zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 24 października 2026

wywiad: Dark Funeral

24.10.2026  autor: Verghityax

Wykonawca:  Lord Ahriman - Dark Funeral (gitara)

strona: 1 z 1

Dark Funeral, materiały prasowe
Dark Funeral, materiały prasowe

W październiku 2026 roku do Polski dotrze trasa "In League with Satan Evropa" - w jej ramach Behemoth, Dimmu Borgir i Dark Funeral zagrają w katowickim "Spodku". Z tej okazji udało mi się chwilę pogawędzić z Lordem Ahrimanem - liderem, gitarzystą i głównym kompozytorem Dark Funeral. Opowiedział mi o dwóch ostatnich wydawnictwach swojego zespołu: koncertowym "A Beast to Praise" i studyjnym "We Are the Apocalypse", a także o niebagatelnej roli, jaką w tym wszystkim odgrywa perkusja. Następnie, by uczynić zadość tradycji, powspominaliśmy dawne czasy i byłych muzyków formacji. Zapraszam do lektury.

rockmetal.pl: Cześć! Najpierw chciałbym porozmawiać o najnowszym wydawnictwie Dark Funeral, czyli albumie koncertowym "A Beast to Praise". Dlaczego wybraliście akurat ten koncert? O ile się nie mylę, miał on miejsce cztery lata temu.

Lord Ahriman: Nie każdy koncert nagrywamy. Ten występ został jednak profesjonalnie zarejestrowany - zarówno w formie audio, jak i wideo. Materiał wyszedł naprawdę świetnie, uznaliśmy więc, że warto go opublikować. Głupio byłoby nie zrobić z niego użytku, skoro już leżał w naszych archiwach. Ostateczna wersja była gotowa od dawna, ale z różnych powodów odwlekaliśmy jej wydanie. Cieszę się, że w końcu mogliśmy zaprezentować ją światu. Jak dotąd reakcje są bardzo pozytywne. Ludzie chwalą setlistę i atmosferę, jaką udało się uchwycić. To zresztą największe wyzwanie przy realizacji albumu na żywo. Trzeba uważać, by nie przesadzić z późniejszym miksowaniem w studiu, bo łatwo zatracić tę autentyczną energię. Sądzę, że nam się to udało.

Za miksy odpowiada Erik Sjolander. To ten sam Erik, z którym pracowaliście wcześniej przy albumie koncertowym dołączonym do "Angelus Exuro Pro Eternus"?

Nie, tamten koncert miksował inny Erik, choć obaj są dobrymi przyjaciółmi. Ze Sjolanderem znamy się szmat czasu, jest starym przyjacielem zespołu. W przeszłości jeździł z nami w trasy, gdy potrzebowaliśmy dodatkowego wsparcia, i wiem, że można na nim polegać. Kiedy rozmawialiśmy o nagraniu "A Beast to Praise", powiedział po prostu: "Jasne, stary. Przywiozę sprzęt i zrobimy, co trzeba". Kwestię miksów również zostawiłem w jego rękach. Erik zna naszą twórczość, więc bez trudu poradził sobie z tym zadaniem.

"A Beast to Praise" może poszczycić się potężnym brzmieniem, a tego właśnie oczekuję po albumach koncertowych. Zastanawia mnie jednak, dlaczego nie zdecydowaliście się na wypuszczenie wersji wideo?

Do tej pory ukazały się trzy teledyski z tej płyty. Próbowałem przeforsować wydanie całości na nośniku fizycznym, ale ostatecznie rozbiło się o finanse. Niestety chwilowo nie możemy sobie na to pozwolić. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, lecz w tym wypadku musieliśmy pójść na kompromis.

Krążek nazwaliście tytułem jednego z utworów z longplaya "We Are the Apocalypse"? Stoi za tym jakiś konkretny zamysł?

Nie. Przede wszystkim uważam, że doskonale oddaje on ducha całego albumu. Tytuł to bardzo ważny aspekt każdego wydawnictwa - powinien odzwierciedlać zawartość płyty i budować określone oczekiwania u odbiorcy. Jeśli ktoś nigdy wcześniej nie słuchał Dark Funeral, to na podstawie takiego tytułu może się domyślić, czego się spodziewać.

"We Are the Apocalypse" ujrzał światło dzienne 18 marca 2022 roku, czyli jeszcze w trakcie pandemii. Koncert z "A Beast to Praise" miał miejsce niecały miesiąc później: 16 kwietnia. Czy to był jeden z waszych pierwszych występów po zniesieniu obostrzeń sanitarnych?

Nie jeden z pierwszych, a pierwszy. Zarejestrowanie go wiązało się więc z pewnym ryzykiem, ponieważ mieliśmy dłuższą przerwę od grania. Oczywiście cały czas ćwiczyliśmy, żeby nie wyjść z wprawy. Zawsze staramy się prezentować najwyższą formę. Tym razem jednak mieliśmy do czynienia z bezprecedensową sytuacją. Świat wychodził z izolacji i wszędzie panowała dziwna atmosfera, jakby niepewnego wyczekiwania. Myślę, że dzięki temu koncert był tak intensywny. Ludzie byli cholernie spragnieni muzyki na żywo. Każdy tryskał energią - my, ekipa techniczna i oczywiście publiczność. Do tego "We Are the Apocalypse" ledwie zdążył się ukazać i chcieliśmy zademonstrować go fanom. Byliśmy chyba jednym z pierwszych zespołów, które po pandemii zagrały w Sztokholmie.

