zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 21 listopada 2017

wywiad: The Gathering


Wykonawca:  Hans Rutten - The Gathering (instrumenty perkusyjne)

Hansa Ruttena - perkusistę The Gathering - przepytaliśmy na kilka godzin przed występem zespołu w warszawskiej Proximie. Z sali koncertowej dobiegały na zmianę to niepokojące elektroniczne dźwięki, to urzekający głos Anneke. Przy takim akompaniamencie zasiedliśmy na pięterku baru i czym prędzej zaczęliśmy rozmowę, by jak najlepiej wykorzystać przysługujące nam piętnaście minut.

strona: 1 z 1

rockmetal.pl: To wasza trzecia wizyta w Polsce, prawda?

Hans: Graliśmy na metalowym festiwalu...

Metalmania...

Tak, Metalmania. Graliśmy tam dwukrotnie. A tutaj, w Warszawie, jesteśmy teraz drugi raz. Natomiast w ogóle w Polsce chyba czwarty raz.

I jak ci się podoba w Polsce? Co ci się podoba szczególnie, a co mniej?

Uwielbiam ludzi. Reszta - budynki... sami wiecie. Wciąż potrzeba tu wiele pracy. Ale to naturalne, tak wiele się tu działo. Ale ludzie są świetni. Mili, pełni ciepła...

A czy mieliście kiedykolwiek tyle czasu, by trochę się tu rozejrzeć, poznać coś więcej niż tylko kluby, w których gracie?

Nie, niestety. Szczególnie w Polsce jesteśmy bardzo zajęci. Wywiady, podpisywanie płyt w sklepach...

Chcielibyśmy zapytać cię o wasz nowy album, który się wkrótce ukaże...

Nowy album?

Tak. Kompilację zawierającą bardzo stary materiał.

Ach... Obawiam się, że w ogóle tego nie wydamy. Cóż, może kiedyś, ale obecnie mamy problemy z naszą wytwórnią. Nie jest naszym priorytetem ponowne wydawanie czegokolwiek w Century Media. Być może wydamy to na własną rękę. Na razie niczego nie planujemy.

Jak poważne są te kłopoty z wytwórnią?

Mieliśmy kłopoty już od 1998 r., od "How to Measure a Planet?". Każdy wie, że nie jesteśmy już zespołem stricte metalowym. Jednak oni odmawiają promowania nas w sposób, który uważamy za najkorzystniejszy dla The Gathering. To jedna kwestia. Jest kilka innych, jest kwestia finansowa. Nie mamy od nich wsparcia. Na przykład tu w Polsce w ogóle nie zarabiamy. Robimy to tylko dla fanów, bo od naszego ostatniego koncertu tutaj minęły aż cztery lata. Ale nie mamy żadnego wsparcia ze strony Century Media. Jesteśmy tylko dojną krową. Zrobili dla nas coś przy "Mandylion", a potem wszystko zatrzymało się. Nie robią nic.

Czy jest więc szansa, że zmienicie wytwórnię?

Tak. Jesteśmy w trakcie zmiany wytwórni.

Czy w grę wchodzi jakaś konkretna firma?

Sądzę, że będziemy działać w ramach własnej wytwórni.

Jak myślisz, dlaczego zespoły, które kiedyś grały metal, teraz grają lżej? Jak wy, jak Tiamat, jak wiele innych kapel...

Jest wiele powodów. Po pierwsze: rozwój. Po drugie: z czasem zdobywa się lepszą pozycję, słyszy się więcej różnorodnych dźwięków. Uważam, że metal utknął w miejscu. Nie posuwa się naprzód. Tylko zespoły takie, jak Tool wiedzą, co to znaczy postęp. Ale dla mnie cała reszta jest jednakowa. Jest scena gotycko-metalowa, która moim zdaniem jest martwa na amen. Nic się nie dzieje, wszystkie nagrania są podobne, żeńskie wokale stają się z każdą płytą gorsze. Z kolei na przykład speed metal - wiecie, Helloween i temu podobne: mam album "Walls of Jericho" i dla mnie to jest bardzo cenna płyta. Ale po co kupować "Walls of Jericho part tree, four, five, six and seven"? To nie ma sensu. W pewnym sensie jestem zawiedziony tym brakiem rozwoju. Wielu metalowców po prostu nie chce się rozwijać. To naprawdę szkoda. A my próbujemy. Owszem, to trudne, ale próbujemy.

