zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 5 lipca 2020

wywiad: SBB

5.11.2010  autor: Verghityax

Wykonawca:  Józef Skrzek - SBB (wokal, gitara basowa, instrumenty klawiszowe)

strona: 1 z 1

SBB, Katowice 30.10.2010, fot. Verghityax
SBB, Katowice 30.10.2010, fot. Verghityax

rockmetal.pl: Wydaliście niedawno nowy album studyjny zatytułowany "Blue Trance", następcę "Iron Curtain" z 2009 roku. Jakie inspiracje stały za powstaniem tego materiału?

Józef Skrzek, SBB: Dla mnie inspiracją była jesień, góry, podróż z ukochaną dziewczyną... wiesz, to, że ostatnio wciąż jestem w jakichś niespokojnych ułożeniach.

Przeglądając książeczkę dołączoną do "Blue Trance" nie sposób nie zauważyć, że jesteś tam wymieniony jako jedyny autor większości kompozycji. Czy zatem SBB w ogóle pracuje razem jako kapela?

Ostatecznie tak. Przynosimy jakieś swoje wątki i zaczątki... chyba że akurat wstajemy rano, łapiemy się za instrumenty i gramy - tak właśnie było w przypadku kilku numerów z "Blue Trance". Poszliśmy tak, powiedziałbym, z kopyta, z pierwszej ręki... na przykład przy "Red Joe". On jest zagrany na dziko, ma najbardziej surowe brzmienie. Osadzony jest w takich klimatach źródłowych, jak te, gdy jeszcze grywałem w chorzowskiej "Leśniczówce".

A skąd pomysł na tytuł "Blue Trance"?

Malarstwo. Różne barwy, które w różnych etapach życia przywodzą na myśl rozmaite skojarzenia. Z jednej strony to troszeczkę odcięcie się od codzienności, czyli taki osobisty trans, uniesienie, wyjście poza to wszystko, co jest w tej chwili stresujące... podejście do wyobraźni kolorystycznej, dlatego jeden z kolorów. Można powiedzieć, że na płycie jest tych obrazków naście.

Co sprawiło, że akurat do piosenki "Los człowieka" postanowiliście nakręcić klip?

To nie była wyłącznie moja decyzja. Byli też zaangażowani w to ludzie, którzy sądzili, że najlepiej będzie sięgnąć po ten konkretny kawałek. Można było wziąć na warsztat dowolny, lecz ten akurat był najbliższy temu, co się wokół nas dzieje. Samo tempo i fazowanie również jest dość adekwatne do otaczającej nas rzeczywistości. Los człowieka się teraz waży w ogóle. W czasach, kiedy nikt nic nie wie do końca, kiedy wszystko jest takie rozpaprane, to los człowieka, niezależnie od tego, czy on jest taki, czy siaki, czy dobry, czy marny, jest zagrożony. A jednak ponad to jest miłość, ponad to są pewne uczucia, ponad to jest głębia, ponad to jest coś ważniejszego w epoce, kiedy praktycznie człowiek jako człowiek się coraz mniej liczy. Liczy się za to otoczka wokół niego, jak wygląda, ile ma kasy, jak się przebija, czy jest medialny i tak dalej. A wszyscy inni to co? Plebs? Ten utwór dotyka tych problemów, ale to nie jest tylko marudzenie. To raczej bujanie w obłokach... "Blue Trance" właściwie z tym mi się kojarzy, bo chciałbym tak trochę pobujać się ponad tymi przeciętnościami, ponad tym, co jest takie dziwaczne. Jest to niełatwe, bo ciągle trafiasz na coś, co jest biciem w beton. Sama praca nad tym albumem, pisanie i komponowanie numerów były niemalże z biegu, a potem zaczęło się to wszystko montować. No i ostatecznie płyta jest, zagramy jakieś koncerty i ludzie znowu stwierdzą: "A, grają!", więc raz jeszcze się unieśliśmy.

SBB, Wrocław 2009, fot. K. Zatycki
SBB, Wrocław 2009, fot. K. Zatycki

Z tego, co wiem, to do klipu zaangażowaliście modelkę, która już wcześniej z wami współpracowała...

Nic nie wiem dokładnie na ten temat. Wiesz, ja czasem jestem na zleceniu (śmiech). Autentycznie, ja nawet tego klipu nie widziałem zmontowanego, nikt mi go nie pokazał do teraz.

Pytanie z zupełnie innej beczki. W przyszłym roku będzie czterdzieści lat od czasu powstania SBB...

