zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 25 czerwca 2022

wywiad: Hey

4.06.1999  autor: Krzysztof Kowalewicz

Wykonawcy:  Kasia Nosowska - Hey (wokal), Marcin Żabiełowicz - Hey (gitara)

Debiut numer dwa. Rozmowa z Kasią Nosowską - wokalistką zespołu Hey.

strona: 1 z 1

Krzysztof Kowalewicz: Wasza debiutancka płyta "Fire" została uznana przez czytelników pisma "Tylko Rock" za najlepszą polską płytę pierwszej połowy lat 90. Jakie to uczucie dla twórcy, kiedy słyszy o tak prestiżowym wyróżnieniu i to od słuchaczy?

Kasia Nosowska: Jest mi bardzo miło, cieszę się.

Na początku lat 90. byliście najpopularniejszym polskim zespołem. Chyba trudno tworzy się z pozycji gwiazdy?

Bardzo. Pierwsza płyta nagrywana była spontanicznie, bo po prostu chcieliśmy mieć na koncie jakiś album. Dla mnie celem nadrzędnym było posiadanie w ręku namacalnego krążka, który mogłabym pokazać moim rodzicom i udowodnić, że coś jestem warta. Później był tradycyjny syndrom drugiej płyty, czyli ci, którym się wcześniej podobaliśmy, nagle zaczęli się czepiać. Dopiero od płyty "?" kolejne materiały powstawały dlatego, że chcieliśmy je nagrać, bez jakiegoś zadęcia i oczekiwania, że rzucimy świat na kolana, a właściwie nawet z intencją, że robimy to tylko i wyłącznie dla siebie.

Będąc gwiazdą mieliście coraz mniej czasu na myślenie o muzyce.

Nie zgadzam się. Organizowaniem wszystkiego zajmowali się ludzie do tego powołani. W związku z tym, że my skupiliśmy się wyłącznie na sprawach artystycznych, to kilka kwestii organizacyjnych przeszło bez naszej wiedzy i do tej pory odbija się nam niemiło.

Dużo mówiło się o waszych sporach z firmą.

Jestem osobą, która nie nosi w sobie długo urazy. Moim zdaniem nie ma sensu wracać do pewnych spraw. Faktycznie w pewnym momencie klimat pracy w PolyGramie był nie do zniesienia. Trudno nam się było porozumieć, mieliśmy inne priorytety. Teraz nagraliśmy ostatnią płytą dla tej firmy i zobaczymy co będzie dalej.

Album "Karma" był wam potrzebny, ale chyba fani niezbyt dobrze go przyjęli?

A od ilu egzemplarzy można mówić o dobrym przyjęciu słuchaczy?

Trudno podać jakąś konkretną liczbę. Jednak zgodzisz się, że sprzedaż jest pewnym odzwierciedleniem poziomu nagrań.

Tylko Budka Suflera sprzedaje teraz setki tysięcy płyt. Reszta grup dużo słabiej daje sobie radę. Uważam, że fani, którzy interesują się dokładnie naszym zespołem, lubią ten album. My też go lubimy. Natomiast faktycznie nie było rynkowego szału.

Po wydaniu "Karmy" mieliście koncertową przerwę?

Graliśmy pojedyncze imprezy klubowe w miastach, do których do tej pory nie trafiliśmy. Praktycznie przez cały czas do momentu wydania najnowszej płyty coś robiliśmy. To nie jest tak, że przeszliśmy fazę jakiejś hibernacji. Po prostu w ostatnim czasie niezbyt nachalnie dawaliśmy o sobie znać w mediach.

Nie było takich chwil, że chcieliście od siebie odpocząć?

Były. Kiedy tylko istniała taka możliwość, spędzaliśmy czas osobno. W pewnym momencie nasze drogi nawet trochę zaczęły się rozchodzić. W tej chwili atmosfera w zespole jest super. Bardzo dobrze nam się artystycznie współpracuje i nawet prywatnie spędzamy z sobą bardzo dużo czasu.

Po przesłuchaniu najnowszego materiału, zatytułowanego po prostu "Hey", można stwierdzić, że znów gracie w ramach tego, co na początku w waszej muzyce było najlepsze. Właśnie taki Hey lubiłem zawsze najbardziej.

My też bardzo lubimy tę płytę. Pracowało nam się w bardzo przyjemniej atmosferze, jakoś zupełnie inaczej niż wcześniej to miało miejsce.

Najnowsza płyta zatytułowana jest nazwą grupy. Najczęściej taki zabieg stosuje się w przypadku debiutu. Czy należy zatem rozumieć, że jakby zaczynacie od nowa?

W jakimś sensie debiutujemy po raz drugi. Biorąc pod uwagę, że okoliczności powstawania tej płyty były absolutnie wyjątkowe, można stwierdzić, że się odrodziliśmy.

Czy tę sesję nagraniową możnaby jakoś szczególnie wyróżnić?

Tak. Po pierwsze, była bardzo krótka. Całą płytę nagraliśmy w trzy tygodnie, czyli tempo pracy było rekordowe. Poza tym, po raz pierwszy w historii zespołu Hey, album powstawał przy udziale całego zespołu. Nawet niektóre partie wokalne opracowywaliśmy wspólnie.

