zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 24 lipca 2019

wywiad: The Chasm

14.10.2003  autor: tymothy

Wykonawca:  Daniel Corchado - The Chasm (gitara, wokal)

Było trochę zamieszania z tym wywiadem, najpierw komputer Daniela trafił szlag i moje pytania wraz z namiarami na mnie przepadły, co opóźniło sprawę o kilka miesięcy. Później z mojej winy odpowiedzi przeleżały nieprzetłumaczone w odmętach twardego dysku następne kilka miesięcy. Cóż, trochę szkoda, bo w sumie byłby to pierwszy wywiad z The Chasm w tym roku w Polsce, gdyby wszystko poszło tak jak pójść powinno, a tak jest to któryś z kolei. Mam nadzieję, że treść zrekompensuje wszelkie opóźnienia. Na pytania odpowiadał Daniel Corchado (gitara i wokal).

strona: 1 z 1

rockmetal.pl: Gracie już tyle lat, czy nigdy nie miałeś chwili zwątpienia w to co robisz, nie miałeś ochoty powiedzieć "pieprzę to, więcej nie gram"?

Daniel Corchado: Oczywiście, było kilka takich momentów, gdy miałem ochotę odejść z zespołu i posłać wszystko do diabła, włączając w to swoje pieprzone życie, ale moja silna wiara i prawdziwa pasja do tej muzyki oraz The Chasm zawsze mnie powstrzymywały przed takimi krokami. Dawały mi siłę na następny dzień... Czasami droga jest bardzo ciężka, ale przeznaczenie The Chasm jest właśnie takie, stawać twarzą w twarz z przeciwnościami losu. Tego typu momenty oznaczają dla mnie zmiany, może na dobre...? Nic nie jest pewne. Gdy wszystko idzie nie tak jak powinno, mamy czas na przemyślenie naszej pozycji na scenie, zastanowienie się nad przyszłością... Czas wszystko pokaże...

Pewnie w ciągu waszej kariery wydarzyło się wiele ciekawych rzeczy w zespole. Chciałbym Cię zapytać o zdarzenie związane z The Chasm, które zapamiętasz na całe życie i takie, o którym chcesz jak najszybciej zapomnieć.

Szczerze mówiąc, całe moje życie od momentu gdy zacząłem grać metal, zostało połączone z takim stylem życia. Gdy powstało The Chasm, stało się ono podróżą przez chaotyczne emocje, wspaniałe przeżycia i porażki. Za każdym razem, gdy wydajemy nowy album, czujemy że osiągnęliśmy szczyt swoich możliwości. Jednocześnie czujemy siłę, aby popchnąć naszą muzykę dalej, jeszcze o jeden stopień wyżej, przekroczyć granice, aby tworzyć więcej i więcej. Ta pasja tworzenia jest najwspanialsza. Wszystkie te przeżycia i wyzwania są tym, co sprawia, że cieszę się życiem. To właśnie to, o czym zawsze pamiętam, o czym nie zapominam...

"Conjuration..." to wasze szóste wydawnictwo, w pewnych kręgach The Chasm zapewne ma status kultowy, a z drugiej strony jednak jesteście prawie nieznani, choćby w Polsce. Nie sądzisz, że jest to swego rodzaju paradoks?

To zdecydowanie dziwna sytuacja, że po tych wszystkich latach jesteśmy dla wielu ludzi nieznanym zespołem. Sądzę, że dzieje się to za sprawą tego, w jaki sposób jest prowadzona nasza promocja, ale nie tylko. Także sama muzyka, jaką tworzymy, ma na to wpływ. Bo droga jej tworzenia jest bardzo osobista i nie każdy ma możliwość wejścia na nią. Ciężko się z nią zasymilować i właśnie z tego jesteśmy dumni. Ceną tego jest brak popularności, co jest w sumie małą ceną, chociaż muszę przyznać, że bywa to czasami bardzo irytujące...

Na video dołączonym do "Conjuration..." widać, że gracie koncerty zarówno w małych klubach, jak i na większych imprezach. Wolisz grać bardziej kameralne gigi czy na dużych koncertach?