Ale nie wiem, czy dotrwamy do przyszłego roku, to pierwsza rzecz. Nie lubię jubileuszy, to druga. Po trzecie, zespół nie istnieje aż tyle lat, bo grał przez jedną dekadę w latach siedemdziesiątych i jedną dekadę w nowym wieku. A pomiędzy tym była luka. Lakis wyjechał wówczas do Grecji i się tam opalał albo grał, czy coś w tym rodzaju. Ja działałem w "Leśniczówce" przez dziesięć lat i to był piękny czas w moim życiu, najpiękniejszy, jaki mógł być. Nigdy się nie spodziewałem po SBB z okresu lat siedemdziesiątych, że może istnieć coś silniejszego niż to. A "Leśniczówka" była silniejsza. To, co się tam zdarzyło, to był fenomen. Przepraszam na moment (rozmowa telefoniczna). No masz, Szakal, Tomek Szukalski, fantastyczny saksofonista, na granicy bezdomności, wrażliwy chłopak nie daje sobie rady i co? Ma być, kurwa, skazany na zagładę? Państwo pojebusów, tu ci nikt nic nie da, nikt nie powie, że facet coś zrobił, że coś mu się należy. Muzycy sami chcą mu pomagać. Robimy koncert dla niego...

Charytatywny?

Taki koleżeński. Artur Dutkiewicz to pilotuje. Wiesz, nastał czas skurczybyków. Jak sobie nie poradzisz, to jesteś w dupie i koniec. Daleko szukać nie trzeba. Rysiek Riedel, pieniądze na nim rżną, a umierał, kurwa, sam. Michał "Gier" go jeszcze golił przed śmiercią... Myśmy z Michałem grali razem. Co jest? O co tu, kurwa, chodzi? W którą stronę to się wszystko obraca? Wiesz, mój brat na przykład. Przecież to jest biedak, on czasem nawet nie ma kasy na fajki. Janek "Kyks"... On już powinien być facetem, który ma godziwe możliwości egzystencji... Jeśli nie masz wokół siebie ludzi, którzy ci coś zorganizują, to giniesz. Z tą wrażliwością. Bo muzyk, artysta, to ktoś, kto daje. Oczywiście, możesz być cynicznym grajkiem, który gra do kotleta i tylko jeszcze bierzesz i kasujesz. Jeżeli się angażujesz i dajesz, to giniesz...

Spalasz się?

Tak, spalasz. I takie są efekty potem. Trzeba uważać na te sprawy. To nie jest tak, że możesz sobie kalkulować i stwierdzić, że dzisiaj nie grasz na pełny gwizdek, bo musisz oszczędzać siły na dziesięć kolejnych koncertów. Zapierdalasz, idziesz dalej. Musisz się umieć przygotować. Dlaczego Rysiek uciekał od zespołu Dżem i nie chciał z nimi grać? Ponieważ go bolały pewne rzeczy. Oni mówią co innego, a on uważał, że tam jest więzienie. Dlaczego Paul Wertico nie chciał grać z Pathem Metheny? Bo mówił, że nie będzie grał pod dyktando, jak mu tamten każe, żeby potem gwiazdor skasował, kurwa, dziesięć tysięcy dolarów za koncert, a jemu dał sto, wielki kolega. Do tego dochodzi ta cała menażeria, która mnie zjebała, jak byłem z Cześkiem Niemenem, bo to oni nas poróżnili. My byliśmy dobrymi kumplami na stopie towarzyskiej oraz świetnie rozumiejącymi się muzykami. Oni wbijali między nas klin od samego początku... Napuszczano nas na siebie, szczuto. Czesiek dał mi możliwość zaśpiewania z nim, a oni ustawiali mnie do kąta, bo to był ich artysta, a ja byłem w zespole podkładającym się. Ale nie dałem sobie w kaszę dmuchać, reagowałem. Finał był taki, że mnie obsmarowali.

To się nie raz zdarzało. Później zacząłem przemieszczać się w "Leśniczówce" z artystami obracającymi się w odmiennej stylistyce, na przykład z Romkiem Kostrzewskim. On mnie zaprosił do swoich nagrań, a ja go zapraszałem do mojej muzyki, gdyż uważałem, że to całkiem naturalne i autentyczne. A ludzie już rzucali komentarze, gdzieś mi tam zabronili przyjeżdżać, jakieś koncerty mi poodwoływali. To, że ja grałem moją muzykę również w kościołach, to co? Tym bardziej powinni być otwarci. Dla mnie podziały nie mają znaczenia, bo stosowanie ich to jak budowanie fasady. Liczy się głębia, szczerość, autentyczność - to jest podstawa. Mimo to zdaję sobie sprawę, że showbiznes to jedna wielka fasada (śmiech). Te wszystkie rozmowy o czystości brzmią tak, jakbyś powiedział, że idziesz do kopalni w lakierkach (śmiech).

