zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 16 grudnia 2017

relacja: Warsaw Metal Day: Votum, Spiral Madness, Archeon, Naamah, Corruption, Al Sirat - Warszawa "Karuzela", 28.08.2004

31.08.2004  autor: Do diabła
wystąpili: Al Sirat; Corruption; Naamah; Archeon; Carnal; Spiral Madness; Votum
miejsce, data: Warszawa, Karuzela, 28.08.2004

28 sierpnia 2004 roku ogłoszono w Warszawie dniem metalu. Z tejże okazji do studenckiego klubu "Karuzela", na wspólny koncert, zjechało siedem zespołów. O 16:00, kiedy to impreza miała się zacząć, sala świeciła jeszcze pustkami, a większość przybyłych przesiadywała przed klubem racząc się rozmaitymi produktami z okolicznego sklepu.

Z około godzinnym poślizgiem na scenie zagościła młoda heavymetalowa grupa Votum. Ich występ, choć dla mnie nieco nużący, mimo kilku spektakularnych fałszy wokalisty, wyraźnie podobał się publice, skaczącej i machającej głowami pod sceną. Votum zagrało głównie własne utwory, choć znalazła się w ich repertuarze też mieszanka kilku znanych przebojów Black Sabbath. Muzycy zakończyli kawałkiem wyłamującym się nieco z dotychczas zaprezentowanej stylistyki, zahaczającym o deathmetal, za sprawą growlującego gitarzysty, a ich miejsce wkrótce zajęło Spiral Madness.

Nie bardzo wiem, co o ich koncercie napisać, bowiem mimo szczerych chęci nie udało mi się zorientować, co właściwie grali. Wszystko zlewało się w jakąś szumiącą masę. Czy to taka stylistyka, czy zawiniło nagłośnienie, ciężko mi stwierdzić. Z późniejszych występów wnioskuję, że raczej to drugie. Zostawiłem Spiral Madness, wciąż agresywnie prące do przodu, przed końcem, udając się na wywiad z Al Sirat.

Jakiś czas później na scenie zainstalowała się grupa Archeon i tu ponownie akustyka uniemożliwiła mi porządne zapoznanie się z muzyką. Na pewno perkusja monotonnie wybijała miarowy rytm na dwie stopy z werblem na "i". Reszta była słabo słyszalna, choć zdradzała przyzwoite umiejętności techniczne muzyków i nieprzyzwoitą inspirację Children Of Bodom.

Przyszła pora na Carnal, który nawet mile mnie zaskoczył. Chyba dlatego, że prezentował granie mniej jednostajne od poprzedników, z którego dawało się nawet wychwycić jakieś riffy i melodie. Carnal grał około 40 minut agresywną, choć, jak dla mnie, zbyt mało wyrazistą muzykę, przeplatając swoje utwory zupełnie niezrozumiałymi wypowiedziami wokalisty. ;)

Od występu Naamah zaczęła się niejako druga część Warsaw Metal Day. Miałem nadzieję, że ten koncert będzie dobrą okazją do zapoznania się z nowym dorobkiem zespołu. Niestety, ponownie nagłośnienie zrobiło swoje, na czym ucierpiały głównie klawisze i wokal. Z czasem, szczęśliwie, nieco się to poprawiło. Naamah zagrał głównie kawałki z nowej płyty, "Resensement", ale znalazło się też miejsce na "Dyrygenta" i "Noli Me Tangere" z "Ultimy". Licznie zgromadzona publiczność przyjęła występ Naamah entuzjastycznie, choć dość statycznie, mimo zachęceń wokalistki do machania głowami. Cóż, progresywne łamańce nie idą wyraźnie w parze z machaniem głową.

Do twórczości Corruption nie jestem przesadnie przekonany. Publika, choć już nieliczna, wręcz przeciwnie, bawiła się doskonale. Muszę na korzyść grupy przyznać, że choć znane mi kawałki z "Pussyworld" produkowały głównie nieczytelną ścianę dźwięku, nowe utwory dawały się "zrozumieć" bez wcześniejszej znajomości płyty.

Zaledwie garstka dotrwała do koncertu Al Sirat, a wielka szkoda, bo ten ostrołęcki kwartet proponuje bardzo ciekawą muzykę. Zespół zaprezentował głównie materiał z najnowszej płyty, ale też dwa profesjonalnie zagrane covery: "Sad But True" Metalliki i nieznany mi bliżej utwór Pantery (moja sympatia do kotów nie obejmuje tej grupy). W tym ostatnim gitarzysta Syn odstawił wiosło i chwycił za mikrofon. Dobór utworów był znakomity, były to bowiem te najciekawsze, najbardziej progresywne kawałki z "Kali". Myślę, że zwolennicy ruchu pod sceną chętnie poskakali by przy "Dnie", czy "Sentexie", ale wśród tej garstki zapaleńców chyba niewielu miało jeszcze na to siłę.

Mam co do Warsaw Metal Day mieszane uczucia. Z jednej strony, wybór wykonawców był ciekawy, z drugiej, nagłośnienie - fatalne. Jeśli zespoły metalowe będą nadal brzmieć o tyle gorzej na żywo niż na płycie, nie zdziwię się, jak ludzie przestaną chodzić na koncerty. A i tym razem sali daleko było do zapełnienia. Myślę też, że z szacunku dla tych, którzy nie mają własnego środka transportu warto postarać się o punkualne rozpoczęcie imprezy. Inaczej do końca zostaje raptem kilka osób. Życzę wszystkim takiej imprezy za rok, ale lepiej brzmiącej i punktualnie rozpoczętej.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Jak często zmieniasz telefon komórkowy?