Wolę atmosferę małych klubów, gdzie można wykreować bardziej diabelski i intensywny klimat.

Pochodzicie z Meksyku, gdzie scena death jest całkiem prężna, zresztą można powiedzieć, że obydwie Ameryki to kolebki brutalnego deathmetalowego łojenia. Jak sądzisz, dlaczego ten gatunek jest u was tak popularny, a inne są spychane na margines?

Moim zdaniem ludzie w Meksyku i Ameryce Środkowej podchodzą do wszystkiego z większą pasją, namiętnością. Nie tylko do muzyki, ale do wszystkiego - są bardzo oddani temu co robią. Wiem, że obecnie jest tam dużo "owiec" - ludzi, którzy słuchają takiej muzyki tylko dlatego, aby być akceptowanym przez innych, aby szpanować. Tym samym zdradzają underground. Obecnie death metal nie jest już tak popularny w Meksyku, to smutne. Mamy nowe pokolenie dzieciaków, którym łatwo jest zaimponować, odsłonić im jakieś gówno, za którym podążają - choćby za takimi śmieciami jak Lacrimosa, Haggard czy gejowski HIM. Oni są teraz popularni w Meksyku, wszystko się zmienia. Kumpel mówił mi, że na koncert Kreator i Destruction przyszło maksymalnie około 300 ludzi, a gdy grała taka Lacrimosa przylazło ponad 3000 ludzi. Niezła różnica, co?

Czy spotkaliście na swojej drodze ludzi, którzy specjalnie rzucali wam kłody pod nogi, utrudniali wam życie, którzy chętnie widzieliby jak The Chasm upada? Skąd twoim zdaniem biorą się takie zachowania?

Nie za bardzo, jakoś nigdy nie mieliśmy wielkich problemów, które dotyczyłyby naszego zespołu. Większość ludzi, którzy pierdolą na nasz zespół, jest w Meksyku, a ironią losu jest to, że uważają się za naszych "przyjaciół". Udowodniliśmy, że potrafimy walczyć i że jesteśmy szczerzy w tym, co robimy. Jesteśmy najdłużej istniejącym zespołem deathmetalowym z Meksyku, zawsze byliśmy aktywni. Wydaliśmy sześć płyt, utrzymywaliśmy i broniliśmy naszego stylu niezależnie od tego co się działo. Nie chcę tu słodzić o nas, ale takie są fakty, "fuck off" dla tych, którzy nas oczerniają.

"Conjuration..." to kolejna potężna dawka death metalu, czy możesz przedstawić "receptę", którą kierujecie się podczas komponowania waszej muzyki?

Powstawanie muzyki zawsze wygląda tak samo: gramy prosto z serca i duszy, tak jak czujemy, że będzie dobrze dla nas. Oczywiście zawsze trzymamy się i szanujemy prawdziwą esencję heavy metalu, utrzymujemy styl The Chasm. Sądzę, że z czasem dorośliśmy także jako muzycy i nawet jeżeli formuła powstawania naszej muzyki jest ciągle prosta, to nasza technika rozwinęła się. To słychać w muzyce, nie robimy tego celowo, zawsze stawialiśmy uczucia ponad technikę, ale wiemy też, że stoją przed nami nowe wyzwania i musimy przeć do przodu, tak aby tworzyć nowy, obskurny klimat naszych kompozycji. Nie możemy wydawać ciągle tej samej muzyki...

Czy Twoje życie rodzinne nie cierpi na tym, że grasz w The Chasm? Jeżeli ktoś postawiłby Cię przed wyborem: muzyka albo rodzina, co byś wybrał?

Jeżeli mówisz o moich rodzicach, to oni w 100% popierają to co robię. Na pewno nie byli zadowoleni z faktu, że przeniosłem się do innego kraju dla dobra mojego zespołu. Obecnie moje osobiste życie to moja dziewczyna Liliana. Myślę, że czasami nie zgadza się z moim stylem życia, ale i tak zawsze stoi za mną i mnie wspiera. Wie, że takie życie wybrałem i to rozumie, ona też lubi metal i to ten prawdziwy, nie jakieś nowoczesne śmieci, stąd też zna ten styl życia. Jesteśmy ze sobą od 13 lat, wiemy czego chcemy i co możemy sobie zaoferować. To była ciężka droga, zarówno dla mnie jak i dla niej. Wiele razem przeszliśmy, razem "walczyliśmy"... Jeżeli pojawi się jakiś głupi powód, dla którego moja rodzina każe mi wybierać między nią a zespołem, to wybiorę The Chasm. Zresztą już to zrobiłem, zostawiłem za sobą 25 lat mojego życia w Meksyku dla zespołu.