Natomiast z Cześkiem żeśmy się świetnie porozumiewali. Na przykład koncert w "Operze Leśnej" w Sopocie dałem wtedy właśnie z "Leśniczówką", czyli z Jurkiem Kawalcem, Michałem "Gierem", Andrzejem Urnym, Mirkiem Muzykantem, Leszkiem Winderem... To był taki "best" przełomu lat 80-tych i 90-tych, poważny skład. Zagraliśmy super. Zaprezentowaliśmy swoja muzę, opierając się na "Odlocie" i "Całkiem spokojnym zmęczeniu". Franek Walicki oznajmił: "Jesteście absolutnie najbardziej rasowym składem, jaki tu słyszałem". Ten czas był fantastyczny. Przyszedł Czesiek i powiedział: "Chłopie, to jest genialne. Jak ty to zrobiłeś?". Na co ja mówię: "Gramy w lesie i normalnie wychodzą nam takie jaja". Jeszcze chciałem, żeby wówczas wystąpił z nami Rysiek Riedel, ale nie było takiej możliwości. Czesiek zawsze mnie popierał. Oczywiście, mógł być zdeprymowany tą walką byków, tą medialną nagonką, ale w głębi ducha nieustannie byliśmy blisko. Kiedy zaprosiłem go do chorzowskiego planetarium na koncerty, powiedział: "Jestem chory, ale przyjadę, bo z tobą zawsze chętnie zagram". Mieliśmy też wspólnie jechać do Petersburga na "SKIF", taki bardzo otwarty festiwal... grałem tam z pięć czy sześć razy. On był otwarty na projekty ze mną. Dostaliśmy nawet propozycję, by założyć nowe stowarzyszenie, którego głównym celem byłoby wprowadzenie większej ilości różnorodnej, polskiej muzyki do mediów. Żeby nie było tak, iż grają tylko trwające minutę czy dwie fragmenty albo to, co wynika z ich układów z firmami płytowymi. To miała być szansa oficjalnego promowania bardzo zróżnicowanej, rodzimej muzyki z priorytetem nadanym przez ministerstwo. Oczywiście, wiadomo, byłoby to trudne do osiągnięcia, gdyż media rządzą się swoimi prawami i koniec. Kiedy gość ma prywatną stację, to on ma w nosie, co mu powie pan minister. Niestety, później Czesiek zmarł i pomysł padł. A byli chętni do tego stowarzyszenia, na przykład Ewa Demarczyk.

SBB, Wrocław 2009, fot. K. Zatycki
SBB, Wrocław 2009, fot. K. Zatycki

A myśleliście, żeby ponownie zebrać ten skład z "Leśniczówki"?

Do tego potrzebna by była ta siła. A poza tym część ludzi już nie żyje. Michał i Mirek coś tam kombinują... Michał grał wówczas na głównych bębnach, a Mirek na perkusyjnych, rewelacyjna sekcja. Nie wiem, co Andrzej porabia, rzadko go widuję. Leszek nadal gra, ale nie mam pojęcia, gdzie siedzi. Powrót powinien być swego rodzaju aktualizacją. Tego tak się nie da ogarnąć.

Wracając jeszcze na moment do "Blue Trance", sam fakt, że SBB wciąż istnieje, to jest wielka sztuka. Normalnie nie pozbierasz facetów, którzy na co dzień grają swoje. Grek współpracuje z innymi Grekami, z jazzmanami, ma też swoje trio. Gabor zwykle siedzi gdzieś tam w Rumunii i prowadzi projekt z Węgrami. To nie jest tak, że zebrało się trzech młodzieńców, którzy krzyczą: "Gramy!". Weź na przykład "Leśniczówkę" i to, jak tam obecnie wygląda. W tamtej erze graliśmy w surowych warunkach i mieliśmy jedynie ogień na palenisku. Teraz wchodzisz tam, jak w kapciach - jest ładnie, obfity bufet, to już lokal. Niegdyś wbijałeś do "Leśniczówy", w środku gromadzili się przeróżni ludzie... Wtedy to było atelier, miejsce twórcze, absolutnie otwarte na sztukę w każdym momencie. Granie trwało praktycznie całą dobę. Stał tam fortepian... Bywało, że realizowano w "Leśniczówce" produkcje telewizyjne, organizowano festiwaliki i tak dalej. Czasami przychodziło tylu ludzi, że reszta musiała stać w krzakach na zewnątrz. To było fantastyczne, ponieważ potwierdzało, że mamy niesamowitą siłę. Lecz dziś sytuacja prezentuje się zgoła odmiennie. Byłem tam parę dni temu. Kręciliśmy film o Śląsku, pt. "Moje fascynacje", i to już nie to. Mam wielki sentyment do tego miejsca. W moim CV z pewnością będę sobie ten etap mojej przeszłości zaznaczał, niezależnie od tego, że grywałem w katedrach, planetarium, w teatrach, w górach i na jeziorach... "Leśniczówka" była ewenementem na wielką skalę. To tam montowały się składy, które szły w świat. Większość tych śląskich kapel, które jeździły do Jarocina, startowało właśnie z "Leśniczówki". Pojawiali się również muzycy z dalszych stron, na przykład Mietek Szcześniak. Poza tym można się było zetknąć z innymi dziedzinami sztuki: malarze, poeci, jacyś nawiedzeni medycy. Fantastyczna sprawa. Wszyscy byliśmy pewni, że jest ok. To bardzo trudne w czasach, kiedy jest tak wiele niepewności.

