszej emeryturze, tylko rasowym dziełem rasowych rockmenów. Zresztą sposób, w jaki zespół przetoczył się przez mój ulubiony utwór z ich dorobku, czyli hymn zatytułowany "Heavy metal świat", nie pozostawia żadnych złudzeń co do obecnej formy, a i chemia wewnątrz ekipy najwyraźniej jest dobra, co może tylko cieszyć. Tym bardziej, że wcześniej usłyszeliśmy też "Plan życia" i "Chodzą ludzie".

TSA, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki
TSA, Wrocław 17.12.2010, fot. K. Zatycki

Oczywiście nie zabrakło innych, nie mniej ważnych utworów, jak choćby "Pierwszy karabin" czy "Biała śmierć". Marek trzymał dobry kontakt z publicznością praktycznie cały czas z nią dialogując, a czasem - jak w przypadku "latających zwłok", czyli osób noszących się na cudzych rękach - narzucając swoją wolę i domagając się ich zniknięcia pod groźbą śpiewania z tyłu sceny. Poskutkowało, co niewątpliwie wokalistę, dbającego o głowy tych, którzy znajdowali się pod samą sceną, musiało napawać poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku. Z podobnym poczuciem musiała także opuszczać salę publiczność, która tego dnia również zadbała o to, by był to koncert, który warto pamiętać.

Zobacz zdjęcia: TSA, Acid Drinkers, Lipali i Mouga.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Co sądzisz o coverowaniu rockowych lub metalowych utworów przez wykonawców popowych?