zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 16 sierpnia 2026

relacja: "Podwodny Wrocław 2026", Wrocław 26-27.06.2026

15.08.2026  autor: Krasnal Adamu
wystąpili: Give Up To Failure; Blade Loki; Alians; Uranus Space Club
miejsce, data: Wrocław, Browar Mieszczański, 26.06.2026
wystąpili: Variete; Apokalipstick; Bieluń
miejsce, data: Wrocław, Browar Mieszczański, 27.06.2026

Po zapoznaniu się z programem 19. edycji "Podwodnego Wrocławia" szybko ułożyłem sobie najprostszy plan na dwa dni imprezy: oficjalne otwarcie, koncerty na "Scenie Leżakownia", a w przerwach zwiedzanie wystaw, przesiadywanie pod "Sceną elektroniczną" i może krótkie wizyty pod "Sceną Kalambur". Na największej z trzech sal muzycznych prezentowało się w tym roku minimalnie mniej kapel, niż zwykle, ale gatunki nie zaskakiwały: głównie punk rock z domieszką ska, post-punk i różne oblicza metalu.

Uranus Space Club, Wrocław 26.06.2026, fot. Krasnal Adamu
Uranus Space Club, Wrocław 26.06.2026, fot. Krasnal Adamu

Zespół, który z całego programu "Sceny Leżakownia" interesował mnie najbardziej, zagrał jako pierwszy. Nagłośnienie Uranus Space Club dostał od razu takie, że stopy perkusisty wbijały mi się w bębenki uszne. Około połowę 45-minutowego setu stanowiły nowości, w tym nigdy wcześniej nie grane na żywo - jak informował odpowiedzialny za konferansjerkę basista. Z kawałków starszych usłyszeliśmy m.in. "The Moon Is a Harsh Mistress". Jako outro puszczono piosenkę otwierającą z "Jetsonów", wesoło kontrastującą z muzyką kwartetu mieszczącą się stylistycznie gdzieś między najbardziej metalowymi nagraniami Zu a klasyką space rocka, do czego przyczyniają się szczególnie saksofonista i klawiszowiec. Publiczność trzymała się parę metrów od sceny, ale reagowała owacjami i zespół chyba czuł pozytywne przyjęcie.

Alians, Wrocław 26.06.2026, fot. Krasnal Adamu
Alians, Wrocław 26.06.2026, fot. Krasnal Adamu

Do tańca widzów pobudził za to Alians. Na godzinny set w klimatach punk rocka i ska złożyły się m.in. utwory "Świeca" i "Życie jak muzyka". Po jego zakończeniu publiczność wyraźnie nie chciała, żeby zespół opuścił scenę. Oprócz samej muzyki odbiór taki był zasługą zwłaszcza aż trzech członków septetu. Wokalista to oczywiste wskazanie. Towarzyski, chętnie mówił do widzów - chociaż czasami obok mikrofonu - w tym podziękował im za przybycie pomimo upału na dworze. Koncertową siłę doświadczonej kapeli stanowią też promieniujący radością puzonista i rozsadzany energią akordeonista. Nawet gdy nie grali, robili coś, czym przyciągali wzrok. Pierwszy, w przeciwieństwie do stojącego w miejscu i czekającego na swoje partie saksofonisty, pozował do zdjęć, ale częściej śpiewał: do mikrofonu któregoś kolegi, do mikrofonu przyczepionego do czary swojego instrumentu, a zwykle po prostu do publiczności. Drugi, w kilcie i w butach oklejonych taśmą, strzelał konfetti albo machał akordeonem nad głową, jakby chciał nim cisnąć w widownię. Sporo też podskakiwał i może właśnie to jego rzucanie się we wszystkie strony z mocnym tupaniem doprowadziło do obaw o bezpieczeństwo grupy na scenie. W pewnym momencie zespół zauważył, że płyty, na których stoi, rozsuwają się, i poprosił widzów, by pchnęli te z brzegu w kierunku kapeli, żeby muzycy nie wpadli pod podest. Formacja dotrwała do końca w dobrym stanie, najwyżej trochę zgrzana.

Blade Loki, Wrocław 26.06.2026, fot. Krasnal Adamu
Blade Loki, Wrocław 26.06.2026, fot. Krasnal Adamu