Przeważnie, z nagranych podczas sesji kilkunastu utworów, wybiera się dopiero część na album. Jak ta proporcja wyglądała w waszym przypadku?

Nagraliśmy 13 piosenek, ale na płytę wszedł o jeden numer mniej. Przez ostatnie dwa lata napisaliśmy bardzo dużo rzeczy, ale w momencie, kiedy zdecydowaliśmy się już wejść do studia, wybraliśmy najlepsze.

Czy to, że na płycie są tylko polskie teksty, było świadomym wyborem, czy wynikło przypadkiem?

Tak sobie przyjęliśmy.

Pytam dlatego, bo czytałem jakiś czas temu, że były ostre plany promowania Hey na Zachodzie.

Miało być o nas głośno w ogóle na całym świecie, tak nam przynajmniej mówiono, ale jakoś wszystko się rozeszło.

Miała zostać nawet skompilowana anglojęzyczna płyta z najlepszymi utworami z waszych dotychczasowych albumów.

Ona została przygotowana. Teraz leży w magazynie i pokrywa się kurzem.

Jak motywuje to firma?

Nie znam szczegółów. Wszystko przygotowaliśmy w bardzo szybkim tempie. Kosztowało nas to dużo siły i energii. My wywiązaliśmy się z naszej części umowy, natomiast o resztę należy pytać PolyGram.

Nie jest wam przykro, że ten materiał leżakuje? Dzisiaj nie praktykuje się już raczej trzymania nagranych płyt w fabrycznych magazynach.

Byłoby fajnie sprawdzić, jak nasza muzyka jest odbierana przez ludzi, którzy żyją w innym klimacie, w innych realiach. Z drugiej strony myślę, że nad nami, tak jak nad każdym człowiekiem, ktoś czuwa i jeżeli pewne rzeczy nie dochodzą do skutku, to znaczy, że jesteśmy w jakiś sensie chronieni przed sytuacjami, które nie byłyby dla nas dobre.

Zawsze na kolejnych płytach Hey pojawiają się jakieś starsze kompozycje. Tym razem sięgnęliście po utwór "Czas spełnienia" dawnej grupy gitarzysty Piotra Banacha - Grass.

Piotrek, czasami jak się do niego wpada na herbatkę, to puszcza jakieś starsze rzeczy. Kiedyś usłyszałam u niego tę piosenkę, spodobała mi się i uznaliśmy, że ją zrobimy.

Wybór "To, co czujesz" Brygady Kryzys można uznać za oczywisty, bo to bardzo dobra, chwytliwa piosenka.

Na pewno. W ogóle wszystkie rzeczy, które powstawały przy udziale Tomka Lipińskiego (lidera Brygady Kryzys - przyp. kk) są śliczne. Banach uważa "To, co czujesz" za jedną z najlepszych kompozycji na świecie i to on namówił nas do jej nagrania.

Baliście się zdecydowanie zmienić oryginał?

To, że nasza wersja jest w miarę podobna, jest spowodowane tym, że oryginał bliski jest doskonałości.

Fani zespołu, którzy zaczynali razem z wami, przez te kilka lat zdążyli już trochę wyrosnąć.

Zauważyłam, że ci, którzy zaczynali równo z nami, nadal przychodzą na koncerty. Jednak pierwsze trzy rzędy na każdym występie opanowane są przez nastoletnią młodzież.

Pamiętam, że tuż po premierze debiutu, fani zarzucili cię listami, a w trakcie koncertów tonęłaś w maskotkach. Czy ta fala zainteresowania twoją osobą nieco opadła?

Nadal jest grupa osób mocno egzaltowanych i interesujących się nami namiętnie. Reszta słuchaczy zaakceptowała moje prawo do prywatności. Za każdym razem powtarzam młodym ludziom, że zawsze krępowała mnie sytuacja, gdzie występuję w roli swoistego guru, bo sama potrzebuję kogoś, kto mnie poprowadzi przez życie.

Dla "Gazety" (gdzie początkowo ukazał się niniejszy materiał, teraz również dla www.rockmetal.pl) Marcin Żabiełowicz, gitarzysta zespołu Hey:

Nasza grupa może istnieć tylko i wyłącznie w tej konfiguracji. Nie wyobrażam sobie, że ktoś nowy mógł się pojawić w zespole. Doskonale się wspólnie uzupełniamy. Jeżeli odeszłaby chociażby tylko jedna osoba, Hey przestanie istnieć. Oczywiście dochodzi między nami do sporów, szczególnie podczas tworzenia. Zawsze jest tak, że część osób się zgadza, inna nie. Jednak wszyscy jesteśmy dorośli. Różnica zdań nie powoduje, że się do siebie nie odzywamy czy też na siebie krzyczymy, tylko po prostu wyjaśniamy sobie pewne sprawy na spokojnie.

Jeśli chodzi o nową płytę, to chcemy, żeby przede wszystkim trafiła do ludzi, którzy faktycznie słuchają muzyki, żeby im się spodobała, bo to jest największy komplement dla twórcy. Trudno powiedzieć, czy będziemy tak popularni jak kiedyś. Niejako sami na własne życzenie wycofaliśmy się ze szczytu i teraz głupio byłoby mówić, że chcemy na niego wrócić.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

- Hey

Jak oceniasz obecność wielu scen na festiwalach?