zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 17 grudnia 2018

wywiad: Mothernight

26.08.2007  autor: Krzysiek "kksk"

Wykonawca:  Gabriel - Mothernight (gitara basowa)

strona: 1 z 1

rockmetal.pl: Z reklamy waszej płyty można było dowiedzieć się dwóch rzeczy. Po pierwsze - gatunek muzyki grany przez was to gotycki heavy rock. Po drugie - macie w składzie Adama z Hate.

Gabriel: Nasza muzyka jest fuzją kilku gatunków i to jest naszą największą siłą. Słychać w niej sporo klasycznego, heavy-rockowego brzmienia, ale są też wpływy bardziej gotyckie i industrialne, w tym sensie, że miejscami jest dość klimatycznie. Położyliśmy nacisk na atmosferę nagrań, stronę produkcyjną. Jest sporo patentów, a numery są dość długie, transowe. To jest właśnie to odniesienie do muzyki określanej ogólnie jako "gotyk". Ale najtrafniejsze określenie naszej twórczości to heavy rock. A co z Adamem? Przyjaźnię się z nim od bardzo dawna. Kiedy on zaczynał z Hate, ja grałem w Annalist. Oba zespoły dzieliły tę samą salę prób. Potem zaprzyjaźniliśmy się bliżej i padł pomysł stworzenia kapeli heavy-rockowej z krwi i kości. Wkrótce napisaliśmy kilka pierwszych utworów. Powstała nazwa. Potem bardzo długi czas szukaliśmy odpowiednich ludzi, bo nie chcieliśmy współpracować z sesyjnymi muzykami. Mothernight miał być prawdziwym zespołem, a nie jedynie studyjnym projektem. Przed pewien czas graliśmy próby z bardziej i mniej znanymi perkusistami. Po długich poszukiwaniach udało nam się znaleźć Beritha, który dołączył na stałe do składu. Materiał na płytę powstawał etapami. Wchodziliśmy do studia, nagrywaliśmy sekcję, gitary, a ja potem produkowałem te numery. W momencie, gdy mieliśmy już cały materiał - jedenaście utworów, zaczęliśmy poszukiwania wokalisty. Ja na początku w ogóle nie wyobrażałem sobie żeńskiego wokalu w Mothernight. Wobec tego przesłuchiwaliśmy kandydatów, ale to był dramat - przychodzili na próby różni dziwni ludzie. Było parę fajnych, ciekawych postaci, ale jakoś nie dogadywaliśmy się z nimi na płaszczyźnie muzycznej i towarzyskiej. I potem Adam pomyślał kiedyś przy whisky - "może dziewczynę?". Byłem już trochę sfrustrowany i mówię mu - "no dobrze, tylko gdzie?". I właśnie przeglądając ogłoszenia na www.rockmetal.pl znaleźliśmy anons wokalistki ze Śląska. Nawiązaliśmy z nią kontakt i wkrótce otrzymaliśmy nasz numer (później znany jako "Another Chance"), z jej głosem, nagranym w warunkach domowych, na pececie. Prawie od razu uznaliśmy, że to jest to, czego szukamy i zaprosiliśmy ją na próby do Warszawy. Okazało się również, że doskonale rozumiemy się jako ludzie. Od tej pory pracowaliśmy nad ukończeniem płyty, a także nad oprawą całości. Mam tu na myśli image zespołu, zdjęcia, oprawę graficzną, mastering i tak dalej...

Jakie są wasze inspiracje muzyczne, czego słuchacie na co dzień?

Ja słucham klasycznego rocka, starych metalowych zespołów typu Megadeth, Slayer, a przede wszystkim wykonawców spod znaku nowej fali, gotyku, takich jak: Fields of The Nephilim, Sisters of Mercy, Dead Can Dance, Depeche Mode, Peter Gabriel... Nie słucham tego całego "nu tone". Lubię też klasykę, muzykę filmoweą. Ponieważ jestem producentem i realizatorem, siłą rzeczy słucham naprawdę wielu rodzajów muzyki. Adam słucha też wielu różnych rzeczy, od współczesnej klasyki poczynając, a na ekstremalnym metalu kończąc. Freya inspiruje się zespołami takimi jak Tool, A Perfect Circle, Korn, ale słucha też staroci w stylu Pink Floyd. Berith jest fanem Deep Purple, Toto...