Meksyk kojarzony jest z tequilą... dla mnie jest to alkohol "ciężko przyswajalny", wy chyba nie macie problemów z piciem tego napitku hektolitrami?

Masz rację, tequila to hardcore. Kilka lat temu, głównie gdy byliśmy jeszcze w Meksyku, piliśmy tego całkiem dużo, ale i sporo też innych dziwnych, tanich i mocnych alkoholi. Mieliśmy z tego powodu kilka naprawdę popierdolonych dni w tygodniu. Ale teraz już nie piję, najwyżej kilka piw i to wszystko. Sądzę, że teraz czuję wagę tych młodzieńczych lat, nie można być wiecznie młodym... to jest życie...

Zawsze staliście twardo przy death metalu niezależnie od tego w jakiej kondycji się znajdował. Co sądzisz o zespołach, które zmieniają swój styl w zależności od tego na jaką muzykę panuje aktualnie moda?

Takie zespoły są czystym przykładem na to, jak niedojrzali i pozbawieni osobowości potrafią być ludzie. Rozumiem progresję w muzyce, ale zmieniać się tylko po to, żeby być "cool" i dlatego, ze akurat taki jest trend, to kompletny idiotyzm. Nie mam szacunku dla tych wszystkich frajerów. The Chasm to zespół deathmetalowy i taki będzie, ponieważ to mamy w sercach. Jesteśmy zagorzałymi fanami muzyki heavy/speed/black/thrash ale nasz prawdziwy rdzeń to death metal, silny, obskurny i pełen pasji.

Czy mieliście już okazję zagrać w Europie?

Ja byłem tam w 1997 roku wraz z Incantation, to było wspaniałe doświadczenie. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się wrócić do Europy, tym razem z The Chasm.

"Reaching..." wydaliście własnym sumptem, takie postępowanie na pewno daje większą kontrolę nad wszystkim, ale jednocześnie przysparza też nowych obowiązków. "Conjuration..." wydało Witches Brew. Zmęczyło was dbanie samemu o wszystkie szczegóły i dlatego nie wydaliście CD sami?

Historia powtórzyła się, w końcu nasz nowy CD wydałem ponownie sam przy pomocy UTTERLY SOMBER CREATIONS. To było wielkie nieporozumienie, ta cała współpraca z WB. To długa historia i prawdę mówiąc męczy mnie już pisanie o tym. Jeśli kogoś interesuje co się stało, niech przeczyta wywiad jakiego udzieliliśmy "Voices from the dark side" (www.voicesfromthedarkside.de). Tam jest wszystko dokładnie wytłumaczone.

Jaki według Ciebie powinien być death metal XXI wieku?

Pełen mocy, autentyczny, osobisty. Zawsze uważałem, że gramy prawdziwy death metal, ten opis odnosi się do brzmienia, konceptu, stylu i filozofii naszej muzyki. Taki właśnie death metal powinien być. Staramy się być ponad wszelkimi limitami, staramy się przedstawić nasze pomysły w jak najbardziej oryginalny sposób, ale zawsze jesteśmy pełni szacunku dla tego czym jest heavy metal. Nie staramy się tworzyć jakiś dziwnych i "nowoczesnych" hybryd, chcemy brzmieć tradycyjnie, obskurnie i ekstremalnie. Wiem, że żyjemy w 2003 roku i nie cofniemy czasu. Dlatego musimy utrzymywać przy życiu ducha i aurę przeszłości, ale też wypełniać naszą muzykę tym, co czujemy dzisiaj. Nie chcemy przełamywać barier. Jednocześnie wtłaczamy w muzykę swoje osobowości. Tak właśnie widzimy i czujemy tę muzykę, styl przez to staje się bardzo świeży i autentyczny... Tak długo jak nasza muzyka będzie dla nas wyzwaniem, będziemy się w niej realizować, będziemy kontynuować tę krucjatę... Death metal powinien być najbardziej potężną muzyką w ogóle...

