Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
82% |
| liczba ocen: |
98 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: The Sins Of Thy Beloved "Perpetual Desolation"
|
Nazwa zespołu: The Sins Of Thy Beloved
Tytuł płyty: "Perpetual Desolation"
| Utwory: |
The Flame of Wrath; Forever; Pandemonium; Partial Insanity; Perpetual Desolation; Nebula Queen; The Mornful Euphony; A Tormented Soul; The Thing That Should Not Be |
Wydawcy: Metal Mind Productions / Napalm Records
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6
Debiut The Sins of Thy Beloved ("Lake of Sorrow") nie był na pewno
rewolucyjnym albumem. Wręcz przeciwnie - wyczuwało się na nim wyraźnie
wpływy Theatre of Tragedy, czy nawet nieco młodszej Tristanii. Muzykę
tę cechowała jednak autentyczna szczerość i właśnie ona w jakimś
stopniu odróżniła The Sins... od masy podobnie grających zespołów. Nic
oryginalnego, a jednak potrafiło wzruszyć (ten rozpaczliwie-romantyczny
nastrój)... I na dobrą sprawę rzecz podobnie ma się z drugą płytą.
"Perpetual Desolation" nie różni się zbyt mocno od "Lake of Sorrow". Grupa
nadal porusza się w kręgu metalu "klimatycznego", nadal wykorzystuje
sprawdzone patenty i nie dba o oryginalność. Na pewno poprawiło się
brzmienie, same pomysły także wydają się ciekawsze. Nie ma też tej
"subtelnej nieśmiałości" charakterystycznej dla debiutu - tu zespół
jest już bardziej świadomy efektu, jaki chce uzyskać. Mimo powielania
pewnych schematów The Sins of Thy Beloved wypracowali swój specyficzny
styl - nie da się go opisać, za to doskonale można wyczuć. Zresztą te
porównania do Theatre of Tragedy jakoś powoli znikają - przede wszystkim
dlatego, że mistrzowie grają dziś zupełnie inaczej (wystarczy posłuchać
"Perpetual Desolation" i "Musique" - zero podobieństw). Skojarzeń z
Tristanią też jest jakby mniej niż przy okazji "Lake of Sorrow" (partie
wiolonczeli muszą brzmieć podobnie - w Tristanii i The Sins... na tym
instrumencie gra ten sam pan). Muzyka wypełniająca "Perpetual Desolation"
jest nieco brutalniejsza niż ta znana z debiutu. Więcej w niej "brudu",
mroku i opętania. Mniej romantycznych uniesień i czułej melancholii. Nie
oznacza to jednak, że ta płyta obdarta została z delikatności i piękna. To
nadal muzyka pełna kontrastów - ponury growling (tu niekiedy podchodzący
pod blackową manierę), ciężki gitarowe brzmienie, a obok tego klawisze,
wiolonczela i niewinny kobiecy sopran (nadal przypominający Liv Kristine
Espenaes z okresu "Velvet Darkness they Fear"). Rozmarzenie i romantyzm
zamieniały się w perwersję i mroczny erotyzm. Jak w takiej stylistyce
mogłaby brzmieć Metallica... ? Odpowiedzią jest utwór-cover zamykający
"Perpetual Desolation" - "The Thing That Should Not Be". Z jednej strony
przypomina oryginalną wersję (ciężar gitar), a z drugiej pokazuje coś
dotąd nieznanego, coś grzesznego, skazanego na potępienie...
Podobnie jak miało to miejsce przy okazji debiutu, tak i tym razem The
Sins of Thy Beloved nie wywołają swoim albumem rewolucji w muzycznym
świecie. Jednak mimo wszystko jest to ciekawa pozycja, godna polecenia
miłośnikom metalu "klimatycznego". A przede wszystkim tym, którzy nie
akceptują nowego oblicza Theatre of Tragedy i bardzo tęsknią za Aksamitną
Ciemnością.
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|