Wiemy, że Adam gra również w Hate. A jaka jest przeszłość muzyczna reszty zespołu

Ja grałem w artrockowym Annalist, który w swoim czasie wydał cztery płyty. Graliśmy też trasę po Polsce z Marillion, także swojego czasu było dość głośno o tym zespole. Freya udzielała się w dwóch lokalnych zespołach na Śląsku. Michał błąkał się po różnych dziwnych projektach zanim trafił do nas.

Jak oddziaływują na waszą twórczość tak różnorodne doświadczenia muzyczne?

Adam ma również Hate i te dwa projekty prowadzi równolegle. Annalist się rozpadł, także ja jestem osobiście zaangażowany tylko w Mothernight. Jedynym równoległym zespołem jest więc Hate. Adam ma natomiast na tyle szeroki światopogląd, że doskonale wie, co chce zrobić z Hate i co chce zrobić z Mothernight, także naprawdę nie ma z tym żadnych problemów.

Historię zespołu mniej więcej już znamy. Skąd się wzięła jego nazwa - Mothernight? Słyszałem o dwóch znaczeniach...

Tak naprawdę nazwę zaproponował Adam zainspirowany książką Kurta Vonneguta pod tym samym tytułem ("Matka Noc" - red.). To powieść wojenna o nazistowskim propagandyście, który pozornie będąc "potworem", jest w istocie zupełnie normalnym człowiekiem. Dualizm tej postaci nas bardzo zainspirował. To jest więc pierwsze znaczenie. Drugie - Mothernight to mistyczna postać, która stanowi schronienie dla wszystkich zaginionych dusz, upadłych aniołów. Jest to legenda oparta na micie Nefilim, a Mothernight jest wymyśloną przez nas kontynuacją tej legendy. Ale tak naprawdę ma to odniesienie do nas samych, w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu. Wiadomo, że w każdym człowieku jest dużo dobra, ale jest też dużo zła.

Kto w zespole odpowiedzialny jest za teksty?

Teksty pisze Freya, Adam i ja. Część tych tekstów piszemy z osobna, czasem je jakoś łączymy. Jest to zgłębianie samych siebie i ciemniejszej strony nas samych, do której rzadko świadomie się przyznajemy.

Wasze teksty są raczej dosyć smutne, mroczne. W jakim stopniu nawiązują do genezy waszej nazwy, o której wspominałeś?

Tak jak mówiłem - Mothernight to jest uosobienie naszej ciemniejszej strony, której najczęściej nie pokazujemy i której tak naprawdę nie zgłębiamy. Wiadomo, że można napisać piosenkę o miłości, takie klasyczne rzeczy, natomiast mało kto zgłębia swą "drugą naturę", tą stronę często niedostępną dla świadomości. Większość tekstów jest o nas, o ludziach których spotykaliśmy, właśnie spoglądając z tej mroczniejszej strony.

A kto jest odpowiedzialny za muzykę?

To była ścisła współpraca między mną i Adamem. Obaj proponowaliśmy jakieś riffy, aranżacje. Następnie nagrywaliśmy je i udoskonalaliśmy. Kiedy byliśmy już pewni ostatecznej formy, wchodziliśmy do studia i nagrywaliśmy całość. Potem ja siedziałem nad samą produkcją, czyli dodawałem jakieś elementy industrialne i elektroniczne. Tak powstał podkład, pod który Freya ułożyła później linie melodyczne.

Czyli utwory powstały w momencie, kiedy tak naprawdę nie mieliście jeszcze wokalistki?

Dokładnie. Freya świetnie się w to wpasowała, bo to co ona wymyślała, to w 90% było to, co sobie wyobrażaliśmy.

Jak doszło do podpisania kontraktu z hiszpańską Locomotive Records?