Próbowaliście kiedyś śpiewać wasze kawałki po hiszpańsku?

Nie, ten język raczej nie pasowałby do ich stylu...

Każdy z waszych albumów jest inny, różni się od pozostałych. Na początku te różnice były bardzo duże, teraz są mniejsze. Czy można mówić o tym, że The Chasm odnalazł swój własny styl?

Oczywiście, po dekadzie tworzenia, eksperymentowania, testowania i grania tego co naprawdę czujemy, osiągnęliśmy to, czego wiele zespołów nie osiągnęło podczas całego czasu swojego istnienia - stworzyliśmy i wykuliśmy swój własny styl... Każdy album ma w sobie coś z tego stylu, ale różnią się między sobą pod względem struktury, bo nie interesuje nas robienie w kółko tego samego... Jeżeli nasza kreatywność kiedyś się skończy, "pochowamy" The Chasm...

Wasza muzyka to nie jest typowy amerykański death metal - jest ekstremalna ale jednocześnie bardzo mroczna, przesiąknięta swego rodzaju mistycyzmem, do tego mocno złożona, ale mimo wszystko dosyć łatwo przyswajalna. Jak wy to robicie, że potraficie powalić słuchacza na kolana od pierwszych taktów płyty?

Wierzę, że nasza muzyka nie jest łatwa w odbiorze i jak wspomniałeś, nie jesteśmy typowo deathmetalowym zespołem. To jest powód, dla którego nie jesteśmy bardzo popularni... Nie jesteśmy zespołem, którego muzyka jest przebojowa, dlatego nie sprzedajemy ogromnych ilości płyt... Z drugiej strony, to dla nas coś wyjątkowego i unikalnego, jesteśmy dumni z tego, kim jesteśmy. To wspaniałe, gdy ludzie - nawet jeśli jest ich kilku - identyfikują się z naszą muzyką, lirykami, konceptem. Ludzi porywa też moc naszej muzyki, nie jesteśmy osamotnieni w tym co czujemy i co robimy.

Mieszkasz w Chicago, gdzie Polonia jest liczna, masz może styczność z Polakami?

Oczywiście, że tak, znamy całkiem sporo polskich metalowców, mamy wśród nich przyjaciół, np. Forest of Impaled.

Wiesz, wielu ludzi myśli, że USA to taki cudowny kraj, gdzie żyje się lekko, łatwo i przyjemnie. Mieszkasz w tym kraju już kilka lat, co możesz powiedzieć na ten temat? Nie tęsknisz czasami za Meksykiem?

Jestem tutaj bardzo zajęty, więc nie mam za dużo czasu żeby tęsknić, ledwo starcza mi czasu na to, żeby pomyśleć o moim ojczystym kraju. Myślę, że tutaj jest wiele możliwości aby żyć przyzwoicie i naprawdę to doceniamy od czasu, kiedy przybyliśmy do USA. Ameryka to istotnie dobre miejsce do życia. Oczywiście społeczeństwo i zasady nie są najlepsze, bo czuć że wszystko jest tutaj nastawione na materializm. Ale w każdej części świata znajdziesz jakieś irytujące gówno, więc nie narzekamy. Uczymy się jak żyć, skupiając uwagę na naszych sprawach i starając się unikać złych stron mieszkania w Stanach, jak tylko można. Nie narzekamy, doceniamy to jak mocno wspiera nas scena w Chicago i w całym USA.

Dzięki za to, że poświeciłeś mi czas. Twoje ostatnie słowa...

Dzięki Rafał za wywiad, Twój czas i wsparcie, przepraszam za opóźnienie w odesłaniu odpowiedzi, ale czasami "shit happened"... Dziękuję polskim maniakom za wiarę w nas, nie wahajcie się sięgnąć po naszą nową płytę, nie będziecie zawiedzeni, śmierć fałszowi i słabości...

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Na który film czekasz z największą niecierpliwością?