zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 13 lipca 2024

relacja: Noise River, Low Fen, Prąd, Wrocław 5.05.2023

6.05.2023  autor: Krasnal Adamu
wystąpili: Noise River; Low Fen; Prąd
miejsce, data: Wrocław, Liverpool, 5.05.2023

W marcu zobaczyłem Noise River na żywo, występ mi się spodobał, pochwaliłem zespół i postanowiłem powtórzyć doświadczenie. Prawie od razu wpisałem sobie do terminarza koncert, podczas którego grupa miała - jak zrozumiałem - supportować Prąd, czyli jeszcze jedną kapelę, którą chciałem ponownie ujrzeć na scenie. Przy okazji zawsze warto poznać coś nowego - ta funkcja przypadła zespołowi Low Fen. Impreza zapowiadała się jak jedna z tych, których nie powinienem przegapiać.

Przed wyjściem na koncert zerknąłem na harmonogram wydarzenia i się zdziwiłem. Prąd pierwszy? Musiałem jakąś informację błędnie zinterpretować. Taka kolejność mi jednak nie przeszkadzała. Dzięki niej szybciej usłyszałem "Nothing We Know Can Remain". Gdyby cały pięćdziesięciopięciominutowy set Prądu trzymał taki poziom, co ciężki, powolny i klimatyczny utwór go otwierający, występ uznałbym za znakomity. Niestety następnie usłyszeliśmy "Octotanker" i "Bring Me the Head of Nurse Hatchett", a liczba widzów stojących przed sceną, i tak niewielka, szybko zmalała o połowę. Muzycznie sytuacja uległa poprawie zaraz po tym, jak wokalista Marcin Gałkowski zapowiedział nowy utwór, mający trafić na przyszły album Prądu. W kolejnych wzlotach kwintet udawał się coraz wyżej, aż w ostatnich minutach "Conana astronauty" sięgnął przestrzeni kosmicznej. Żeby występ był świetny, zabrakło naprawdę niewiele.

Przejmujący scenę Low Fen zaczął od zapowiedzi, że będzie grał "przyogniskowe piosenki". Po dwóch utworach powiadomił już konkretniej, że teraz wykona "od deski do deski" całą zawartość swojego nowego albumu, zatytułowanego "The Glare". Instrumentalny kwartet w ciągu godziny i pięciu minut występu wypadł dobrze, bez słabych momentów, ale też bez powalających. Trudno było wyróżnić którykolwiek fragment setu, co można uznać za wadę. Równy, nie za niski poziom to jedno, a lekka monotonia, jeszcze połączona z małą ilością ruchu na scenie, to drugie. Zespołowi zdecydowanie czegoś zabrakło.

Gdy światła ponownie zgasły, jako intro uruchomiono piosenkę o tym, że "fantazja jest od tego, aby bawić się na całego". Zagrane po tym wprowadzeniu dwa pierwsze utwory Noise River miały być chyba po prostu głośne i z kopem. Wizualnie ich wykonania na pewno zwracały uwagę. Członkowie kwartetu sporo się ruszali, przede wszystkim śpiewający gitarzysta Jacek Węgrzyn, który m.in. wszedł na moment na centralę, co ze względu na niski sufit nie było chyba zbyt wygodne. Perkusiście za to w pewnym momencie jeden z talerzy przechylił się o dziewięćdziesiąt stopni i już w tej pozycji został. Gdy bębniarz znalazł wreszcie chwilę w trakcie utworu, by spróbować poprawić element zestawu, blacha spadła na podłogę. Dźwiękowo tymczasem zespół nie do końca wskakiwał na właściwe tory, aż w końcu wokalista założył na palec metalową rurkę do slide'ów i zapowiedział trochę bluesa. Nadeszła pora na gitarowe odloty, a także krótką partię harmonijki ustnej. Ostentacyjnie rzucony pod koniec utworu na podłogę mikrofon poleciał trochę za daleko i przekroczył krawędź sceny. Przed wykonaniem "Lost in Universe" Jacek Węgrzyn musiał go odzyskać, w czym pomógł mu jeden z widzów.

Na czas "Wizard" za zestawem perkusyjnym zasiadł gość. Właściwy bębniarz zespołu, już wcześniej popisujący się umiejętnościami tanecznymi, zeskoczył tymczasem ze sceny, by bawić się na widowni. Przez chwilę towarzyszył mu wokalista z gitarą. Nie było to ostatnie wykonanie tego utworu. Po pięćdziesięciu pięciu minutach setu podstawowego i grupowym ukłonie Noise River dał się przekonać do bisu. Przy odgłosach rytmicznego klaskania, do którego wokalista łatwo zachęcił widzów, ponownie rozpoczęto "Wizard", tym razem we właściwym składzie. Bez gościa utwór wypadł mniej atrakcyjnie wizualnie, ale wciąż się bronił - jego podwójna obecność w programie była w pełni uzasadniona. Oczywiście wolałbym, żeby kapela po prostu miała więcej materiału, ale i tak słuchałem i oglądałem ją z dużą przyjemnością.

Przekonfigurowałbym harmonogram koncertu. Jako pierwszy powinien był wystąpić Low Fen z krótszym setem. Odnośnie dalszej kolejności występów lekko się waham. Co by stanowiło lepszy finisz - zabawa przy Noise River czy odlatujący i miażdżący Prąd? Na szczęście po fakcie nie muszę już wybierać, mogę za to czekać, by zobaczyć oba zespoły po raz trzeci.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!