zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 18 maja 2022

wywiad: Trzyczwarte

9.02.2004  autor: Justi

Wykonawca:  Jarosław Szczudłowski - Trzyczwarte (gitara basowa, wokal)

W pewne piękne zimowe popołudnie miałam okazję rozmawiać z Jarosławem Szczudłowskim, basistą TrzyCzwarte - zespołu, który stara się udowodnić, że "rock z lat 60. i 70. wraca do łask" i całkiem nieźle mu to wychodzi.

strona: 1 z 1

rockmetal.pl: Zespół TrzyCzwarte istnieje od ponad trzech lat i wielokrotnie zmieniał się jego skład. Czy miało to wpływ na muzykę?

Jarosław Szczudłowski: No może nie wielokrotnie, ale rzeczywiście skład się zmieniał. Początki zespołu sięgają drugiej połowy roku 2000, kiedy to czterech kumpli postanowiło założyć band w celu wspólnego grania coverów. Widziałem ich pierwszy raz na Megatattoo 2000, a później na dwóch czy trzech koncertach w jednym z pubów w Warszawie. Nie przypuszczałem wtedy, że już wkrótce nasze drogi się zejdą. Na początku 2002 roku zespół opuścił jeden z gitarzystów oraz basista. Ci, którzy pozostali, czyli Łukasz Owadowski (gitara, wokal) oraz Tomasz Celiński (perkusja) zaczęli szukać reszty składu. Dosyć szybko znaleźli gitarzystę. Został nim Marcin "Ozzy" Rosa. Późną wiosną spotkałem się na jakiejś imprezie przypadkiem z Łukaszem, a następnego dnia byłem już u nich na próbie. Jednak tak naprawdę wszystko zaczęło się "kręcić" po wakacjach. Zaczęliśmy grać regularnie kilka razy w tygodniu próby. Jednak nie były to już żadne covery. Intensywnie pracowaliśmy przez prawie rok, szlifując formę i dopracowując wyłącznie własny materiał, którego w tej chwili mamy już na ponad dwie godziny. Nasza muzyka stylistycznie najbardziej zbliżona jest do hard rocka lat siedemdziesiątych, ale wsłuchujemy się również uważnie w to, co dzieje się obecnie w muzyce rockowej, i na pewno to, co robimy, nie brzmi archaicznie. Dużego "kopa" naszej muzie dodał nasz nowy perkusista Robert Kubajek, który wymienił miesiąc temu nieradzącego sobie z rockowym graniem i stylem życia Tomasza. Z Robertem grałem już kiedyś: na początku lat 90., kiedy on był tuż przed zasileniem Róż Europy, a ja tuż po rozpadnięciu się Joy Bandu. Wtedy nie udało nam się dłużej pograć, ale wiedzieliśmy, że jeszcze kiedyś damy razem czadu. Myślę, że w obecnym składzie jesteśmy w stanie pokazać kawał prawdziwego hard rockowego grania. Koncert, który zagramy 14 lutego w warszawskim klubie "Progresja", będzie pierwszym w nowym składzie.

W grudniu wybieraliście się do studia - co zarejestrowaliście?

Ze względu na problemy z poprzednim bębniarzem musieliśmy przesunąć termin. Dopiero w tym tygodniu kończymy mini sesję w Oskar Studio w Łomiankach. Zarejestrowaliśmy trzy numery: "Jednak jestem", "Ja nie pozwalam" oraz "Trzy czwarte". Jak ma się dużo kawałków, to zawsze jest problem z wyborem, ale wybraliśmy właśnie te utwory, bo są najkrótsze (śmiech). Nasze opinie co do wyboru pokrywały się z opiniami większości naszych znajomych. Także oni uznali, że to są takie kawałki, w których jest rockowa energia i które ludzie od razu zapamiętują, a to przecież o to chodzi. Nie są to żadne ballady rockowe, ani jakieś wynalazki robione pod komercyjne stacje radiowe. Nie uznajemy kompromisów, robimy swoje. Raczej nie spodziewamy się, aby kawałek "Ja nie pozwalam" mówiący o naszych politykach i zaczynający się od słów: "Kolejne mordy otoczyły żłób..." pojawił się na radiowych playlistach... Singiel ukaże się pod koniec lutego. Jeszcze nie wiemy, czy będzie on przeznaczony do sprzedaży, czy wykorzystamy go jedynie w celach promocyjnych, ale na pewno wszyscy ci, którzy będą przychodzić na nasze koncerty, będą mogli ten singiel w jakiś sposób zdobyć.

A kiedy planujecie wydanie całej płyty?

Chcielibyśmy jak najszybciej, ale nie mogę powiedzieć dokładnie, kiedy. Myślę, że przed wakacjami powinna się ukazać. Nie wiemy, jaki będzie miała tytuł, zresztą chyba nie będziemy tytułować naszych albumów - będzie "Jedynka", "dwójka", "trójka" itp., dopiero przy ósmym pomyślimy nad tytułem (śmiech). W Polsce jest problem z wydawaniem rockowych płyt, bo wytwórnie są nastawione głównie na tzw. muzykę komercyjną i boją się zaryzykować. Wciąż wydawane są takie same płyty, z taką samą papką, tych samych wykonawców, i nie ma perspektyw, żeby coś w tym zakresie w najbliższym czasie się zmieniło. Niedługo dojdzie do takiej sytuacji, że polskie zespoły rockowe będą wydawały swoje albumy za granicą, bo tam będzie łatwiej zdobyć kontrakt niż u nas. Poza tym tam bardziej się dba o promocję danego zespołu. Zresztą takie sytuacje mają już miejsce - wynika to z tego, że ludzie, którzy są odpowiedzialni za promowanie nowych wykonawców w naszych firmach fonograficznych, nie mają tak naprawdę pojęcia o muzyce, albo boją się wychylić i zaproponować coś innego.

Gracie mało popularną muzykę - rock wzorowany na latach 70. Myślicie, że znajdą się na nią odbiorcy?

Mało popularną? Jeżeli spojrzymy przez pryzmat rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych to może się tak wydawać. Natomiast jeżeli spojrzymy na frekwencję na koncertach oraz na sprzedaż płyt z taką muzyką, to na pewno nie można powiedzieć, że jest to muza mało popularna. Historia muzyki rockowej znowu zatoczyła koło i znowu nadszedł ten moment, w którym muzyka z lat 60. i 70. wraca do łask. Zresztą wystarczy spojrzeć na płyty sprzedawane na świecie, gdzie muzyka tego rodzaju święci znowu triumfy. Coraz więcej płyt z muzyką, która w jakimś stopniu nawiązuje do lat 60. i 70., się sprzedaje i coraz więcej zespołów taką muzykę gra. Myślę, że w Polsce też ktoś musi być pierwszy i wreszcie coś takiego pokazać (śmiech). Ja zresztą od wielu lat tak gram i nigdy nie zdradziłem swoich muzycznych ideałów. Praktycznie od pierwszej kapeli, w której grałem jeszcze w latach 80., aż do dnia dzisiejszego preferowałem tego typu muzykę i starałem się ją propagować. Myślę, że w tej chwili nadszedł odpowiedni moment, bo ludzie są głodni rockowego grania, które opiera się właśnie na dobrej, riffowej muzyce, na dosyć ciekawych tekstach, na ciekawym brzmieniu, na długich improwizacjach w trakcie koncertów. Wystarczy zresztą spojrzeć na to, kto przyjeżdża do Polski - niedawno było Deep Purple - bilety natychmiast wyprzedano, na Ozzy'ego też świetnie się sprzedawały. Teraz mają przyjechać jeszcze: Budgie, Whitesnake, Yes, Jethro Tull, znowu Deep Purple oraz The Doors. Zainteresowanie tymi koncertami jest ogromne. Zresztą zespoły metalowe czy nu-metalowe czerpią także z tej muzyki. Często tylko brzmienie jest elementem różniącym te dwie epoki, bo riffy są praktycznie te same co w latach 70.

Kto jest odpowiedzialny za tworzenie tekstów i muzyki?

