- Koncerty
- terminy koncertów
- galeria zdjęć
- relacje z koncertów
- Wieści
- wieści muzyczne
- kocioł
- dodaj wieść
- Płyty
- recenzje płyt
- zapowiedzi premier
- Wywiady
- wywiady
- Ogłoszenia
- ogłoszenia drobne
- dodaj ogłoszenie
- Zobacz
- wywiady
- forum
- linki
- rekomenduj muzykę
- korozja
- sondy - archiwum
- Redakcja
- o nas
- szukamy pomocników
- reklama
- polityka cookies
- kontakt
relacja: Budka Suflera, Wrocław 28.08.2026
miejsce, data: Wrocław, Rynek, 28.08.2026
Chociaż na coraz dłuższej liście dotychczasowych wokalistów Budki Suflera Irena Michalska umiejętnościami znajduje się według mnie w ścisłej czołówce, nie śledzę na bieżąco nowych dokonań zespołu. Znacznie skuteczniej od twórczości grupy przebijają się takie sprawy, jak niedawna kuriozalna publiczna wymiana opinii między perkusistą Tomaszem Zeliszewskim a wokalistą Jackiem Kawalcem, dotycząca Zenka Martyniuka, w trakcie której aktor znany z serialu "Ranczo" postanowił opuścić szeregi gwiazdy polskiego rocka. Koncert na wrocławskim Rynku jako wcześniej zakontraktowany miał się odbyć jeszcze z jego udziałem.

Budka Suflera, Wrocław 28.08.2026, fot. Krasnal Adamu
Imprezą ze wstępem wolnym świętowano 46-lecie utworzenia w mieście "Solidarności". Organizatorzy i działacze w zapowiedziach i przemowach przypomnieli widzom o wydarzeniach z sierpnia 1980 r. Dopiero po krótkich występach tych trzech mężczyzn na scenę zaproszono kogoś znanego fanom muzyki, których zdążyło się zgromadzić niemało. Uczciwie dodam tylko, że nie wszyscy w tym tłumie byli zainteresowani akurat Budką Suflera. Ogłoszony harmonogram koncertu ograniczał się do godziny otwarcia zagrody i godziny rozpoczęcia. W efekcie niektórzy przyszli za wcześnie w nadziei, że jako pierwszą zobaczą Justynę Steczkowską.
Występ otworzyły dźwięki gitary basowej Mietka Jureckiego. Muzyk w spodniach w czarne i białe paski ruszał się na scenie najwięcej ze wszystkich instrumentalistów: chętnie podchodził do kolegów i od początku sporo się bujał na boki. Tomasz Zeliszewski, jedyny przewyższający go stażem w zespole, też kipiał energią, a choć perkusista wokalistą nie jest, trudno mu było długo trzymać usta zamknięte. Za śpiew tymczasem w dwóch pierwszych piosenkach, czyli w "Nie wierz nigdy kobiecie" i "Za ostatni grosz" pierwotnie wykonywanych z Romualdem Czysławem przy mikrofonie, odpowiadał Robert Żarczyński. Można uznać, że wspierała go stojąca z boku chórzystka, lecz przez większość koncertu jej głos całkowicie zagłuszały instrumenty. Drugi utwór był jednym z nielicznych, kiedy przynajmniej przez chwilę dało się ją usłyszeć - a i tak słabo.

Budka Suflera, Wrocław 28.08.2026, fot. Krasnal Adamu
Po wykonaniu swojej, początkowej części setu Robert Żarczyński zapowiedział Irenę Michalską, a sam opuścił scenę. Występ pełen był takich roszad, a towarzyszyły im wizyty członka ekipy technicznej wymieniającego statywy z mikrofonami. Obecnej głównej frontmance zespołu przypadły do zaśpiewania piosenki, które ekipa Budki Suflera napisała dla innych wokalistek. Najpierw poleciały "Podwórkowa kalkomania" i "Luz-blues, w niebie same dziury" z repertuaru Urszuli. Następnie usłyszeliśmy znacznie nowszy kawałek. Grupa wykonała "Ptaki na mych rękach", czyli moim zdaniem najlepszy z singli zapowiadających album "Judyta". Pomimo ponad czterdziestu lat różnicy utwór nie odstawał mocno od poprzednich i przyjęty został podobnie dobrze.