Muszę powiedzieć, że brzmienie "We Are the Apocalypse" naprawdę przypadło mi do gustu.

Stosowana przez nas produkcja ma bardzo organiczny charakter i opiera się na oldschoolowym podejściu. W pewnym sensie sposób, w jaki nagraliśmy ten materiał, jest bliższy korzeniom, niż miało to miejsce na wielu poprzednich płytach. Nie ma tu przesadnej liczby triggerów, efektów czy innych tego rodzaju zabiegów. Jedyne, z czego nie jestem zadowolony, to kilka elementów miksu, które nie wyszły zgodnie z moimi oczekiwaniami. Cóż, naprawimy to przy następnym albumie.

Dark Funeral, materiały prasowe
Dark Funeral, materiały prasowe

Praca nad kolejnym albumem już się rozpoczęła czy jeszcze za wcześnie, by o tym mówić?

Jesteśmy już niemal na finiszu pisania materiału. Praktycznie kończymy etap preprodukcji, choć wciąż zostało nam trochę pracy. Naturalnie to nadal wersja demo, ale zawsze przykładam do preprodukcji dużą wagę. Dzięki temu, kiedy przychodzi czas na naukę utworów przez pozostałych muzyków, wszystko przebiega znacznie sprawniej. Doszliśmy do momentu, w którym wysyłam pliki reszcie grupy i każdy zaczyna ćwiczyć swoje partie. Równocześnie ja i Heljarmadr szlifujemy ostatnie elementy. Zależy mi zwłaszcza na dopracowaniu perkusji. Zasadniczo to ja programuję bębny, przez co niektóre partie brzmią zbyt skomplikowanie, a chciałbym nadać im bardziej ludzki charakter. Rozmawiałem już o tym z naszym perkusistą. Część nowych numerów ma w sobie dużo groove'u, dlatego potrzebują więcej przestrzeni.

Kiedy zacząłeś programować perkusję? Od którego albumu?

Pierwszy raz podczas nagrywania "Vobiscum Satanas". Gdy pracowaliśmy nad tamtą płytą, ja i Alzazmon, ówczesny bębniarz, spędziliśmy sporo czasu w studiu. Przychodziłem z własnymi pomysłami i mówiłem: "spróbuj coś z tym zrobić", po czym wspólnie szukaliśmy odpowiedniego rytmu. Rzecz jasna perkusista miał wtedy znacznie większy wkład w proces twórczy. Ja przedstawiałem swoje koncepcje, a on mógł je rozwijać i dodawać coś od siebie. Samodzielną preprodukcję po raz pierwszy wykonałem przy "Where Shadows Forever Reign". Zanim weszliśmy do studia, przygotowałem wszystko w domu. Nadchodzący album Dark Funeral będzie trzecim, który powstaje w ten sposób. Piszę kawałki, składam je do kupy, a następnie dyskutujemy z Heljarmadrem nad ich kształtem. Komponując "Where Shadows Forever Reign" z przerażeniem odkryłem: "kurwa, przecież ja nie mam pojęcia, jak się gra na perkusji". Kiedy zbudowałem porządne domowe studio, otworzył się przede mną zupełnie nowy świat i musiałem się tego nauczyć. Wiedziałem, co chcę osiągnąć, tylko jak to przełożyć na język oprogramowania? Okazało się jednak, że mam do tego dryg. Od jednego z byłych perkusistów usłyszałem, że takich partii nie ułożyłby żaden bębniarz, że patrzę na muzykę z pozycji gitarzysty. I właśnie to jest fajne, bo pozwala mi na kreatywne podejście do tematu.

Dark Funeral (od lewej do prawej: Blackmoon, Draugen, Themgoroth i Lord Ahriman), materiały prasowe
Dark Funeral (od lewej do prawej: Blackmoon, Draugen, Themgoroth i Lord Ahriman), materiały prasowe

Pozwól, że zapytam cię teraz o parę wątków z odległej historii zespołu. Gdy zakładałeś Dark Funeral, w Szwecji bezsprzecznie królował death metal. Skąd zatem pomysł, by grać black metal?