Miłośnikiem zespołu Blade Loki nigdy nie byłem i nie śledzę uważnie jego losów, ale wydaje mi się, że od kilku lat o grupie jest dość cicho. Nie zdziwiłbym się, gdyby młodzi ludzie zaczęli kojarzyć jego nazwę głównie z dwoma bohaterami komiksów Marvela, a nie z muzyką. Fani o zespole jednak nie zapomnieli. Nie tylko podtrzymał atmosferę wypracowaną przez Alians, ale też na widowni rozkręcił się młyn, czyli kapela przyjęta została nawet lepiej. Na scenie najważniejsi byli Doris, czyli obecna wokalistka, i gitarzysta Twurca. Klawiszowcowi stanowisko zorganizowano za wzmacniaczami, pod ścianą, przez co dla części zgromadzonych pozostawał niewidoczny. Trębacz i uśmiechnięty puzonista, którzy robili też chórki, na jeden utwór schowali się za kulisami, a popis dał wtedy Twurca. Zarówno ruchliwej wokalistce, jak i gitarzyście, zdarzało się wyjść na przedscenie, że tak dumnie nazwę te pudła przed odsłuchami. Doris chętnie podtykała wówczas mikrofon widzom. W 55-minutowym secie podstawowym utrzymanym w stylu punk rocka i okolic znalazły się m.in. "Kometa", "Ciemne miasto", "Ich liebe dich", przy okazji którego okazało się, że wokalistka nie zna dobrze języka niemieckiego, oraz "Psy i koty". Na bis septet wykonał "No pasaran" i "Pali się".

Give Up to Failure, Wrocław 26.06.2026, fot. Krasnal Adamu
Give Up to Failure, Wrocław 26.06.2026, fot. Krasnal Adamu

W przerwie przeszedłem na kilka minut - na dwa instrumentalne utwory - pod "Scenę Kalambur", na trwający już występ Stinking Lizaveta. Moje spojrzenie natychmiast przykuła perkusistka. Delikatnie to ujmując, na pierwszy rzut wyglądała na starszą panią, która z pałeczkami sobie nie poradzi. Szybko jednak zadziwiła mnie formą. Nie tylko ona ostatecznie wywierała pozytywne wrażenie. Muzyka amerykańskiego tercetu robiła swoje. Musiałem się pogodzić z przypuszczeniem, że odpuszczam sobie najlepszy rockowy zespół tej edycji festiwalu.

Give Up to Failure, Wrocław 26.06.2026, fot. Krasnal Adamu
Give Up to Failure, Wrocław 26.06.2026, fot. Krasnal Adamu

Skończyła się punkowa część programu i pod sceną trochę się przerzedziło. Atmosferyczny metal Give Up to Failure też jednak przyciągnął miłośników. Po 40-minutowym secie publiczność wywołała zespół na bis. Sekcja rytmiczna zresztą nie opuściła nawet stanowisk, jakby z góry wiedziała, że to nie koniec występu. Dogrywkę kwartet musiał jednak przerwać i zacząć od nowa, gdy wokalista wyłapał wreszcie sygnały od gitarzysty o jego problemie technicznym. Wystarczyło na chwilę zejść ze sceny, żeby coś się zepsuło. Co ciekawe, obecność Give Up to Failure na festiwalu nie ograniczyła się do występu muzycznego. Zespół był częścią obszernej jak zwykle wystawy, mianowicie na jedną ze ścian trafiły zdjęcia grupy autorstwa Rafała Wekiery, byłego klawiszowca formacji, uzupełnione pałeczkami perkusisty.

Bieluń, Wrocław 27.06.2026, fot. Krasnal Adamu
Bieluń, Wrocław 27.06.2026, fot. Krasnal Adamu

Sobotę na "Scenie Leżakownia" otworzył Bieluń, utworem zatytułowanym chyba "Azyl". Kapela blackmetalowa, chociaż jej stroje, w tym czapeczki z daszkiem na głowach większości składu, sprawiały, że obstawiałbym raczej hardcore. Od zespołu od razu można było wyczuć brak pewności siebie typowy dla młodych kapel, które nie potrafią jeszcze zawładnąć publicznością. Już w pierwszej przerwie widzowie dali jednak kwintetowi do zrozumienia, że kupują tę muzykę. Podeszli bliżej sceny, a chodząca w tę i z powrotem wokalistka w reakcji zaczęła się nawet uśmiechać. W 35-minutowym secie znalazły się jeszcze m.in. "Plaga" i "Co będzie jutrem" z debiutanckiego, wydanego ponad roku temu minialbumu "Zew pustki", wszystko na tym samym, zadowalającym poziomie. Zespół można nawet opisać jako najlepszy w swoim gatunku na całym festiwalu - bo jedyny. Może nie zachwycił, ale sympatię wzbudził.

