zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 26 kwietnia 2018

wywiad: Paradise Lost

2.01.2018  autorzy: Katarzyna "KTM" Bujas, Verghityax

Wykonawca:  Nick Holmes - Paradise Lost (wokal)

strona: 1 z 2

Paradise Lost, Kraków 9.10.2017, fot. Verghityax
Paradise Lost, Kraków 9.10.2017, fot. Verghityax

Paradise Lost to zespół, który ciągle odkrywa siebie na nowo, przeżywając obecnie już bodaj trzecią młodość. Panowie Holmes, Mackintosh, Aedy i Edmondson, powróciwszy na salony w wielkim stylu za sprawą albumu "The Plague Within", kontynuują swój zwycięski pochód na krążku, zatytułowanym "Medusa". O płycie opowiedział nam Nick Holmes - wokalista formacji - który okazał się całkiem dowcipnym rozmówcą z dużym dystansem do swojej twórczości i samego siebie. Ze szczególnym zainteresowaniem podjął temat horrorów, zdradził także, dlaczego uważa Morrisseya za swojego antyidola.

rockmetal.pl: Cześć Nick, od jakiegoś czasu przyjeżdżacie do Polski częściej. W lipcu 2017 roku zagraliście na "Metal Hammer Festival" w katowickim "Spodku" i był to chyba wasz trzeci raz w tej hali?

Nick Holmes: Tak, doskonale pamiętam to miejsce. Kiedyś rozwaliłem tu mikrofon, rzucając nim o scenę, a potem musiałem go odkupić. Tego samego wieczoru Danny Cavanagh z Anathemy przewrócił kolumnę Marshalla (śmiech).

Promujecie obecnie swój piętnasty longplay studyjny, pt. "Medusa". To stylistyczny powrót do waszych korzeni i zarazem naturalna kontynuacja "The Plague Within". W jakich okolicznościach powstał ten materiał? Zebraliście się w salce prób jak za starych czasów?

Nie komponujemy w ten sposób już od bardzo dawna, wszystko odbywa się za sprawą wymiany plików przez internet. W naszym przypadku wspólne dżemowanie nigdy nie zdawało egzaminu. Ogrywaliśmy jakiś patent, który na fali ekscytacji wydawał się dobry, a następnego dnia czuliśmy, że jest do niczego. To jak z pisaniem tekstu: lepiej najpierw przeczytać go w samotności i dopracować, zanim zaprezentuje się komuś innemu.

Paradise Lost, Ostrawa 24.10.2015, fot. Verghityax
Paradise Lost, Ostrawa 24.10.2015, fot. Verghityax

Jak wygląda twoje idealne środowisko twórcze - miejsce, w którym możesz się skupić wyłącznie na pracy?

Może to zabrzmieć dziwnie, ale znajduje się ono w mojej piwnicy. Nikt mi tam nie przeszkadza, a do tego ma świetną akustykę. Z Gregiem Mackintoshem jest tak samo. Gdy materiał jest gotowy, wchodzimy prosto do studia. Nigdy nie ćwiczymy razem przed sesją nagraniową. Jedyne próby jako zespół odbywamy przed koncertami i to zawsze na scenie. Nie widzę potrzeby zamykania się w pięciu w ciasnej klitce, w której uzyskamy zupełnie inne brzmienie. Wolę pośpiewać w domu do podkładu instrumentalnego. Zwykle nagrywam się na magnetofonie, a potem odsłuchuję i koryguję, co trzeba. Taki tryb pracy jest dla mnie o wiele bardziej produktywny. Początkujący zespół uznałby pewnie, że to bez sensu, ale po trzydziestu latach to zupełnie normalne.

Nowy album Paradise Lost nosi tytuł "Medusa". Co sprawiło, że postanowiliście sięgnąć do mitologii greckiej i nazwać płytę od imienia jednej z trzech gorgon?

Greg na to wpadł. Wydaje mi się, że zainspirował go jakiś film, choć tworzenie jednowyrazowych tytułów to u niego norma. Zwykle nadaje kawałkom tytuły robocze w stylu "Life" albo "Death". Nie chciałem jednak, by cały ten koncept pozbawiony był znaczenia, sprawdziłem więc, co kryje się za historią Meduzy. Bardzo spodobało mi się to, co przeczytałem. Trafiłem między innymi na nihilistyczny punkt widzenia, który głosi, że próba uniknięcia wzroku Meduzy to po prostu metafora. Dociera do nas straszliwa świadomość, że światem nie kieruje żaden sens ani cel, toteż staramy się spoglądać w inną stronę.

Paradise Lost, Katowice 21.07.2017, fot. Verghityax
Paradise Lost, Katowice 21.07.2017, fot. Verghityax

Okładkę zdobi wizerunek Meduzy stylizowany na starą, wyblakłą rycinę.

