zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 12 kwietnia 2021

wywiad: O.N.A.

3.09.2002  autorzy: Trysteria, Marcin Dobrzyniecki

Wykonawca:  Grzegorz Skawiński - O.N.A. (gitara)

Grzegorza Skawińskiego, który z gitarą rzadko kiedy się rozstaje, przed koncertem zespołu o wiele mówiącej nazwie O.N.A. zagadywali w garderobie Marcin Dobrzyniecki i Małgorzata Korch.

strona: 1 z 1

Marcin Dobrzyniecki: Jak publiczność odbierała waszą muzykę podczas koncertów w Londynie i Stanach Zjednoczonych?

Grzegorz Skawiński: Bardzo spontanicznie. Szczególnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie było dosyć dużo publiczności. W Londynie był to koncert zamknięty, dla przedstawicieli wytwórni płytowej plus paru zaproszonych gości, ale przyjęcie też było gorące. W Nowym Jorku było koło 900 osób, w New Jersey było jeszcze więcej, ponad 1000. Znają nasze utwory doskonale. Po prostu świetna reakcja. Taka, jaką mamy na dobrych koncertach tutaj w Polsce. Ale dla nas akurat te koncerty miały znaczenie zupełnie innego rodzaju. Nawet nie tyle chodziło o publiczność, co po prostu o to, żeby zagrać przed przedstawicielami SONY Europa i SONY Ameryka. Bo oni tutaj do nas raczej nie przyjadą, nie pofatygują się. Więc myśmy musieli tam pojechać. Myślę, że pokaz wypadł dosyć dobrze, bo opinie po obu koncertach są bardzo pozytywne. Niewykluczone, że coś z tego będzie dalej.

Małgorzata Korch: Właśnie, w związku z tym co dalej z promocją zagraniczną O.N.A.? Czy płyta "Mrok" ma szansę ukazać się na Zachodzie?

Jeśli ukaże się jakaś płyta, to nie będzie to już płyta "Mrok", tylko będzie to następny album zespołu. Wydaje mi się, że jest to troszeczkę inne podejście. Niewykluczone, że w ogóle będziemy miksować to gdzie indziej, nie w Polsce. Więc jest taki pomysł, że następna płyta będzie tym projektem robionym już nie tylko na rynek polski, ale z myślą o innych krajach też. Najprawdopodobniej zostanie od razu przygotowana w dwóch wersjach językowych, po polsku i po angielsku.

M.K.: A skoro, jak powiedziałeś, zdecydujecie się być może na miks materiału poza granicami kraju, czy zgodzisz się z opinią niektórych rodzimych muzyków, że owszem, nagrywać płyty można w Polsce, natomiast miksować i masterować raczej za granicą?

Tak, zgadzam się. Jestem stuprocentowo tego zdania. Uważam, że tu można nagrać materiał, ale myślę, że w sensie miksów i masteru Zachód nas tak po prostu wyprzedził daleko, że pewnie tak zrobimy. Zresztą już podejmowaliśmy próby miksowania "Mroku" w Szwecji przez Stefana Glaumanna, który miksuje Rammstein i Clawfinger. No, niestety, trochę nas cena przerosła. W związku z tym, że płyta "Mrok" była przewidziana tylko na rynek polski, wytwórnia nasza nie zdecydowała się, żeby zapłacić te ogromne pieniądze za miks, no i zmiksowaliśmy ją tutaj, w Polsce.

M.D.: Jak się sprawdza twoja nowa, siedmiostrunowa gitara Flame Mayones? Czy używasz jej często na koncertach?

Bardzo dobrze się sprawdza. Gram na niej często. Używam kilku gitar siedmiostrunowych: Music Mana John Petrucci - model siedmiostrunowy, Washburna, Customa też. No, ale przede wszystkim, jak gram utwory siedmiostrunowe, gram właśnie na gitarze Flame, która jest zrobiona według moich koncepcji. Jest instrumentem zaprojektowanym przeze mnie i przez pracowników firmy Flame właśnie.

M.D.: Która z twoich gitar najlepiej brzmi podczas koncertów, a która w nagraniach studyjnych?

Nie robię takich rozróżnień. Mam wiele gitar i nawet nie ma takiej możliwości, żeby je wszystkie wykorzystać podczas koncertu live. Wydaje mi się, że na live przede wszystkim gitary, które grają bardzo dynamicznie, nie niuansami. W studiu to już można się pobawić w wyszukiwanie bardzo wysublimowanych, szczególnych brzmień. Natomiast na żywo, generalnie, wydaje mi się, że w wypadku kapeli rockowej liczy się "power". W związku z tym wygrywają te instrumenty, które dynamicznie i ostro grają.

M.K.: Gracie co roku olbrzymią ilość koncertów. Jak się odnosicie do ewentualnego wydawnictwa live z waszymi utworami. Podobno rejestrowany był koncert w Brzeźnie trzy lata temu. Co się stało z tym materiałem?

