zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 18 czerwca 2019

wywiad: Marillion

15.10.2009  autor: tjarb

Wykonawca:  Steve Hogarth - Marillion (wokal)

Podczas krakowskiego koncertu Steve'a Hogartha w czerwcu 2009 roku miałem przyjemność zamienić z artystą parę słów, jak zresztą każdy, kto tylko tego zapragnął. Umówiliśmy się wówczas na później na krótki wywiad. Idealną okazją do rozmowy było ukazanie się nowego albumu Marillion - "Less Is More". Przeczytajcie, co Steve miał do powiedzenia na temat płyty oraz swoich ostatnich koncertów w naszym kraju.

strona: 1 z 1

Steve Hogarth w klubie "Palladium" w Warszawie, fot. Lazarroni
Steve Hogarth w klubie "Palladium" w Warszawie, fot. Lazarroni

2 października 2009 roku ukazał się wasz akustyczny album "Less Is More". Co cenisz w nim najbardziej? Czemu warto go kupić? Oczywiście poza tym, że to kolejny kawałek znakomitej muzyki od najlepszej grupy na świecie?

Warto go kupić, bo jest piękny. Jestem naprawdę zadowolony z tych nowych interpretacji naszych piosenek - dźwiękowo, muzycznie, duchowo i jako eksperyment. Bardzo cieszy mnie to, jak brzmi wokal. Przy takich aranżacjach było wystarczająco miejsca na wszystkie wokalne niuanse. Czasem to bywa frustrujące, gdy są zagłuszane przez rock'n'rollową ścianę dźwięku. Mam na myśli to, że ok - gramy rocka, ale wiesz, takiego dla wrażliwców, każdy z nas chce przemycić w tej muzyce coś od siebie.

Czyj to był pomysł? Twoja ostatnia trasa "H Natural" miała z tym coś wspólnego?

Tak, częściowo chodziło o trasę, ale też o nasz szacunek dla muzyki minimalistycznej - chcieliśmy sami dla odmiany zrobić coś w tym stylu. Pete, Steve i ja też dawaliśmy akustyczne koncerty i bardzo nam się podobały. Poza tym dzięki temu mogłem zrobić sobie przerwę od pisania nowych tekstów do piosenek, a to zawsze napawa mnie grozą.

W jaki sposób wybieraliście piosenki na ten album? Ludzie oczekiwali czegoś w stylu "hej, posłuchajcie naszych największych przebojów unplugged", a wy poszliście w zupełnie innym kierunku.

No cóż, nas raczej trudno posądzić o nagrywanie przebojów. Muzyczne eksperymenty są dla nas bardziej zajmujące, niż ewentualne profity. Kiedy wchodziliśmy do studia, chcieliśmy po prostu rozebrać piosenki aż do kości, potem pozamieniać je i nie dodawać do nich więcej ciała, niż jest to absolutnie konieczne, aby wróciły do życia i były zdrowe. Każdy z nas zasugerował jedną czy dwie piosenki i wtedy bawiliśmy się nimi i szukaliśmy w nich czegoś szczególnego, co wyzwoliłoby w nas nowe pomysły. Jeśli to nie działało, przechodziliśmy po prostu do kolejnego kawałka.

Jak porównałbyś ten album z koncertową płytą "Unplugged at the Walls"?

Piosenki na "Walls" zaaranżowaliśmy w ciągu paru popołudni podczas miksowania "Radiation". "Less Is More" poświęciliśmy o wiele więcej czasu i uwagi, więc jest to znacznie bardziej wyrafinowany materiał.

Członkowie grupy musieli się nauczyć na potrzeby nowego krążka gry na wielu nowych instrumentach. A czego ty się nauczyłeś przez ten czas?

Nauczyłem się grać na cymbałach. Od zawsze chciałem tego spróbować.

Chciałbym ci podziękować za wspaniały koncert w Krakowie. To był jeden z najlepszych, jakie widziałem, a ze względu na pewne niezwykłe wydarzenia, zdecydowanie jeden z tych najbardziej wartych zapamiętania. Jak ty go wspominasz?

Sprzęt zaczął szwankować, aż w końcu padł i zobaczyłem dym unoszący się znad konsolety. Domyśliłem się, że to koniec imprezy. Była dopiero jakaś połowa koncertu, kiedy się to wszystko wydarzyło. Skończyło się tak, że siadłem na brzegu sceny i rozmawiałem jakiś czas ze słuchaczami. Kiedy ostatecznie nie udało się naprawić sprzętu, wróciłem do fortepianu i zagrałem jeszcze kilka piosenek bez mikrofonu, starając się śpiewać jak najgłośniej potrafiłem, a wszyscy podeszli pod scenę, żeby lepiej słyszeć i śpiewać ze mną. To była piękna, niepowtarzalna noc.

Często zdarzają ci się takie sytuacje? Bo wydawałeś się wtedy bardzo pewny siebie Poza tym na swojej stronie napisałeś, że cieszysz się z tego wydarzenia. Co zabawne, wielu ludzi to samo mówiło po koncercie, że dzięki temu bawili się lepiej.