Kiedy zorientowaliście się, że nie jesteście już metalową kapelą?

Właściwie to było wiadomo od samego początku. Nasz pierwszy rehersal był czymś w rodzaju... punkowego speed metalu symfonicznego. O to właśnie chodzi w The Gathering. Rozwój i eksperyment. Zwłaszcza eksperyment. Staraliśmy się, żeby "if_then_else", nasz ostatni album, był bardzo różnorodny. To prawie składanka. Jest na nim bardzo wiele różnych piosenek. Z dzisiejszego punktu widzenia może nawet aż za wiele, gdyż nie ma tam żadnego poczucia jednorodności. Ale było to coś, co po prostu chcieliśmy zrobić. "How to Measure a Planet?" jest jednością, podróżą. Podobnie "Mandylion". "Nighttime Birds"... tam jest więcej różnorodności. Ale my po prostu eksperymentujemy. Każdy album jest eksperymentem.

Kiedy słucham "if_then_else", mam sprzeczne odczucia. Raz wydaje mi się, że odeszliście od brzmienia "How to Measure...", innym razem - że to jest jednak w pewnym sensie rozwinięcie koncepcji z tamtego albumu. Jakie naprawdę było zamierzenie?

Cały zespół uważa, że "How to Measure..." jest najlepszym albumem, jaki nagraliśmy - na równi z "Mandylion". Kochamy "How to Measure..." również ze względu na technikę nagrywania, która była dla nas czymś całkowicie nowym. Mieliśmy wielkie idee związane z tą płytą. Ale Century Media... wiecie, oni nie potrafią promować. To jeden z powodów, dla których "if_then_else" jest trochę cięższe, o bardziej rockowej orientacji. Może nawet trochę metalowe. Z dzisiejszego punktu widzenia wydaje mi się, że nieco przyhamowaliśmy nasz rozwój. Ale to wszystko z powodu wydawcy. Musieliśmy jakoś przetrwać, a "How to Measure a Planet?" było ryzykownym albumem. Dlatego tym razem zawarliśmy na płycie wiecej rockowych elementów. Żeby nie utracić rockowo-metalowego podłoża.

Co zatem będzie następne?

Będzie bardzo eksperymentalnie.

Czy nie podejrzewasz, że kiedyś w przyszłości może pojawić się ryzyko "przeeksperymentowania"?

Wiem o co ci chodzi, jednak nie obawiam się tego. Każda piosenka The Gathering ma w sobie pewne elementy charakterystyczne dla zespołu. One pozostaną zawsze i będą funkcjonować obok tych nowych. Eksperymenty nie będą polegały na tym, co utwór "How to Measure a Planet?". To było coś w rodzaju dźwiękowego przekroju. To był tylko taki pomysł. Niektórzy wprost nienawidzą tego utworu. Inni natomiast uważają, że to najlepszy kawałek, jaki kiedykolwiek nagraliśmy. Celem tego numeru było takie małe podrażnienie ludzi. Więc nie, nie obawiam się niczego takiego. To prawda, że utrzymujemy się z tego, ale musimy robić to po swojemu. Może kiedyś powrócimy do statusu amatorskiego, ale musimy to robić. To dla nas bardzo ważne. Naprawdę w to wierzymy, pomimo kwestii komercyjnych.

Ale nie ma szans na następny utwór typu "How to Measure a Planet?"? Nie mam na myśli charakteru muzycznego, ale raczej długość czy formę. Nie nagracie na przykład na następnej płycie takiego półgodzinnego kawałka?