Apokalipstick, Wrocław 27.06.2026, fot. Krasnal Adamu
Apokalipstick, Wrocław 27.06.2026, fot. Krasnal Adamu

Chociaż z podobnym stażem i dorobkiem, pod względem pewności siebie Apokalipstick był przeciwieństwem poprzedniej kapeli. Od gotycko ubranego basisty z irokezem oraz stojącej obok niego instrumentalistki Gabi odpowiadającej za klawisze i saksofon, z dwoma kosmykami włosów postawionymi w różki lub półksiężyc, śmiałością nie biło, ale wyluzowana, roztańczona wokalistka Zuzanna Mochniej frontmanką jest znakomitą. Świetnie się też sprawował wspomagający ją w śpiewie i konferansjerce gitarzysta Krzysztof Góral w białej sukience. Dwoje muzyków uzupełniało się charakterem - ona zachęcała publiczność do tańca, on kazał fanom punk rocka napierdalać. W końcowej części występu oboje po jednym razie na krótko zeszli ze sceny między ludzi. Zespół został przyjęty gorąco. W 40-minutowym secie w klimacie death rocka znalazły się m.in. "Gaunt" z tak samo zatytułowanego minialbumu oraz, jeśli dobrze usłyszałem, cover The Cramps i "Syndrome". W przygotowaniu jest nowy materiał grupy, który opublikowany ma zostać przez Bat-Cave Productions, i z zawartości występu wnioskuję, że warto czekać na premierę tych nagrań. Na bis kwintet wykonał ponownie "Gaunt". Naprawdę trudno mi było uwierzyć, że całą dyskografię tej rewelacyjnie się prezentującej na żywo kapeli stanowi na razie tylko minialbum z trzema utworami, wydany kwartał przed imprezą. Końcowa powtórka jako jedyna zdawała się tę skromność dorobku potwierdzać.

Variete, Wrocław 27.06.2026, fot. Krasnal Adamu
Variete, Wrocław 27.06.2026, fot. Krasnal Adamu

Przed sceną zrobiło się gęsto i wyraźnie podniosła się średnia wieku - ludzie czekali na Variete. Pierwsze pół godziny setu wypełniły utwory z wydanego w zeszłym roku albumu "Sieć Indry", w tym "Sycylia", "Waikiki" i "Taka miłość nie jest dla mnie". Chociaż wokalista Grzegorz Kaźmierczak nazwał to posunięcie ryzykownym, było już nieraz sprawdzone. Widzowie nie okazywali niezadowolenia z takiego początku. Następnie przez godzinę zespół grał kawałki starsze - wśród nich znalazły się "Różaniec", "Trasa W-Z", "Lekko", chyba największymi owacjami przyjęty "Zielonookie Radio 'Romans'", "Piosenka kolonistów", "Moskitiera", "Bohater liryczny", "Europa", "Przezroczyste lwy" i "Andy". Publiczności to nie wystarczyło, więc usłyszeliśmy jeszcze dwa utwory na bis. Jako ostatni wykonany został "Klaszcząc w dłonie". Przez te prawie sto minut trzy rzeczy się zmieniały. W użyciu była gitara albo elektryczna, albo 8-strunowa akustyczna. Perkusista sięgał po pałeczki różnego typu. Najbardziej rzucał się w oczy muzyk obsługujący saksofon i klarnet - albo grał na którymś z nich, albo udawał się za kulisy, czyniąc zespół na zmianę kwintetem i kwartetem. Jeśli nie liczyć tych roszad sprzętowych i personalnych, mało się na scenie działo. Instrumentaliści grali swoje. Wokalista, obsługujący też elektronikę, zapowiadał utwory, dziękował, przedstawił członków zespołu, a poza tym głównie obracał się w różne strony tak, że się zastanawiałem, czy próbuje dyrygować kolegami, czy tylko się upewnia, co właściwie robią. Variete bronił się jednak samą muzyką ze swojego bogatego dorobku - czasami lekko transową, czasami post-punkową lub nowofalową, a ogólnie przyjmijmy, że rockową - i nic więcej nie potrzebował. Po występie tłoczno się zrobiło przy stoisku z płytami Variete, gdzie wokalista z kolegami rozdawał autografy.

Auslander, Wrocław 27.06.2026, fot. Krasnal Adamu
Auslander, Wrocław 27.06.2026, fot. Krasnal Adamu

Rzuciłem jeszcze okiem na elektroniczno-wokalny duet Mapa / Szym_T na "Scenie Kalambur", po czym wróciłem na "Scenę Leżakownia" na występ projektu, który w skrócie mógłbym opisać tak samo. Nawet płcie poszczególnych muzyków się zgadzają. Różnica jest taka, że członkowie duetu Auslander są starsi, wokalistka śpiewa po niemiecku, a syntezatory przywodzą na myśl lata 80. oraz stare techno. Widzowie byli już znacznie mniej liczni niż na Variete, ale nadal reagowali głośno i pozytywnie. Sam też nie narzekałem, lecz występ wystartował z ponad 20-minutowym opóźnieniem i noc trwała od kilku godzin, więc opuściłem festiwal przed końcem.

Nie widziałem na tej edycji "Podwodnego Wrocławia" nieudanych występów. Nawet najsłabszy był dobry. Blade Loki i Alians to punkowe pewniaki i zdziwiłbym się, gdyby zawiodły. Variete czadu nie dał, ale klasę pokazał i z długim setem stanowił ukłon w stronę starszych widzów. Z kapel młodych i jeszcze młodszych: Apokalipstick okazał się strzałem w dziesiątkę.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!