zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 17 listopada 2018

relacja: Minsk, Zatokrev, Wrocław 22.10.2018

7.11.2018  autor: Krasnal Adamu
wystąpili: Minsk; Zatokrev; Guantanamo Party Program
miejsce, data: Wrocław, D.K. Luksus, 22.10.2018

Szykowała się post-metalowa uczta. Amerykański Minsk i szwajcarski Zatokrev, promujące świeżo wydany split pt. "Bigod", wsparte przez lokalnych, ale coraz bardziej docenionych w pozostałej części kraju, wymiataczy z Guantanamo Party Program - obok tego połączenia trudno mi było przejść obojętnie, w poniedziałkowy wieczór udałem się więc do "Luksusu".

Dwa dni wcześniej w tym samym klubie widziałem również post-metalowy Dirge. Podążając na następny koncert w tej piwnicy, czułem się trochę, jakby reaktywowano "Asymmetry Festival". Wprawdzie Guantanamo Party Program nie został chyba nigdy zaproszony do udziału w głównej części tej imprezy, a w konkursach - jak kiedyś usłyszałem od jednego z gitarzystów - nie chciał brać udziału, ale od pierwszego kontaktu z kapelą na żywo czułem, że stylistycznie i jakościowo się nadaje do ujęcia w rozpisce. Początek występu w "Luksusie" nie wyglądał może zbyt profesjonalnie, ale bezstresowo - bezsprzecznie. Rozbawieni swoimi problemami muzycy wreszcie wyszli poza pierwsze takty "[5:50]" i stopniowo - poprzez m.in. zgrzyty gitary i wwiercający się w bębenki uszne wokal Darka - otoczyli nas swoją mieszanką postapokaliptycznego piękna i wściekłej, romantycznej rozpaczy. Następnie uderzyli "Starymi fotografiami" - jedynym w secie utworem spoza zeszłorocznego albumu "III". Równie mocno wypadło "[4:46]", w trakcie którego jednak perkusiście grę utrudniła usterka bijaka. Po usunięciu przeszkody w przerwie, zespół wrócił do odrobinę lżejszego materiału, ale po "[5:45]" zaatakował ponurym "[4:02]", w którym Darek osiągał chyba maksimum ekspresji. W kończącym czterdziestominutowy występ "[5:01]" basista i gitarzyści wydobywali ze swoich instrumentów dźwięki na różne sposoby, m.in. uderzając w struny na główkach gryfów. Całej zaprezentowanej muzyce towarzyszył ruch na scenie i odrobina kontaktu z publicznością. To ostatnie brzmiało akurat, jakby Darek zmuszał się do powiedzenia czegokolwiek, ale zespołowi i tak należą się pochwały.

Zatokrev szybko zdeklasował lokalny support. Pięćdziesięciopięciominutowy występ nie obył się jednak bez problemów. Już początkowe "Salvatore" wyglądało niepokojąco. Przez parę pierwszych minut prawie wszyscy członkowie zespołu dawali znaki, czego im brakuje w odsłuchach. Nie zdziwiłbym się nawet, gdyby przerwali wykonanie utworu. Zachowali się jednak profesjonalnie. Również muzykę zamiast ciszy wybrali przy późniejszej okazji: perkusista i gitarzyści wprawnie przedłużali wstęp "The Phantom", a także końcówkę poprzedzającego go utworu, czekając, aż basista wymieni sobie strunę. Miło się patrzyło na tak działający zespół. Nie z każdym problemem mógł sobie jednak poradzić. W finiszu "Silent Gods" Szwajcarów wokalnie próbowali wesprzeć dwaj koledzy z Minsk. Spora część publiczności mogła się w ogóle nie zorientować, bo stanęli w ciemnym miejscu z boku, pod sceną, z mikrofonem, który - że tak mało konkretnie to ujmę - nie był dobrze przygotowany do pracy. Nie wiem, czy był włączony. To zaś i tak drobiazg przy tym, że wspierającego wokalu basisty chyba też w ogóle nie było słychać - przez cały występ. Musiały nam wystarczyć głosy gitarzystów, czyli Frederyka i wspomagającego go Steffena. Pomimo tych usterek kwartet wypadł bardzo dobrze, a momentami nawet spektakularnie. Gryfy często kierowane były w górę, parę razy wszyscy "wioślarze" stawali przodem do roześmianego perkusisty - Szwajcarzy wyglądali, jakby grali na zmianę dla publiczności i dla siebie. Przy tym zaprezentowali też po prostu najciekawszy repertuar.

