zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 18 czerwca 2019

wywiad: Bernie Marsden

6.01.2019  autor: Verghityax

Wykonawca:  Bernie Marsden - Bernie Marsden (gitara)

strona: 2 z 2

Bernie Marsden, materiały prasowe
Bernie Marsden, materiały prasowe

W jakich okolicznościach poznałeś Davida?

Po raz pierwszy zetknąłem się z nim w "Musicland Studios", gdzie nagrywaliśmy "Malice in Wonderland" (debiutancki album Paice Ashton Lord - przyp. red.). David mieszkał wtedy godzinę drogi z Monachium i wpadł do nas w odwiedziny.

Gdy spotkaliśmy się ponownie, wiedział już o ofercie, jaką złożył mi Paul McCartney. Był przekonany, że się na nią zgodzę. Mną jednak targały wątpliwości. W 1977 roku czołowym hitem McCartneya była folkowa piosenka "Mull of Kintyre". Nie to chciałem robić, postawiłem więc na Whitesnake.

Z Whitesnake nagrałeś pięć longplayów studyjnych i jeden koncertowy, zanim ty, Ian Paice i Neil Murray opuściliście skład. Czy czujesz się na siłach, aby podjąć temat?

Wszyscy z góry zakładają, że to dla mnie przykre doświadczenie, że za kulisami wydarzyło się coś złego, ale to nieprawda. Nawet się nie sprzeczaliśmy. Czasami żałuję, że nie doszło między nami do porządnej kłótni, w której moglibyśmy wykrzyczeć swą złość. Oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej, aż staliśmy się sobie zupełnie obcy. Sytuacji nie polepszał fakt, że karierą grupy zarządzał kiepski menedżer (John Coletta - przyp. red.). Muzycy Queen borykali się z podobnym problemem. Zamiast zakończyć działalność, zrywali ze sobą kontakt na kilka miesięcy, by potem z marszu wejść do studia i nagrać płytę.

Mimo to odwaliliśmy kawał dobrej roboty i zostawiliśmy po sobie sześć albumów. Nie zamieniłbym tego czasu na żaden inny. Szkoda tylko, że nie przestudiowałem dokładniej naszego kontraktu (śmiech).

Whitesnake, archiwum zespołu
Whitesnake, archiwum zespołu

Wieść głosi, że wytwórnia Atlantic Records, która zajmowała się dystrybucją waszych płyt na rynek amerykański, miała opory przed wypuszczeniem albumu "Come an' Get It".

Tak, solą w ich oku okazała się okładka. Przedstawiciel wytwórni wezwał nas i zapytał, czy na pewno chcemy to wydać w takim kształcie. David, całkowicie zbity z tropu, rzucił: "O co wam chodzi?". "No wiecie, gardło tego węża wygląda zupełnie jak...". "Jak co?". "No... jak damska... no... wiecie... tego...", wydukał zawstydzony. "W czym kłopot? Kobiety w Ameryce ich nie mają?", wypalił David (śmiech). Ostatecznie się zgodzili, aczkolwiek musiało ich to kosztować sporo nerwów.

Która chwila z Whitesnake i Davidem jest najbliższa twemu sercu?

Pewnie się zdziwisz, ale nasz wspólny występ w ramach "Sweden Rock Festival 2011" w Szwecji. To był absolutnie wyjątkowy wieczór, tym bardziej doniosły, że nie podejrzewałem, by kiedykolwiek mogło do niego dojść. David zadzwonił do mnie pół roku wcześniej w święta Bożego Narodzenia i oznajmił, że organizator festiwalu dał Whitesnake pozycję jednego z headlinerów. "Chcę, żebyś zagrał tam ze mną jako gość", powiedział. Gdy stanąłem na scenie, wzruszenie odebrało mi mowę. Nie byłem w stanie dostrzec, w którym miejscu kończy się tłum, tak wielu ludzi przyszło.

Powtórzyliśmy tę sztukę dwukrotnie: jeszcze w tym samym roku w "Hammersmith Odeon" w Londynie oraz w roku 2013 w Newcastle.

Bernie Marsden, materiały prasowe
Bernie Marsden, materiały prasowe

Czy Doug Aldrich nie miał nic przeciwko?

Ależ skąd, podszedł do tego z ogromnym entuzjazmem. To wspaniały muzyk, równy chłop i wielki fan starego Whitesnake.

Zamierzacie zrobić coś z Davidem w przyszłości?

To się okaże, nie mamy sprecyzowanych planów, choć nie ukrywam, że chętnie zaangażowałbym się w coś kreatywnego. Póki co, jesteśmy w stałym kontakcie.

W latach 90. odświeżyłeś znajomość z drugim gitarzystą Whitesnake - Mickym Moodym. Razem przewodziliście formacji The Snakes. Ta przekształciła się w The Company of Snakes, by ostatecznie przyjąć nazwę M3. Co sprawiło, że w 2004 roku uśmierciliście ten projekt?

