zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 12 kwietnia 2021

wywiad: All My Life

22.09.2007  autor: RJF

Wykonawca:  Jarosław Szczudłowski - All My Life (gitara basowa, wokal)

Po rozłamie w zespole Trzyczwarte Jarosław Szczudłowski i Robert Kubajek nie zrezygnowali z grania. Zaczęli poszukiwania nowego gitarzysty i pod nową nazwą nagrali płytę "All My Life". O tym, jak do tego doszło opowie basista i wokalista All My Life.

strona: 1 z 1

Rockmetal.pl: Na początek wyjaśnij, jak to się stało, że z Trzyczwarte zrobiło się All My Life?

Jarosław Szczudłowski: Sprawa jest prostsza niż mogłoby się wydawać. Pewnego dnia Łukasz [Owadowski - red.] stwierdził, że kończy z nami współpracę. Zaczęliśmy więc szukać z Robertem [Kubajkiem - red.] gitarzysty, bo stwierdziliśmy, że podoba nam się to, co robimy i że chcemy grać dalej. Dosyć szybko znaleźliśmy nowego gitarzystę, którym okazał się Paweł Bartoszewski. Natomiast powstał problem nazwy. Ponieważ Łukasz był założycielem Trzyczwarte i rościł sobie do niej prawa, stwierdziliśmy, że startujemy pod nową nazwą All My Life.

Jednak nie oznaczało to końca problemów z gitarzystami. W ciągu roku przez skład All My Life przewinęło się trzech gitarzystów...

Paweł, który grał w zespole Stonehenge, bardzo dobrze wpasował się w naszą muzykę, mimo że wcześniej grywał rzeczy bardziej zbliżone do Iron Maiden. W grudniu przed wejściem do studia powiedział jednak, że nie chce z nami grać, chociaż wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Stanęliśmy przed dylematem czy przełożyć nagrania, czy szybko znaleźć kogoś nowego. Wykonaliśmy kilka telefonów i najbardziej do współpracy zapalił się Marek Sysoł z zespołu Butelka. My z Robertem nagraliśmy sekcję rytmiczną, a on potem dograł gitary. Wiedzieliśmy jednak, że będzie to tylko jednorazowe przedsięwzięcie, bo Marek gra z Butelką, a poza tym jest z Torunia i ciężko by było przeprowadzać próby na odległość. Musieliśmy więc znowu poszukać gitarzysty. Nie ukrywam, że tym razem nie było to takie łatwe. Przez naszą salę prób przewinęło się kilkunastu muzyków, ale w końcu wybraliśmy Kubę [Kurowskiego - red.], który wywodził się z innych kręgów muzycznych, zbliżonych do ekstremalnego metalu, dzięki czemu ma świetną technikę. Okazało się jednak, że wychowywał się na takiej muzyce, jaką my gramy, czyli słuchał Rush, Led Zeppelin, Budgie czy Deep Purple. Mam nadzieję, że teraźniejszy skład pozostanie bez zmian.

Kuba ma chyba najmniejsze doświadczenie spośród wszystkich muzyków, z którymi dotąd graliście. Rozumiem, że postawiliście na młodą krew...

Myślę, że tak. On nie ma jeszcze manier, których nabrali doświadczeni gitarzyści. Z drugiej strony nie mieliśmy zbyt dużego wyboru, bo chcieliśmy jak najszybciej zacząć grać koncerty. Na szczęście okazało się, że był to trafny wybór. W pierwszym momencie chyba nie zastanawialiśmy się, czy postawić na doświadczenie czy na młodą krew. Zespołowi jednak dobrze zrobiło, że pojawił się Kuba, który ma świeże spojrzenie na muzykę, przez co wniósł sporo nowoczesności, czego nie było w Trzyczwarte. Wniósł też do naszej muzyki dużo drapieżności, dzięki czemu zabrzmiała ona mocniej. Z drugiej strony znakomicie radzi sobie w utworach, w których są elementy balladowe.

Ile utworów z płyty "All My Life" zostało napisanych, gdy działaliście już jako All My Life, a ile pochodzi jeszcze z czasów gdy graliście jako Trzyczwarte?

Powiem szczerze, że nie zastanawiałem się nad tym. Muszę przeliczyć (cisza). Są trzy całkiem nowe utwory: "Neonowy las", "Miasto snu" i "P.P.D.". Powstały one z Pawłem Bartoszewskim. Natomiast utwory "Z wojną w tle" i "Nad przepaścią" nagraliśmy jeszcze na płytę Trzyczwarte, ale wtedy zostały odrzucone. Oczywiście wersje na "All My Life" zostały nagrane od nowa. Natomiast reszta zaczynała powstawać jeszcze w czasach Trzyczwarte, ale została ukończona, kiedy działaliśmy jako All My Life.

