zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 24 września 2021

wywiad: Syria

9.11.1998  autor: Łukasz Figielski

Wykonawca:  Christian Dorge - Syria

strona: 1 z 1

Pierwsze pytanie jak zwykle sprowadza się do tego samego, lecz jest niestety konieczne, gdyż twoja twórczość nie jest w Polsce zbyt popularna: kiedy i dlaczego zacząłeś tworzyć muzykę i jakie wydawnictwa są jak dotąd dostępne?

Komponowaniem zająłem się już prowadząc działalność teatralną. Sprowadzało ono się do tworzenia podkładu muzycznego pod moje sztuki; nie była to muzyka linearna, strukturalna, lecz eksperymentowanie z dźwiękami i fragmentami melodii. Jednakże już wówczas byłem zafascynowany możliwością wzmocnienia oraz zintensyfikowania oddziaływania tekstu poprzez muzykę, więc w końcu naszła mnie myśl, aby do moich liryków napisać konkretną muzykę. Dotychczas byłem pisarzem i dramaturgiem, i nie miałem ambicji samemu podkładać pod taką "umuzycznioną literaturę" śpiewu lub deklamacji. W końcu doszło do tego, że wraz z Tilo Wolffem z Lacrimosy i Oswaldem Henke z Goethes Erben nagrałem swój pierwszy album pt. "Lycia". Była to decyzja, której do dzisiaj głęboko żałuję. Obaj muzycy, przez swoje, wzajemnie przewyższające się, ego, więcej zaszkodzili projektowi niż mu pomogli. Zamiast współpracować - walczyli ze sobą. "Lycia" została wydana latem 1993. Następny album o roboczym tytule "Moldavia" powstawał od września tego samego roku, nie został jednak dokończony, ponieważ nie chciałem dłużej pracować z wyżej wymienioną parą.

"Lycia" była moim pierwszym i praktycznie ostatnim kontaktem z tzw. "czarną sceną". Byłem bardzo rozczarowany zachowaniem niektórych ludzi. Jednak krótko po zawieszeniu pracy nad "Moldavią" postanowiłem dalej tworzyć, lecz na zupełnie innych warunkach. Wtedy właśnie narodziła się Syria. Od początku było jasne, że tym razem wszystkie utwory skomponuję i zaśpiewam sam.

Pracę rozpocząłem w październiku 1993, w grudniu nagrałem pierwsze demo. Całość zakończyłem w maju 1994. Okazało się, że nie będę wydawał "Ozymandias of Egypt" u Tilo Wolfa w Hall Of Sermon, gdyż dochodziło ciągle do sprzeczek z szefem. Dlatego stworzyłem własną wytwórnię, Black October Rec. W 1994 podpisałem kontrakt z Session Music/Derriere-Records. Tilo nieraz próbował zabronić mi wydania mojego materiału, albowiem chciał to uczynić samemu, jednak nie miał zbyt dużo szczęścia.

W styczniu 1995 został wydany MCD "Giving Ground (1994)". Krótko potem pojawił się "Ozzymandias Of Egypt". Publika i prasa były poniekąd zdegustowane, gdyż nowy materiał Syrii różnił się zasadniczo od "Lycii". Sukces, który odniosłem, należał mi się jednak. Również w Basel zacząłem pracę na drugim albumem. "Marrakesh Night Market" został wydany w lipcu 1995.