Przez lata śpiewania z Marillion wydarzyły się chyba wszystkie możliwe usterki techniczne, więc nauczyłem się po prostu zmieniać wtedy kierunek, ale cały czas iść naprzód. Pamiętam, jak pewnego dnia w Barcelonie w głównym pomieszczeniu ze sprzętem wybuchł prawdziwy pożar. Zamiast normalnego koncertu, zagraliśmy unplugged. Czasami właśnie takie rzeczy sprawiają, że dany koncert naprawdę się zapamiętuje.

Trasa "H Natural" była niezwykłym doświadczeniem. Pozwalałeś fanom angażować się w koncerty znacznie bardziej, niż ma to normalnie miejsce. Wybierali nawet piosenki, które grałeś danego wieczoru. Co cię do tego zainspirowało?

W Marillion to zawsze było bardzo sformalizowane. Jeśli chciałem wprowadzić do setlisty jakąś inną piosenkę, pozostali muzycy patrzeli na mnie tak, jakbym prosił ich o coś niemożliwego do wykonania. Ten brak spontaniczności bardzo mi dokuczał. Teraz jest pod tym względem lepiej, bo przez lata wszyscy się rozluźniliśmy, ale wciąż zmiana planów w trakcie koncertów byłaby dla nas dużą sprawą. Dlatego tak lubię swoje solowe występy. Mogę spróbować na scenie dosłownie wszystkiego i sam nigdy nie wiem, jak to się potoczy, bo spory wpływ na koncerty ma publiczność. Gram sporo piosenek bardzo odmiennych od siebie artystów, takich jak Elvis, Kraftwerk, David Bowie, Paul Simon, Kate Bush czy The Beatles, którzy mieli jakiś wpływ na moje życie lub moją muzyczną wrażliwość. Poza tym gram piosenki, których zażyczą sobie fani, o ile tylko potrafię.

Co w trasie "H Natural" podobało ci się najbardziej? Jak ją wspominasz po tych paru miesiącach?

To zabrzmi głupio po ostatniej odpowiedzi, ale najlepsze było to, że mogłem być totalnym samolubem, jeśli chodzi o to, co gram. Taka całkowita kontrola potrafi być bardzo odświeżająca po latach grania w grupie, zespołowo. Z drugiej strony, jak dostajesz tyle wolności, to możesz zrobić sobie krzywdę. To wspaniała sprawa wejść na scenę nie wiedząc, co za chwilę się stanie, ale to potrafi również budzić strach, tremę. Zazwyczaj spisuję sobie jakąś setlistę, po prostu żeby poczuć się bezpiecznie, ale jeszcze nigdy się jej nie trzymałem - największy wpływ na koncerty zawsze miała publiczność.

Czułeś, że ludzie znają i lubią piosenki z twoich solowych albumów? Czułeś, że przyszli spotkać się z tobą, czy po prostu posłuchać "głosu Marillion"?

Nie jestem tylko "głosem Marillion". Piszę też teksty i jestem bardzo zaangażowany w pisanie muzyki i aranżacje, więc trudno mi wyczuć tę różnicę, gdzie kończy się Marillion, a zaczyna H. To jest dla mnie bardzo zamazane i myślę, że podobnie postrzegają to słuchacze. Prawdopodobnie połowa publiczności przychodziła, aby zobaczyć mnie, a druga dla "głosu Marillion". Tak naprawdę z mojego punktu widzenia nie ma to większego znaczenia, bo i tak ostateczny wybór piosenek należy do mnie. Jeśli chcę, mogę wykonać coś z repertuaru Psychedelic Furs albo Radiohead, a potem coś z Marillion lub piosenki z "Ice Cream Genius". Myślę, że publiczność może odkryć coś więcej na temat Steve'a Hogartha - jego osoby i ducha - podczas koncertu "H Natural", niż na zwykłym występie Marillion, bo jestem wówczas całkowicie nagi i dostępny dla wszystkich. Zachęcam ludzi do zadawania mi pytań albo rozmowy ze mną.

Czy Twoje koncerty w Europie Zachodniej wyglądają inaczej, niż w Polsce? Głównie chodzi mi o to, że Polacy nie mówią po angielsku tak biegle, więc nie są tak otwarci i nie mówią tak wiele, jakby chcieli.

Tak, polscy fani są świetni, ale ta bariera językowa jest wyczuwalna. Dlatego na przykład nie czytałem tyle ze swoich pamiętników, bo czułem, że nie wszyscy będą mnie dobrze rozumieć albo szybko stracą zainteresowanie. Koncentrowałem się głównie na muzyce.

Pytanie na koniec. Kiedy możemy się spodziewać waszej następnej wizyty? W rozpisce "Less Is More Tour" nie ma naszego kraju...

To ogromna szkoda, bo ta trasa będzie się znacznie różnić od poprzednich. To będzie coś bardzo delikatnego, właśnie jak "H Natural". Teraz na naszych koncertach można usłyszeć nawet spadającą szpilkę, to niezbyt rock'n'rollowe. Trochę musieliśmy się do tego przyzwyczajać jako grupa, ale teraz bardzo mi się to podoba i chciałbym, żebyśmy mogli zagrać taki koncert w Polsce.

Dzięki śliczne za rozmowę.

To ja dziękuję, pozdrawiam fanów w Polsce.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Czy zdarzyło się, że ugryzł Cię kleszcz?