zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 29 marca 2017

wywiad: Blaze Bayley

9.03.2014  autor: Verghityax

Wykonawca:  Blaze Bayley - Blaze Bayley (wokal)

strona: 1 z 4

Blaze Bayley, Lublin 29.03.2013, fot. Robert Rojewski
Blaze Bayley, Lublin 29.03.2013, fot. Robert Rojewski

rockmetal.pl: Witaj Blaze. Od jakiegoś czasu w ramach swojej solowej kariery nie współpracujesz już ze stałym gronem muzyków. W marcu 2011 roku rozwiązałeś Blaze Bayley Band i od tego momentu działasz jako wykonawca bez zespołu. Jak do tego doszło?

Blaze Bayley: Straszliwie zasmuciło mnie to rozstanie, ale prawda jest taka, że od dłuższego czasu byłem spłukany i zadłużony. Nie miałem środków, by to wszystko uciągnąć... Nadal wiszę producentom koszulek i tłoczni płyt tysiące funtów. Co więcej, brakowało nam menedżera z prawdziwego zdarzenia, więc koncerty często były bukowane na ostatni moment. Ledwie uciułaliśmy kasę na paliwo, by dojechać na pierwszy występ naszej finałowej trasy jako zespół. Zmuszony byłem podjąć decyzję i czułem się z tym okropnie. Moje marzenie legło w gruzach. W Szwajcarii spotkało nas najgorsze z możliwych - nasz samochód rozkraczył się w drodze, a nie mieliśmy pieniędzy na naprawę. W rezultacie wóz został tam, gdzie padł, ja natomiast musiałem się zapożyczyć, żeby jakoś wrócić do domu. Katastrofa... Absolutna katastrofa... Podupadłem na zdrowiu i miałem ochotę ze sobą skończyć. Presja była nie do zniesienia, bo czułem, że wszystkich zawiodłem. W końcu moja żona i mój brat powiedzieli, że muszę coś zmienić. Robiłem, co w mojej mocy, by uratować zespół, ale okazało się to niewykonalne. Nasze przychody nie starczały na opłacenie piątki muzyków. Jestem zaledwie undergroundowym, heavymetalowym artystą. Sesje nagraniowe do większości moich albumów pokryłem z funduszy uzyskanych od przyjaciół oraz fanów zamawiających płyty w przedsprzedaży. Jednak przyszedł moment, kiedy nie byłem już w stanie iść do mojej rodziny i znowu prosić o pomoc finansową. Na szczęście od tego czasu moje samopoczucie zdecydowanie się poprawiło. Patrzę w przyszłość z bardziej pozytywnym nastawieniem, ponieważ nadal mam wsparcie fanów. Ich lojalność dała mi siłę, by kontynuować.

No i zmieniłem system pracy. Nie zatrudniam już etatowych muzyków, którym byłem zobowiązany płacić niezależnie od tego, czy coś się akurat działo czy nie. Teraz po prostu sprawdzam, kto jest dostępny i kompletuję skład na potrzeby trasy albo do studia. Dzięki temu zacząłem spłacać długi i wciąż mogę grać koncerty. Patrząc na to z obecnej perspektywy wiem, że byłem naiwny. Wielu wokalistów próbowało utrzymać solową kapelę i prawie żadnemu się to nie udało. Paul Di'Anno miał stały zespół, musiał go rozwiązać. Bruce Dickinson miał stały zespół, musiał go rozwiązać. Ian Gillan miał stały zespół, musiał go rozwiązać. Tylko Ozzy Osbourne i Bon Jovi przychodzą mi do głowy spośród tych, którym się powiodło w tej dziedzinie.

Pomimo zakończenia działalności Blaze Bayley Band, jeszcze przez ponad rok współpracowałeś z jednym z członków formacji, perkusistą Claudio Tirincanti. Co sprawiło, że został z tobą?

