zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 23 września 2020

recenzja: Rage "From The Cradle To The Stage"

15.02.2005  autor: Do diabła
okładka płyty
Nazwa zespołu: Rage
Tytuł płyty: "From The Cradle To The Stage"
Utwory: Orgy Of Destruction; War Of Worlds; Great Old Ones; Paint The Devil On The Wall; Sent By The Devil; Firestorm; Down; Prayers Of Steel; Suicide; Days Of December; Unity; Anarchy (Drum Solo); Enough Is Enough; Invisible Horizons; Set This World On Fire; Flesh And Blood; Rocket Science (Guitar Solo); Soundchaser; Straight To Hell; Back In Time; Refuge; From The Cradle To The Grave; Black In Mind; Solitary Man; Don't Fear The Winter; All I Want; Higher Than The Sky
Wykonawcy: Peter "Peavy" Wagner - gitara basowa, wokal; Victor Smolski - gitara; Mike Terrana - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Steamhammer, SPV Records
Rok wydania: 2004
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Dwadzieścia lat działalności to dobry pretekst do wydania płyty, która tak długi okres czasu podsumowuje. Na szczęście, w przypadku heavymetalowców z Rage nie jest to żadne "best of", tylko podwójny album koncertowy. Szczególnie, że po tych dwóch dekadach zespół jest w znakomitej formie i zamiast odcinać kupony, tworzy moim zdaniem najlepsze płyty w swojej karierze.

"From The Cradle To The Stage" to rejestracja koncertu, który odbył się w Bochum (Niemcy) 25 stycznia 2004 roku. Jak na podsumowanie przystało, w repertuarze znalazły się utwory z całej historii zespołu - od debiutu, jeszcze pod nazwą Avenger w roku 1985, po piosenki z najnowszej płyty, "Soundchaser". Całość zagrana i zaśpiewana jest z pasją i entuzjazmem, a zarazem z zegarmistrzowską precyzją. Precyzji trudno się dziwić - obecny skład Rage tworzą w końcu znakomici instrumentaliści, a lata na scenie też robią swoje. Entuzjazmu można tylko gratulować. Nowe utwory poddane zostały pewnym drobnym modyfikacjom, stare, podobno, znacznym. Nie sposób mi tego ocenić, bo moja znajomość tej grupy ogranicza się właściwie do kilku ostatnich płyt.

Jedno, co mam do zarzucenia temu wydawnictwu to to, że czasami brzmi niemalże jak płyta studyjna. Bywają momenty, w których publika znika zupełnie z głośników, a Wagner rzadko kiedy dodaje coś od siebie w trakcie utworów. Myślę, że wersja DVD pod tym względem sprawdza się dużo lepiej. W końcu nawet jeśli nie zawsze słychać, że to koncert, na pewno to widać.

Komentarze
Dodaj komentarz »