zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 19 września 2021

wywiad: Dimension Zero, Nifters

8.07.2009  autor: Kruk

Wykonawca:  Jocke Gothberg - Dimension Zero, Nifters (wokal)

Jocke Gothberg to już legenda szwedzkiej sceny metalowej. Wystarczy wymienić nazwy kilku grup, z którymi współpracował: Dimension Zero, Marduk, Nifters, In Flames. Muzykę, którą tworzy, ciężko nazwać optymistyczną, sam Jocke jest jednak osobą niezwykle sympatyczną i mającą poczucie humoru. Poniżej rozmowa z muzykiem dotycząca m.in. ostatniej płyty Dimension Zero "He Who Shall Not Bleed", ale nie tylko.

strona: 1 z 1

rockmetal.pl: Na początku chciałbym ci zadać kilka pytań dotyczących ostatniego albumu Dimension Zero - "He Who Shall Not Bleed". Muszę przyznać, że jest to mój ulubiony krążek w dyskografii zespołu, doskonała mieszanka melodii oraz agresji plus świetna produkcja. Jak postrzegasz ten album w porównaniu z waszymi wcześniejszymi dokonaniami?

Jocke Gothberg: Dzięki za słowa uznania, cieszę się, że ci się podoba ta płyta. Myślę, że ostatni album jest póki co naszym najlepszym. Wciąż bardzo lubię "Silent Night Fever", ale uważam, że ostatnia płyta jest bardziej bezkompromisowa. Można powiedzieć, że "He Who Shall Not Bleed" jest czymś w rodzaju połączenia najlepszych melodyjnych partii z pierwszego albumu oraz bardziej thrashowych i cięższych partii z "This Is Hell".

Jak wygląda współpraca z takimi gośćmi jak Jesper, który jest gitarzystą In Flames, i Danielem, który był w Soilwork, a teraz został basistą w Dark Tranquillity. Dodatkowo ty grasz na perkusji w kapeli Nifters i Hasse chyba dalej gra w Diabolique... Czy macie w ogóle czas, żeby zrobić próbę, spotkać się itp?

Praca z Jesperem i Danielem naprawdę jest świetna, obaj są doskonałymi muzykami, tworzą niesamowite melodie. Kiedy przygotowują materiał na nową płytę, ciężko jest rozróżnić, który z nich skomponował dany utwór. W początkach historii Dimension Zero utwory komponowali Jesper i Glenn, wtedy łatwo można było powiedzieć, kto jest pomysłodawcą konkretnego utworu. Hasse jest perkusistą w stylu maszyny, naprawdę bardzo lubię jego styl gry, ponieważ jest bardzo minimalistyczny i bardzo do przodu, coś co lubię w death metalu, gdyż w dzisiejszych czasach perkusiści metalowi robią sobie coś w stylu zawodów, kto może uderzyć w perkusje więcej razy w jednej piosence. Zwykle uderzają za dużo razy. Hasse doskonale opanował sztukę metalowego grania, mniej to więcej i lepiej. I to naprawdę daje kopa. Nie mam pojęcia czy Diabolique istnieje. Powinieneś zapytać Hassego. My nigdy nie robimy prób, chyba że przygotowujemy się do koncertów. Tak, jak wspomniałeś, jesteśmy bardzo zajęci w naszych podstawowych zespołach i zwykle nie mamy czasu, żeby się spotkać, ale kiedy już to robimy, jesteśmy piekielnie kreatywni i skuteczni.

Czy postrzegasz Dimension Zero bardziej jako zespół, czy projekt poboczny?

Postrzegam Dimension Zero jako zespół. Projekt poboczny to dla mnie zwykle kapela, która nie gra na żywo, a my próbujemy (śmiech).

Ile czasu zajęło wam skomponowanie "He Who Shall Not Bleed" i ile czasu spędziliście w studiu, przy nagrywaniu go?

Proces komponowania był bardzo efektywny, Daniel z Jesperem spotykali się przez kilka tygodni i skomponowali całą muzykę. Ja napisałem wszystkie słowa w czasie dwóch lat, ale w sumie, jeżeli mam liczyć tylko czas mojej efektywnej pracy, to zabrało mi to coś koło miesiąca. Nagrywanie było bardzo proste, jak zawsze zresztą. Dimension Zero jest zespołem bardzo szybko pracującym w studiu. Nie wiem dlaczego, prawdopodobnie przez to, że wkładamy w to mnóstwo energii, która pozostaje z naszych głównych zespołów. Jesteśmy naprawdę bardzo szybcy, co jest fajną sprawą, bo przez to mamy więcej czasu na jakieś poważne chlańsko! Myślę, że spędziliśmy w studiu jakieś dwa tygodnie.