Claudio nie tyle został, co po prostu odpowiadały mu nowe warunki współpracy. Nasza przygoda rozpoczęła się, kiedy Larry (Paterson, poprzedni bębniarz - przyp. red.) zachorował. Zamiast odwoływać trasę po Brazylii, znaleźliśmy zastępstwo w osobie Claudio, który nauczył się całego repertuaru w tydzień. Świetnie się spisał na koncertach, więc zaangażowałem go na stałe. Po rozpadzie zespołu dzwoniłem do niego, ilekroć potrzebowałem sprawdzonego bębniarza.

Już bez Blaze Bayley Band zarejestrowałeś materiał na koncertowe DVD w klubie "De Rots" w brytyjskiej Antwerpii. Podobno to bardzo mały lokal. Skąd decyzja, by po dużym koncercie, jaki dałeś w "Spodku" w ramach festiwalu "Metalmania 2007", uwiecznić coś tak skrajnie odmiennego?

Prawdę mówiąc, "De Rots" nie jest nawet klubem. To raczej pub. Uważam, że poprzednie wydawnictwa koncertowe nie uchwyciły w pełni energii, jaką odznaczają się moje występy. Jasne, fajnie jest mieć profesjonalne oświetlenie i wielki tłum, ale w ten sposób nie uzyskasz prawdziwej pasji i interakcji z fanami. Nie zrozum mnie źle. Byłem bardzo zadowolony z "Alive in Poland", ale czułem potrzebę zrobienia czegoś innego. Choć grywam na dużych imprezach, to koncertuję przede wszystkim w niewielkich klubach. Zamiast oczekiwać od fanów, by tłukli się setki kilometrów na mój występ, dokładam wszelkich starań, żebym to ja mógł przyjechać do nich. Jeżeli gdzieś w Europie jest miasto z rockowym lokalem i stać mnie na dojazd, to ruszam w drogę. Nie unoszę się dumą, nie jestem gwiazdorem - niezależnie od rozmiarów miejscówki, przybywam i gram koncert.

