|
|
| Wykonawca: |
Glenn Hughes - Glenn Hughes (wokal, gitara basowa)
|
Glenn Hughes, legendarny już wokalista i basista, znany przede
wszystkim ze współpracy z Deep Purple, Black Sabbath czy takimi muzykami
jak Gary Moore i Pat Thrall, odwiedził nasz kraj by dać jedyny koncert w
warszawskim klubie "Proxima". Niestety, los sprawił, że w zaplanowanym
terminie występu muzyk nieco podupadł na zdrowiu, w związku z czym
musiał oszczędzać gardło, co spowodowało skrócenie planowanego czasu
koncertu. Zgodził się jednak mimo to udzielić dla naszego serwisu
krótkiego wywiadu.
strona: 1 z 3
rockmetal.pl: Twój ostatni album nosi tytuł "Return Of Crystal Karma"
("R.O.C.K."). Czy oznacza on, że wierzysz w powrót rocka?
Glenn Hughes: Chodziło mi raczej o to, że wierzę w powrót czystości
w muzyce rockowej, tworzenia muzyki z jasnym, nieskażonym umysłem. To
album dla wszystkich prawdziwych fanów muzyki rockowej - jak ja.
Czy w ogóle myślisz o sobie jako o muzyku rockowym?
Hm... prawdę mówiąc nie. Rock odegrał w moim życiu bardzo dużą rolę, kiedy
grałem z takimi zespołami jak Deep Purple, Trapeze czy Black Sabbath, ale
nie uważam się za rockowego twórcę. W tej całej "zupie", którą tworzę,
znajduje się rock, funk, soul, jazz i pop - zmieszane razem tworzą to,
czym jest Glenn Hughes.
Który album z nagranych przez ciebie w całej swojej karierze - zarówno
solowej, jak i w różnych zespołach - jest dziś twoim ulubionym?
Myślę, że "Play Me Out" z 1976 roku - to było zaraz po rozpadzie
Deep Purple i całym tym rockowym szaleństwie, fanach, dziewczynach...
Dlatego ten album jest bardzo wyzwolony, pełen żywiołu.
Zapytałem, bo wśród fanów największą popularnością cieszy się raczej album
"Blues"...
...o tak, "Bluesa" też bardzo lubię...
...który jest zdecydowanie bardziej hardrockowy niż "Play Me Out". Jak
myślisz, dlaczego twoi fani najbardziej lubią jednak to rockowe oblicze
Glenna Hughesa?
Bo pamiętają "California Jam '74" (jeden z największych i
najsłynniejszych koncertów Deep Purple w karierze, sławny m.in. z powodu
wysoce destruktywnych scenicznych szaleństw Ritchiego Blackmore'a,
a zarazem jeden z pierwszych dużych koncertów Hughesa w Deep Purple -
przyp. red.) i nie mogą go zapomnieć! (śmiech) Muszę tu to powiedzieć,
że choć spędziłem potem dużo czasu poza muzyką, robiłem wiele różnych
rzeczy siedząc w domu, na "California Jam" narodził się niejako
image Glenna Hughesa. Kiedyś David Lee Roth mówił, że jak zobaczył
"California Jam" powiedział do kolegów: "Ja chcę być taki, jak ten
gość!". John Sykes, Dave Mustaine obaj mówili: "Ja chcę być taki,
jak ten gość!". Dużo muzyków przyznaje się, że w tamtym okresie
imponował im image Glenna Hughesa, to bardzo miłe słyszeć coś takiego.
A czym "California Jam był dla ciebie?
Och, to było świetne doświadczenie. Cały okres współpracy z Deep Purple
był niesamowity - szkoda, że nie robiło się wtedy teledysków i że nie
możecie sami zobaczyć wszystkiego na nagraniach video, choć wiele taśm
pochodzi z tamtego okresu, szkoda, że nie widzieliście Deep Purple wtedy
na żywo... bo to była naprawdę niezwykła kapela, Purple z Glennem Hughesem
- ciągle świeża, pełna energii...
autor: Maciej Mąsiorski
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|