Pracowałem dalej bez przerwy. Przygotowywałem się do trasy koncertowej oraz pracowałem nad nowym materiałem. W styczniu 1996 wydałem swoje "umuzycznienie literatury" pt. "Antiphon". Przed trasą w maju tego samego roku pojawiła się epka "Neverland Things". Była ona jakby przedsmakiem nadchodzącego, trzeciego już albumu. W październiku 1996 roku pojawiła się kolejna epka "Voodoo Highway", a w listopadzie album "A Gift from Culture". Oba wydawnictwa były pierwszymi pozycjami, które nagrałem w swoim własnym studio. Właściwie po pojawieniu się "A Gift From Culture" powinien nastąpić już koniec - w końcu w stosunkowo krótkim czasie wydałem aż 8 CDs. Jednak w grudniu 1996 napisałem nową porcję materiału, nad którą pracę podjąłem znów w moim studio w styczniu 1997. Produkcja trwała aż do marca 1998. W maju zostały najpierw wydane 2 Maxi-CDs - "Amsterdam" i "Wild Cat in Brooklyn". Latem światło ujrzy trzyczęściowy album "Metroland", który jest moim najlepszym i najbardziej ambitnym dziełem.

Kto tworzy Syrię?

Syria nie jest grupą w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, lecz raczej muzycznym projektem, w którym kreatywne impulsy wychodzą ode mnie. Ja jestem tym, który nadaje grupie muzyczny i liryczny kierunek. W historii zespołu nastąpiło kilka zmian składu, nie byłem bowiem skłonny oddać, czy nawet dzielić kontroli nad Syrią. Od początku podjąłem się śpiewania, grałem dużo na klawiszach, pisałem, aranżowałem i produkowałem utwory. Do starego składu należeli oprócz mnie Cat Nemeth (wokalistka), Urlich Kaon (wiolonczela), Kevin Lancashire i Patrick Sayer (programowanie) oraz Andy Hgler (gitara).

W maju 1994 zwolniłem Cat, Urlicha i Kevina, gdyż już na pierwszym koncercie w Basel ewidentnie próbowali wydrzeć mi grupę z rąk. Kevin i Cat założyli swój własny projekt i wydali CD, nie zwrócił on jednak większej uwagi publiki. Podobnie było z Urlichem, który jako KAON nagrał solowy CD. Bardzo za nim tęsknię, gdyż zdążyłem go polubić.

Ze starego składu ostał się jedynie Andy Hgler, wspaniały gitarzysta, z którym łączy mnie wąska [określenie Christana - przyp. Fig] przyjaźń i profesjonalne podejście do pracy. Jego gra miała duży wpływ na obecny kształt grupy. Skomponował takie utwory jak "Marrakesh Night Market Part 1" oraz "Ladies Don`t Eat Poets".

Na początku 1996 drugim gitarzystą został Matthias Weisheit, z którym całkiem nieźle mi się pracowało do maja 1996. Był współrealizatorem kilku kawałów. Współprodukował nawet "Voodoo Highways" i "A Gift From the Culture". Później jednak współpraca nie układała nam się najlepiej, albowiem mieliśmy inny pogląd na dalszy kierunek rozwoju Syrii. Nagrałem z nim jeszcze "Amsterdam", potem nasze drogi rozeszły się. "Wildcat In Brooklyn" i "Metroland" powstały już bez niego.

Najbliższą mi osobą jest obecnie wokalistka Kira, która jest w zespole od stycznia 1996, a więc od "Voodoo Highways". Jej skala głosu umożliwia nam eksperymentowanie, które jest słyszalne właśnie od 1996 roku. Kira dała mi siłę do dalszego tworzenia, a miłość do niej jest dla mnie najważniejszą rzeczą w życiu.

Tak więc dzisiaj Syria składa się z Kiry, Andiego, no i ze mnie. Bardzo dobrze ze sobą "harmonizujemy" i pracujemy bez kłótni i wzajemnego przeszkadzania sobie. Moim zdaniem słychać to na "Metrolnad".

Czy gracie na żywo? Jeśli tak - z jakimi grupami? Jak na specyficzną muzę Syrii reaguje publiczność?

Tak, zagraliśmy już kilka koncertów. Pierwszy w maju 1994 w Basel, jeszcze w starym składzie. Był to rodzaj koncertu - sprawdzianu - program występu był stosunkowo krótki ("Giving Ground (1994)", "Structure", "Your Waterland", "Visions Of The Sea" i "Comfortably Numb/Some Kind Of Stranger"). Wypadł on pomyślnie i byliśmy zadowoleni. Publiczność była bardzo otwarta.

