zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 18 lutego 2020

relacja: Metalmania 2002 (Paradise Lost, Tiamat, Moonspell, Cannibal Corpse, Immortal, Flowing Tears, Thy Disease), Katowice "Spodek" 16.03.2002

2.04.2002  autor: Filip Zakęś
wystąpili: Paradise Lost; Tiamat; Moonspell; Cannibal Corpse; Immortal; Flowing Tears; Thy Disease
miejsce, data: Katowice, Spodek, 16.03.2002

Na ten dzień czekałem z niecierpliwością. Dziewięć kapel (ostatecznie siedem), prezentujących odmienne gatunki metalu, gwarantowało naprawdę przednią imprezę. Nie namyślając się długo nabyłem bilet we wrocławskim Empiku, zaopatrzyłem się w odpowiednią ilość gotówki i odziany w koszulkę Black Sabbath udałem się do Katowic. Gdy około 11:50 przybyłem pod Spodek, zebrała się już tam pokaźna grupa miłośników "najszlachetniejszego gatunku muzyki"; wszyscy naturalnie ubrani na czarno. Sprawdzenie biletu, rutynowa kontrola i już jestem w środku. Na samą salę na razie nie wpuszczano, więc postanowiłem rozejrzeć się po okolicy. Wszędzie pełno było metalowców, wśród których, sądząc po koszulkach, najwięcej było fanów Moonspell, a także Cannibal Corpse, Immortal i Dark Funeral. Kilka minut po 12 otworzono sale, na którą to niezwłocznie się udałem. Zaraz po wejściu zamurowało mnie. Pierwszy raz byłem w Spodku i zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Na scenie uwijała się ekipa techniczna, a z głośników leciały dźwięki "Paranoid". Zająłem odpowiednie miejsce i czekałem na rozpoczęcie. Po kilkunastu minutach na scenie pojawił się łysy jegomość, który zdawał się być prowadzącym cały ten show. Pierwszą rzeczą, o jakiej powiedział, były dwie niespodzianki. Niespodzianką numer jeden, zapowiadaną przez organizatorów, okazała się grupa Thy Disease, która miała otworzyć koncert. Drugą niespodzianką, której organizatorzy nie zapowiedzieli, było... odwołanie koncertu przez Saxon. Ta wiadomość nieźle mnie wkurzyła; w końcu jechałem tu głównie na ten zespół. Po chwili jednak uspokoiłem się i czekałem na początek.

Koncert rozpoczął się punktualnie o 13. Pierwszą kapelą była wspomniana już krakowska formacja Thy Disease, jedyny polski akcent tego dnia. Zespół zagrał naprawdę bardzo dobrze, prezentując całkiem ciekawą muzykę z pogranicza black i death metalu. Zagrali jakieś pięć czy sześć kawałków, z których najbardziej do gustu przypadła mi przeróbka utworu "Frozen" z repertuaru Madonny(!). Jedynym minusem ich występu był klawiszowiec, którego prawie wcale nie było słychać (za to czadowo kręcił łbem) oraz wokalistka (niejaka Anna Wojtkowiak), wspomagająca kapelę przy "Frozen". Występ Thy Disease trwał niecałe pół godziny, po czym nastąpiła całkowita zmiana klimatu.

Jako drudzy wystąpili Niemcy z Flowing Tears, z charyzmatyczną Stefanie Duchene na wokalu. Zespół zagrał zdecydowanie najłagodniej ze wszystkich kapel tego wieczoru. Nie jest to może grupa tej klasy co Therion czy The Gathering, ale mimo wszystko przypadli mi do gustu. Jedynym ich kawałkiem, jaki znałem, było "Sistersun", który także wykonali podczas występu. Ogólnie zrobili na mnie pozytywne wrażenie.

Po występie Flowing Tears, nastąpiła ponad godzinna przerwa, która naprawdę mnie rozdrażniła. Nie dość, że nie działo się prawie NIC, to jeszcze okazało się, że nie wystąpi Dark Funeral (podobno spóźnili się na samolot). Siedziałem więc znudzony, czekając co się wydarzy.

Humor poprawił mi się, gdy usłyszałem dźwięki perkusji, po których na scenę wbiegli (dosłownie) Norwedzy z Immortal. Panowie Abbath, Iscariah i Horgh dali naprawdę genialny koncert, według mnie jeden z najlepszych tego dnia. Zagrali głównie kawałki z nowego albumu "Sons of the Northern Darkness", ale nie zabrakło też starszych utworów. Podaczas koncertu Immortal Metalmania na dobre się rozkręciła. Na płycie zebrała się spora grupa ludzi, wśród których było wielu fanów Norwegów, co chwila skandująca nazwę zespołu. Ten występ trwał około 40 minut (stanowczo za krótko) i nieźle rozruszał publikę. Po dawce nordyckiego black metalu, przyszła pora na death metal. Na scenie pojawiła się ekipa techniczna, przygotowująca sprzęt do następnego występu.