Nie rejestrowaliśmy żadnego materiału live z myślą wydania go na płycie. Na razie nie mamy jeszcze w ogóle takiego zamiaru. Bo dla nas płyta koncertowa jest czymś w rodzaju "zapchajdziury" czasu między innymi płytami, nowym materiałem. Myślę, że ciągle jeszcze jakoś tak zwlekamy z tym momentem, żeby wydać płytę koncertową. Aczkolwiek nie jest to wykluczone, bo nie ukrywam tutaj, że wydaje nam się, iż jesteśmy niezłym zespołem koncertowym i na pewno nie byłoby obciachu, gdybyśmy taką płytę live po prostu nagrali. Więc być może coś takiego się stanie. Ale teraz myślimy o następnym albumie studyjnym, który ewentualnie poszedłby do promocji na Zachodzie. To jest dużo poważniejszy problem dla nas i zadanie, wyzwanie, niż np. zrobienie płyty koncertowej, które, powiedzmy sobie szczerze, specjalnie nie wymaga niczego. Trzeba mieć tylko wóz transmisyjny, parę mikrofonów, magnetofon, zarejestrować kilka koncertów i potem wydać jakieś najlepsze fragmenty z tychże.

M.K.: Teraz powrót do przeszłości. Na albumie "Modlishka" jest taki utwór, który doczekał się aż czterech wersji, m.in. hiszpańskojęzycznej "Vete Mejor Es Asi". Mam oczywiście na myśli "Drzwi". Skąd taki pomysł w ogóle? Czy Agnieszka zna język hiszpański?...

Nie. Od razu odpowiadam. Pomysł wziął się stąd, że była to pierwsza płyta zespołu, nieznanej wokalistki. Chcieliśmy wyjść z jakimiś niekonwencjonalnymi pomysłami. Nawet mieliśmy zamiar nagrać wersję, dla jaj, rosyjską na przykład. Dlaczego nie? Albo "Drzwi" po niemiecku. Myślę, że byłoby to dosyć zabawne. Ale koncepcja ta upadła, bo nie mieliśmy autora tekstu rosyjskiego i niemieckiego. Bo te teksty, czyli po angielsku i po hiszpańsku, to przez Angielkę i przez Hiszpana zostały napisane. Także są oryginalne. Agnieszka nie zna hiszpańskiego, ale pod okiem bodajże Angela - tak ten chłopak miał na imię - nagrała całkiem poprawnie to po hiszpańsku.

M.D.: Jeśli otrzymałbyś kolejną propozycję nagrania muzyki do filmu, czy zdecydowałbyś się?

Szczerze? Nie. Spróbowałem raz. Myślę, że to nie jest chyba coś, co mnie pociąga. Jest to jakaś taka cholerna, aptekarska robota. Robi się dużo muzyki, olbrzymie fragmenty. Później w filmie zostają użyte jakieś znikome momenty z tego, co zostało zrobione, według wizji reżysera. W sumie cieszę się z tego, że ukazał się soundtrack z "Ostatnią Misją", bo tam utwory są w całości. W filmie stosunkowo mało z tego zostało wykorzystane. Nie wiem, może nie do takiego filmu powinienem pisać muzykę albo nie z tym reżyserem współpracować. Myślę, że z Wojtkiem Wójcikiem już raczej się nie spotkamy jako para twórców razem coś robiąca. On jest człowiekiem z innego pokolenia i mówiąc szczerze chyba się do końca nie rozumieliśmy. Ja proponowałem generalnie ostrą, rockową muzykę do filmu sensacyjnego, jakim była "Ostatnia Misja", on preferował bardziej orkiestrowe fragmenty i taki klasyczny wyraz. I na tym polu bardzo żeśmy się ścierali i w wielu momentach, mówiąc krótko, nie mogliśmy się dogadać. Ja miałem swoją wizję, on miał swoją. Nie wiadomo, kto tutaj miał zwyciężyć. Chyba nikt, po prostu. Ja uważałem, że dla dobra filmu jest lepiej tak, on uważał, że jest inaczej. Oczywiście ja sobie nie zakładam żadnej uprzęży ani lejców, ani uzdy, która mnie będzie odciągać. Jeśli dostanę na przykład propozycję zrobienia do filmu muzyki typowo rockowej, bez orkiestry, bez jakichś tam pierdół, czyli takiej, w której się najlepiej czuję, myślę, że nie odmówię. Ale jeśli będzie to coś, gdzie będę miał współzawodniczyć z Lorencem, z Dębskim czy z Kilarem, to jest bez sensu, to nie moja działka. Ja w ogóle w tę działkę nie chcę wchodzić, bo moja siła w niej nie tkwi.

M.D.: Kiedyś wspominałeś o nagraniu O.N.A. z orkiestrą symfoniczną, podobnie jak zrobiła to Metallica. Czy masz w ogóle tego typu propozycje?