Mamy nawet czterdziestopięciominutową wersję tamtego utworu (śmiech). Ale uznaliśmy, że to już za wiele i ograniczyliśmy ją do 30 minut, konkretnie 28 minut. Tak, może moglibyśmy coś takiego zrobić ponownie. Ale... jesteśmy teraz związani ze złą wytwórnią... (śmiech) To nie ma sensu - wiecie, czytanie swoich recenzji w Metal Hammerze w jakimkolwiek kraju. Oni tego nie rozumieją. Żeby to zrozumieć, potrzeba bardziej otwartego umysłu. Wtedy można pomyśleć: "Wow, to dźwięki w klimatach Briana Eno, coś nowego i coraz lepszego". W chwili obecnej nie mamy odpowiednich narzędzi. Ale mam nadzieję, że Century Media to dla nas już przeszłość, więc będziemy się mogli teraz swobodnie rozwijać. Nie wiadomo co się teraz stanie. Może napiszemy kawałek trwający godzinę? Wszystko jest możliwe.

Może jeden utwór na cały album?

Czemu nie.

Co sądzisz o przyszłości muzyki rockowej. Czy są nią eksperymenty z elektronicznymi brzmieniami, czy raczej powrót do korzeni, do surowych dźwięków opartych wyłącznie na gitarach i perkusji?

Ja naprawdę wierzę w instrumenty akustyczne. A także w naturalnie brzmiącą perkusję - to jest to.

Więc nie lubisz loopów?

Używamy również i loopów. Ale to wygląda następująco: jest konkretna piosenka, jest konkretny pomysł. Ten pomysł krzyczy do ciebie: chcę tego, chcę tamtego - przynajmniej tak jest w naszym przypadku. Wtedy próbujemy, eksperymentujemy - znów to słowo. Więc może loopy? A jeśli nie zadziała, może w ogóle bez perkusji? Sam pomysł na piosenkę mówi czego chce. Trzeba wsłuchać się w ten pomysł, bardzo uważnie. To jest właśnie to, co staramy się robić. Jednak wszystko jest możliwe. Z pewnością będziemy używać akustycznej perkusji, gitar - czasem piekielnie ciężkich. Zawsze będzie to częścią The Gathering.

Skąd biorą się pomysły na wykorzystanie próbek mowy, na przykład fragmentu "Alicji w krainie czarów" w "Herbal Movement" czy wypowiedzi Tolkiena w "Sand and Mercury"?

Celem tego jest dodanie piosence wymowy. "Herbal Movement" traktuje o narkotykach. A jak wszyscy wiedzą - no, nie wiem czy wszyscy - "Alicja w krainie czarów" została napisana przez człowieka, który stosował dużo LSD. Można to właściwie wyczytać. To tak naprawdę jeden wielki trip. Wiecie, siedzisz na grzybie, paląc fajkę z bardzo dziwną zawartością (śmiech). To naprawdę bardzo proste. Anneke napisała tekst o grupie ludzi biorących narkotyki w jednym pomieszczeniu. Bardzo chcieliśmy nakręcić do tej piosenki teledysk, ale Century Media powiedziało: "Nie, to jest promowanie narkotyków". Były już problemy z kawałkiem "Opium" Moonspella. Z kolei "Sand and Mercury" jest o śmierci. To pieśń pożegnalna - ktoś umiera. Jesteśmy wszyscy wielkimi wielbicielami Tolkiena. Ale żeby napisać piosenkę opartą na Tolkienie - baśnie i tak dalej... to byłoby zbyt tandetne. Mieliśmy próbkę z audycji BBC. Tolkien był już wtedy bardzo stary. To był jego ostatni wywiad przed śmiercią. I mówił tam właśnie o śmierci. Opowiadał o swoich potwornych przeżyciach z I Wojny Światowej. Wiele wspomnień powraca we "Władcy Pierścieni". Idealnie pasowało to do piosenki. Gdyby nie pasowało, nie wybralibyśmy tego.

Dlaczego postanowiliście pracować przy nowej płycie z żywymi instrumentalistami? I jakie to było uczucie?

Mieliśmy trochę ponadprogramowych pieniędzy. To było świetne. Prawdziwy dźwięk to jest to. Dlatego użyliśmy prawdziwych instrumentów. Zresztą efekt można usłyszeć na płycie. Po prostu brzmi lepiej.

