zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 16 października 2021

relacja: "High Seas & Low Land Tour" - Tyr, Alestorm, Heidevolk, Witchking, Kraków "Studio" 21.04.2009

25.04.2009  autor: lcx
wystąpili: Tyr; Alestorm; Heidevolk; Witchking
miejsce, data: Kraków, Studio, 21.04.2009

Niezłe zamieszanie powstało w kręgu moich znajomych, kiedy w mroczną styczniową noc przyniosłem im newsa, że w konserwatywno - liberalnym cesarsko - królewskim mieście Krakowie, wraz z wiosną i motylkami pojawi się awangarda heavymetalowego grania, wprost spod pirackiej bandery. A kiedy później dowiedziałem się, że szkockim korsarzom towarzyszyć będą dwie bandy wikingów, uznałem, że tak wspaniałe wydarzenie pod znakiem tęczowego metalu nie może odbyć się beze mnie. Zupełnie nie przestraszył mnie termin - ale na Odyna, heavy metalowy gig we wtorek to klasyczny przykład na złośliwość losu. Na miejscu okazało się, że nie jestem jedynym true fanem, mimo że ilość ludzi nie porażała, na moje ostrożne oko spokojnie były nas dobre trzy, może trzy-i-pół setki. A kiedy na scenie zaczął się prawdziwy Ragnarok, trzysta gardeł zaryczało jak tysiąc... Ale nie uprzedzajmy faktów.

Tyr, Wrocław "Alibi" 20.04.2009, fot. Maciek Kułakowski
Tyr, Wrocław "Alibi" 20.04.2009, fot. Maciek Kułakowski

Wieczór rozpoczął krakowski Witchking. Był to pożegnalny występ wokalisty, Tomka Twardowskiego, który kilka dni wcześniej postanowił opuścić zespół. Atmosferę stypy podkreślała frekwencja pod sceną - może z trzydzieści osób stało przy barierkach, reszta snuła się po klubie, popijała piwko, toczyła debaty polityczne na galeriach bądź oddawała się innym rozkoszom społecznym. Pozwolę sobie na osobistą refleksję. Lubię stare granie w stylu Judas Priest czy Iron Maiden, ale rzadko, z płyt, a także w oryginale. To, co prezentuje formacja Mateusza Gajdzika, nie przemawia do mnie zupełnie, mimo że technicznie i koncepcyjne jest to muzyka akceptowalna. Brak jej jednak pazura, tego czegoś, co odróżni ją od (niedoścignionych) źródeł i inspiracji. Jako support Witchking pozostawił publiczność w ambiwalentnym stanie - narzucił jakąś koncepcję muzyczną wieczoru, rozgrzał grupkę swoich fanów, zmęczył resztę. Jakoś tak przeciętnie było. Z drugiej jednak strony przyznam, że nie należy mnie słuchać, ponieważ pół seta krakusów spędziłem za sceną, tocząc z Chrisem Bowesem z Alestorm pojedynek na słowa, trunki i pirackie okrzyki.

Na szczęście cała reszta wieczoru zapowiadała się co najmniej dobrze. Drobną zagadką była dla nas kolejność zespołów. Niby wiadomo było, kto wystąpi na końcu, ale przecież w sporej części trasy headlinerem byli szkoccy piraci, a i Holendrom nie można odmówić popularności w naszym miodem i mlekiem płynącym kraju Słowianowikingów.