« Poprzednia
1
Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Blaze Bayley
chaszasz
chaszasz (wyślij pw), 2014-03-11 16:25:40 | odpowiedz | zgłoś
Osobiście uważam, że co prawda w IM nagral te parę "highlightów" jak m.in. Futureal czy The Clansman ale większość utworów było słabych i nudnych.
Za to prawdziwą heavymetalową siłę stanowią jego znakomite solowe albumy (oprócz ostatniego "The King of Metal").
Barwa głosu to już rzecz gustu, dla mnie ma zajebisty mroczny i ciężki ton.
Nie chce porównywać IM z Blazem, ale sam dużo częściej muzycznie wracam do pana Bayleya.
re: Blaze Bayley
metal VIP (gość, IP: 89.76.29.*), 2014-03-11 13:26:44 | odpowiedz | zgłoś
Jego 2 płyty z IM o klasę lepsze od ostatnich wydań tej grupy.
W solowej karierze jest trochę gorzej z repertuarem,ale nie dno i muł.
Ale się zapuścił
RadomirW (gość, IP: 89.75.151.*), 2014-03-11 11:04:44 | odpowiedz | zgłoś
Wiadomo wiek robi swoje ale ten facet dziś wygląda nie lepiej niż Di'Ano, który jest od niego chyba z 10-15 lat starszy. A w czasach Ironów to był w sumie przystojny koleś, postury (ówczesnej) Glenna Danziga - smutne że ludzie tak przestają dbać o siebie. A co płytek i głosu to uważam X-factor za bardzo fajną płytę, lepszą od przynajmniej 2 napisanych z Brucem po jego powrocie i w sumie na podobnym poziomie jak AMOLAD. Szkoda że choć dziś Ironi się porywają często na długie kompozycje, to żadna nie dorównuje Sign of the cross, Edge of darkness czy The Clansmann. Zamiast tego dostajemy w prawie każdym kawałku 3-minuty wstępu na basie z Brucem marudzącym pod nosem, potem obowiązkowy patataj (grany chyba tylko po to by udowodnić że Nicko daje jeszcze radę) i 15 solówek bez polotu. Lubię epickie kawałki Ironów ale stanowczo powinni ich liczbę ograniczyć do 2-3 na płycie bo w większych dawkach robi się to nudne.
re: Ale się zapuścił
Boomhauer
Boomhauer (wyślij pw), 2014-03-11 13:53:30 | odpowiedz | zgłoś
Di Anno jest tylko 5 lat starszy, a nie "10 czy 15". Bruce i Paul są z '58, a Blaze z '63. Zresztą nie wiem czemu się tak czepiasz wyglądu, to nie jest Mast Bi De Mjuzik. Jakoś nie zauważyłem żeby wyglądał gorzej niż typowy 50-latek. No chyba że ktoś lubi jakichś metrolalusiów. Co do płyt IM z Blazem to może nie są ultra wybitne - są trochę męczące i przydługawe, ale w przeciwieństwie do ostarnich wydawnictw IM, mają te swoje kilka zajebistych highlightów do których chce się wracać. Znajdziecie takie utwory na "Final Frontier"?
re: Ale się zapuścił
Winterstorm
Winterstorm (wyślij pw), 2014-03-13 11:12:14 | odpowiedz | zgłoś
Chociażby "Coming Home" i "When the Wild Wind Blows", utwory genialne, a na koncercie sprawdzają się perfekcyjnie.
re: Blaze Bayley
LiverpoolGA (gość, IP: 79.185.196.*), 2014-03-10 23:40:17 | odpowiedz | zgłoś
Blaze ma płytką skalę głosu, ale na scenie daje z siebie wszystko, poza nią zresztą też, choćby sprzedając swoje płyty, rozmawiając z fanami przed i po koncercie. Byłem na jego występie w Progresji kiedy promował płytę "The Man Who Would Not Die" takiego wulkanu energii nie oglądałem często, a trochę koncertów widziałem. Uważam również, iż "The X Factor" to jeden z ciekawszych albumów Iron Maiden z kolei "Virtual XI" leży dokładnie na przeciwnym biegunie. Reasumując czuję ogromny szacunek do niego jako muzyka i człowieka, nie każdy potrafi tak otwarcie mówić o swoich problemach, z którymi przecież każdy z nas na swój sposób się boryka.
re: Blaze Bayley
Osservatore (gość, IP: 194.11.254.*), 2014-03-11 10:16:29 | odpowiedz | zgłoś
I wlasnie na tym polega problem. Bycie muzykiem nie polega na tym, ze cala energie wklada sie w sprzedaz swoich płyt czy rozmowy z fanami przed i po koncercie. Moze i na scenie Blaze jest wulkanem energii, ale kiedy trzeba skomponowac dobra plyte to jakos tej energii nagle brakuje. A to przeciez komponowanie muzyki jest w tym wszystkim najwazniejsze. Moze wreszcie na tym by sie skupil to wtedy na koncert przyszloby wiecej niz 40 osob?
re: Blaze Bayley
Winterstorm
Winterstorm (wyślij pw), 2014-03-11 11:04:52 | odpowiedz | zgłoś
Akurat kompozytorsko też jest bardzo dobry, pokazał to zarówno z Maiden jak i w solowej karierze.
re: Blaze Bayley
Osservatore (gość, IP: 194.11.254.*), 2014-03-11 11:29:13 | odpowiedz | zgłoś
No jak dobry? Dobry, a nagral jedna z najgorszych plyt Iron Maiden? Dobry, a nikt nie chce kupowac jego plyt? Trzeba czasem spojrzec prawdzie w oczy.
re: Blaze Bayley
Winterstorm
Winterstorm (wyślij pw), 2014-03-11 12:39:25 | odpowiedz | zgłoś
Mnie to się tak jakby wydaje, że najwięcej do gadania miał w IM nie Blaze, a Steve Harris, ale co ja tam wiem...
« Nowsze
1

Materiały dotyczące zespołu

Czy zdarzyło się, że wprowadziły Cię w błąd fałszywe informacje przeczytane w internecie (poza Prima Aprilis)?