Następny raz na scenie stanęliśmy dopiero dwa lata później. Europejską trasę zaplanowaną na rok 1994 musieliśmy bowiem odwołać w ostatniej chwili z powodu zmian personalnych i rozstania z Hall Of Sermon. Latem 1996, przy okazji wydania "Neverland Things", pojechaliśmy w składzie: Ch. Drge, Kira Dee, Andy Hgler i Matthias Weisheit na tournee po Niemczech. Przebiegało ono zadawalająco. Na rok 1997 znów zaplanowaliśmy dużą trasę po Starym Kontynencie, jednak i ona nie doszła do skutku, gdyż ciężko zachorowałem i nie mogłem podjąć się jakiejkolwiek działalności. Niestety do dziś nic się nie zmieniło.

Podczas promocji "Neverland Things" jako supporty towarzyszyły nam: Derrire Le Mirror i Edera. Z innymi grupami jak dotąd nie grałem, gdyż mało jest zespołów, których występy sceniczne mi się podobają. Dlatego też rezygnuję z udziału w festiwalach. Pomiędzy grupami panuje tyle zawiści i bezguścia - na taką "grywaninę" nie będę się narażał.

Publiczność reaguje na nasze koncerty bardzo różnie. Istotnym problemem jest jej ograniczony smak muzyczny. Często na nasze, raczej wielopłaszczyznowe brzmienie, reaguje zmieszaniem. Utwory takie jak: "Your Waterland", "Logic Empire", "Neverland Things" czy "Elegy of Angels and Dogs" są zawsze bardzo dobrze przyjmowane, bo spełniają oczekiwania audytorium. Inaczej wygląda to przy takich kawałkach jak "Logic Bomb" czy "Hey, Hey, Helen". W sumie jednak reakcje ludzi są w porządku.

Jak powstaje muzyka? Co jest źródłem inspiracji?

Zasadniczo najpierw piszę teksty, budując w ten sposób liryczne ramy poszczególnych utworów i całego albumu. Na końcu komponuję muzykę, zgodnie z pewnymi regułami. Najpierw jest pianino, które tworzy coś jakby rusztowanie. Następny krok ma miejsce w studio. Utwór zostaje tam przearanżowany przez klawisze, dodajemy perkusję oraz bas, a także określamy miejsce gitary. W studio chętnie pracuję również na pianinie, co jest słyszalne na "Metroland".

W Syrii kładziemy nacisk na wielopłaszczyznowość kompozycji. Wynika to chyba z tego, że słucham bardzo zróżnicowanej muzyki. Jestem świadom możliwości, które daje muzyka poprzez swą kreatywność. Jest nieskończenie wiele możliwości i bezsensowne byłoby ograniczanie się.

"Metroland" powstał na podstawie pomysłu, który zakładał stworzenie jazzowo - klubowej płyty, poprzez połączenie elementów muzycznych z lat 20-tych. Początkowo wszystkie utwory rozpisane były tylko na pianino i wokal. Na początku powstały takie kawałki jak "Le Ballet", "Big Whisky", "The Metro" i "Feeling Minnesota" (pozostawiony w wersji pierwotnej). Z czasem doszły jednak bardziej typowe dla Syrii utwory, jak: "Cleopatra's Cat", "Theodore and Friends" i "Death Ride of 69", aby powstała wspomniana wielostronność. Myślę, że udało mi się zachować równowagę.

Jak powstają teksty?

Piszę o rzeczach, które przeżyłem, które mnie jakoś zajmują. Me myśli ubieram w metafory, tworzę językowe eksperymenty. Moje liryki to żaden pamiętnik czy coś takiego. Piszę także z powodu literackich ambicji, albowiem to właśnie od niej zaczynałem. Te literackie teksty powstają zupełnie inaczej, ponieważ muszą funkcjonować bez muzyki.