Od razu, w założeniu, chcieliśmy ten materiał wydać za granicą. Było oczywistym dla nas, że będzie to płyta anglojęzyczna, przeznaczona na "szerokie wody". W momencie, gdy materiał był ukończony, mieliśmy już gotową stronę, prezentację multimedialną i kontakty do większości wytwórni na całym świecie. Wysyłaliśmy do nich foldery prezentujące nasze dokonania. Dostaliśmy sześć czy siedem odpowiedzi, a z nich wybraliśmy Locomotive.

Wiem, że nagraliście teledysk...

Tak. Powstał clip do utworu "Another Chance?". Teledysk nakręciliśmy we współpracy z firmą Inbormedia. Można go obejrzeć w wielu portalach internetowych, a także w niektórych stacjach telewizyjnych. Został on też wysłany do Europy i do Stanów, więc pojawił się również tam. Na stronie można też zobaczyć "making of" - dokument z planu tego teledysku. Jest jeszcze niskobudżetowy clip do utworu "Shadowsblack", który nakręciliśmy jeszcze przed podpisaniem kontraktu z Locomotive.

Gdzie nagrywaliście płytę i z kim?

Płytę nagrywaliśmy po części w Efekturze, a po części w studio Hard w Warszawie. Realizacją płyty zająłem się osobiście.

Wybiegając trochę w przyszłość, to czy myślicie już o następnej płycie? Jak będzie wyglądał jej proces komponowania, bo przecież teraz macie już wokalistkę?

Już zaczęliśmy pracować nad następnym materiałem. Cały czas robimy z Adamem i Berithem podkłady, a Freya przychodzi na próby, podsłuchuje, coś tam sobie nagrywa, podśpiewuje... Myślę, że teraz będziemy to robić bardziej razem, w ekipie, jednak proces będzie wyglądał podobnie. Najpierw powstaną podkłady, a potem popracujemy nad warstwą tekstową i liniami wokalnymi. To się sprawdza w naszym przypadku.

Rozumiem, że jesteście zainteresowani kontynuacją współpracy z Locomotive?

Mamy podpisany kontrakt licencyjny na obecną płytę, z opcją na kolejną. Jeśli spodoba im się nasz następny materiał i współpraca będzie układała się dobrze, to nie widzę przeszkód, aby kontynuować tę współpracę.

Czy graliście już jakieś koncerty?

Koncertów jeszcze nie było, ale są w najbliższych planach. W Polsce są już organizowane, a nasza wytwórnia zobligowała się do tego, że zorganizuje nam trasę po Europie.

Właśnie miałem zapytać, czy to będą pojedyncze koncerty, czy cała trasa...

Na początku będą to raczej pojedyncze koncerty. Natomiast jeśli chodzi o Europę, to myślę, że zostaniemy podłączeni do kogoś i będzie to jakaś dłuższa trasa. Konkretów jeszcze nie znamy. Chcielibyśmy zagrać z jakimś uznanym zespołem, któremu można by było odebrać publiczność, przekonać ich do nas. No i na pewno chcielibyśmy pograć koncerty przed wydaniem kolejnej płyty.

A kto się zajął tymi wszystkimi organizacyjnymi szczegółami związanymi z pierwszą płytą, na przykład projektem okładki?

Wszystko robiliśmy sami. Oczywiście przy pomocy naszych przyjaciół i znajomych, ale cała koncepcja od początku do końca jest wymyślona przez nas.

Wspominałeś o masteringu...

Chcieliśmy, żeby płyta brzmiała naprawdę dobrze, a wiadomo, że mastering potrafi naprawdę wszystko zawalić. Pierwszy master robiliśmy u Toma Meyera w Niemczech. Zrobił on dwa numery, ale nie byliśmy zadowoleni. Później masteringi robili Jacek Gawłowski i Grzesiek Piwkowski, ale ich wersje również znacznie odbiegały od naszej wizji. Także ostatecznie mastering, który znalazł się na płycie, jest autorstwa mojego i Piotrka Boguckiego, który zrobiliśmy razem w Efekturze.

Druga płyta też będzie produkowana przez Ciebie?