Wracając jeszcze do tematu SBB, zawsze zastanawiało mnie, dlaczego w pewnym momencie zrezygnowaliście z bardziej rozbudowanych kompozycji na rzecz krótszych, bardziej rockowych utworów?

SBB, Katowice 30.10.2010, fot. Verghityax
SBB, Katowice 30.10.2010, fot. Verghityax

To wychodzi na spontan. Podejrzewam, że gdyby w zespole wszystkie kwestie producenckie i agencyjne były lepiej prowadzone, i byłoby więcej czasu, to pewnie wyszłoby inaczej. Bo my gramy tak troszeczkę z kopyta. Ja coś przynoszę, Grek coś przynosi, Gabor czai się i wchodzi, najczęściej z bardzo dobrze brzmiącymi, świetnie nastrojonymi bębnami. Kiedy się nad tym zastanowić, to jak możesz nagrywać płytę parę dni w Budapeszcie, parę dni w górach, parę dni tu? Zasadniczo zawodowcy nagrywają bez pośpiechu, długo materiał szykują, potem wchodzą na miesiąc, czasami przygotowanie płyty strasznie rozciąga się w czasie... Chociaż Floydzi mówią, że najlepsze albumy powstawały szybko. I mnie też się tak zdarzało. Z drugiej strony w świecie bezustannie zachodzą przemiany, mnie się to gdzieś tam udziela i w efekcie mam wewnątrz taki misz-masz. Jak to wszystko weźmiesz do kupy, to stąd takie, a nie inne kompozycje. Teraz jest SBB, jest ten "Blue Trance" i niech to idzie naprzód. Zobaczymy, jak wyjdą koncerty. Może w zanadrzu jest coś, czego jeszcze nie wiem, ani ja, ani ty, ani nikt inny. Zbyszek Preisner, który jest świetnym producentem, bardzo mnie namawia, bym zrobił coś nowego.

Ostatnie pytanie, tym razem o Deep Purple, z którymi ponownie gracie. Widziałem was z nimi w 2006 roku, kiedy zawaliła się hala targowa...

Wpierw nie byłem pewien, czy mamy z nimi grać. Z początku byłem nastawiony sceptycznie, bo kasa z tego żadna, będą nam coś narzucać i tak dalej. Ale po tym, co się zdarzyło w tej hali targowej, postanowiłem, że zagram "Memento...". Zresztą, zacząłem tym numerem koncert. I to było fenomenalne, odbiór, przyjęcie - mnie to postawiło na baczność. To było prawdziwe epitafium dla ludzi, którzy zginęli w tej katastrofie. Ci z Purple zobaczyli to i oniemieli. Nie wierzyli, że może być takie przyjęcie utworu. I od tego momentu polubili nas, zarówno za to, że potrafimy oczarować, jak i od strony komercyjnej, że ściągamy jakąś publiczność. Potem otrzymaliśmy od nich zaproszenie do otwarcia ich show na "Torwarze", a obecnie na te trzy występy. I przebąkiwali coś na temat całego tournee (śmiech).

Ok, wielkie dzięki za rozmowę.

Dzięki. Do zobaczenia na koncercie.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »
Świetny wywiad
Christoph616 (gość, IP: 95.40.229.*), 2010-11-11 11:29:05 | odpowiedz | zgłoś
Nie lubię nikomu słodzić, ale twoje wywiady, Verghityax, są zdecydowanie najlepsze. Szczere, ciekawe wyznania interesującego muzyka.

I pytanie do fanów SBB - którą płytę polecilibyście, żeby przesłuchać na początek?
re: Świetny wywiad
Verghityax (wyślij pw), 2010-11-11 12:10:55 | odpowiedz | zgłoś
Dziękuję za miłe słowa. Ja zdecydowanie polecam płytę "Memento z banalnym tryptykiem" i "The Rock" - moim zdaniem to ich najlepsze dokonania.

Materiały dotyczące zespołu

- SBB

Jakim typem słuchacza jesteś?