zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 23 stycznia 2022

relacja: John Wetton, Kraków "Hala Wisły" 13.05.1998

15.05.1998  autor: Roman Milowski
wystąpili: John Wetton; Quidam
miejsce, data: Kraków, Hala Wisły, 13.05.1998

Nowy rok powitaliśmy oczekując na zbliżający się koncert Genesis w Polsce. Jak się później okazało, fakt ten był dobrą wróżbą na rok 1998. Po koncercie Genesis przyszła kolej na panów Page'a i Planta, Yes oraz niezwykle udaną edycję festiwalu Metalmania, gdzie obok głównej gwiazdy, którą był Judas Priest, wystąpiło kilka naprawdę dobrych zespołów (Hammerfall, Dimmu Borgir, Therion, The Gathering, Vader, Morbid Angel). Czy można było oczekiwać kolejnych wielkich wydarzeń koncertowych w Polsce? Jak się okazuje temperatura życia koncertowego nie opada. Parę godzin temu wróciłem z występu Johna Wettona (eks King Crimson, Asia, UK, Uriah Heep), a czeka na mnie jeszcze koncert Black Sabbath i Deep Puple.

Impreza miała rozpocząć się o godzinie 19:00 w krakowskiej "Hali Wisły". Nie jest to może najlepsze miejsce na koncert, ale to chyba problem większości miast polskich - brak odpowiednich sal koncertowych. Już koło godziny 18:00 spora grupa fanów oczekiwała na otwarcie drzwi. Jak się później okazało, koncert trochę się opóźnił. Podobno droga z Bydgoszczy (tam dzień wcześniej koncertował John Wetton) była niezwykle długa i wyboista. W końcu jednak machina ruszyła.

Na pierwszy ogień, jako support, wystąpił polski Quidam. Na scenie pojawili się w odrobinę innym składzie (Emilia Derkowska, Zbyszek Florek, Rafał Jermakow, Maciek Heller, Radek Scholl, Jacek Zawada) - zabrakło Ewy, która pożegnała się z zespołem. Zwykle najważniejsza jest dla mnie muzyka, ale w tym wypadku nie mogę się oprzeć i powiem to - Emilia była śliczna jak zwykle. Wystąpiła w długiej granatowej sukni w białe wzory. Na sam jej widok zapomniałem o tym, że koncert się opóźnił. Na początku mieli pewne problemy techniczne, które jednak, w trakcie występu, powoli zostały usunięte. Być może płyta tego zespołu może wydać się nudna i rzadko kto jest w stanie przesłuchać ją w całości, na scenie jednak prezentują się rewelacyjnie. Grali blisko godzinę i pomimo tego, że wszyscy czekali na gwiazdę wieczoru, zostali przyjęci bardzo ciepło. Usłuszeliśmy między innymi "głęboką rzekę", "wesołą", "pod powieką" oraz "sanktuarium" i "moje anioły". Utwory z nowej płyty nie powinny zaskoczyć fanów zespołu - jest to wciąż ten sam, stary, dobry Quidam. Z nowych kompozycji najbardziej przypadł mi do gustu "pod powieką". To długa, rozbudowana kompozycja, z częstymi zmianami tempa oraz nastroju. Myślę, że chociażby tylko z powodu tego utworu warto będzie zakupić nową płytę Quidam. Kulminacją koncertu było jednak dobrze wszystkim znane "sanktuarium". Ci ludzie naprawdę potrafią zagrać tak, że można zapomnieć o całym bożym świecie. W środku utworu, jak zwykle pojawiły się cytaty z Camela. Powróciłem myślami do chwil, które spędziłem w tej samej hali na koncercie Camel. Utwór jednak wybrzmiał i wróciłem do rzeczywistości. Na zakończenie Quidam zaprezentował jeszcze utwór promujący najnowszą płytę - "moje anioły" i zaraz zeszli ze sceny.

Nastąpiły przerwa na przygotowanie sceny dla głównej gwiazdy tego wieczoru. Chwilę później zgasły światła i na scenie pojawił się Jonh Wetton wraz z zespołem w składzie: David Kilminster gitara, Martin Orford klawisze oraz Steve Christey perkusja (panów Orforda oraz Christey'a można było zobaczyć już wcześniej w Polsce, gdy grali w Jadis). Zaczęli ostro, niestety nie znałem tego utworu wcześniej. Następnie zagrali "Sole Survivor" oraz "Voice of America", po czym przyszła kolej na solo Martina Orforda. Atmosfera odrobinę się uspokoiła, przyszła kolej na część akustyczną koncertu. Jako pierwszy z utworów akustycznych usłyszeliśmy kompozycję z najnowszej płyty "Arkangel", następnie "Book of Saturday" oraz "Emma". Później pojawiły się jeszcze "Hold Me Now", "Only Time Will Tell", solo Davida Kilminstera, "In the Dead of Night" oraz parę innych utworów, których tytułów niestety nie znam. Na zakończenie Jonn wraz ze swoim bandem wykonał porywająca wersję "Heat of the Moment", po czym zeszli ze sceny. Jednakże nie był to jeszcze koniec koncertu. Dwa razy pojawili się na bis. Podczas pierwszego na scenę wkroczył Karmazynowy Król, a z głośników popłynęły dźwięki długo przez wszystkich oczekiwanego "Starless". To trzeba było przeżyć, nie znajduję słów, by oddać to, co działo się na scenie - upadłem na kolana, taka muzyka może zniewolić. Potem nastąpiła chwila wytchnienia, panowie zeszli ze sceny, by po chwili powrócić i uraczyć na jeszcze dwiema kompozycjami. Jako ostatni utwór usłyszeliśmy "Don't Cry", po którym nie było sensu krzyczeć o więcej - koncert definitywnie się zakończył.

Przed koncertem lekko obawiałem się formy Wettona - w pierwszej części koncertu z Bydgoszczy, który transmitował program 3 PR, John nie wypadł najlepiej. Moja obawy zostały jednak szybko rozwiane. Był to dobry rockowy koncert. Szkoda tylko, że przybyło tak mało fanów, jednak ci, którzy się pojawili, bawili się świetnie. John Wetton był wyjątkowo miły - kilkakrotnie dziękował publiczności za gorące przyjęcie oraz obiecał, że wrócą do nas wkrótce.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Zobacz inną relację

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy kupujesz utwory lub albumy w formie cyfrowej?