Wychowałem się w północnej Szwecji, w niewielkim mieście Lulea. Stamtąd pochodził mój pierwszy zespół o nazwie Satans Disciples. Już wtedy interesowałem się satanistyczną filozofią. Mimo to nie dzieliłem ekstremalnego metalu na kategorie. Lubię grindcore, lubię death metal i thrash. Dorastałem obserwując rozwój tej sceny. W 1991 roku przeprowadziłem się do Sztokholmu. Jak zauważyłeś, death metal był wszechobecny. Ja jednak miałem już określone przekonania i wiedziałem, w którym kierunku chcę podążyć. To właśnie z black metalem utożsamiałem się twórczo. Jeszcze w 1991 roku zacząłem szukać odpowiednich muzyków, lecz zetknąłem się z dużą dozą sceptycyzmu. Aż pewnego dnia spotkałem Blackmoona. Oznajmił, że też wolałby grać w satanistycznej kapeli (Blackmoon był wówczas członkiem Necrophobic - przyp. red.) i zaproponował mi współpracę. Znałem jego reputację jako świetnego gitarzysty i kompozytora. Mieliśmy ze sobą wiele wspólnego, przynajmniej na tamtym etapie. To był rok 1992, nasz projekt nosił nazwę Ahriman. Rozpuściliśmy wici i w końcu trafiliśmy na Themgorotha oraz Niko Kaukinenena. Niko wywodził się ze sceny grindcore'owej i hałasował w formacji Scum, a my szukaliśmy bębniarza, który potrafiłby grać szybkie blasty. Był z nami dosyć krótko, ale w sieci nadal możesz znaleźć stare zdjęcia z Niko w składzie. Themgoroth również udzielał się w Scum. Gdzieś na początku 1993 roku doszliśmy do wniosku, że wypadałoby zmienić nazwę - przecież sam przedstawiałem się jako Ahriman. Wybraliśmy Dark Funeral.

Gdy otworzyliście rozdział pod szyldem Dark Funeral, za perkusją zasiadł Draugen. Jak do tego doszło?

Nie pamiętam już dokładnie, w jakich okolicznościach poznałem Draugena. On miał wtedy własny zespół o nazwie Illska i głęboko siedział w black metalu. Kiedy z Niko nie wypaliło, Draugen zaoferował swoją pomoc, aczkolwiek od razu zaznaczył, że to Illska ma dla niego wyższy priorytet. W ciągu roku nazbierało nam się kilka utworów i wreszcie postanowiliśmy je zarejestrować. Wiedzieliśmy, że Draugen zrobi z nami tę EP-kę, a potem będziemy się musieli rozejrzeć za nowym perkusistą. Mimo to jestem mu bardzo wdzięczny za poświęcony czas. Draugen był świetnym gościem i wykonał znakomitą robotę przy tym wydawnictwie.

Wspomniana EP-ka, zatytułowana "Dark Funeral", powstała w styczniu 1994 roku w "Unisound Studios". Za konsoletą stanął Dan Swano. Pamiętasz coś z sesji nagraniowej?

Brakowało nam wtedy piątej klepki i wiele rzeczy robiliśmy chaotycznie, co oczywiście miało wpływ na przebieg sesji. Sporo się działo. Nie zrozum mnie źle, to było dobre doświadczenie, mogliśmy jednak więcej uwagi poświęcić samemu nagrywaniu niż tym wszystkim szaleństwom, które odstawialiśmy. Cóż, młodość rządzi się swoimi prawami. Byliśmy nieokiełznani i żyliśmy w totalnym chaosie. Dlatego ten materiał brzmi tak, jak brzmi. Dzisiaj pracujemy zupełnie inaczej. Jesteśmy bardziej skupieni i powściągliwi. Można powiedzieć, że to kontrolowany chaos. I zdecydowanie mi to odpowiada.

W 1994 roku Draugena zastąpił Equimanthorn. Jak na niego trafiliście?

Był znajomym Themgorotha i podobnie jak on wywodził się ze środowiska grindcore'owego. Jak już wspomniałem, w tamtych latach niewielu perkusistów potrafiło tak szybko łoić. Za sprawą "Scum" i "From Enslavement to Obliteration" Napalm Death udowodnił, że granicę prędkości da się przesunąć naprawdę daleko. Obie te płyty wywarły na mnie kolosalne wrażenie. To, co Mitch Harris wyczyniał na bębnach, było, kurwa, niewiarygodne. Zapragnąłem przeszczepić ten element na grunt Dark Funeral. I to Equimanthorn pozwolił nam wznieść się na nowe wyżyny metalowej ekstremy. Słychać to na "The Secrets of the Black Arts".

"The Secrets of the Black Arts" zaowocował pierwszą poważną trasą koncertową Dark Funeral.

Owszem. We wrześniu 1996 roku pojechaliśmy w "Satanic War Tour" z włoską grupą Necromass. Organizowała ją Metallysee Agency i trwała około dwóch tygodni. Dla tych, którzy nie kojarzą tej nazwy, Metallysee była właściwie jedyną agencją, która w tamtym czasie organizowała trasy ekstremalnych zespołów metalowych. Prowadzili ją Johan (De Mesmaeker - przyp. red.) i Jenny. Jasne, panował tam niezły chaos, ale trzeba przyznać, że dali wielu młodym kapelom szanse dotarcia ze swoją muzyką do zagranicznej publiczności. Uważam, że odegrali istotną rolę w rozwoju europejskiej sceny metalowej.

Dziękuję ci za rozmowę.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu