zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 3 grudnia 2021

relacja: Dark Tranquillity, Rotting Christ, Enslaved - Warszawa, Kraków, 5,7.10.2002

26.10.2002  autor: m00n
wystąpili: Dark Tranquillity; Rotting Christ; Enslaved
miejsce, data: Warszawa, Proxima, 5.10.2002
wystąpili: Dark Tranquillity; Rotting Christ; Enslaved; Asgaard
miejsce, data: Kraków, Studio TVP Krzemionki, 7.10.2002

Trzeba przyznać, że firma Metal Mind wyjątkowo się postarała, sprowadzając do Polski na dwa koncerty zespoły Dark Tranquillity, Rotting Christ i Enslaved - z pewnością zaskoczyło to i sprawiło przyjemność wielu osobom. Obie imprezy były bardzo udane, niestety krakowski występ nie obył się bez problemów. Ale o tym później.

W Warszawie nie było żadnych supportów i już kilka minut po szesnastej w "Proximie" powiało skandynawskim chłodem, na scenie pojawił się Enslaved. Mimo iż grali jako pierwsi, ciekawie dobranym repertuarem Norwegom udało się całkiem dobrze rozruszać powiększającą się z upływem czasu publikę. W ciągu godziny zaprezentowali zarówno starsze, szybkie, jak i te nowe, spokojniejsze, bardziej rozbudowane numery. Zespół sięgnął w odległe czasy, prezentując między innymi trzy utwory z płyty "Frost", w tym "Jotunblod", był też "Slaget I Skogen Bortenfor" i oczywiście kompozycje z ostatniego albumu "Monumension", chociażby "The Voices" czy "The Convoys To Nothingness". Niespodzianką dla wszystkich był z pewnością cover Autopsy "Retribution For The Dead", w którym Grutle Kjellson udowodnił, że także growl nie jest mu obcy. Usłyszeć w ciągu tych sześćdziesięciu minut można było także trzy najnowsze utwory, które znajdą się na kolejnym krążku Enslaved: "As Fire Swept Clean The Earth", "Queen Of The Night" i "Ridicule Swarm". Koncert Norwegów był bardzo udany, a to przecież dopiero początek.

Rozbudowanym "In Domine Sathana" swój występ rozpoczął Rotting Christ. Zestaw utworów przygotowanych na ten wieczór mógł zachwycić chyba każdego fana zespołu, a do takich się zaliczam. Godzinna porcja znakomitych numerów to - na szczęście - nie tylko kompozycje z ostatniego albumu "Genesis" czy wcześniejszego krążka "Khronos" - były też między innymi świetne "Quintessence", "Lex Talionis" i "Thou Art Lord". To również garść starych rzeczy, jak na przykład "Shadows Follow", jednak prawdziwa masakra zaczęła się, gdy na przemian poleciały kawałki z "Triarchy Of The Lost Lovers" i kultowego debiutu "Thy Mighty Contract" - "King Of A Stellar War", a po nim drapieżne "The Sign Of Evil Existence", "Archon" i "Fgmenth, Thy gift", przy których zawsze przechodzą mnie ciarki... dla nich nie szkoda gardła, sam miód. Z pewnością możnaby narzekać na pewną statyczność muzyków, same gestykulacje Sakisa i pewna magia ich występu nie wystarczyły niektórym, by poprawić to wrażenie, jednak dla mnie muzyka skutecznie nadrabiała wszelkie mankamenty "wizualne". "Under The Name Of The Legion", jeszcze jeden utwór z "Genesis", zakończył udany koncert Greków.

Sobotni występ w "Proximie" był dla mnie drugą okazją zobaczenia "na żywo" Dark Tranquillity. Świetne wrażenia wyniesione przeze mnie z poprzedniego spotkania ze Szwedami tym razem potwierdziły się w stu procentach. Cholernie żywiołowy koncert ekipa pod przewodnictwem wokalisty Mikaela Stanne rozpoczęła od "The Wonders At Your Feet" - przez dobrze ponad godzinę Mikael, ciągle z uśmiechem na twarzy, dwoił się i troił, biegając po całej scenie, a jego koledzy świetnie zagrali zaplanowany materiał. A materiał ten obejmował utwory z prawie całej twórczości Dark Tranquillity. Ze starszych płyty zabrzmiały między innymi "Punish My Heaven", "Lethe", "Undo Control", "Insanity's Crescendo" i "Zodijackyl Light", przemieszane z numerami z dwóch ostatnich albumów, w tym "Not Built To Last" i tytułowy z "Haven" oraz "Damage Done" i "White Noise/Black Silence" z najnowszego krążka. Niesamowicie energetyczny, właściwie czadowy koncert Szwedów został znakomicie przyjęty przez publiczność, która najliczniej tego wieczoru pojawiła się pod sceną, a zakończył go kolejny kawałek z ostatniej płyty, był nim "Final Resistance". Myślę, że większości właśnie to, co zaprezentowali Szwedzi, podobało się zdecydowanie najbardziej, ja jednak oczywiście będę trzymał stronę Rotting Christ. Mam jednak mały niedosyt, nie zagrali niczego ze "Skydancer", ale z tego krążka Dark Tranquillity chyba już nic nie grywa...

