zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 17 grudnia 2017

wywiad: Amorphis

30.07.2017  autor: Verghityax

Wykonawca:  Tomi Joutsen - Amorphis (wokal)

strona: 1 z 2

Amorphis, Praga 7.12.2015, fot. Verghityax
Amorphis, Praga 7.12.2015, fot. Verghityax

rockmetal.pl: Cześć, Tomi! Na początek chciałbym zapytać o wasz ostatni album, pt. "Under The Red Cloud", na którym obraliście bardziej progresywny kierunek. Czy powstawaniu płyty towarzyszył jakiś koncept?

Tomi Joutsen, Amorphis: Pod względem kompozycyjnym nie trzymaliśmy się żadnych wytycznych ani założeń. Warstwa tekstowa to dzieło Pekki Kainulainena, z którym współpracujemy od dawna. Motywem przewodnim "Under the Red Cloud" są niebezpieczne czasy, w jakich przyszło nam żyć, czego symbol stanowi tytułowa czerwona chmura. W pełni zgadzam się ze słowami Pekki. Wystarczy włączyć wiadomości albo poczytać gazetę, żeby dowiedzieć się, jak wiele przygnębiających rzeczy wydarza się każdego dnia.

Okładka "Under The Red Cloud" kojarzy się bardziej z amerykańskimi Indianami niż z Finlandią. To celowy zabieg czy przypadek?

Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Człowiek, który wykonał dla nas okładkę, jest Francuzem i nie znam źródła jego inspiracji. Pracując nad materiałem, Pekka opowiedział nam o książce, którą czytał niemal pół wieku temu, i to ona natchnęła go do napisania tekstów. Traktuje ona o Czerwonej Chmurze, jednym z najsłynniejszych indiańskich wodzów. Jego historia mocno poruszyła Pekkę. Na okładce "Under The Red Cloud" widnieją dwa węże i nie wiadomo, czy się kąsają, czy też splatają we wzajemnym uścisku. Kolejnym odniesieniem do warstwy tekstowej albumu są wizerunki czterech mędrców, po jednym na każdą stronę obrazu. Jestem z tej grafiki bardzo zadowolony, ponieważ odróżnia się od większości prac zdobiących obecnie płyty heavymetalowe.

Amorphis, Praga 7.12.2015, fot. Verghityax
Amorphis, Praga 7.12.2015, fot. Verghityax

Kiedy wchodziliście do "Fascination Street Studios", materiał był już w pełni gotowy?

Dopisaliśmy jedynie kilka partii gitar, reszta była dopięta na ostatni guzik. Rozpoczynając pracę nad nowym albumem, postanowiliśmy tym razem zrobić pełną preprodukcję. Zanim polecieliśmy do Szwecji, ściągnęliśmy Jensa Bogrena do Finlandii i z jego pomocą nagraliśmy kilka demówek. Oprócz tego ja sam skorzystałem z usług fińskiego producenta Jonasa Olssona. Oczywiście właściwa sesja nagraniowa również wymagała od nas czasu i wysiłku, ale dysponowaliśmy już niemal kompletnym materiałem, co dało nam sporo komfortu.

Przemycacie do muzyki Amorphis coraz więcej progresywnych brzmień. Czy jest to kierunek, w którym planujecie pójść w przyszłości?

Nie mamy konkretnych planów, jesteśmy tylko grupą ludzi komponujących muzykę. To prawda, że w twórczości Amorphis znaleźć można elementy progresywne, ale struktura większości naszych utworów jest naprawdę nieskomplikowana. Będąc w trasie w autokarze słuchamy najczęściej AC/DC i tego typu zespołów. Wszyscy jesteśmy fanami prostego rocka. Nie zrozum mnie źle, potrafię docenić muzykę, która jest wielowymiarowa, bo to czyni ją o wiele ciekawszą i wymaga od słuchacza skupienia. Jednak nieszczególnie przepadam za typowo progresywnym rockiem czy metalem.

Na "Under The Red Cloud" znalazł się utwór "Sacrifice", do którego zrealizowaliście teledysk. W klipie tym pojawia się motyw trumny, którą ciągniesz przez las, po czym wrzucasz do niej rozmaite przedmioty, w tym książkę i brzytwę, a na koniec podpalasz to wszystko. Jest to, rzecz jasna, ofiara, pytanie tylko, komu i w jakim celu złożona?

Początkowo nalegałem, żeby ten teledysk przywodził na myśl twórczość Davida Lyncha, ale reżyser nadał mu zupełnie inny kierunek. Na szczęście nie zaproponował nam jakiejś banalnej historyjki. Chciał dać ludziom coś nieoczywistego, co będzie wymagało od nich użycia wyobraźni. W dużym skrócie wideo do "Sacrifice" mówi o tym, że czasem trzeba zniszczyć coś, co jest ci drogie, by z popiołów mogło powstać coś pięknego.

Amorphis, Wrocław 6.04.2016, fot. Verghityax
Amorphis, Wrocław 6.04.2016, fot. Verghityax

Miałeś własny pomysł na teledysk do "Sacrifice", jak wyglądałby ten obrazek, gdybyś dostał wolną rękę?

Widziałeś kiedyś jakiś fiński film?

Nie przypominam sobie.

Fińska kinematografia to w większości filmy o prostych ludziach, okraszone niewielką ilością dialogów. Jednym z naszych najsłynniejszych reżyserów jest Aki Kaurismaki. Jego dokonania charakteryzują się powolnym tempem i przygaszonymi kolorami, a bohaterowie są dość melancholijni i cóż... fińscy (śmiech). David Lynch ma podobną atmosferę w swoich filmach. Niby nie dzieje się nic strasznego, a jednak widzowi cały czas towarzyszy poczucie niepokoju. Obawiam się, że gdybyśmy zaserwowali ludziom teledysk w tym stylu, poczuliby się co najmniej zdziwieni i znudzeni. Coś takiego miałoby sens w przypadku etiudy, ale już niekoniecznie w klipie muzycznym dla metalowców.

Rozmawiając o waszej wideografii, w 2011 roku wydaliście album "The Beginning of Times", na którym znalazł się utwór "You I Need". Ilustruje go post-apokaliptyczny teledysk, ukazujący zespół w opuszczonym mieście. Gdzie to nakręciliście?

Na terenie opuszczonej bazy wojskowej w Berlinie. Pomysł podsunął nam reżyser, nie pamiętam jego nazwiska, ale pochodzi z Niemiec. Prawdę mówiąc, wszyscy w Amorphis mamy ten sam problem z teledyskami. Z jakiegoś powodu zawsze wychodzą głupio. Byłoby łatwiej, gdyby ktoś z nas miał do tego talent, wtedy nie trzeba by angażować nikogo z zewnątrz. Czasem, gdy dasz reżyserowi wolną rękę, okazuje się, że jego wizja rozmija się z oczekiwaniami zespołu. Weźmy choćby wideo do "You I Need". Ujęcia są piękne, kolorystyka również, ale ten klip do nas nie pasuje. Zupełnie nie czuć, że jesteśmy zespołem z Finlandii.

« Poprzednia
1
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Jak często zmieniasz telefon komórkowy?