zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 13 sierpnia 2020

relacja: Metal Hammer Festival, Katowice "Spodek" 31.10.1997

25.03.1998  autor: Roman Milowski
wystąpili: Megadeth; Bruce Dickinson; Kreator; Acid Drinkers; Moonlight
miejsce, data: Katowice, Spodek, 31.10.1997

Pojechałem, zobaczyłem, przeżyłem!

Metal Hammer Festival

Koncert miął rozpocząć się o 16:30. Przybyłem na miejsce o 16:20. Na miejscu w kilometrowej kolejce oczekiwały dzikie tłumy metali. Poczułem się trochę głupio - starszy pan w tłumie dzikich metali. Boże mam nadzieje, ze mnie nie stratują - pomyślałem. Oczywiście organizatorzy dali dupy, chyba jak zwykle - sprzedali tysiące biletów, a wpuszczali ludzi tylko jednym wejściem. Odczekałem w kolejce 40 minut. Przy wejściu ochrona dokładnie mnie przeszukała - odebrali mi mineralna. Po moim stwierdzeniu, ze to tylko mineralna szef ochrony rzucił, ze to nie pieprzony bar i napoje można kupić na miejscu. Cieszę się, ze nie odebrali mi paska. Kolejne zdziwienie - za szatnie zapłaciłem 4 złote - cholera, bilety drogie jak sto diabłów a tu jeszcze próbują zedrzeć dodatkowa kasę. Nic to. Na płycie spodka znalazłem się o 5:00. Po Moonlight nie było śladu (nie wiem, czy w ogóle wystąpili). Na scenie uwijali się techniczni. Po chwili zgasły światła, gorąco witani pojawili się chłopcy z Acid Drinkers. To co zaczęło się dziać pod scena przerosło moje oczekiwania - dziki ubaw na całego. "Cholerka, nie wyjdę stad na własnych nogach". Nigdy nie byłem fanem Acid Drinkers (mam tylko ich piesze dwie płyty), ale to dobry metalowy band na światowym poziomie. Nie mamy się czego wstydzić. Szkoda tylko, ze nigdy nie stali się popularni poza granicami naszego kraju. Nagle zapaliły się światła, co prawda panowie z Acid chcieli grac dalej niestety odłączono im prąd (każdy miał ściśle określony czas i nie mógł go przekroczyć).

Na scenie pojawili się techniczni. Cos zwinęli, cos rozwinęli. Po kilkunastu minutach na scenie pojawił się niemiecki Kreator. Niestety techniczni cos zjebali. Było słychać jakieś trzaski, nagłośnienie było fatalne. W takich warunkach niespecjalnie można było podziwiać muzykę zespołu. Kreator zszedł już po kilku kawałkach. Zagrali nawet krócej niż Acid.

I znów na scenie pojawili się techniczni. "Kurwa mac, zapłaciłem ciężki szmal za oglądanie technicznych. Niedobrze." Z tylu sceny pojawiła się kukiełka z najnowszej płyty Dickinsona "Accident of Birth". Zgasły światła, na scenie pojawił się Dickinson wraz z Adrianem Smith'em i reszta bandu. Wtedy dopiero rozpoczął się prawdziwy show. Dickinson jest frontmanem z prawdziwego zdarzenia. Porwał za sobą publiczność od pierwszych sekund koncertu. Grali głownie kawałki z najnowszej płyty (o dziwo ludziska znali teksty i śpiewali razem z Dickinsonem). Wreszcie wykazałem się szaleńcza odwaga (głupota) i ruszyłem pod scenę. Trudno opisać to, co tam się działo - istne piekło, po krótkiej chwili byłem całkowicie mokry. Ludzie pływali na ramionach tłumu. Sam nawet byłem bliski popłynięcia. Na szczęście w odpowiedniej chwili pod scenę dotarta mój zdrowy rozsadek i ocalił moje kruche życie. Wytrzymałem z małolatami jakieś pół godziny. Po tym czasie musiałem dąć za wygrana (z drugiej strony gdy uczestniczy się w przepychankach tłumu trudno skupić się na tym, co dzieje się na scenie).

Oczywiście nie obeszło się bez paru kawałków Iron Maiden. Zagrali Powerslave, 2 Minutes to Midnight, a na bis Run to the Hills. Reakcja tłumu była niesamowita, tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć. Poczułem się młodszy o jakieś 10 lat, dreszcz przeszedł mi po całym ciele (zdrowy rozsadek chyba poszedł na spacer). Mało brakowało, a tłum pozbawiłby mnie butów. To było to co tygrysy lubią najbardziej.

Dickinson: I was good fucking show. We'll be back next year with new album ... Taaaaakkkkk, było dobrze, długo czekałem na taki show.

Znowu techniczni na scenie. Z tylu sceny pojawiła się okładka najnowszej płyty Megadeth "Cryptic Writigs". Trochę posprzątali, cos przebudowali i w końcu długo oczekiwany pojawił się Megadeth.

Zaczęli ostro (ale w końcu czymkolwiek by nie rozpoczęli i tak byłoby ostro). Zagrali sporo kawałków z najnowszej płyty, ale były także starsze kawałki. Było zajebiście. Znowu publika wykazała się znajomością tekstów, żywo reagowało na to co działo się na scenie. Pod scena panowało istne piekło, to, że pisze te słowa można uznać za cud. Megadeth to naprawdę koncertowy zespól. Żadnych specjalnych efektów specjalnych, tylko trochę świateł i muzyka. Zajebiście dobra muzyka, która obroni się zawsze.

Koncert skończył się o 22:00. Wyszedłem całkowicie przepocony, ze zdartym gardłem, zmęczony, ale za to absolutnie szczęśliwy, ze tam byłem.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy zdarzyło Ci się skoczyć na bungee?