Czy Niclas Andersson jest waszym stałym basistą, czy tylko zastępuje Jespera na koncertach?

Niclas jest teraz pełnoprawnym członkiem zespołu - odkąd wykonał świetną robotę na dwóch koncertach z nami.

Opowiedz, jak to się stało, że Jeff Waters zagrał solówkę w utworze "Way To Shine" z nowej płyty? Jaka jest historia tej współpracy?

Jeff chciał, żeby Jesper nagrał mu kilka partii gitarowych na album "Metal", później Jeff odwdzięczył się nam tym samym. Oczywiście Jeff nie był razem z nami w Szwecji, nagrał swoje partie w domu i wysłał je nam magicznym powietrzem (śmiech). To jest dla nas prawdziwa przyjemność, że ktoś taki jak on zagrał na naszym albumie. On jest ikoną, a Annihilator był jednym z powodów, dla których powstał Dimension Zero.

Muszę przyznać, że wykonałeś świetną robotę przy pisaniu tekstów na nowy album. Bardzo mi się podoba, w jaki sposób są dopasowane do utworów oraz jak refren daje jeszcze większego kopa w każdej piosence. Jak wygląda twój proces pisania tekstów?

Dzięki bracie, miło słyszeć, że ktoś je w ogóle przeczytał. Mój proces pisania jest bardzo dziwny, ponieważ piszę teksty tylko w pewnych okresach w życiu. Większość tekstów dla Dimension Zero zostało napisanych podczas ciężkich chwil w moim życiu, kiedy nie czułem się dobrze. Wtedy jestem najbardziej kreatywny. Można po prostu powiedzieć, że kiedy jestem szczęśliwy, nie mogę pisać. Dziwnie to brzmi, ale taka jest prawda. Zwykle kiedy dookoła dzieją się złe rzeczy mogę napisać 3-4 piosenki pod rząd w godzinę. To do mnie po prostu przychodzi, te emocje, które próbuje wytłumaczyć sobie i innym, którzy chcą mnie posłuchać jak jęczę o śmierci i cierpieniu cały czas w kółko. Tak to dla mnie działa, piszę teksty, żeby pozbyć się z siebie tych emocji. Muszę się oczyszczać w pewnych momentach mojego życia. Wiem, że mogą być trudne w interpretacji, ale piszę je głównie dla siebie, a nie dla innych. Jednak jeżeli ludzie interpretują moje teksty i przekładają je na swoje sytuacje życiowe, to jestem zaszczycony, świetna sprawa. Niektóre teksty, które napisałem są dla mnie teraz trudne do zrozumienia, niekiedy nie pamiętam czego dotyczyły, ponieważ powstały na skutek pewnych bodźców lub stanu umysłu, który ciężko było zapamiętać.

Jaki jest według ciebie najmocniejszy punkt Dimension Zero?

Bezkompromisowość jest najmocniejszą stroną Dimension Zero. To, że możesz poczuć nastroje płynące z muzyki prawie natychmiast.

Który utwór z dyskografii Dimension Zero lubisz najbardziej?

Jasna cholera! Mój ulubiony utwór? Cholera, nie wiem... Bardzo lubię "They Are Waiting To Take Us". Z drugiej strony na nowej płycie jest mnóstwo świetnych kawałków, jak "A Paler Shade..." i "Is". Lubię bardzo utwór "Dimension Zero". "Blood On The Streets" jest fantastyczne, więc trudno mi wybrać jeden.

Dlaczego tak długo zajęło wam wydanie albumu "He Who Shall Not Bleed", zarówno w Europie, jak i w Stanach? Nie mogę uwierzyć, że mogliście mieć problemy ze znalezieniem wytwórni?