Byliśmy nim zwyczajnie zmęczeni. Poza tym wkurzały nas nieetyczne praktyki stosowane przez promotorów. Nie zliczę, ile razy na plakacie widniało gigantyczne logo Whitesnake, a gdzieś obok M3 napisane małą czcionką. To nie w porządku, bo służy wyłącznie wprowadzaniu ludzi w błąd. Jasne, wykonywaliśmy na żywo klasyczny repertuar Whitesnake, ale nie byliśmy zespołem Davida Coverdale'a. Whitesnake bez Davida nie ma racji bytu. Podobnie rzecz ma się z Judas Priest i Robem Halfordem. Co zwojowali bez niego? Wydali dwa albumy, które przeszły bez echa. Czy Queen bez Freddiego to w ogóle Queen? Raczej blada imitacja. Paul Rodgers jest fantastycznym wokalistą, bez dwóch zdań, ale nie musiał śpiewać piosenek Queen, świetnie radzi sobie solowo. Brian May też pisze dobry materiał pod swoim nazwiskiem, a Johna Deacona nie ma w kapeli od dwudziestu lat.

Whitesnake, archiwum zespołu
Whitesnake, archiwum zespołu

Graniem na gitarze parasz się ponad cztery dekady. Co skłoniło dzieciaka z Buckingham do związania swego życia z muzyką?

W wieku piętnastu lat zakochałem się w dziewczynie o dwa lata starszej. Ubóstwiałem ją, lecz nie miałem do niej startu, nie zaszczyciłaby mnie nawet spojrzeniem. Ilekroć pojawiała się w zasięgu wzroku, mogłem tylko bezradnie wzdychać. Któregoś wieczoru grałem w lokalnym pubie, dopiero po jakimś czasie zauważyłem ją wśród publiczności. Podeszła do mnie po koncercie i zapytała, czy nie napiłbym się z nią drinka. Od tego momentu wiedziałem, że z gitarą będę za pan brat. To okropny powód, prawda? Niejeden muzyk zaczynał od tego samego. Z pomocą gitary niewidzialny szaraczek może przeistoczyć się w gościa, którego każdy chce znać.

Rozważałeś naukę gry na innym instrumencie?

Nie. Kiedy zobaczyłem The Beatles w telewizji, wszystko stało się jasne jak słońce.

Jaki był pierwszy koncert, na który wybrałeś się w charakterze widza?

Cóż, nie nazwałbym tego koncertem z prawdziwego zdarzenia, ale gdy miałem dziesięć lat rodzice zabrali mnie do teatru. Na przodzie sceny siedziało dziesięciu chłopa, zapewniając oprawę muzyczną dla aktorów - wiesz, trąbka, talerze, do tego jakiś brzuchomówca. Brzmi banalnie, lecz w tamtej chwili miałem wrażenie, że uczestniczę w czymś magicznym.

Podobne uczucie ekscytacji jako dzieciak przeżyłem w cyrku, z tą różnicą, że sam cyrk mi się nie spodobał. Nienawidziłem klaunów, zawsze mnie przerażali. Zachwyciła mnie za to panująca tam atmosfera wyczekiwania, po której następował radosny ryk tłumu.

Whitesnake, archiwum zespołu
Whitesnake, archiwum zespołu

Pamiętasz swoją pierwszą gitarę?

Nadal ją mam, to półakustyczny Hofner. Kolejną gitarę, tym razem elektryczną, sprzedał mi osobiście Jim Marshall. Poszedłem do jego sklepu z ośmioma funtami w kieszeni. Okazało się, że instrument, który mnie interesuje, kosztuje pięćdziesiąt. Pozwolił mi spłacać go na raty - co miesiąc przybiegałem z jednym funciakiem, dopóki nie uregulowałem długu. Jim był cudownym człowiekiem.

Podobno od 2011 roku Paul Reed Smith produkuje sygnowaną przez ciebie gitarę.

A i owszem. To doskonały model, nieźle się sprzedaje w Europie i USA. Raz dystrybutor z Kanady zaskoczył nas, zamawiając sto sztuk. "Nie przypuszczałem, że jestem tak znany w Kanadzie", zagaiłem go. "Nie jesteś Bernie, to po prostu dobra gitara" (śmiech).

Dziękuję ci bardzo za poświęcony czas.

Nie ma sprawy, dzięki!

2
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Bernie Marsden
Bungo (gość, IP: 37.47.76.*), 2019-01-06 22:17:52 | odpowiedz | zgłoś
Parę lat temu byłem na koncercie Berniego, i cóż, gitarzystą jest świetnym. Natomiast obecnie wokalem miażdży Coverdala.

Materiały dotyczące zespołu

Czy zdarzyło się, że ugryzł Cię kleszcz?