Dwa dni później wszystkie zespoły pojawiły się w krakowskim studio telewizyjnym na Krzemionkach, a ich występy, rejestrowane przy pomocy kamer, ukażą się prawdopodobnie na początku przyszłego roku w postaci DVD. Tym razem - w odróżnieniu od sobotniego koncertu - zdecydowano się na "rozgrzewacz", był nim Asgaard, jedyny tego popołudnia zespół kreujący swój image przez niewielki makijaż. Wokalista ubrany był w koszulę z żabotem i długi, czarny płaszcz z kapturem. Dysponując około godziną czasu, grupa wybrała na swój występ utwory z trzech ostatnich płyt, wśród nich "Love... Blood... & Eternity...", "Mare Nubium" i "Mare Serenitatis". Prawdę mówiąc koncert nieco mnie znużył - starsze kompozycje są dynamiczne, jednak te z najnowszego albumu "XII Voltum Lunae", mimo że ciekawe, średnio sprawdzają się "na żywo" - znacznie lepiej wypadają słuchane w domu.

Po przyjętym "na stojąco" Asgaard, nadszedł czas na spadkobierców Wikingów i ich świetny występ. Na koncert w krakowskim studio Norwegowie - tak, jak w Warszawie - przygotowali materiał opierający się zarówno na twórczości sprzed lat, jak i na najnowszych kawałkach. Sześćdziesiąt minut skandynawskiego black metalu i rozbudowanych, czasem z diabelstwem mających mało wspólnego, nowych numerów w wykonaniu Enslaved bez problemu rozkręciło publiczność - stało się tak za sprawą między innymi utworów "Yotunblod", "The Voices", "Convoys To Nothingness", "Wotan", jak i najnowszych "Queen Of Night", "Ridicule Swarm" oraz "As Fire Swept Clean The Earth". Ponownie nie obyło się bez coveru Autopsy "Retribution For The Dead". Znowu twórcy "Frost" świetnie rozpoczęli koncert trójki zagranicznych gości, tym razem w Grodzie Kraka.

Występ Rotting Christ obfitował przede wszystkim w kłopoty, które z pewnością przesłoniły niektórym ich naprawdę doskonały koncert. Problemy rozpoczęły się w "In Domine Sathana" z długim intrem i "You Are I", w trakcie którego nastąpiła pierwsza przerwa, która - jak się później dowiedziałem - wynikła z zamieszania, Grecy zostali zbyt wcześnie powiadomieni, że mogą rozpocząć. Ponieważ wszystko było rejestrowane, zespół musiał zacząć jeszcze raz, od samego początku, od tego samego intro. Późniejsze numery w postaci chociażby "Quintessence" i "Lex Talionis" z pewnością wynagrodziły falstart, szczególnie gdy znowu usłyszałem ten piękny zestaw: "King Of The Stellar War", "The Sign Of Evil Existence", "Archon" i "Fgmenth, Thy Gift". Niestety to nie był koniec kłopotów Rotting Christ - znowu przerwano im w trakcie grania, tym razem z powodu awarii sprzętu nagrywającego. To chyba było ponad siły muzyków i niektórych ludzi - gdy Grecy po raz trzeci zaczęli "In Domine Sathana", po którym zagrali już "After Dark I Feel", część publiczności zwyczajnie znudzona opuściła salę. Na szczęście od tego momentu wszystko już było w porządku, a na zakończenie pojawił się "Under The Name Of The Legion". Dla mnie świetny występ, świetne brzmienie, jednak wszystko spieprzyli ludzie i sprzęt.

Zanim jeszcze na scenie zjawił się Dark Tranquillity, siedziałem w stołówce rozmawiając z niezbyt szczęśliwymi muzykami Rotting Christ, więc większość występu Szwedów mnie ominęła. Oglądane jednak przeze mnie ostatnie dwadzieścia minut wystarczyło mi by stwierdzić, że bawiąca się świetnie krakowska publiczność - podobnie jak warszawska - również mogła zobaczyć energetyczny, dynamiczny koncert, podczas którego Mikael Stanne znowu był wszędzie ze swoim nieodłącznym uśmiechem. W końcówce Szwedzi zagrali między innymi "Lethe", "Not Built To Last", "Zodijackyl Light" i - tak jak w stolicy - zakończyli "Final Resistance".

Komentarze
Dodaj komentarz »

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Jak długa powinna być broda metalowca?