Prawda wygląda tak, że jesteśmy tylko grupą pijaków, którym się wydawało, że to będzie świetny pomysł nagrać płytę, zaprojektować okładkę i zrobić mastering przed załatwieniem umowy. Wielki błąd, mówię ci! To nie był problem, żeby mieć kilka ofert z wytwórni na naszym biurku, problemem było to, że nie wiedzieliśmy, jak ten mechanizm działa. Myśleliśmy, że jak podpiszemy umowę, album będzie wydany w przyszłym tygodniu czy coś. Jesteśmy imbecylami (śmiech). Więc nagraliśmy wszystko i cała produkcja była zakończona i dopiero wtedy daliśmy znać wytwórniom, że mamy gotowy album. Więc ostatecznie, po odrzuceniu chyba jedenastu ofert, zdecydowaliśmy się na VIC Records, od tamtego czasu upłynął rok, dopóki album nie został ostatecznie wydany. To chyba wyjaśnia dlaczego minęło tyle czasu? Nigdy nie pozwól czterem pijakom podejmować decyzji, pozwól pijakom robić ich pieprzone albumy, a komuś innemu (komukolwiek!) pozwól robić pozostałe rzeczy. Lekcje odrobione, punkt zdobyty.

Wyprowadź mnie z błędu, jeżeli się mylę. Wydaje mi się, że kiedy trafiliście do VIC, oni powiedzieli, że planujecie wydać koncertowe DVD, czy to prawda? Kiedy możemy się go spodziewać?

Och, nie wiem wiele o tym, ale mam nadzieję, że coś takiego się stanie. Jeśli się stanie, myślę że możesz oczekiwać wielu różnych występów z całego globu z naszych osobistych zbiorów z Korei, Japonii, Europy i Szwecji. Ponadto myślę, że cały występ z Wacken też tam się znajdzie.

Jaka historia kryje się za drugim bonusowym utworem, "Rovarvisan"? Słyszałem, że słowa pochodzą z jakiejś bajki... Dobry materiał na metalowy numer, czyż nie (śmiech)?

(Śmiech) Ten utwór to dziecięca piosenka ze starej książki dla dzieci, którą wszyscy przeczytaliśmy, jak byliśmy mali. Powód dla którego nagraliśmy ten kawałek, to nasza fascynacja nieżyjącym już Kristerem Petterssonem, gościem który jest uważany za mordercę naszego premiera w latach 80. Ten gość jest dla nas kimś specjalnym i został czymś w rodzaju maskotki Dimension Zero, przez te wszystkie lata, kiedy piliśmy browary i oglądaliśmy go na wideo z filmów dokumentalnych i rozpraw sądowych. W jednym z filmów Krister śpiewał "Rovarvisan", wykorzystaliśmy ten fragment na początku naszego utworu. To zabawne, że on śpiewał ten tekst, ponieważ był kryminalistą i zinterpretował te słowa z książki dla dzieci jako coś głębszego. Te słowa w tłumaczeniu brzmią: "Wychodzimy na przestępczą hulankę, tak, będziemy tworzyć przestępców". To bardzo zabawne odkąd on to zaśpiewał (śmiech).

Jakie są plany na przyszłość Dimension Zero? Wiem, że Jesper jest teraz w klinice, gdzie leczy się z uzależnienia alkoholowego, ale też kilka miesięcy wcześniej słyszałem, że piszecie materiał na kolejny album, a także planujecie nagranie teledysku do utworu "He Who Shall Not Bleed", czy to prawda?

Mamy luźne plany na zrobienie nowego albumu w przyszłości, ale czas pokaże, co z tego wyjdzie. Mamy trochę materiału, ale droga jeszcze daleka. Jesper musi być przede wszystkim w formie. Teledysk był w fazie planowania dawno temu, musieliśmy nawet odwołać termin, w którym zamierzaliśmy go nagrać z powodu kradzieży w miejscu, w którym miał powstać. Mam nadzieję, że nakręcimy go wkrótce. Najbliższe plany to jednak stworzenie nowego materiału.

Opowiedz mi więcej o twojej kapeli Nifters. Wielu ludzi zna cię przede wszystkim z ekstremalnych klimatów, ale dla mnie Nifters są zdecydowanie warci przesłuchania. Jest to rockowa kapela z trochę surową produkcją, ale też z duża dawką energii.