Były takie propozycje, ale my, właśnie z tego względu, że Metallica to już robiła, zrobiło to jeszcze kilka innych zespołów, i Scorpions, i ktoś tam jeszcze, nie chcemy powielać tego pomysłu. Zresztą uważamy, że jest to jakby zmiękczanie tego, co gramy, odbieranie temu mocy, próba zrobienia nas jakoś bardziej lirycznie. Dostaliśmy propozycję zrobienia koncertu unplugged dla MTV. Z nowym materiałem. Więc nie wiem, może też i z udziałem orkiestry albo kwartetu smyczkowego. Ale to nie na zasadzie koncert O.N.A. plus orkiestra, tylko jakieś zupełnie inne, odlotowe wersje materiału. Rzecz jest w fazie negocjacji. Jeszcze się zastanawiamy, bo nie wiemy, czy do tego podejść. Ponieważ, jeśli podejdziemy, to będziemy chcieli zrobić z tego płytę. A jak będziemy chcieli zrobić płytę, to z kolei oddali się w czasie premiera następnego studyjnego albumu zespołu, a tego byśmy raczej nie chcieli, więc zdecydujemy za jakiś czas dopiero, co zrobić. Jeszcze w tej chwili nie mogę wam odpowiedzieć, czy taki koncert unplugged dla MTV zagramy.

M.K.: Czy w przyszłości będziecie jeszcze kiedyś chcieli wydać album z remiksami własnych utworów, podobnie jak to było w przypadku reT.R.I.P. Moją uwagę zwróciły zwłaszcza remiksy Laibach. A propos, oglądając ich niedawno na żywo, miałam okazję przekonać się, jak bardzo lubią grać covery. Czy spodobałoby się wam, gdybyście usłyszeli na ich koncercie "To Naprawdę Już Koniec"?

Dlaczego nie. Wersję, którą przedstawili, nazwałbym w ogóle wersją paniczną. Po prostu jakaś klaustrofobia i panika wyziera z tej wersji. Wyjęty taki najbardziej dramatyczny fragment i przerobiony w jakieś spadające otchłanie. Niesamowite absolutnie. Muszę powiedzieć, że remiksy Laibach mnie przygwoździły muzycznie. Wydaje mi się, że w Polsce ciągle jeszcze wielu ludzi nie rozumie idei tego. Bo niektórzy nam wmawiali, że to jest nasza muzyka i jakoś tak to pojmowali, że to niby myśmy to nagrali w ogóle. I padało pytanie: "Czy pójdziecie w kierunku remiksów?" My na to: "W jakim kierunku, jakich remiksów? O czym pani, pan mówi?" (śmiech). To jest jakaś tam wizja. Daliśmy ludziom do zrobienia i uważam, że właśnie te nietaneczne wersje Laibach, szczególnie, są maksiarskie. Jeśli udałoby się dać to jakimś zawodowym DJom i w ogóle super ludziom do zrobienia, dlaczego nie. Jestem za.

M.D.: Trasa koncertowa promująca wasz ostatni album "Mrok" powoli dobiega końca. Czy macie już jakieś nowe pomysły na następną płytę?

Już chyba się wypowiedziałem, przy okazji. Coś tam nam kiełkuje. Nie wiem, kiedy to się stanie. Być może najpierw będzie ten unplugged, potem będzie płyta studyjna. W każdym razie muszę przyznać, że powoli dojrzewamy do momentu zrobienia czegoś następnego. Tak naprawdę w tej chwili dopiero jakby się kończy ten "Mrok" i cała ta zadyma z nim związana. Naprawdę potrzebujemy trochę czasu, żeby emocje i wszystko opadły, jakiejś przerwy, żeby się zastanowić nad paroma rzeczami. Bo myślę, powiem tutaj nieskromnie, że po tak do przodu albumie, jakim był "Mrok" dla nas, bardzo, jak na zespół O.N.A. nowatorskim, trzeba sobie dać trochę czasu, żeby wyjść z następną fajną propozycją. Żeby to było coś też przełomowego, to sądzę, że trzeba chwilę odczekać. Na razie jesteśmy niecały rok od premiery "Mroku", więc trudno nam mówić o przyszłym albumie. My się nie płodzimy jak króliki, co rok prorok. Nie wydajemy płyt na zapotrzebowanie rynku, tylko czekamy aż sami dojrzejemy, jak to jabłko, żeby spaść.

M.K.: A jeśli chodzi o studio nagraniowe, będziecie je zmieniali, czy też, tak, jak to było w przypadku "Mroku" nagracie nowy album w Studiu S4?

Myślę, że już nie. Nigdy nie nagrywaliśmy płyty dwa razy w tym samym studiu. I tym razem na pewno będzie też inaczej. Może w studiu Radia Gdańsk, bo buduje się tutaj najlepsze studio w Polsce. Mega wyposażenie, mega konsoleta i na miejscu. Nie wypowiadam się jeszcze. Ale może okaże się, że nie musimy jechać do Warszawy, żeby nagrać coś dobrego.

Serdeczne dzięki za rozmowę.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

- O.N.A.

Ilu twórców teledysków potrafisz rozpoznać po stylu?