Na pewno. Przeze mnie i tak naprawdę przez cały zespół.

Czyli proces produkcji drugiej płyty będzie identyczny, jak pierwszej. Czy stylistycznie będzie również podobnie?

Jeszcze nie wiadomo, ale z pewnością będzie to zdecydowany rozwój.

Ostatnim numerem na płycie jest cover Shakespeares Sister "Hello". Kto go wybrał i dlaczego?

Ten cover tak naprawdę wybrałem ja, pod wpływem emocji, o których nie chciałbym tutaj opowiadać. Cover jest o tyle fajny, że numer był bardzo znany swojego czasu, natomiast ma coś w sobie takiego, że nie jest kojarzony z wykonawcą. Włączasz go i mówisz "znam to", ale nie wiesz, kto to gra. Poza tym jest to kawałek z lat 80., a wtedy powstawały naprawdę świetne numery. Nie chcieliśmy robić coveru bardzo znanego utworu lub piosenki jakiegoś bardzo znanego artysty. W oryginale ten numer nie jest ani rockowy, ani metalowy.

A myślicie o coverze na drugą płytę?

Na razie robimy nowy materiał, mamy wstępnie zrobione trzy numery. Myślimy też o wydaniu w niedługim czasie mini LP, powiedzmy z czterema, pięcioma numerami, gdzie znajdą się dwa nowe utwory, może cover, jakiś remiks z pierwszej płyty. Ale to jest tylko wstępny pomysł i jeszcze nie wiemy, jak się wytwórnia do tego odniesie. Na pewno warto, bo to jest nowa płyta, którą znowu można promować. Jeśli dojdzie do wydania tego mini, to chcielibyśmy, aby to było jakoś na początku przyszłego roku.

A nie myśleliście, żeby dla próby nagrać chociaż jeden kawałek po polsku?

Nie, w ogóle nie przemknęła nam nawet przez głowy taka myśl. Mothernight ma być od podstaw zespołem na rynek europejski i światowy, w tym oczywiście również na polski. Polski metal jest szanowany na całym świecie, bo przecież mamy parę naprawdę wielkich gwiazd.

Gdzie poza Polską dokładnie wydany został Wasz debiut i czy jest już jakiś odzew na to wydawnictwo?

Płyta jest dostępna w wielu rejonach świata: Europa, USA, Kanada. Jest też dystrybucja na Amerykę Południową. Wiem, że jest w Japonii, Australii, także Korei... Sądzę, że na odzew jeszcze trochę za wcześnie, bo płyta jest na rynku dopiero trzy miesiące. Natomiast najlepiej zostaliśmy przyjęci chyba w Niemczech i w Stanach, nawet biorąc pod uwagę same recenzje, które można znaleźć na naszej stronie i w ogóle w Internecie. Widziałem również recenzje z Francji, z Włoch, Belgii, Holandii, Węgier, Grecji. Trudno powiedzieć, gdzie jesteśmy odbierani najlepiej, bo pozytywnych recenzji jest naprawdę sporo.

Do jakich fanów chcielibyście trafić ze swoją płytą?

Na pewno nie powinno się dzielić rynku na rynek polski i rynek zachodni. Tak naprawdę chcielibyśmy kierować naszą muzykę do ludzi troszkę już dojrzałych, którzy już coś przeżyli i szukają w muzyce czegoś głębokiego i prawdziwego. Aczkolwiek chcielibyśmy też uświadomić jak najwięcej młodych ludzi, żeby rozszerzyli swoje spojrzenie, żeby nie słuchali tylko tej polskiej fatalnej pseudo-rockowej papki, która obecnie jest popularna i dla której chcemy być alternatywą.

A upraszczając, chcielibyście być bardziej słuchani przez publiczność metalową, rockową, gotycką?

Ja myślę, że każda z tych publiczności znalazłaby w naszej muzyce coś dla siebie. Chodzi przede wszystkim o słuchacza dojrzałego, który w muzyce czegoś poszukuje.

Takich też słuchaczy wam życzę. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Czy w Twoim domu wiszą na ścianach plakaty związane z muzyką?