To robota Branca Studio. Dążymy do tego, by pod względem wizualnym albumy Paradise Lost różniły się od siebie. Gdyby zebrać je wszystkie razem, każdy będzie się odznaczać innym stylem. Jestem z tego naprawdę dumny. W przypadku "Medusy" jedyne ograniczenie wynikało ze specyfiki samej postaci - węże są jej nieodłącznym atrybutem, nie dało się tego uniknąć. Jednak zamiast na głowie, u nas gady wiją się wokół jej wizerunku.

Aspekt wizualny bez wątpienia ma duże znaczenie w przypadku płyt. Zawsze chętniej sięga się po album z ciekawą okładką niż nijaką. Wasz poprzedni longplay - "The Plague Within" - zdobi obraz wykonany przez polskiego artystę, Zbigniewa Bielaka. Spotkaliście się osobiście czy zamówiliście grafikę za pośrednictwem internetu?

Spotkałem go raz. Bardzo spodobały mi się jego prace, ale wszystkie szczegóły ustalane były za pomocą maili. A musicie wiedzieć, że załatwianie tego typu spraw przez pocztę elektroniczną to prawdziwy koszmar. Sztuka to rzecz mocno subiektywna, toteż cały proces przeciąga się zwykle w nieskończoność. Nowoczesna technologia powinna nam ułatwiać komunikację, tymczasem czyni ją bardziej skomplikowaną.

Paradise Lost, Kraków 9.10.2017, fot. Verghityax
Paradise Lost, Kraków 9.10.2017, fot. Verghityax

Pozwól, że zatrzymamy się jeszcze na chwilę przy kwestiach wizualnych. Zauważyliśmy, że na swoim koncie na Instagramie wrzucasz sporo zdjęć. Interesujesz się fotografią?

Po prostu mam dobry telefon (śmiech). A zdjęcia interesują mnie dopóki mówimy o takich w stylu "National Geographic". Nie obchodzą mnie fotki ludzi na zapleczu klubu z piwem w ręku. Na tej samej zasadzie zachwycam się pięknymi ujęciami w filmach. No i kocham symetrię (śmiech). Potwornie się irytuję, jeśli coś jest niesymetryczne.

Materiał na "Medusę" nagrany został pod okiem Jaime Gomeza Arellano, z którym przedtem zrobiliście "The Plague Within". Czy o wyborze producenta zadecydował sukces poprzedniego wydawnictwa?

Można tak powiedzieć, choć nie łamaliśmy sobie tym głowy. Byliśmy bardzo zadowoleni z rezultatu pierwszej sesji w "Orgone Studios", więc nagranie kolejnej płyty z Jaime wydawało się naturalną konsekwencją.

Podobno w studio korzystaliście z werbla należącego do Dave'a Grohla?

Tak, choć dowiedziałem się o tym po fakcie. Jaime ma tam pokój zagracony starym sprzętem, jakieś instrumenty i wzmacniacze z innej epoki (śmiech). Niezbyt się w tym orientuję, ja tylko czekam, aż mi każą iść śpiewać (śmiech). Jestem pewien, że to był bardzo dobry werbel (śmiech).

Paradise Lost, Ostrawa 24.10.2015, fot. Verghityax
Paradise Lost, Ostrawa 24.10.2015, fot. Verghityax

Od 2017 roku bębni u was Waltteri Vayrynen, który zastąpił na tym stanowisku Adriana Erlandssona. "Medusa" to wasz pierwszy album z nowym perkusistą. Jak wam się pracuje z gościem, który jest od was dwukrotnie młodszy?

Waltteri ma nowoczesne podejście do gry na perkusji, jest o wiele lepszy i bardziej uzdolniony niż mu się wydaje. Poza tym dobrze się dogadujemy, bo mamy zbliżone poczucie humoru. Co prawda nasze dzieci są starsze od niego, ale przynajmniej obniża średnią wieku kapeli.

Tym razem eksperymentowałeś z wokalami czy od razu nastawiłeś się na growl?

Zawsze próbuję różnych technik wokalnych podczas pracy nad nowymi utworami, po czym wybieram tę, która pasuje najbardziej. Tak się akurat złożyło, że 90% moich ścieżek na "Medusie" to growl.

Niektórym fanom Paradise Lost mogło to umknąć, ale to nie "The Plague Within" był albumem, na którym powróciłeś do dawnego stylu śpiewania - wcześniej zrealizowałeś z grupą Bloodbath płytę "Grand Morbid Funeral". Czy to doświadczenie rozbudziło w tobie na nowo zainteresowanie brutalnymi wokalami?

Przygoda z Bloodbath pomogła mi odnaleźć właściwy głos. Wymagała tego intensywność muzyki, gdzie często brakuje nawet miejsca na oddech. Każdy koncert był niczym wizyta na siłowni (śmiech).

