zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 20 października 2020

relacja: Marduk, Mystic Circle, Hate, Warszawa "Park" 23.10.1998

25.10.1998  autor: Qboosh
wystąpili: Marduk; Mystic Circle; Hate
miejsce, data: Warszawa, Park, 23.10.1998

Koncert zaczął się od zaskoczeń. I to kilku. Pierwsze - kiedy zostały otwarte drzwi. Koncert był zapowiadany na godzinę 17:00, drzwi otworzyli 10 minut wcześniej! Pierwszy raz widziałem coś takiego. Druga sprawa - nikt się nie pchał (przynajmniej kiedy wchodziłem) - zapewne z powodu zaskoczenia - wszyscy powoli kończyli swoje napoje i ustawiali się w kolejce! No i trzeci powód zaskoczenia: frekwencja. Było o wiele mniej osób niż na NVM Festival miesiąc wcześniej. Może ze 300, w każdym razie było w miarę luźno i znalezienie miejsca siedzącego było możliwe pomimo zamkniętego ogródka.

Tym razem próby zakończyły się przed wpuszczeniem ludzi do klubu. Ze 20-30 minut po otworzeniu drzwi, na scenę wkroczyło Hate. Podobnie, jak na poprzednim ich koncercie, scenę ozdabiały dwie płachty z namalowanym pentagramem i odwróconym tzw. (dla niektórych) "mesjaszem". Do tego przed perkusją stał wielki (ponad pół metra wysokości) metalowy odwrócony krzyż. Na występ Hate dotarło wyjątkowo mało osób... chyba poniżej setki. Ale koncert dali tak, jakby była pełna sala. Było całkiem niezłe, jak na Park, nagłośnienie, bębny wbijały w ziemię. Zagrali materiał z obu albumów plus dwa covery - Napalm Death i Slayera ("Postmortem"). Potem Adam wygłosił parę uwag na temat organizatora, który każe im schodzić ze sceny i na koniec wykonali "Merry Christless".

Drugim zespołem był niemiecki (o ile dobrze pamiętam) Mystic Circle (nie wiem, czy to poprawna pisownia, ale tak jest na bilecie). Z założenia chyba DB-and/or-CoF-emulator, a jak zwykle emulatory działają gorzej od oryginałów... Wokalista łysy, z makijażem, do tego obślinił się czerwoną farbą... Do tego umiejętności posługiwania się typowo metalowymi instrumentami pozostawiały wiele do życzenia... może trochę lepiej było z keybordem, służącym do wygrywania słodkich melodyjek, ale to zdecydowanie nie poprawiło mojego wrażenia. Zaczęło się od wycharczanego "Satan is my faDZer" i kłopotów technicznych. W czasie występu były zabawy z pluciem ogniem, pokazywaniem miecza itp. - nic nowego, a muzyki to nie zastąpi.

Po dłuższej przerwie technicznej na scenę wkroczył Marduk. No i pokazali, co potrafią. Cały czas szybko, brutalnie, bezkompromisowo, co w połączeniu z umiejętnościami technicznymi stanowiło doskonałą pożywkę dla miłośników porządnego black metalu. Dla spotęgowania nastroju odtwarzane były symfoniczne lub elektroniczne intra z taśmy. Z ostatniej płyty zagrali m.in. "Dracole Wayda" i "Slay the Nazarene". W czasie koncertu płonął ogień, a w pewnym momencie wokalista wziął pochodnię i kilkakrotnie zionął ogniem. Niby nic nowego, ale w połączeniu z resztą wyczynów Marduka robiło to wrażenie. Po zejściu ze sceny dosyć krótko kazali czekać na ponowne wyjście. Potem było zbiorowe skandowanie "Let Jesus fuck you" i stosowny utwór. Pożegnalne słowa zespołu: "You were fuckin' great, see you next year!". Poczekamy, zobaczymy.

Impreza zakończyła się około godziny 20.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy masz książ(ecz)ki z tekstami utworów i ich tłumaczeniami na język polski?