Gdy członkowie Zatokrev zabierali ze sceny swój sprzęt, Tim Mead - główny wokalista Minsk, robiący wcześniej chórek w "Silent Gods" - pochwalił ich muzykę i spytał, czy słyszeli kiedyś o zespole Iron Maiden. Dowcipkował jeszcze sporo. Nie przestawał również podczas ustawiania nagłośnienia, stojąc już na środku sceny, za swoimi klawiszami, które zajęły tyle miejsca, że basista tuż przy zestawie perkusyjnym, bokiem do publiczności, wyglądał jak wciśnięty tam na siłę. Wreszcie Tim, wciąż ubrany całkiem zwyczajnie, z dość długą brodą, zdjął okulary i amerykański kwintet rozpoczął występ. Niestety był to falstart, którego nikt nie zatrzymał. Członkowie Minsk długo i każdy z osobna instruowali akustyka, co i jak ma zmienić, ale tak naprawdę skupili się na odsłuchach, a razem nie wykonali na próbę nawet krótkiego fragmentu. W efekcie na widowni wokale słychać było słabo, szczególnie popijającego piwo Meada, i to do tego stopnia, że parę utworów równie dobrze mogliby zagrać od początku od końca w wersjach wyłącznie instrumentalnych - różnica byłaby znikoma. Tim gestykulował, jakby próbował rzucać na nas czary, ale do naszych uszu docierały tylko głośniejsze partie. Niemy film, pantomima, człowiek nieświadomy tego, że stoi za dźwiękoszczelnym oknem - takie porównania przychodziły do głowy. Mimo to nuty z głośników - co było nawet zabawne - wciąż składały się na niezłą całość.

Bardziej "kosmicznie" brzmiący materiał Minsk wydawał mi się mniej ciekawy niż to, co zaprezentował Zatokrev. Ku memu zaskoczeniu kilku widzów przesiedziało nawet parę utworów na podłodze pod sceną - aż tak spokojna ani nastrojowa moim zdaniem ta muzyka nie była. W ruch niektórych wprawiło mocniej "White Wings". Chyba najlepiej z całego setu nadające się do headbangingu "Within and Without" wykonane zostało na koniec. Gdzieś pomiędzy usłyszeliśmy jeszcze m.in. nowe "The Chalice and the Dagger". W sumie zebrało się tego na 75 minut. Minsk podziękował pozostałym zespołom, publiczności, wspierającym go lokalnym działaczom, ale bisu nie zagrał. Zresztą nie musiał - długość występu była odpowiednia, nawet po uwzględnieniu, że i tę grupę, jak i wcześniejsze, spotkała usterka instrumentu, której usunięcie chwilę jej zajęło. Amerykanie musieli wymienić werbel.

Pomimo problemów technicznych zabawa podczas koncertu była dobra. Wszystkie grupy wypadły żywiołowo, żadna nie przynudzała ani nie zostawiła dużego niedosytu. Jak na imprezę w ceglanej piwnicy, było prawie idealnie. Oby więcej takich koncertów.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Minsk, Zatokrev, Wrocław 22.10.2018
Boomhauer
Boomhauer (wyślij pw), 2018-11-07 18:30:39 | odpowiedz | zgłoś
A ten jak zapełnił cały portal maratonem relacji z Wrocławia ;)

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Którą piosenkę najczęściej śpiewasz pod prysznicem?