Po kilkudziesięciu minutach przerwy na scenie pojawili się weterani death metalu, amerykańska formacja Cannibal Corpse. Podobnie do Immortal, dali kawał porządnego widowiska, aplikując publice potężną dawkę brutalnego łojenia. Ich występ został przyjęty gromkimi brawami i owacjami, w pełni zasłużonymi moim zdaniem. Po Kanibalach nastąpiła zmiana wystroju sceny. Zaczęto wnosić różne wymyślne dekoracje - jakieś krzaczki czy drzewka, słupy z butelkami(?) itp. Za perkusją ustawiono znak znany z najnowszej płyty kolejnego zespołu...

...którym był portugalski Moonspell. Wspomniane dekoracje, mimo iż nie były zbyt imponujące, zapewniły koncertowi Portugalczyków mistyczną atmosferę. Na scenie zaczęli pojawiać się muzycy, ostatni był wokalista, odziany w czerwony płaszcz, z kapeluszem na głowie i lampionem(?) w ręku. Zaczęli od kawałka z ostatniej płyty; później było bardziej przekrojowo. Zagrali między innymi "Opium", "Full Moon Madness", "Nocturna", "Darkness and Hope", "Firewalking" i "Magdalene". Najlepiej wypadł im jednak "Alma Mater" z albumu "Wolfheart". Podczas tego utworu Spodek po prostu oszalał. Ja też nie wytrzymałem i zbiegłem na płytę by pomachać łbem. Występ Moonspell był naprawdę rewelacyjny. Świetna atmosfera, ciekawy dobór utworów i wreszcie Fernando Ribeiro w doskonałej formie głosowej. Co ciekawe, Fernando dość często zmieniał strój. Podczas jednego z kawałków miał przyczepione do pleców coś na kształt skrzydeł(!?).

Po Moonspellu na scenie pojawili się Szwedzi z Tiamat. Nie przepadam za tą kapelą, gdyż według mnie grają zbyt "dyskotekowo". Mimo to zaprezentowali nieźle, przypominając głównie starsze kawałki, chociaż nie obyło się bez nowszych z "Judas Christ", w tym także (niestety) żałosnego "Vote For Love". W dwóch kawałkach gościnnie pojawiła się także Stefanie z Flowing Tears.

Ostatnią kapelą tego wieczoru był angielski Paradise Lost. Nie słyszałem ich wcześniej, a to co pokazali nie bardzo przypadło mi do gustu. Zagrali muzykę, którą spokojnie można porównać z późną Metalliką, wokalista swoim głosem do złudzenia przypominał mi Jamesa Hatfielda. Zdziwiło mnie jego zachowanie - wyraźnie sprawiał wrażanie rozdrażnionego - miotał się po scenie, wrzeszczał, rzucał mikrofonem itp. Publiczność była jednak innego zdania niż ja i bawiła się naprawdę nieźle. Koncert skończył się kilka minut po 23; nie pozostało mi nic innego jak opuścić Spodek i udać się do domu.

Tegoroczna Metalmania była imprezą naprawdę udaną. Jedynymi poważnymi minusami były odwołane występy Dark Funeral i Saxon, które na szczęście zostały zrekompensowane przez pozostałe kapele. Rewelacyjnie wypadły Moonspell, Immortal i Cannibal Corpse. Nieźle Flowing Tears i Thy Disease, a nawet Tiamat. O Paradise Lost zmilczę. Sama impreza była doskonale zorganizowana. Nagłośnienie na bardzo dobrym poziomie, a oprawa świetlna była genialna (zwłaszcza podczas występu Tiamat) - nie pozwoliły się nudzić. Trochę denerwujące były długie przerwy przed występami Immortal i Tiamat. W czasie koncertu można było nabyć okolicznościowe koszulki i płyty, udać się na posiłek, a nawet zakupić odpowiednią ilość piwa. :) W czasie przerw odbywały się konkursy, w których do wygrania były odtwarzacz oraz płyty DVD. Ponadto w wyznaczonym miejscu odbywały się spotkania z zespołami. Każdy mógł zdobyć autograf, zamienić kilka słów i zrobić sobie zdjęcie z muzykami (do dziś wkurwiam się na myśl, że nie wziąłem ze sobą aparatu). Ogólnie rzecz biorąc, do domu wracałem zmęczony, ale w pełni usatysfakcjonowany. Oby za rok było jeszcze lepiej!!!

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy lubisz cover bandy wykonujące muzykę jednego zespołu?