zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 25 maja 2026

relacja: Daffodil Pill, Zgnilizna, Wrocław 23.05.2026

24.05.2026  autor: Krasnal Adamu
wystąpili: Daffodil Pill; Zgnilizna
miejsce, data: Wrocław, Łącznik, 23.05.2026

Edycję "Daffodil Grill" z numerem 4.0 zapowiedziano jako kameralną: jednodniową, z tylko dwoma zespołami. Miałem nadzieję, że gospodarza, czyli Daffodil Pill, wesprze wykonawca również psychodelicznorockowy, ale padło na nieznaną mi, metalową Zgniliznę. Niezrażony i tak ruszyłem na sprawdzony już zestaw: wernisaż, koncert i kiełbachę z grilla - wszystko za darmo.

Na miejscu okazało się, że również miejsca na imprezę jest mniej, niż poprzednio. Drugą halę zajmowały tym razem niezwiązane z "Daffodil Grill" targi ubraniowe. Wystawę rozmieszczono więc na salce koncertowej. Obejmowała głównie obrazy, a na jednym rozpoznałem perkusistę Daffodil Pill. Rozmaite inne przedmioty, tzw. osobliwości, rozłożono na stołach pod sceną jak nietypowe zastępstwo barierek. O godzinie, na którą zaplanowany był wernisaż, Zgnilizna ustawiała sobie nagłośnienie, jeden z artystów-grafików korektorem kończył malować swoją powieszoną już pracę, a grill nie był jeszcze uruchomiony. Po długo toczonej przez dźwiękowca i metalowców walce ze sprzężeniami zwrotnymi i przerwie ekipy od działań Adam Chmura z Daffodil Pill i Weronika Anna Brzychczy w końcu otworzyli imprezę. Kuratorka dostała następnie niewiele ponad dziesięć minut na oprowadzenie zainteresowanych po wystawie, zanim przygaszono światła i włączono intro Zgnilizny. Niestety nie zdążyła w tym czasie dojść z grupką do końca.

Zgnilizna, Wrocław 23.05.2026, fot. Krasnal Adamu
Zgnilizna, Wrocław 23.05.2026, fot. Krasnal Adamu

Gdy szukałem informacji o zespole Zgnilizna, trafiałem tylko na inną, tak samą się nazywającą, jawnie działającą od niecałego roku, więc chyba podobnie młodą, kapelę crustową z Poznania. Grupa występująca we Wrocławiu wykonywała natomiast thrash metal z tekstami po polsku. Grający na gitarze rytmicznej główny wokalista nieźle sobie radził ze zgromadzonymi liczniej, niż się spodziewałem, i zaskakująco żywiołowo reagującymi widzami. Wyglądało na to, że kapela ma w mieście grono fanów. Dobrze, że ze środkowego stołu uprzątnięto wystawę, żeby frontman mógł na niego wychodzić. W konferansjerce wspomagał muzyka gitarzysta prowadzący, sprawujący też funkcję wokalisty wspierającego, który, zanim się przebrał w różową marynarkę i czerwone spodnie, czyli podczas próby dźwięku, przypominał mi młodego Geezera Butlera. Sporo się bujający basista, chociaż kontaktu z publicznością nie utrzymywał, przyciągał wzrok niewiele mniej.

Niecałe pół godziny od rozpoczęcia występu metalowcy żartobliwym tonem ogłosili jego koniec. Widzowie się na to nie zgodzili. Na bis poleciał cover - thrashowa wersja "Szarych miraży" Maanamu. Wybór był zaskakujący i miałem wrażenie, że wokalista, śpiewając zwrotki, z trudem się powstrzymuje od śmiechu. Po wykonaniu ostatniego utworu kwartet się ukłonił. Publiczność odpowiedziała skandowaniem nazwy zespołu. Kapela wypadła bardzo dobrze. Grała szybko, z kopem i potrafiła się odpowiednio zachowywać na scenie. Tylko niektóre przerwy między utworami były za długie.

Daffodil Pill, Wrocław 23.05.2026, fot. Krasnal Adamu
Daffodil Pill, Wrocław 23.05.2026, fot. Krasnal Adamu

Na zewnątrz urosła kolejka po kiełbaski lub coś wegetariańskiego, scenę tymczasem stopniowo przejmował Daffodil Pill. Dzięki wydanej trochę ponad tydzień przed imprezą koncertówce "Live at NCPP" wreszcie poznałem tytuły garści utworów, które w zeszłym roku słyszałem na żywo nawet po kilka razy. Set zaczął się tego wieczoru od dwóch z tych kawałków: "Loopin' Back" i "Wanna Feel It". Następnie wokalista powitał zgromadzonych, poprosił o brawa dla Zgnilizny i odłożył gitarę, by grę kontynuować na klawiszach. Po trzecim kawałku oznajmił, że stracił zasilanie, a po chwili dodał, że zdarzyło się to już tradycyjnie. Potwierdzam - nie pierwszy raz widziałem go w takiej sytuacji. Gdy grzebał z dźwiękowcem w kablach, szukając źródła awarii, pozostali trzej muzycy zrobili sobie krótki jam.

Po "Lurkin 'n' Surfin" frontman zapowiedział dwa nowe kawałki. Oba przypadły mi do gustu. Ba, z całego setu spodobały mi się najbardziej, mimo że wszystkie utwory wykonane zostały świetnie. Nowy materiał przyniósł jednak zmianę klimatu. "Black Love" zawiera riff, któremu bliżej jest do doom metalu, niż do surf rocka. Dzięki wolniejszemu tempu perkusista mógł odrobinę odpocząć. W "Królu szczurów" za to wokalista na zmianę chodził z tamburynem po całej scenie i z punkową werwą darł się do mikrofonu. Aż takiego czadu się nie spodziewałem, podobnie jak kawałka z tekstem w języku polskim. Na zakończenie trwającego niewiele ponad pół godziny setu nadawał się znakomicie. Zamiast bisu kwartet zagrał "melodyjkę", która równocześnie stanowiła otwarcie ostatniej części programu, czyli jam session. Kilka minut później na scenie instalowali się już nowi muzycy, a ja opuściłem klub.

Rzeczywiście skromna była ta edycja. Wystawa potraktowana trochę po macoszemu, dwa zespoły grały łącznie zaledwie około godziny, a do tego jedyne, co rozpoczęło się w przybliżeniu zgodnie z programem, to jam session. Miałem wrażenie, że organizatorzy wzięli się do roboty na ostatnią chwilę i nieco pod przymusem. Dobrze się jednak przy kapelach bawiłem, z przyjemnością poznałem odrobinę nowego materiału Daffodil Pill, a atmosfera imprezy była co najmniej w porządku. Na następny "Daffodil Grill" też zamierzam się wybrać, chociaż moje oczekiwania zostały obniżone.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!