zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 27 czerwca 2022

wywiad: Heathen

13.07.2010  autorzy: Verghityax, Martyna "AC" Palmowska

Wykonawcy:  David White - Heathen (wokal), Jon Torres - Heathen (gitara basowa)

strona: 1 z 1

Heathen, Ingolstadt 12.05.2010, fot. Verghityax
Heathen, Ingolstadt 12.05.2010, fot. Verghityax

Na początek porozmawiajmy na temat waszego najnowszego dzieła - "The Evolution of Chaos". Poprzednie wydawnictwo - EPka "Recovered" - ukazało się w 2004 roku. Dlaczego tak długo zajęło wam nagranie nowego albumu?

David White: Cóż, "Recovered" zawiera materiał nagrany w 1993 roku. Po tej dacie Lee Altus dołączył do Die Krupps i grał z nimi przez pięć lat. A taśmy z utworami Heathen leżały w studio i pokrywały się kurzem. Chcieliśmy je dokończyć. Nasza grupa rozpadła się i zaistnieliśmy ponownie dopiero w 2001 - w celu wystąpienia na benefisowym koncercie "Thrash of the Titans" dla Chucka Billye'go i Chucka Schuldinera. Wówczas jeszcze nie wiedzieliśmy, czy okaże się to powrotem na dłużej. Potem otrzymaliśmy zaproszenie, by pojawić się na niemieckim "Wacken Open Air", po którym zainteresowało się nami kilka wytwórni. Ale wpierw chcieliśmy dokończyć to, co zaczęliśmy przed rozłamem, więc wybraliśmy się sprawdzić, w jakim stanie znajdują się te taśmy. Okazało się, iż praktycznie rozleciały się na kawałki i musieliśmy ratować to, co się dało. To był bardzo długi proces. Na szczęście ocaliliśmy materiał i spędziliśmy wiele dni, próbując wydać "Recovered" własnym sumptem. W tym czasie pisaliśmy też nowe piosenki, mieliśmy trochę zmian w składzie, a w 2005 roku ruszyliśmy w trasę, w której wspomógł nas Terry Lauderdale. Później Lee wstąpił w szeregi Exodus, więc staraliśmy się tak wszystko poukładać, by dopasować się do jego grafika. Darrena Mintera poważnie wkurzyło to, że Lee wkręcił się do formacji Holta i stracił wiarę, że Altus jeszcze kiedykolwiek znajdzie czas dla Heathen. W efekcie musieliśmy znaleźć nowego perkusistę i szło nam to wyjątkowo opornie. Wreszcie skaptowaliśmy pałkera - Marka Hernandeza. Zrekrutowaliśmy też gitarzystę Kragena Luma i rozpoczęliśmy prace nad nowym materiałem. Kragen miał pomysły na utwory, Jon Torres też. Zagraliśmy gig na festiwalu "Keep It True", daliśmy kilka niewielkich występów z Markiem na bębnach, część w Los Angeles, część w Bay Area, po czym Mark otrzymał propozycję udzielania się w Forbidden, a już wtedy był członkiem czterech innych zespołów. Gdy przystał na ich ofertę, doszliśmy do wniosku, że tak być nie może. Poprosiliśmy Darrena, by wrócił. Trochę to zajęło, ale w końcu udało się go nakłonić. Niestety, uwzględniając zobowiązania Lee wobec Exodusa, niezwykle ciężko było pracować nad nowym materiałem, dlatego tak długo to trwało. Gdy w końcu napisaliśmy piosenki i weszliśmy do studio, by je zarejestrować, Lee znów musiał ruszyć w trasę na miesiąc. Wrócił i można było kontynuować proces nagrywania. W sumie spędziliśmy w studio pięć miesięcy.

A skąd wziął się tytuł "The Evolution of Chaos"?