Na czym polegał problem z waszym polskim supportem? Słyszałem coś o nieporozumieniach między Dive i Metal Mind.

Tak, również coś o tym słyszałem. Wczoraj graliśmy w bardzo małym lokalu. To było w... we Wrocławiu (w ustach Hansa brzmiało to "Wroklaw" - przyp. red.). Nie wiem czy znacie ten klub - jest po prostu za mały dla dwóch zespołów. Tutaj jest więcej miejsca i zapewne nie byłoby takich problemów, ale coś zaszło na linii Dive - Metal Mind. Szkoda... Zawsze zdarza się coś podobnego. Pierwotnie mieliśmy koncertować razem z Voivod. Jesteśmy ich wielkimi fanami. Ale niestety nic z tego nie wyszło. Zabrakło pieniędzy, a wiecie z jaką wytwórnią są związani... (oczywiście Century Media - przyp. red.) Ani słowa więcej, Hans! (śmiech) Tak więc nie udało się. Później mieliśmy w roli supportu wyśmienitą kapelę Pale Forest z Norwegii. To naprawdę bardzo utalentowany, bardzo dobry zespół. Wiecie, zawsze chodzi o pieniądze...

A jak udał się ten wczorajszy koncert?

Było dobrze. Wielu ludzi, szczególnie w Polsce, naprawdę kocha nasze stare kawałki. A my już ich wielu nie gramy. Gramy głównie rzeczy z "How to Measure..." i z "if_then_else", ponieważ to jest nasz nowy materiał. W Polsce specjalnie włączamy do programu kilka kawałków takich, jak "Sand and Mercury". Ale z drugiej strony to trochę przykre, że fani nie dorastają razem z nami. Owszem, jeśli ci się nie podoba, nie kupuj - w porządku. Jednak... to trochę smutne. Ale to był bardzo dobry koncert, mimo że przyszło 300, może 400 osób. Natomiast tylko około pięćdziesięciu osób było w stanie cokolwiek zobaczyć. A przecież zapłacili sporo pieniędzy. 40, 45 czy 50 złotych... To dużo. Chce się dać ludziom wszystko, co cię tylko stać. Więc było to nieco niewygodne uczucie.

Czy czasem słuchasz - po prostu słuchasz - waszych starych albumów? Na przykład "Always"...

To bardzo trudne. Tak, czasami "Always". Bardzo czasami (śmiech). Teraz czasem mogę się z tego po prostu śmiać. Na "Always" jest tyle energii... To jest niemożliwe, ludzie tego nie rozumieją. Jesteśmy coraz starsi. A na tej płycie jest tyle szczenięcego, świeżego uczucia. Tego się nie da odtworzyć, nie miałoby to sensu. Wynikiem byłyby bardzo słabe albumy. Zresztą my tamto już zrobiliśmy. Poza tym jednak myślę, że to wciąż bardzo dobra płyta. A ma już prawie dziesięć lat.

Wielu ludzi uważa ją za absolutnie kultowy krążek.

Tak, wiem...

Musimy już kończyć, więc to będzie już ostatnie pytanie. Co sądzisz o internecie? Czy to dobrodziejstwo dla ludzkości, czy też może niebezpieczeństwo?

To tak jak z telewizją. Używaj tego, ale nie za dużo. Za rogiem jest przecież także zwykła kawiarnia, a w niej prawdziwi żywi ludzie, z którymi można pogadać (Hans użył, nomen omen, słowa "chat" - przyp. red.). Ale internet to encyklopedia, wszystko. Naprawdę w niego wierzę. Ale trzeba mieć świadomość, że on nie rozwiąże problemów twego życia... No tak, może niektóre. Ale musisz wyjść na rower, pojechać w las, poczuć świeże powietrze. Robić zwykłe ludzkie rzeczy. To jest bardzo ważne.

Dziękujemy za wywiad. Życzymy udanego koncertu dziś wieczorem!

Dzięki.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Co robisz, kiedy gwiazda wieczoru gra beznadziejnie źle?