zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 7 maja 2021

relacja: Wishbone Ash, Olsztyn "Amfiteatr im. Czesława Niemena" 17.09.2009

25.09.2009  autor: Jakub Szwajkiewicz
wystąpili: Wishbone Ash
miejsce, data: Olsztyn, Amfiteatr, 17.09.2009

Rok 2009 pod względem obecności dinozaurów rocka na naszym krajowym podwórku na pewno może cieszyć. Szczególnie, jeśli jakaś gwiazda zawita przy okazji do Olsztyna, który jest moim rodzinnym miastem. Do stolicy Warmii i Mazur przyjechali już w tym roku Budgie, Nazareth, a teraz przyszła kolej na Wishbone Ash. Nie ukrywam, ze to właśnie na ostatnią z tych kapel czekałem z największym entuzjazmem. I wreszcie nadszedł upragniony czwartek, 17 września, kiedy legenda brytyjskiego rocka miała potwierdzić swoja klasę. I bez dwóch zdań potwierdziła.

W kwestii wprowadzenia - równolegle działają dwie skłócone ze sobą grupy - Martin Turner's Wishbone Ash, których miałem okazję podziwiać w tym roku przy okazji "Festiwalu Legend Rocka" w Dolinie Charlotty, oraz "właściwe" Wishbone Ash, których koncert właśnie zamierzam zrelacjonować. Miałem ogromną potrzebę usłyszenia tych dwóch ekip na żywo w celu porównania, która z nich radzi sobie lepiej. I tak, jak Wishbone Ash Martina Turnera zagrało w moim przekonaniu co najwyżej dobrze, tak grupa dowodzona przez Andy'ego Powella nie pozostawiła złudzeń co tego, której z formacji należy się miano tego jedynego wspaniałego Wishbone Ash. Ale dość już tych wprowadzeń.

Występ rozpoczął się niemal punktualnie, dosłownie parę minut po 20:00, potężnym hardrockowym "The King Will Come", należącym do największych szlagierów zespołu. Utwór zagrany został tak, że każda nuta wydawała się być na swoim miejscu. Oczywiście album "Argus" rządził tego dnia, ale nie na tyle, żeby zdominować zupełnie koncert, jak to miało miejsce w przypadku występu Martin Turner's Wishbone Ash. Ze wspomnianej płyty mogliśmy jeszcze usłyszeć "Sometime World", "Jail Bait" oraz zagrany na pierwszy bis chyba jeden z najpopularniejszych wishbone'owych klasyków "Blowin' Free". Wszystko podane z ogromną pasją, wirtuozerią i wyczuciem. Nie zabrakło też wyśmienitych gitarowych dialogów Andy'ego Powella z Muddym Manninenem. Po utworze "Vas Dis" swoje pięć minut na perkusji miał Joseph Crabtree. Muzyk znany szerzej ze współpracy z neoprogresywną formacją Pendragon, zagrał elektryzującą solówkę nagrodzoną przez olsztyńską publiczność naprawdę gromkimi brawami. W utworze "The Way of the World" panowie pozwolili sobie na długą improwizację, która zdawała się nie mieć końca, ale ani przez chwilę takie granie w takim wykonaniu nie mogło nużyć. Czym jest Wishbone Ash bez "Persephone"? Pewnie tym samym, czym byłby Led Zeppelin bez "Schodów do nieba", dlatego tej cudownej kompozycji nie mogło w żadnym razie zabraknąć. Zabrzmiała pięknie, majestatycznie, przez chwilę zrobiło się naprawdę gorąco w ten dość chłodny wieczór. Podobnie rzecz się miała z "Phoenix" - chyba trudno było wskazać osobę, która pozostałaby obojętna wobec tego utworu. Na pierwszy bis zabrzmiał "Blowin' Free", natomiast na drugi "Ballad of the Beacon", chyba jeden z bardziej uroczych kawałków zespołu.

Z sympatycznych akcentów na pewno w pamięć zapadło odśpiewanie przez olsztynian "Sto lat" dla muzyków z okazji 40-lecia działalności oraz zdanie wypowiedziane przez Powell'a, że "cudownie jest być w Polsce". To najlepiej świadczy o tym, że nawet garstka publiczności może zdziałać cuda, bo faktycznie frekwencja w olsztyńskim amfiteatrze pozostawiała wiele do życzenia. Ale nie ważna ilość, lecz jakość. Koncert potrwał godzinę i 45 minut, i skutecznie wskrzesił ducha starego rocka. Potwierdził też, że taka muzyka, niezależnie od miejsca i czasu, nigdy się nie zestarzeje.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Co jest głównym czynnikiem decydującym o tym, że muzyka jest czadowa?