David White: Właściwie to Kragen wpadł na ten pomysł. To był wątek, który przewijał się przez całą płytę, od "Dying Season", poprzez "Control by Chaos", "Arrows of Agony", aż po "A Hero's Welcome". To wszystko było tak chaotyczne, że stało się motywem przewodnim. Z perspektywy Kragena, patrząc na świat, nasz album i to, przez co Heathen przechodziło, było to ewolucją chaosu. Przemysł muzyczny to niełatwa branża i zebranie pięciu ludzi razem dla osiągnięcia wspólnego celu może być czasem wyjątkowo trudne.

Dużo koncertujecie?

David White: Niezbyt dużo. Zagraliśmy długie tournee z Sepulturą w 1991 roku i parę występów w 1993. Później Lee odszedł i wstąpił do Die Krupps, a heavy metal przechodził bardzo kiepski okres z powodu grunge'u. Kiedy wydaliśmy "Recovered", ruszyliśmy w trzytygodniową trasę po Europie, żeby przypomnieć ludziom, że żyjemy. Aby przyciągnąć uwagę młodych fanów zamieściliśmy na naszej stronie internetowej albumy "Breaking the Silence" i "Victims of Deception" do darmowego pobrania. Nie mamy kontroli nad tym, co znajduje się na półkach w sklepach muzycznych, a nasze krążki, nie licząc rynku wtórnego, były właściwie niedostępne. Potem pojawiły się różne wytwórnie, które zrobiły reedycje, jedna nawet z Polski...

Metal Mind?

David White: Tak, Metal Mind. I nie zobaczyliśmy z tego ani grosza. I na tym właśnie polega problem. Wszyscy chcą zarobić na kapeli, a kapela zawsze na tym cierpi. To bardzo ciężka sprawa i również jeden z wątków pojawiających się na nowym albumie.

W zeszłym roku krążyły plotki, jakobyście mieli wystąpić w Warszawie na "Metalmania Fest". Ta informacja pochodziła chyba z waszego profilu na myspace...

David White: Tak, mieliśmy się na tym festiwalu pojawić, ale tam nic nie trzymało się kupy. Chcieli, żebyśmy zagrali praktycznie za darmo, do tego trzeba jeszcze doliczyć koszt dotarcia do Polski... A my nie pójdziemy na coś takiego.

Mieliście też podobno dać pojedynczy koncert, bodajże w Warszawie...

David White: Tak. Bardzo chcieliśmy to zrobić, ale miała miejsca identyczna sytuacja. Organizator ciągle coś kręcił i kombinował. Kiedy w 1991 roku byliśmy na trasie z Sepulturą i odwiedziliśmy Polskę i Czechosłowację, wszystko było załatwione profesjonalnie, bezproblemowo. Natomiast tym tournee agencja koncertowa, która trzyma nad pieczę nad całością, popełniła wiele błędów. My ze swojej strony staramy się zrobić, co w naszej mocy, żeby gigi wyszły jak najlepiej. Pierwszy odbył się w Belgii, następne trzy w Niemczech, jeden w Szwajcarii, trzy we Włoszech, później wpadliśmy do Słowenii, jeszcze później do Rumunii, co było wielką pomyłką. Ich drogi są w tak kiepskim stanie, że w pewnym momencie przyczepa oderwała się od autokaru, wypadła z szosy i uderzyła w drzewo. I rozwaliło perkusję. Bębny były zniszczone, całkowicie zmiażdżone. Mieliśmy mnóstwo kłopotów z policją i z wydostaniem się stamtąd. W klubie okazało się, że organizatora nawet nie ma na miejscu, że okłamał nas, co do liczby sprzedanych biletów... Fani byli w porządku, ale więcej z tym było zachodu, niż to było warte.

Heathen, Ingolstadt 12.05.2010, fot. Verghityax
Heathen, Ingolstadt 12.05.2010, fot. Verghityax

A skoro już rozmawiamy na temat fanów, czy którąś publiczność wspominacie szczególnie ciepło?

David White: Wszyscy fani byli świetni. Jak dotąd najlepsze koncerty na tej trasie mieliśmy w Belgii, w Essen, Szwajcarii, Mediolanie... W Słowenii też dali radę. Wczoraj w Austrii było bardzo dobrze i mam nadzieję, że dziś też tak będzie.