Nifters to moja podstawowa kapela, z którą spędzam najwięcej czasu. Niedługo wydajemy nowy singiel - "Cancervive", a po lecie powinien pojawić się nasz drugi album długogrający. Pierwszy krążek nazywał się "Invisible Taine" i został wydany w 2008 roku. Koncertowaliśmy trochę po Niemczech, Czechach, Szwecji, Danii i Anglii, żeby rozsławić naszą nazwę. Muzyka, którą tworzymy, jest całkiem melodyjna, ale mroczniejsza, taka bardziej rockowo - metalowa mieszanka. Obecnie pracujemy każdego dnia nad mroczniejszym i cięższym stylem. Trzeci album będzie depresyjny i czarny jak noc! To świetna sprawa być w takiej kapeli. Jesteśmy chyba najciężej pracującym zespołem świata i mówię ci, nasz dzień kiedyś nadejdzie. To fajne też z tego powodu, że jestem tam, gdzie być powinienem - za perkusją! To mój główny instrument i był nim zawsze odkąd skończyłem 10 lat. Kiedy dołączyłem do Nifters w 2004 roku, było dla mnie wyzwaniem zobaczyć, czy wciąż mogę być dobrym perkusistą i odkryć nowy dla mnie styl. Ostatni raz, kiedy grałem na perkusji, był to black metal, więc było zabawnie przebudować się i zacząć grać w nowy sposób. Sprawdź sobie Nifters na www.myspace.com/nifters.

Jakie są plany na przyszłość związane z Nifters? Wygląda na to, że zagrałeś z nimi już więcej koncertów niż z Dimension Zero, mam nadzieję, że nie zapomnisz o fanach Dimension Zero i nie przestaniesz tworzyć kawał solidnego metalu dla nas (smiech)

Jak już wspomniałem, niedługo wychodzi nasz nowy singiel i postaramy się zagrać tak dużo koncertów, jak to tylko możliwe. Ponadto będziemy kontynuować prace nad naszym trzecim mrocznym dzieckiem... Tak, właściwie zagrałem więcej koncertów z Nifters, ale pojawię się na scenie z Dimension Zero o każdej porze w każdym miejscu, jeżeli tylko o to poprosisz! Nigdy nie przestanę być częścią metalowego świata, nigdy.

Chciałbym cię zapytać o kilka rzeczy z twojej przeszłości, opowiedz mi więcej o czasach, gdy grałeś z Mardukiem, dlaczego odszedłeś od tej kapeli?

Ja, Morgan i nasz pierwszy basista Rikard utworzyliśmy tę kapelę z inicjatywy Morgana oczywiście. Na początku było nas tylko trzech i nie mieliśmy wokalisty dopóki nie nagraliśmy pierwszego dema. W tamtym czasie było bardzo łatwo być najbardziej brutalną, najszybszą i mroczną kapelą na świecie, bo właściwie nie mieliśmy żadnej konkurencji. W mieście, w którym mieszkam, Norrkoping, w 1991 roku były tylko dwie metalowe kapele! Nie czuliśmy się zbyt pewnie w tym mieście, bo nikt nigdy nie słyszał i absolutnie nie widział czegoś podobnego. Koncerty, które tam graliśmy, były określane mianem haniebnych, ludzie przyjeżdżali z różnych miast, żeby zobaczyć tę nową rzecz zwaną black metalem. Oczywiście były przed nami inne zespoły black metalowe, ale nie z tych zalesionych stron (śmiech). Nagraliśmy kilka albumów i zaczęliśmy robić trasy między innymi z takimi zespołami, jak Immortal i Enslaved. Po 5 latach w zespole przejadł mi się black metal i to, co z niego powstało. Byłem wkurzony tym, że każdy chciał każdemu po prostu dokopać tak werbalnie, jak i muzycznie. Jeżeli jedna kapela grała z prędkością 200bpm, to następnego dnia ktoś grał z prędkością 210bpm, jeżeli któraś kapela miała dwumetrowy odwrócony krzyż na scenie, następnego dnia inna kapela miała czterometrowy odwrócony krzyż i tak dalej. To wszystko polegało tylko na byciu jak najbardziej groźnym, a nie na tworzeniu dobrej muzyki, to wszystko były tylko zawody, a ja jestem muzykiem, a nie cyrkowym dziwakiem, więc miałem dość tego wszystkiego. Oczywiście z dzisiejszej perspektywy jestem dumny z bycia częścią tego fenomenu zwanego Marduk.

Pojawiłeś się gościnnie na ostatnim albumie Marduka "Rom 5:12" w utworze "Cold Mouth Prayer". Jak się czułeś będąc znowu częścią tej kapeli, mając możliwość uczestniczenia w procesie nagrywania?

