zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 26 czerwca 2017

relacja: Stick Men, Wrocław "Zaklęte Rewiry" 11.10.2015

19.10.2015  autor: Krasnal Adamu
wystąpili: Stick Men
miejsce, data: Wrocław, Zaklęte Rewiry, 11.10.2015

Jest już niemal tradycją, że na "Drum Fest" zapraszani są byli lub obecni członkowie King Crimson. W tym roku ponownie przyjechało Stick Men, czyli trio dowodzone przez Tony'ego Levina, z Patem Mastelotto za zestawem perkusyjnym. Od poprzedniej wizyty zaszły w zespole zmiany i nazwa stała się nieadekwatna - wskutek odejścia Michaela Berniera i przyjęcia na jego miejsce Markusa Reutera już tylko jeden członek gra na sticku Chapmana - ale można to przecież odebrać jako modyfikację zapewniającą nowe pozytywne wrażenia.

Gdy wchodziłem na widownię, ludzie bili w moim kierunku brawo. Mógłbym to potraktować jako rekompensatę za te kilkanaście minut spędzone dzień wcześniej w sklepie znanej sieci w kolejce po bilet i nerwy stracone, gdy próbujący różnych sposobów kasjer nie mógł znaleźć w systemie koncertu, o który pytałem. Rozejrzałem się jednak przytomnie i zrozumiałem: mijało mnie właśnie paru budzących zainteresowanie publiczności mężczyzn, a za zasłoną obok znikała już łysina Tony'ego Levina. Po chwili trzej okularnicy zajęli miejsca na scenie. Ostatni pojawił się konferansjer przynoszący, jak zła wróżba, problemy techniczne. Levin szybko się ulitował nad mówiącym, ale niesłyszanym przez publiczność, przybyszem i zaproponował, żeby skorzystał z jego, sprawnego, mikrofonu. Po wyeliminowaniu przeszkody widzowie zostali przywitani, a zespół - przedstawiony. Zaledwie kilka minut po ustalonej godzinie Stick Men rozpoczęło występ.

Słuchając otwierającego koncert "Hide the Trees" rozmyślałem o tym, że Levin pełnił i pełni ważną funkcję w King Crimson, wpisał się w jego historię, ale jego własny projekt zdaje się być stosunkowo mocno zakorzeniony w obliczu zespołu z lat 80. Nowoczesnością przyprawia muzykę Stick Men głównie Mastelotto, co odczuć można było już w drugim w kolejności "Smudge" z odrobiną obsługiwanej przez perkusistę elektroniki. Zaraz potem instrumentaliści wyraźnie zaznaczyli, z jakim zespołem należy ich wiązać. W przerwie między utworami Levin przedstawił grającego na touch guitar Markusa Reutera oraz swojego "wieloletniego kolegę z King Crimson" - Pata Mastelotto. Następnie perkusista odwzajemnił się liderowi grupy podobnym opisem oraz wspomniał o mającej nastąpić na dniach premierze boksu "THRAK". Poprzedzone taką zapowiedzią "VROOOM VROOOM" z repertuaru King Crimson zaczęło się od puszczonego z playbacku melotronowego intra Roberta Frippa. Sama aranżacja zdawała się odróżniać od oryginału mocniejszym brzmieniem bębnów, ale wciąż był to ten znany od około dwudziestu lat kawałek, bez naprawdę wartych podkreślenia dodatków lub urozmaiceń. Zresztą Stick Men w połączeniu z Adrian Belew Power Trio składa się na The Crimson ProjeKCt, czyli drugi już, po 21st Century Schizoid Band, zespół byłych lub obecnych członków King Crimson wykonujących wspólnie stare utwory kapeli Frippa, które lider niekoniecznie chce jeszcze grać na żywo. Złośliwi nazwaliby taki projekt cover bandem... ale to nie był czas na takie rozważania.

Po budzącym zainteresowanie odrobiną elektroniki i ciekawszym rytmem "Horatio", Reuter zapowiedział utwór, który sam wprowadził do repertuaru Stick Men - "Mirage" Mike'a Oldfielda. Do wykonania trudno było mieć jakiekolwiek zastrzeżenia, ale wciąż czekałem, aż żywe legendy rocka progresywnego wzbiją się dużo powyżej poprawność. Zadowolił mnie następny kawałek - "Concussion". Zapowiadający go Reuter poinformował, że nie jest to nowy utwór, ale dopiero na tej trasie zaczęli go grać na żywo i już go uwielbiają, m.in. za rytm i za zmiany tempa. Potwierdzam, wrażenie robi bardzo dobre. Zaraz potem lider grupy nieco usypiał melorecytacją - pierwszą tego wieczoru kompozycją z wokalem było rozpoczęte elektryczną perkusją i afrykańskimi rytmami "Slow Glide" - ale w klimatycznej wstawce on i Mastelotto chwycili smyczki i natychmiast zrobiło się ciekawiej. Niestety parę razy podczas utworu dało się odczuć problemy z komunikacją między skupionym na swojej grze perkusistą a dwoma pozostałymi muzykami, szczególnie na początku ostatniej zwrotki - albo Tony za wcześniej wszedł, albo Pat za późno skończył.