A teraz z zupełnie innej beczki. Zastanawialiśmy się, dlaczego "The Evolution of Chaos" ma inne brzmienie niż dwa pierwsze długograje. Na "Breaking the Silence" i "Victims of Deception" słychać było o wiele więcej heavy metalu, a wasze najnowsze dzieło prezentuje raczej oblicze nowoczesnego thrashu, pozbawionego tych dawnych aspektów.

David White: Staraliśmy się zrobić najlepszy album, na jaki nas stać. Rozwinęliśmy się i nauczyliśmy, jak powinno się nagrywać płyty...

Nie zrozum nas źle. Album bardzo nam się podoba. Jest po prostu inny.

David White: To dobrze, chcieliśmy, by był inny.

Jon Torres: To proces produkcyjny sprawia, że brzmi bardziej nowocześnie niż poprzednie. Jeśli weźmiecie dowolny utwór z "The Evolution of Chaos" i porównacie go bezpośrednio z, dajmy na to, czymś z "Victims of Deception", sama muzyka zawiera podobne elementy, ale to właśnie produkcja sprawia, że brzmienie jest bardziej nowoczesne.

Teraz pytanie z waszej historii: dlaczego nazwaliście zespół Heathen?

David White: Ja go tak nie nazwałem.

A kto?

David White: Pierwszy wokalista, Sam Kress, wyszedł z takim pomysłem.

Wiesz może dlaczego?

David White: Bo był poganinem (śmiech) (heathen - z ang. poganin, red.). Tak naprawdę nie wiem. On zmarł w zeszłym roku, więc te pytanie raczej pozostanie bez odpowiedzi.

Bo, jakby nie patrzeć, nazwa Heathen przywodzi na myśl raczej blackowe lub folkowe klimaty...

David White: O tak, wiem, ale kiedy dołączyłem do kapeli, zastałem już taki stan rzeczy. Niełatwo jest wymyślić dobrą, chwytliwą nazwę dla zespołu. Nigdy za naszą nie przepadałem i nadal nie pałam do niej miłością, ale teraz jest już za późno na zmianę. Kiedy po raz pierwszy zrobiliśmy swoje wizytówki, było na nich jeszcze starego logo z innymi literami niż na "Breaking the Silence". Później mój przyjaciel, którego znam od piątego roku życia, Alvin Petty, ten sam gość, który wykonał okładkę do "Victims of Deception", stworzył dla nas zarówno poprzednie, jak i obecne logo. A Travis Smith, który robił projekt oficjalnej koszulki festiwalu "Keep It True", dopieścił je i uczynił bardziej symetrycznym. Ale ogólnie to robota Alvina. Bardzo lubię te logo.

"Victims of Deception" ma naprawdę świetną i ciekawą okładkę. Jaka kryje się za nią historia?

David White: Pomysł był mojego autorstwa. Alvin Petty pracował wówczas w rafinerii. Pewnego dnia podrzuciłem go do roboty z jego sprzętem i w drodze dyskutowaliśmy o projekcie okładki. Kiedy dojechaliśmy na miejsce i zobaczyłem to wszystko, pomyślałem: "to jest to!". Potem on uruchomił swoją wyobraźnię i dodał to i owo od siebie.

A jak wyglądała sprawa z okładką do "The Evolution of Chaos"?

David White: Prawdę powiedziawszy, nie mieliśmy pomysłu na okładkę do tego krążka. Daliśmy Travisowi teksty i muzykę, i pozwoliliśmy, by jego szalony umysł wykoncypował to (wskazuje na okładkę - red.). My jedynie dodaliśmy do tego obrazu logo. W tym budynku dzieje się wiele rzeczy. Jeśli weźmiesz winyla, zobaczysz to dokładnie. Grafiki z poprzednich albumów to obrazy olejne, ta z "The Evolution of Chaos" jest już wygenerowana komputerowo i bardzo mi przypadła do gustu. Travis fantastycznie wykombinował motyw ewolucji: zaczyna się tego małego, podobnego do kosmity stworka z czerwonymi oczami, potem kobieta, mężczyzna, aż w końcu upadek z klifu. Reprezentuje to skłonność człowieka do ciągłego tworzenia czegoś tylko po to, by to ostatecznie unicestwić.