Teksty i muzykę przynoszę ja oraz Łukasz. Jednak wszyscy w jednakowym stopniu mamy wpływ na to jak te kawałki brzmią ostatecznie. Każdy z nas wnosi w nie swojego ducha i swoje spojrzenie na ich zagranie. Tak naprawdę wszystkie nasze numery zaczynają żyć dopiero na koncertach, gdzie każdy z nas ma miejsce do improwizacji. Na koncertach bawimy się muzyką i czasami numer, który w pierwotnej wersji trwa np. cztery minuty, potrafimy rozwinąć do kilkunastu. Zależy to również w dużym stopniu od publiczności. Na koncertach gramy tylko jeden cover. Nie zdradzę czyj. Początkowo myśleliśmy żeby włączyć jeszcze kilka coverów do naszego repertuaru, ale zrezygnowaliśmy z tego pomysłu z dwóch powodów. Po pierwsze różne znane "przeboje" można usłyszeć w każdej knajpie, a po drugie jeśli robi się cover, to trzeba go zrobić lepiej niż oryginał, bo inaczej to nie ma sensu. A te utwory, które nam się podobają, są zrobione tak doskonale, że nie można ich zrobić jeszcze lepiej, a robienie tych, które nam się nie podobają, mija się z celem. Wszystkie nasze kawałki mają polskie teksty, ponieważ bardzo ważny jest dla nas przekaz słowny. Piszemy o rzeczach, które nas wkurzają, lub tych, które nas kręcą. Nie ma u nas tekstów o kwiatkach, motylkach czy o tym, co ślina przyniesie na język. Każdy tekst jest o czymś konkretnym. Często piszemy o głupocie ludzkiej, o cholernych politykach i generałach, o przekrętach i wazeliniarstwie. Chyba dwa teksty mamy również o miłości (śmiech). Ale tej nieszczęśliwej.

Przez pewien czas szukaliście wokalisty, ale ostatnio zrezygnowaliście z tego pomysłu - dlaczego?

Myśleliśmy o facecie, który zaśpiewa jak Dio, Coverdale czy Byron, ale okazało się, że wszyscy, którzy tak śpiewają, mieszkają poza granicami naszego kraju. Sprawdzaliśmy kilku wokalistów, ale byli to ludzie, którym się zdawało, że śpiewają rocka, a przychodzili i śpiewali jak gwiazdy Eurowizji lub Opola. Inni prezentowali na naszych próbach różne odmiany growlingu, więc nie pasowali do naszego klimatu. Doszliśmy do wniosku, że szukanie kogoś na siłę jest bez sensu. Obecnie partie solowe śpiewamy na zmianę z Łukaszem, a w chórkach wspiera nas Ozzy i jakoś nam to wychodzi. Na razie pozostaniemy przy naszych wokalach. Nie wykluczamy jednak, że jeśli kiedyś pojawi się facet, któremu spodoba się to, co robimy i stwierdzi, że zaśpiewa lepiej od nas, to nie będziemy się upierać przy naszych głosach i być może nawiążemy współpracę.

A kto rządzi w zespole?

Muzyka oraz trzyliterowe hasło związane z rockiem (śmiech). Chyba większość decyzji podejmuję ja, ale myślę, że jednak mamy w zespole demokrację.

Gdzie w najbliższym czasie będziecie grać koncerty?

Już w najbliższą sobotę, 14 lutego, zagramy w warszawskim klubie "Progresja", w którym raz już występowaliśmy i bardzo przyjemnie nam się grało. Będzie to dzień zakochanych, więc ludzie na pewno będą się do siebie tulić i może do nas przy okazji też (śmiech). Poza tym jest trochę koncertów, które są w trakcie załatwiania. Jak tylko coś się pojawi, damy znać. Aktualne informacje o tym, co się u nas dzieje są zawsze na stronie www.karej.pl. Poza tym czekamy na ukazanie się tych naszych nagrań, bo z nimi będzie łatwiej niektóre rzeczy przeforsować. Brakuje w Polsce miejsc takich jak w Europie czy Stanach, gdzie można grać rocka. Ale mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Pozdrawiam wszystkich rockmetalowców.

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Czy jesteś w stanie naprawiać swój sprzęt muzyczny?