Rozmawiam z Morganem od czasu do czasu odkąd odszedłem z Marduka. Mieszkamy na tej samej ulicy, więc często do niego wpadam, kiedy nie jest na trasie. Cała rzecz się zaczęła, gdy wystąpiłem gościnnie na ich koncercie na festiwalu "Party-San". Morgan powiedział mi, że fajnie by było mieć mnie na przyszłej sesji nagraniowej i tak to wyszło. To była prawdziwa przyjemność pracować z Mortuusem, najlepszym blackmetalowym wokalistą wszech czasów. To był zaszczyt i myślę, że rezultat był świetny, nasze głosy współgrały całkiem nieźle.

Jak doszło do tego, że byłeś częscią In Flames parę lat temu, które utwory z nimi zrobiłeś?

Po tym, jak odszedłem z Marduka w 1995, dostałem telefon od jakiegoś gościa imieniem Jesper, który powiedział, że gra w kapeli zwanej In Flames i zapytał, czy nie byłbym zainteresowany nagraniem wokali na ich promo. Powiedziałem, że tak i przysłali mi bilet na pociąg. Spotkałem się z nimi w studiu, zaprzyjaźniłem się z Glennem, a reszta to historia Dimension Zero. Nie byłem prawdziwym członkiem In Flames, zrobiłem z nimi dwa utwory na promo albumu "The Jester Race": "Dead Eternity" i "The Inborn Lifeless", który później został inaczej nazwany na płycie. Oba kawałki są dostępne na którejś reedycji "The Jester Race".

Jakiś czas temu, gdy szukałem jakiejś dobrej muzyki, trafiłem na projekt - zespół o nazwie Cardinal Sin. Jaką miałeś w nim rolę? Czy EP pod tytułem "Spiteful Entent" to wszystko, co w ogóle wydaliście?

Devo, z którym grałem w Marduku (który teraz jest znowu w tym zespole), zadzwonił do mnie, kiedy odszedłem z zespołu i powiedział mi, że John z Dissection ma nowy zespół i obaj chcą, żebym dołączył do nich na perkusji i wokalu. Przećwiczyliśmy kilka utworów, które były głównie skomponowane przez Johna i weszliśmy do studia, żeby je nagrać. Rezultatem było MCD "Spiteful Intents" wydane w 1996 roku. Wszystkie egzemplarze zostały wyprzedane jakieś 10 lat temu, ale mam nadzieję, że ktoś z dobrym gustem muzycznym zrobi reedycje, byłoby super! Jak poszukasz na amazon.com, to na pewno znajdziesz tę płytkę. Fajny miks stylu Dissection, metalu i thrashu. Zespół rozpadł się wkrótce po wydaniu tego CD i nigdy nic więcej nie wydaliśmy, ale kto wie, co tam stary John planuje?

Dlaczego twoim zdaniem Szwecja jako kraj ma taki ogromny potencjał w robieniu dobrej muzyki? Macie jakiś specjalny program edukacji muzycznej w szkołach, jakiś projekt prowadzony przez rząd, czy po prostu jesteście wszyscy tak utalentowani?

Mamy bardzo ułatwiony dostęp do muzycznych instytucji, które prowadzą miejsca przeznaczone na próby, łatwo dostać się do miejsca z dużą przestrzenią, w pełni wyposażoną we wszystkie instrumenty, które możesz wypożyczyć na kilka godzin w tygodniu, za niewielką opłatą oczywiście, ale myślę, że dostępność jest najważniejsza. Jeśli chcesz założyć kapelę, po prostu to robisz i masz przed sobą przewodnik co i jak zrobić. Mamy też muzykę jako przedmiot w planie zajęć w szkole, kiedy dorastasz, muzyka jest cały czas obok ciebie. Dla mnie muzyka była zawsze najważniejszym zainteresowaniem odkąd usłyszałem starego Johnego Casha i płyty Creedence u mojego ojca, kiedy byłem dzieckiem. Wiedziałem, że chcę tworzyć muzykę, kiedy dorosnę.

Jakie jest pytanie, którego ci nie zadałem, ale bardzo chciałbyś na nie odpowiedzieć (śmiech)?

Jakie jest pięć ostatnich albumów, które kupiłeś i który album jest najlepszym na świecie? Kupiłem Funeral Mist "Maranatha", Black Sabbath "Born Again", Repulsion "Horrified", Blue October "Foiled" i Placebo "Battle For The Sun". Najlepszym albumem i zespołem na świecie jest "It's Alive" The Ramones.

Dziękuje bardzo za wywiad i czas, jaki na niego poświęciłeś!

Dziękuje bardzo za twoją cierpliwość. Pozdrawiam!

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Czy grałaś(eś) na jakimś instrumencie na lekcjach muzyki?