Budka Suflera, Wrocław 28.08.2026, fot. Krasnal Adamu
Ubranego w białą koszulę i czarną kamizelkę Krzysztofa Wałeckiego zapowiedział basista. O udziale wokalisty Oddziału Zamkniętego poinformowano kilka dni wcześniej, więc niespodzianki nie stanowił. Gość wykonywał partie Krzysztofa Cugowskiego: zaczął od "Snu o dolinie", w którym Mietek Jurecki zagrał na kontrabasie elektrycznym, a następnie zaśpiewał "Memu miastu na do widzenia". Poradził sobie bardzo dobrze. W "Nowej wieży Babel" z solówką na gitarze akustycznej wokal prowadzący przejął Robert Żarczyński, do którego w "Twoim radiu" dołączył Jacek Kawalec. Ze wszystkich śpiewających tego wieczoru w Budce Suflera to właśnie aktor najbardziej wydawał się stworzony do rockowych koncertów. Udał się nie tylko na proscenium, ale też do fosy i pod barierkę, gdzie podtykał mikrofon widzom. Na koniec krzyknął do publiczności "Do zobaczenia niebawem", co w związku z jego zapowiedzią rozstania z zespołem zabrzmiało dwuznacznie. Następnie Robert Żarczyński, znowu sam, zaśpiewał o tym, do czego "trzeba dwojga", czyli "Takie tango". Ruchy wykonywane podczas utworu przez Mietka Jureckiego można nazwać tańcem, chociaż akurat niepasującym do tytułu.
Irena Michalska wróciła na dwa kolejne kawałki pierwotnie śpiewane przez współpracujące z Budką Suflera wokalistki: "Wszystko czego dziś chcę" i "Dmuchawce, latawce, wiatr" z repertuaru odpowiednio Izabeli Trojanowskiej i Urszuli. Zanim opuściła scenę, wspomogła jeszcze chórzystkę w "Nocy komety", z wokalem prowadzącym Jacka Kawalca. Kolejny utwór należał do najlepiej przyjętych. Wykonaniu "Jolka, Jolka pamiętasz" towarzyszyły włączone latarki smartfonów, którymi widzowie powoli kołysali nad głowami. Śpiewający ten przebój Jacek Kawalec zrobił pod koniec to samo, co publiczność. Potem został jeszcze na scenie, by razem z Ireną Michalską wesprzeć Roberta Żarczyńskiego w "Balu wszystkich świętych".

Budka Suflera, Wrocław 28.08.2026, fot. Krasnal Adamu
Set podstawowy zwieńczył "Jest taki samotny dom" z wokalem prowadzącym Krzysztofa Wałeckiego. To też jedyny utwór, w którym wyraźnie było słychać chórzystkę - bo ucichły instrumenty. Gdy powtarzała w kółko swoje wersy, Robert Żarczyński przedstawił cały zespół: pięcioro wokalistów, dwóch gitarzystów, klawiszowca, basistę i perkusistę. W ten sposób, na wielki finisz, na scenie zebrało się dziesięcioro muzyków. Pełny skład wykonał też bis. "V bieg" przypominał już bardziej zabawę. Mietek Jurecki i Irena Michalska, stojąc obok siebie, synchronicznie machali nogami. Jacek Kawalec wrócił do fosy, by znowu nawiązać bliski kontakt z widzami. Potem dołączył do trójki pozostałych głównych wokalistów, która śpiewając wyszła na proscenium prawie jak modelki na wybieg na finisz pokazu. Trwający półtorej godziny występ skończył się zdjęciem grupy z publicznością w tle. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom zespołu w mediach społecznościowych, "Cienia wielkiej góry" nie usłyszeliśmy. Oglądaliśmy za to grupę muzyków skutecznie zachęcających nas do klaskania i machania rękami nad głowami. Na Justynę Steczkowską już nie czekałem, więc nie wiem, czy zaoferowała coś lepszego.
Obecna Budka Suflera może być porównywana do tribute bandu. Jest też jednak po prostu dobrym zespołem i na żywo potrafi to pokazać. Głównymi zaletami występu we Wrocławiu, poza samym materiałem, były energia Mietka Jureckiego i Jacka Kawalca, urok i umiejętności Ireny Michalskiej, a dodatkowo mocny głos Krzysztofa Wałeckiego. Dobrze też, że perkusista i odchodzący wokalista zachowali się profesjonalnie i nie pozwolili, żeby różnica zdań między nimi zaszkodziła ich współpracy na scenie. Jedyne, co nawaliło, to nagłośnienie chórzystki.