Heidevolk, Wrocław "Alibi" 20.04.2009, fot. Maciek Kułakowski
Heidevolk, Wrocław "Alibi" 20.04.2009, fot. Maciek Kułakowski

Pierwsze czarne żagle rozwinęli Wikingowie z Heidevolk. Pierwsze kawałki totalnie wgniotły nas w podłogę. Na twarzach sporej części słuchaczy malowało się szczere zaskoczenie - jak najbardziej pozytywne. Trudno się jednak dziwić - na scenę wyskoczyło sześciu gości w starodawnych strojach, wznosząc z rogów toasty. Śpiew wokalistów przypomina nordyckich skaldów, wykonujących tradycyjne pieśni - wymieniają się i uzupełniają doskonale, sprawiając naprawdę niesamowite wrażenie. A na dokładkę pyszna metalowa aranżacja - ewidentnie pierwsza liga wikińskiego metalu. Holendrzy zagrali większość swoich hiciorów - mieliśmy okazję usłyszeć (między innymi) "Saksenland", "Wodan Heerst" i "Walhalla Wacht". A na koniec, chyba najbardziej oczekiwany przez wszystkich i konsekwentnie wywoływany "Vulgaris Magistralis", w którym udało się wspólnie z publicznością zaśpiewać refren.

Rewelacyjny występ - nic dodać, nic ująć. Świetny klimat, stworzony przez stroje i sprzęty to tylko dodatek do świetnej muzyki. Obaj wokaliści mają doskonały kontakt z publicznością, co dawało się bardzo dobrze odczuć. Z perspektywy czasu mogę śmiało stwierdzić, że Heidevolk zaprezentował się najlepiej z wszystkich zespołów grających tego wieczoru.

Alestorm, Wrocław "Alibi" 20.04.2009, fot. Maciek Kułakowski
Alestorm, Wrocław "Alibi" 20.04.2009, fot. Maciek Kułakowski

Po kilkunastu minutach przerwy technicznej światło znowu przygasło i rozległy się dźwięki intra, w trakcie którego chłopcy z Alestorma wysypali się na scenę. Czwórka sympatycznych młodzieńców z Perth pod wodzą zupełnie nietrzeźwego kapitana Chrisa zrobiła totalnie odlotowy show. Nie mieliśmy tu przebrań, a z pirackiego stylu zostały tylko piwo i okrzyki, ale i tak na scenie i pod nią działy się niesamowite rzeczy. Totalna rozwałka, pirackie party i heavy metal! Dostaliśmy wszystko, z czego Alestorm zrobił swoje mocne punkty - szaleńcze bieganie po scenie, popisy kretyńskich min i świetną setlistę - "Nancy the Tavern Wench", "Keelhauled", "Wenches and Mead", "Huntmaster", a na deser "Wolves of the Sea". Apogeum szaleństwa nastąpiło w czasie inwazji Heidevolku - w połowie utworu wykonywanego przez Alestorm na scenie pojawił się cały skład holenderskiej kapeli - i zaczął się najdzikszy show metalowy, jaki miałem okazję w tym roku oglądać - dmuchane fallusy, confetti i serpentyny - iście karnawałowa atmosfera. Panowie z Heidevolku śpiewali z Alestormem, Vince grał na gitarze Daniego - absolutne szaleństwo.

Widać było, że Szkoci mają na sali silną grupę fanów - pod sceną szalał kilkunastoosobowy młyn, ktoś nawet miał na głowie piracką chustę i trójgraniasty kapelusz. Nie zabrakło wielbicieli, którzy ryczeli tekst każdego kawałka. Energia płynęła swobodnie między muzykami i publicznością, widać było, że po obu stronach jest mnóstwo emocji i zaangażowania, co zaowocowało bardzo dobrym (i bardzo dobrze przyjętym występem).

Tyr, Wrocław "Alibi" 20.04.2009, fot. Maciek Kułakowski
Tyr, Wrocław "Alibi" 20.04.2009, fot. Maciek Kułakowski