Planujecie może wydać jakiś koncert na DVD?

David White: Tak, ale potrzebujemy więcej materiału. Mamy mnóstwo starych nagrań i to je pragniemy wydać w pierwszej kolejności. Chcieliśmy zrobić z tego taki hołd dla "Yaza" Jastremskiego. Gdy pracowaliśmy nad "Recovered", gość, który nam przy tym pomagał, miał też dla nas poskładać DVD i teledysk. Pierwotnie DVD miało trafić już na "Recovered", ale nie zostało ukończone w terminie, a my pokłóciliśmy się z tym gościem, więc nasz plan nie doszedł do skutku. Mamy dużo nagrań, ale szukamy kogoś, kto będzie potrafił wszystko ładnie wyedytować i połatać. Jeden koleś miał to przez jakiś czas na warsztacie. Gdy przesłał nam finałowy rezultat, razem z Kragenem zapoznaliśmy się z tym i stwierdziliśmy, że odwalił fuszerkę. DVD sprawiało wrażenie nudnego i trąciło kompletną amatorszczyzną. To musi być zrobione tak, by fani byli zachwyceni i mogli jednocześnie zobaczyć kawałek naszej historii.

O ile nie jest to zbyt osobiste pytanie, chciałbym poruszyć temat twojego nazwiska. Kiedyś nazywałeś się David Godfrey...

David White: Nie mam problemu z tym pytaniem. Nazwisko mojego ojczyma brzmiało Godfrey. Kiedy byłem mały, zapisali mnie do szkoły jako David Godfrey. Zapytałem wówczas matkę: "Dlaczego to zrobiłaś? Ja nazywam się White". Na co matka odparła: "To tylko do szkoły" i tak dalej. Przez długi czas wszyscy znali mnie pod imieniem David Godfrey, lecz w wieku osiemnastu lat powróciłem do nazwiska White. Gdy nagrywaliśmy "Breaking the Silence", znajomi wmawiali mi, że ludzie kojarzą mnie jako Godfreya i tak powinienem się na płycie podpisać. To był błąd, ale mimo to, popełniłem go. Na "Victims of Deception" podpisałem się już jako David White-Godfrey, żeby to ludziom zasygnalizować, zaś na "The Evolution of Chaos" widnieje już David White. A potem każdy pyta mnie: "co się stało z Davidem Godfreyem?" (śmiech).

Jakie macie plany na przyszłość - co do Heathen?

David White: Pytacie o najbliższą przyszłość? Zaraz zagramy koncert (śmiech).

A w dalszej perspektywie? (śmiech)

David White: Jutro też gramy koncert w Niemczech (śmiech). Staramy się dokończyć tę trasę i chcielibyśmy wrócić do Europy pod koniec tego roku, może na początku przyszłego.

A co z następcą "The Evolution of Chaos"?

David White: Za dziesięć lat (śmiech). Taki mamy tryb pracy (śmiech). Kto wie, co się stanie? Chciałbym móc powiedzieć, że następny album ukaże się w przyszłym roku, ale wszyscy mają swoje zobowiązania, ciężko to powiązać i dlatego toczy się to powolnym tempem. Musimy napisać kilka dodatkowych piosenek. Mamy już prawie wystarczającą ilość materiału na nowy krążek.

Jon Torres: Ja mam już napisany pełny kawałek.

David White: Wydawało mi się, że masz więcej niż jeden.

Jon Torres: Naprawdę? (śmiech)

David White: Mieliśmy już z Lee parę pomysłów na utwory, które miały trafić na "The Evolution of Chaos". Gdyby Kragen i Jon nie wstąpili do Heathen i nie wnieśli swojego wkładu do ostatniego wydawnictwa, to pewnie tamte wałki znalazłyby się na liście.

