zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 2 grudnia 2020

wywiad: Cradle Of Filth

23.09.2006  autor: RJF

Wykonawcy:  Paul Allender - Cradle Of Filth (wokal, gitara), Daniel "Dani Filth" Davey - Cradle Of Filth (wokal)

W ramach promocji płyty "Thornography" do Polski na jeden dzień zawitali Daniel Lloyd Davey i Paul Allender, wokalista i gitarzysta brytyjskiej grupy Cradle of Filth. Niezwykle rozmowni i dowcipni, wzięli udział w konferencji prasowej, zorganizowanej w jednym z warszawskich hoteli. Dziennikarze zadawali pytania na zasadzie "okrągłego stołu". Poniżej znajdują się fragmenty zarejestrowanej rozmowy.

strona: 1 z 1

Jakiś czas temu w Polsce odwołany został koncert blackmetalowego zespołu. Wkrótce ma odbyć się koncert Cradle of Filth. Mamy nadzieję, że do niego dojdzie...

Paul: Och, z pewnością zagramy. Bez wątpienia.

Co byś powiedział tym, którzy mogliby chcieć doprowadzić do odwołania waszego koncertu?

Paul: Fuck off (śmiech). To głupie odwoływać koncert tylko dlatego, że ktoś gra taki gatunek muzyki, z którym ktoś inny się nie zgadza. Nadal zadziwia mnie, jak fanatyczni potrafią być ludzie i jak duży wpływ może mieć na nich muzyka. Wystarczy, że ktoś spojrzy na zdjęcie zespołu i od razu mówi "oni nie zagrają, bo on nosi zielone szkła kontaktowe" czy inne, tego typu bzdury. Denerwuje mnie, jak ludzie potrafią być ograniczeni.

Co Ville Valo robi na waszej płycie?

Paul: Dobre pytanie (śmiech). To on wykazał chęć pracy z nami. To był jego pomysł. Pomyśleliśmy, że byłoby fajnie zagrać z kimś zupełnie innym. Zdecydowaliśmy, że zaśpiewa, jeśli znajdziemy na płycie miejsce, w którym mógłby to zrobić. Nie będziemy pisać niczego specjalnie dla niego. Natrafiliśmy na ten utwór ["Byronic Man" - przyp. red.] i pomyśleliśmy, że może tu pasować jego wokal. Wysłaliśmy mu muzykę i teksty i kiedy przysłał rezultat spodobało nam się, więc to zatrzymaliśmy. Wiem, że wiele ludzi powie "o Boże, tylko nie HIM", ale nas to nie obchodzi. Piosenka brzmi wspaniale.

Dani: Sam fakt, że Ville śpiewa na naszej płycie jest niezamierzoną prowokacją, chociaż ja poznałem Villego jeszcze w 1997, kiedy dał mi swoje demo. Utwór ten wymagał, żeby ktoś w nim zaśpiewał. Gdybym to zrobił ja, zabrzmiałbym jak mała dziewczynka. Nie potrafiłbym stworzyć takich harmonii jak on. Piosenka nosi tytuł "Byronic Man" i główny bohater oparty jest luźno na postaci Lorda Byrona. Nie mogę sobie wyobrazić lepszego, współczesnego odpowiednika w muzyce rockowej niż Ville, który wpasowałby się w tę kategorię. On nawet wygląda jak Byron. Podświadomie może chcieliśmy tym wkurzyć ludzi, ale gdy tylko ktoś słyszy ten utwór mówi, że brzmi fajnie.

W ostatnim czasie eksperymentowaliście z brzmieniem i wasz styl nie jest już tak charakterystyczny, jak wcześniej. Nie boicie się, że możecie stracić coś istotnego?

Paul: Nie, wcale. Wszyscy, którzy do tej pory usłyszeli tę płytę powiedzieli, że brzmi ona jak album Cradle of Filth. Myślę, że mamy wyróżniające się brzmienie i warsztat. Nawet jeżeli nie gramy tak szybko, jak kiedyś, nadal słychać, że jesteśmy tym samym zespołem.

Co więc uważasz za esencję stylu Cradle of Filth? Z czego byście nie zrezygnowali?

Paul: Nie zrezygnowalibyśmy z gitar (śmiech). Nie będziemy szli aż tak daleko, by przekształcić się w pieprzoną grupę pop. Wiele osób mówi, że ten album brzmi bardziej thrashowo, ale w tym kierunku postanowiliśmy podświadomie pójść. Tak wyewoluowaliśmy. Gdybyśmy chcieli nagrać album, który by miał brzmieć, jak któraś z płyt z naszego katalogu, oszukiwalibyśmy samych siebie. Nie ewoluowalibyśmy jako zespół.

"Thornography" podobnie jak większość waszych płyt przedstawia pewien koncept. Moglibyście powiedzieć o nim coś więcej?

Dani: To nie jest koncept-album. Tym razem nie mieliśmy pomysłu na tytuł płyty. Mieliśmy w studiu długą listę propozycji i co jakiś czas przeglądaliśmy ją, mówiąc "nie, na pewno nie zatytułujemy krążka 'Shriek of the Pterodactyl'" (śmiech). Aż w końcu zostaliśmy z tytułem "Thornography". Ten tytuł najlepiej pasował do tego, co dzieje się na płycie.

Ale na płycie jest pewien motyw przewodni.

Dani: Tak, ale weźmy taki utwór instrumentalny, któremu też nadaliśmy tytuł ["Rise of the Pentagram" - przyp. red.]. Jeden dziennikarz powiedział "przysłaliście opisy kompozycji z albumu, ale nie ma tam ani słowa o utworze instrumentalnym". Powiedziałem: "bo tam nie ma tekstu". Na co on odpowiedział "tak, ale chcę wiedzieć o czym on jest". Na tym polega utwór instrumentalny. Powinien zaspokoić to, co każdy chciałby w nim znaleźć, zamiast narzucać o czym on jest. Jest o tym, o czym ty chcesz, żeby był.