Kolejna przerwa techniczna, przy perkusji stają dwa mroczne standy z drakkarami, zapowiadające nową płytę Tyr. Zaraz po nich na scenie pojawili się sami muzycy - jak zwykle w kolczugach i skórzanych zbrojach - i znowu w "Studiu" zapanował nordycki klimat. Zaczęło się świetnie - pierwszy zagrany numer ("Hold the Heathen Hammer High") był tak poruszający, że zjeżyły mi się nawet włosy na plecach. To kolejna zapowiedź nowej płyty - "By the Light of the Northen Star" - jeśli cały album będzie tak brzmiał, to mamy poważnego kandydata na najlepszą metalową płytę roku. Ale nie uprzedzajmy faktów. Chwilę później rozległy się dźwięki "Sinklars Visa" - niektórym szczęki opadły do ziemi z wrażenia. A później było już tylko lepiej - "Regin Smidur" czy potężne "Hail to the Hammer" - rewelacja. Do tego trzeba dodać fakt, że Heri to niezwykle charyzmatyczny wokalista, bardzo dobrze nawiązujący kontakt z publicznością. Jest takie powiedzenie - jeśli chcesz zdobyć serce obcokrajowca, naucz się paru słów jego języka i spróbuj jego narodową potrawę. W myśl tej mądrości ze sceny co chwilę słyszeliśmy "dziękuję", "sława" albo "na zdrowie" - i pochwały dla polskiego piwa, miodu i krupniku. A przy każdej takiej lingwistyczno - kulinarnej eskapadzie załoga Tyra dostawała coraz większe brawa - i o to właśnie chodziło.

Wspomniałem o napadzie Heidevolków na Alestorma - na koncercie Tyra też mieliśmy stage invasion, co prawda na zaproszenie - ale za to dwa razy dzikszą - do muzyków Tyra dołączyły pełne składy obu wcześniej grających kapel - i wspólnie wykonali tradycyjną pieśń "Ye Wild Rover" - absolutny odlot. W sumie koncert Tyra trwał sporo ponad godzinę - nie zmierzyłem dokładnie, ale zagrali jedenaście długich numerów - a potem wrócili, wywołani przez fanów - i mieliśmy kolejny szok. W ramach bisu dostaliśmy kolejny tradycyjny kawałek - ukochany przez Metallicę "Whisky in the Jar"! Opad szczeny, nikt na sali chyba nie spodziewał się takiego zakończenia wieczoru.

Tyr, jak można się było spodziewać, zagrał genialny koncert. Mimo że to muzyka dość trudna w odbiorze, stylistycznie niejednorodna i momentami wymagająca skupienia, to jednak niewiele osób zrezygnowało z wysłuchania setlisty do końca.

Całej imprezie należy się Znaczek Jakości i ocena dziewięć na dziesięć. Gdyby tylko otwierający skład zastąpili na przykład Finowie z Turisas, to mógłbym sobie na takim koncercie umrzeć, z poczuciem, że umarłem szczęśliwy. Sześć dych (w przedsprzedaży 48 zł) to, jak za taką imprezę - darmo. Za to dodatkowy znaczek Eko.

Komentarze
Dodaj komentarz »
"High Seas & Low Land Tour"
Ironus
Ironus (wyślij pw), 2009-05-11 17:38:24 | odpowiedz | zgłoś
Mhmm, moim skromnym zdaniem Alestorm zanizyl zdecydowanie poziom festiwalu. Muzycznie sredniawo, na jedna nute wszystko. I co robil ten malolat na scenie? Nie spiewal, nie gral, tylko przeszkadzal. Heidevolk - rewelacja, znacznie fajniej brzmia na koncercie niz z plyty, maja swietny kontakt z publicznoscia, ktorej moim zdaniem nie bylo wiecej niz 100 luda a to i tak mocno optymistyczne obliczenia. TYR - fajnie zagrali. Walczyli ostro zeby rozruszac juz mocno zmeczona publike. Witchking tez dostaje duzy pozytyw. Szkoda, ze ostatni koncert z tym wokalista. Podsumowujac - swietny koncert, tylko jaja urwac organizatorom za wtorkowy termin. A z drugiej strony kto chcial przyjsc i zobaczyc to przyszedl...
?
Vigg
Vigg (wyślij pw), 2009-04-25 15:30:10 | odpowiedz | zgłoś
Hymm, wydaje mi się, że penis i serpentyny były na Tyrze, a nie Alestormie ;]

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Ile razy źle oceniłaś(eś) album po okładce?