zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 17 listopada 2019

relacja: Mindfak, Wrocław 30.08.2019

1.09.2019  autor: Krasnal Adamu
wystąpili: Mindfak
miejsce, data: Wrocław, Liverpool, 30.08.2019

Chociaż dotychczas nigdy nie słuchałem ani nie widziałem na żywo Mindfak, z jego nazwą spotykałem się wielokrotnie i kojarzę, przykładowo, że niedawno supportował lokalnie Soulfly. Zaskoczyła mnie więc informacja, że zespół ma w dorobku tylko jeden minialbum i kilka luźnych utworów, a ani jednego długograja. Druga część wstępu do "Siekiera Festiwalu" stała się dla mnie okazją, by wreszcie poznać żagańsko-wrocławską grupę lepiej.

Zespół napisał odnośnie koncertu, że nie planuje obsuwy. Rzeczywiście wystartował dość szybko - już kilkanaście minut po czasie uruchomiono dymiarkę i puszczono intro z playbacku, a może raczej po prostu odtwarzano nam zawartość mającego się ukazać za miesiąc albumu "Wierutny", jak wnioskuję z tego, że po trwającym ponad dwie minuty instrumentalu zaczął się następny utwór.

Kwartet wszedł z instrumentami na żywo. W trakcie "Kroczy Leszy" pod sceną było jeszcze pusto - widzowie, których zebrało się w klubie może czterdzieścioro, trzymali kilkumetrowy dystans. Już jednak w trakcie drugiego w secie kawałka, pt. "Czarnogłów", puste pole stało się placem do pogo. Od tej pory przez większość występu przy każdym utworze pod sceną szalał co najmniej jeden maniak, w porywach do czterech.

Przerwy między kawałkami były krótkie, a grający na gitarze basowej wokalista Jacek Zema nie przesadzał z konferansjerką. Przed "Zabijką" przywitał publiczność, we wstępie do "Latarnika" zachęcił ją do rytmicznego skandowania przy dźwiękach bębnów Tomasza Wesołowskiego, zapowiedział szybko "Świt ciemności", po którego ciężkim outrze nastąpiło spokojne intro "Schedy", utworu z sugestią headbangingu wyrażoną przez frontmana w końcówce - nie było dużo czasu na odpoczynek, raczej tylko chwile na uzupełnienie płynów.

Po kompozycji "Berserkaria", w "Skoczniaku", pod sceną wreszcie rozkręcił się młyn na więcej osób, który utrzymał się jeszcze przez "Łowcę czarownic", powolne "Bagno", "Będziemy straszyć" i "Prehistoryczne psy", w środku których wokalista zaproponował ścianę śmierci. Kilku maniaków się rozstąpiło i czekało na sygnał, a niektórzy nawet nie czekali - zdarzyło się parę falstartów.

Pięćdziesięciominutowy set podstawowy nie wystarczył. Po gromkim "Napierdalać!" ze strony publiczności, muzycy wykonali na bis "Jesteśmy wkurwieni". Następnie, przy skandowanej nazwie zespołu, ukłonili się i zaczęli pakować sprzęt. Występ się skończył i trochę mnie zdziwiło, że wokalista ani razu nie wspomniał o zapowiedzianym kilka dni wcześniej drogą internetową albumie. Tylko przed jednym utworem poinformował, że jest on nowy, tymczasem na trzynaście naliczonych przeze mnie kawałków aż siedem stanowi zawartość właśnie "Wierutnego". Może chłopaki mają głowy do muzyki, a nie do interesów.

Tego wieczoru zabrakło mi trochę koncertowej magii i energii. Mindfak, który gra lepiej niż przeciętna grupa z tak skromną dyskografią, postawił znacznie bardziej na moc utworów. Efekt nie był zły. Publiczność przy muzyce bawiła się sama - prawie w ogóle nie trzeba było jej dodatkowo zachęcać. Solidna dawka groove metalu zrobiła swoje.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy jesteś altruistą?