« Poprzednia
1
Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Paradise Lost
pik (gość, IP: 79.184.151.*), 2018-01-07 18:03:48 | odpowiedz | zgłoś
no tak, lata mijają, gusta przemijają a Tales From the Thousand Lakes nadal chyba moim ulubionym metalowym albumem jest.. a co do Gothic, ja naprawdę nie 'zostałem' muzycznie w latach 90-tych ale jak nieraz coś słucham z 21 w. to zaraz mam ochotę posłuchać sobie takich staroci jak np. Gothic heh
re: Paradise Lost
Pumpciuś (gość, IP: 37.248.153.*), 2018-01-03 22:26:51 | odpowiedz | zgłoś
Teraz moim ulubionym zespołem jest raczej Rush choć mam trochę pojedynczych płyt z metalem ale Gothic to dla mnie wehikuł który cofa mnie od razu do czasów mojej młodości. Chyba najbardziej oryginalna metalowa płyta której nikt nigdy nie podrobił. No może Pestilence - Testimony jest klimatem podobny ale nie ma mowy o podróbie bo obie płyty są z tego samego rocznika.
re: Paradise Lost
RadomirW (gość, IP: 89.64.21.*), 2018-01-06 19:45:46 | odpowiedz | zgłoś
Nikt nie podrobił Gothic? A Tales From the Thousand Lakes Amorphis czy Esoptron Septic Flesh, nie wspominając już o Prayer To... naszego Mordor? Nie wspominam już o dziesiątkach czy setkach płyt inspirowanych stylem PL z drugiego albumu. Gothic to jeden z najbardziej ripowanych albumów w historii muzyki metalowej a z dzisiejszej perspektywy sporo tych naśladowców jak choćby wspomniany Amorphis broni się dużo lepiej od oryginału, który koszmarnie się zestarzał.
re: Paradise Lost
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2018-01-06 22:57:27 | odpowiedz | zgłoś
Dokładnie tak. Gothic się troche zestarzał ze wzgledu na produkcję i niektore 'kwadratowe' kompozycje. Ale wpływ, nawet na polskie zespoły metalowe grające okolice doom i gotyku przeogromny. Setki płyt, na całym świecie, w jakiś sposób nawiązują do tego albumu.

Chociaż monsiniour Pumpcius też ma rację,
bo nie ma takiej drugiej płyty. Tak jak 'Ten' PJ,
re: Paradise Lost
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2018-01-07 10:22:33 | odpowiedz | zgłoś
czy The Wall PF, In the Court... KC, Czarna płyta Metalliki itp.
re: Paradise Lost
Pumpciuś (gość, IP: 5.172.238.*), 2018-01-07 16:49:06 | odpowiedz | zgłoś
to chyba naturalne że się zestarzał tak jak Black Sabbath czy Led Zepelin też się zestarzał. trudno żeby Paradise Lost nagrywał całe życie co 2 lata Gothic tylko co 2 lata nowocześniej. ci co chcą słuchac cos nowoczesnego to słuchają sobie Rammstein czy Korn a ci którzy nie chcą to słuchają sobie Gothic czy Black Sabbath. No własnie na tym to polega.
re: Paradise Lost
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2018-01-07 19:29:36 | odpowiedz | zgłoś
Chodzi mi o pewną toporność niektórych kompozycji na Gothic.
Tego nie ma na Czarnej płycie, czy płytach Black Sabbath z Ozzym. A sprawa techniki nagraniowej, to wiadomo, że się zmienia z biegiem lat.
re: Paradise Lost
Pumpciuś (gość, IP: 80.55.193.*), 2018-01-08 08:14:05 | odpowiedz | zgłoś
no ale właśnie ta toporność daje tej płycie specyficzną cechę. np. dla mnie czarna płyta właśnie jest do kitu przez brak toporności co sprawia ją muzyka radiową czego nie ride master i justice ale to kwestia gustu. choć to zależy od zespołu. jestem fanem Rush a Rush od pewnego momentu tj. od permanent waves zatracił pazura i stawał się coraz bardziej piosenkowy ale akurat u nich to lubię ale to w tym przypadku zboczenie, nie mam obiektywności co do tego zespołu.
re: Paradise Lost
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2018-01-08 16:17:08 | odpowiedz | zgłoś
Ale ja też lubię tą topornosc.

Coś w tym jest, że istnieje pokoleniowa identyfikacja z muzyką. Choćby nie wiem jak dobrze grał zespół złożony z pietnastolatkow,
to raczej nie pójdziemy tam tańczyć pod sceną.
Bo ich przekaz będzie dedykowany dla innego od odbiorcy
re: Paradise Lost
Pumciuś (gość, IP: 80.55.193.*), 2018-01-09 12:55:27 | odpowiedz | zgłoś
no właśnie ja mam tak z tym całym norweskim black metalem, nawet jak słyszę że coś jest dobre to posłucham chwilę na jutubie ale nie kupię płyty bo czułbym się właśnie tak jak tańczący pod sceną 15-latków.
« Nowsze
1

Materiały dotyczące zespołu

Ile jesteś skłonna(y) maksymalnie zapłacić za bilet na koncert?