O co chodzi w tekstach "A Gift from Culure" i "Sculptures, Fruits And The Tea Parties"? Czy powstały one przypadkiem pod wpływem narkotyków?

Nie, nie piszę pod wpływem ani narkotyków, ani alkoholu. W ogóle nie palę i nie ćpam. Podczas pracy jestem bardzo zdyscyplinowany. Używam językowych metafor, które mogą dziwnie brzmieć. Lecz między innymi właśnie tym Syria różni się od innych zespołów, których liryki są niewiarygodnie naiwne.

Tekst "A Gift..." opowiada o tym, jak można przeżywać rzeczy, które nas otaczają, o tym jak można odczuwać kulturę i naturę w samym sobie i jak je zjednoczyć. "A Gift..." jest oddechem i życiem wszystkich bytów.

Oba teksty "Sculptures..." są surrealistyczną wizją totalnie zdeformowanego świata, wypaczonego społeczeństwa, które wydaje się być narkotykowym marzeniem lub alkoholowym delirium. Zdanie końcowe: "She looked at her face in the mirror/And tried on that famous smile" pokazuje, że surrealistyczna wizja i rzeczywistość stanowią jedność.

Co rozumiesz pod pojęciem "gotyk"? Czy uważasz, że tworzysz muzykę gotycką?

Przez "gotyk" rozumiem scenę gotycką, czyli coś dogłębnie niewdzięcznego. Miałem bowiem niemiłe doświadczenia z przedstawicielami tej ograniczonej i próżnej sceny. Dlatego "gotyk" jest dla mnie pojęciem negatywnym, do którego na pewno nie dążę. Z "gotykiem" łączą się oczywiście takie nazwy jak Bauhaus czy Fields Of The Nephilim, The Sisters Of Mercy... Syria bezdyskusyjnie zawiera (szczególnie na pierwszych płytach) elementy ich muzyki, ale my łączymy też Jazz, Blues, Pop i Rock. Nie uważam więc, że jesteśmy typową grupą gotycką.

Co znaczy dla ciebie nazwa grupy?

Gdy zacząłem nagrywać "Ozymandias..." orientalna muzyka najlepiej podkreślała teksty. Doszedłem do wniosku, że powinno to mieć odzwierciedlenie w logo i nazwie grupy. Zdecydowałem się więc na Oko Horusa, a nazwę grupy zaczerpnąłem z utworu "Syria (The Sea Was Full of Artificial Things)".

Nie wiem, czy Syria oznacza dla mnie coś specjalnego, na pewno to, że kiedykolwiek zechcę, mogę robić to, co chcę - nie narzucam sobie żadnych stylistycznych ograniczeń. Syria jest dla mnie, jako artysty, bardzo pozytywnym synonimem [czego? - Fig].

Zagracie kiedyś w Polsce? Macie już w ogóle jakieś plany na przyszłość?

W najbliższej przyszłości nie będziemy w stanie zagrać żadnego koncertu, gdyż nie jestem w najlepszej kondycji fizycznej. Jednak, jeżeli coś się kiedyś zmieni, to dlaczego nie? Bardzo żałuję, że występy na żywo nie są na razie możliwe - mamy naprawdę dobre utwory, które chętnie bym odegrał przed publicznością. Zobaczymy jak sprawy się potoczą.

W tym roku będę przede wszystkim zajęty promocją płyt: "Amsterdam", "Wildcat in Brooklyn" i "Metroland". Będzie to naprawdę sporym wyzwaniem, gdyż szczególnie "Metroland" pod wieloma względami jest niekonwencjonalny.

Będę też oczywiście pracował nad nowymi kompozycjami, jednak nie wiem, kiedy zostaną one opublikowane. Pewne jest jedynie, że nie skończę na "Metroland"...

...i całe szczęście!

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

- Syria

Czy słuchasz list przebojów?