W 2008 r. we Wrocławiu Stick Men wykonało dwa utwory King Crimson. W "Zaklętych Rewirach" żadnego z nich nie powtórzyło, ale i tak zwiększyło ich udział w secie. Wynik sprzed lat wyrównało kawałkiem "Sartori in Tangier". Następnie zaprezentowano nam "Cusp", po czym przyszła pora na kolejny błysk - w znacznej mierze improwizacyjne "Open, Part 3 - Truncheon", w trakcie którego Mastelotto m.in. zgniatał plastikową butelkę. Przypomniały mi się historie o tym, co w latach 70. na koncertach Frippa i spółki wyprawiał Jamie Muir.

"Nude Ascending Staircase" - podobnie jak pochodzące z solowego albumu Levina, który poprzedził formację Stick Men, "Slow Glide" - zawierało melorecytację lidera i jeszcze bardziej pasowało do niego określenie "schematyczne". Znacznie lepsze wrażenie wywarło na mnie mroczne, ciężkie, oparte na mocnym, rytmicznym motywie "Industry" - w tym jednym przypadku nie przyczepię się do sięgania po dzieła King Crimson. Trochę się za to zdziwiłem, gdy po "Crack in the Sky" zespół wykonał "Breathless" Roberta Frippa. Levin ostrzegł, że nie jest to utwór King Crimson, czym niestety spotęgował wrażenie coverbandowego charakteru swojego projektu. Tłumaczy go tylko to, że brał udział w oryginalnym, studyjnym nagraniu tej kompozycji.

Sto minut setu podstawowego minęło zadziwiająco szybko. Po krótkiej naradzie na środku sceny, oklaskiwani muzycy pokazali nam, że zagrają jeszcze jeden utwór. Osobiście za najlepsze fragmenty koncertu uważam "Concussion", "Open, Part 3", "Industry" i środkową część "Slow Glide", ale byli tacy, których chyba najbardziej ucieszył i ożywił ten jeden stary kawałek King Crimson wykonany na bis - "Larks' Tongues in Aspic, Part Two". Dopiero po nim tercet się ukłonił, a około dziesięć minut później, zgodnie z zapowiedzią Levina, czekał za ladą szatni, by rozdawać autografy i pozować do zdjęć.

Lubię King Crimson i widziałem na żywo parę innych projektów jego muzyków. Wszystkie reprezentowały wysoki poziom, ale Stick Men nadal przekonuje mnie z nich najmniej. Na koncertach widać profesjonalizm, godne pozazdroszczenia umiejętności, ale oczarować potrafi mnie tylko Mastelotto, przy czym i tak uważam, że stać go na więcej. Wiem, zrobiłem się wybredny, bo "Drum Fest" od lat rozpieszcza mnie swoim programem, tymczasem wielu widzów wyniosło z koncertu jedynie pozytywne wrażenia. Może przy okazji kolejnych edycji znowu będziemy bardziej jednogłośni.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Stick Men, Wrocław "Zaklęte Rewiry" 11.10.2015
Boomhauer
Boomhauer (wyślij pw), 2015-10-20 09:48:24 | odpowiedz | zgłoś
"albo Tony za wcześniej wszedł, albo Pat za późno skończył"

Czyli w skrócie mówiąc, rozterki rodem z planu filmu dla dorosłych :) A tak BTW, dużo było ludzi?
re: Stick Men, Wrocław "Zaklęte Rewiry" 11.10.2015
Krasnal Adamu
Krasnal Adamu (wyślij pw), 2015-10-20 19:01:43 | odpowiedz | zgłoś
Tak się zastanawiałem, czy ktoś zwróci uwagę na to zdanie :)
Było chyba sto kilkadziesiąt, może trochę ponad dwieście osób. Dokładnie nie wiem - krzeseł nie liczyłem. Zapomniałem napisać, że koncert był dla publiczności siedzącej. Nawet po występie ochrona pilnowała, żeby się za bardzo nie zbliżać do sceny, nie wychylać się nad nią - a sporo osób chciało obejrzeć z bliska gitarę Reutera.

Materiały dotyczące zespołu

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy zdarzyło się, że koncert, na który długo jechałaś(eś) (np. z innego miasta), został odwołany po Twoim przyjeździe?