W waszym składzie często dochodzi do zmian...

Dani: Tak myślisz? (śmiech)

... czy trudno pracować z tobą? Czy jesteś wymagającą osobą?

Dani: Dlaczego to ja zawsze ponoszę całą winę? Dlaczego nie winicie jego? (śmieje się wskazując na Paula). Gdy jesteś w zespole, to tak jakbyś był psem. Kiedy pracujesz przez cały czas, gdy podczas jednego roku grasz cztery trasy, to tak jakby ten rok trwał siedem lat. To mam na myśli mówiąc o psich latach. Pies starzeje się siedem razy szybciej niż człowiek. Gdy ludzie patrzą na nas przez pryzmat kolejnych płyt, może się wydawać, że co chwila ktoś do zespołu przychodzi i ktoś odchodzi, jak przez obrotowe drzwi. Ale dla nas to jak spędzić z tą osobą całe życie bardzo blisko siebie. Nasz poprzedni gitarzysta, James [Mcilroy - przyp. red.] odszedł z zespołu, aby skończyć studia. Nie pytaj dlaczego, ale to właśnie chciał zrobić. Więc nie chodziło o to, że się nie nadawał. Jestem pewien, że wszystkie czasopisma przechodzą więcej zmian z numeru na numer, niż zespół mógłby kiedykolwiek przejść, po to aby stać się lepszymi.

Na płycie znalazło się dwanaście nowych kompozycji. Co stanie się z utworami, które nie trafiły na krążek?

Paul: Po tym jak nakręcimy teledysk wrócimy do studia, żeby je dopracować, dograć gitary i wokale... Mamy w planach wydanie specjalnej edycji nowej płyty i chcemy, żeby była ona warta zachodu, żeby różniła się od wersji podstawowej.

Dani: Nagraliśmy siedemnaście utworów i przez chwilę chcieliśmy wykonać podobny krok, jak Rob Zombie, System of a Down czy Red Hot Chili Peppers - wydać dwie płyty w krótkim odstępie czasu, ale pomyśleliśmy, że nie byłoby to w naszym stylu.

Pracowaliście z wieloma artystami. Z kim współpraca przebiegała najlepiej?

Dani: Granie z Iron Maiden we Włoszech było niesamowite. Śpiewałem też razem z The Misfits. Współpraca z Kingiem Diamondem nad przeróbką utworu "Devil Woman" była znakomita. Wiąże się z tym zabawna historia. Graliśmy wtedy trasę w Ameryce. Nasz techniczny, który jest ogromnym fanem Kinga Diamonda, dostał telefon, kiedy był na parkingu przed centrum handlowym, gdzie robił zakupy. Myślał, że to ja sobie z niego żartuję, powiedział do słuchawki "odpieprz się Dan, jestem zajęty" i rozłączył się. Chwilę potem otrzymał kolejny telefon i powiedział "na miłość Boską, to już przestaje być śmieszne, kosztuje cię to dużo pieniędzy, po prostu się odpieprz". Wtedy głos w słuchawce odpowiedział (niskim tonem): "mówi King Diamond" (śmiech). Przepraszał go przez następne pół godziny.

Z kim chcielibyście współpracować w przyszłości?

Paul: Głównie z Iron Maiden i Judas Priest (śmiech). Byłoby niesamowite gdybyśmy mogli zagrać całą trasę z Iron Maiden.

Dani: Wybaczcie, że nie potrafię wymówić jego imienia, ale jest taki słynny polski kompozytor... Kilar.

Wojciech Kilar.

Dani: Nawet wy mieliście problemy z wymówieniem jego imienia (śmiech). Chciałbym z nim pracować. Zupełnie przez przypadek znalazłem kiedyś w Kanadzie płytę, na której były fragmenty ścieżki dźwiękowej z filmów "Dracula" i "Śmierć i dziewczyna", jak również kilku innych polskich i rosyjskich filmów. Jest to najlepsza płyta, jaką kiedykolwiek słyszałem. Jest niesamowita. Gdybyśmy mogli z nim kiedykolwiek współpracować... W Polsce jest legendarny, ale my nie potrafimy wymówić jego imienia (śmiech).

Jesteś w trakcie pisania biografii. Czy jest to typowa autobiografia?

Dani: Nie, nie! Boże, gdyby to była autobiografia, byłaby niesamowicie nudna (śmiech). Współpracuję z człowiekiem, który zajmuje się historią okultyzmu, Gavinem Baddeleyem. Jest to wydawnictwo na temat historii okultyzmu i wszystkiego, co mogłoby cię zainteresować jeśli słuchasz heavy metalu. Jedynym powodem, dla którego pisanie trwa tak długo, jest to, że jak zaczniesz pisać tego typu książkę, ona w trakcie pisania się rozrasta. Książka sięga do dokonań takich osób jak Anton LaVey czy Christopher Lee. Przerodziła się w Biblię część 2. Nawet Jezus napisał mały fragment. Napisał: "naprawdę podobała mi się koszulka z napisem 'Jesus is a cunt' [nawiązanie do projektu koszulki, przez który Cradle of Filth mieli niemało kłopotów - przyp. red.]. Uwielbiam ją, dziękuję" (śmiech).

Kiedy możemy się spodziewać jej wydania?

Dani: Miała zostać wydana na Halloween, ale kolidowałaby z płytą, więc postanowiliśmy przesunąć jej wydanie i jeszcze nad nią popracować. Wydamy ją na Wielkanoc (śmiech). To odpowiednia data.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Do czego służą płyty winylowe?