Kolejne pytanie z waszej historii. Wasz występ na "Thrash of the Titans" był punktem zwrotnym w waszych dziejach. Masz jakieś szczególne wspomnienia związane z tym wydarzeniem?

David White: Mam mnóstwo wspomnień z tamtej imprezy. Koncert wyprzedał się całkowicie, moim zdaniem powinni go byli zorganizować w większej hali. Ale dla mnie najwspanialszą rzeczą było to, że mogłem zabrać ze sobą swojego syna. Zanim Heathen się rozpadło w 1993 roku, mój pierworodny był jeszcze zbyt młody i nie miał okazji widzieć nas na żywo. Kiedy dorósł, wiele razy rozmawialiśmy na temat zespołu, więc gdy zgadaliśmy się, by wystąpić na "Thrash of the Titans", mój syn wybrał się tam ze mną i siedział twardo do samego końca. Zaczęło się około godziny 16 - ja byłem zmęczony już po naszym gigu. Koło północy, po ciągłym kręceniu się po klubie i gadaniu z ludźmi, dosłownie padałem z nóg. Marzyłem już tylko o tym, by wrócić do domu. Zapytałem syna: "Trevor, nie chcesz przypadkiem wracać już do domu?", na co on odparł "nie, chcę zostać do końca". "No dobra", mruknąłem. Fajnym aspektem tej imprezy było to, że zjechali się na nią ludzie z całego świata. Był tam też mój przyjaciel z Japonii, który przez jakiś czas mieszkał w San Francisco. Ściągnął na "Thrash of the Titans" przyjaciół ze swojej ojczyzny. Mój syn mówi po japońsku, a wtedy się właśnie uczył, więc bez przerwy szlajał się z tymi gośćmi. Super było zobaczyć te wszystkie kapele zjednoczone we wspólnym celu, ale moje najważniejsze wspomnienie związane z tym koncertem to zabranie tam mojego syna i możliwość podzielenia się z nim tym elementem mojego życia.

Czy dzięki nowemu albumowi staliście się bardziej rozpoznawalni? Wielu starych fanów chodzi znów na wasze koncerty?

David White: Przychodzi wielu starych fanów i coraz więcej młodych. Tu, w Niemczech, nasz album zajął 75. miejsce na liście przebojów. Jak na razie odzew jest wyjątkowo dobry.

Czyli "The Evolution of Chaos" zbiera dobre recenzje?

David White: W zasadzie tak. Wielu dziennikarzy określiło go najlepszym thrashowym albumem ostatnich dziesięciu lat. Jeden gość stwierdził nawet, że Metallica powinna była to nagrać po "Master of Puppets". Niektórzy skrytykowali piosenkę "A Hero's Welcome". Wydaje mi się, że jej nie zrozumieli. Twierdzili, że ten numer gloryfikuje wojnę, ale to nieprawda. Ten kawałek poświęcony jest żołnierzom, nie tylko amerykańskim, waszym również. Oni walczą o wolność, chronią was i wasz kraj, poświęcają swoje życia. Chcieliśmy im w ten sposób podziękować. Na szczęście ja nigdy nie musiałem się znaleźć na ich miejscu, bo kiedy naprawdę musisz wycelować i strzelić do innej istoty ludzkiej, twoje życie zmienia się na zawsze. Ci, którzy nigdy nie brali w tym udziału, nie są w stanie objąć umysłem, jakie to musi być uczucie: odebrać życie innemu mężczyźnie, kobiecie czy nawet dziecku. Coś takiego może rozpieprzyć ci psychikę do końca twoich dni. Poprzez "A Hero's Welcome" chcieliśmy wyrazić swój szacunek. Ludzie pytali: "po co wrzuciliście to na płytę?". Nasza odpowiedź brzmiała: "ponieważ to bardzo istotna część tego krążka i dzięki niemu ewolucja chaosu zatacza pełny krąg".

Wielkie dzięki za rozmowę. To była prawdziwa przyjemność.

David White: Ja też dziękuję.

Jon Torres: Dzięki i do zobaczenia na koncercie!

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Jak oceniasz obecność wielu scen na festiwalach?