Album "Ja nie pozwalam" Trzyczwarte nagrywaliście na setkę. Jak było tym razem?

Na początku stycznia pojechaliśmy z Robertem do Olsztyna i tam na setkę nagraliśmy perkusję i bas. Cały materiał nagraliśmy w jeden dzień, w jakieś siedem, osiem godzin. Następnego dnia dokonaliśmy tylko kilku kosmetycznych poprawek. Z tym materiałem pojechałem do Torunia, gdzie swoje partie nagrał Marek. W Toruniu siedziałem niecałe półtora tygodnia. W tym czasie nagraliśmy gitary, wokale, zmiksowaliśmy album i dokonaliśmy masteringu.

Płyta "All My Life" jest dość bogata stylistycznie. Są na niej elementy niemal metalowe, ale z drugiej strony pojawiają się ballady, jak "Miasto snu", czego wcześniej nie było w waszej twórczości.

Chcemy, żeby nasza muzyka miała kontrasty. Siedzi w nas metalowy czad, ale przewijają się też nuty artrockowe. Robert na przykład uwielbia grupy Camel, Rush, słucha Bjork. Ja słucham wykonawców od Black Sabbath poprzez Dream Theater po Sepulturę... Ale też rzeczy spokojniejsze jak Jamesa Taylora czy znakomitą wokalistkę Joss Stone. Siedzi w nas wiele gatunków, co słychać w naszej twórczości. Nasza następna płyta, o której już zaczynamy myśleć, będzie jeszcze bardziej zróżnicowana, bo znajdą się na niej przynajmniej dwie suity, trwające po kilkanaście minut, ale pojawią się także utwory jeszcze mocniejsze niż na tej płycie.

Jednak ciągle najbliższy jest wam klasyczny hard rock. Nawet nazwa zespołu została zainspirowana utworem Uriah Heep. Czyż nie?

Zgadza się. Jesteś chyba jedną z nielicznych osób, które rozszyfrowały pochodzenie nazwy, bo większość kojarzy ją z utworem grupy Foo Fighters. Cenię ten zespół, cenię Grohla, który ładnie wybrnął z tego, że Nirvana się rozpadła, ale nie jest to moja ulubiona grupa. Nazwa zespołu została zaczerpnięta od utworu z płyty "Demons & Wizards" Uriah Heep. Dlaczego All My Life? Chcieliśmy, żeby nazwa zaczynała się na "A", bo będzie wszędzie na początku (śmiech).

Na nowej płycie jest utwór "Kłamca w krawacie". Jego tekst nawiązuje do politycznych tematów, poruszanych w piosence "Ja nie pozwalam" z poprzedniej płyty...

Nie ukrywam, że piszę teksty albo o tym, co mnie wkurwia, albo o tym, co mnie kręci, albo na przykład o tym, co jest piękne. Polityka jest na porządku dziennym i jakiś komentarz musieliśmy umieścić na płycie. Nasi politycy od wielu lat próbują robić wszystko, żeby w tym kraju było gorzej. My się na to nie zgadzamy. Utwór "Kłamca w krawacie" można odnieść do prawie każdego polityka, ale tytuł został napisany biało-czerwonymi literami, więc nietrudno się domyśleć, o jaki krawat chodzi (śmiech).

Macie za sobą pierwszą, krótką trasę. Jakie są wasze pierwsze refleksje?

Muszę przyznać, że jesteśmy bardzo zaskoczeni. Pojechaliśmy jako zespół nie znany nikomu, a było super. Były takie miejsca, gdzie graliśmy po dwie i pół godziny, a w Sandomierzu graliśmy trzy godziny i ludzie puścili nas ze sceny dopiero, jak zapewniliśmy ich, że niedługo znowu wrócimy. Takie przyjęcie utwierdza mnie w przekonaniu, że idziemy w dobrą stronę. Myślę, że najważniejsze jest to, że jesteśmy autentyczni. Nie poddajemy się żadnym modom, gramy swoje rzeczy. Gram na basie i śpiewam tak jak czuję. Jest to muzyka, która wychodzi z nas. Myślę, że w każdej dziedzinie sztuki, jeżeli ktoś jest autentyczny, gra siebie i siebie pokazuje ludziom, to ludzie powinni to zaakceptować. Nie chodzi o to, żeby grać przez wiele lat w piwnicy. Chcemy grać dla ludzi i chcemy, żeby ludzie zobaczyli, że nasz przekaz jest całkowicie autentyczny. Myślę, że pierwsze koncerty to potwierdziły i będziemy dalej robić to, co robimy.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Ilu twórców teledysków potrafisz rozpoznać po stylu?